Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 08/07/2019 in all areas

  1. 42 points
    Właśnie przekroczyliśmy liczbę 1000 zarejestrowanych Użytkowników na Forum! Z tej okazji mała niespodzianka dla Was w postaci możliwości darmowego pobrania e-booka edukacyjnego "Panoramy Tatrzańskie. Doliny, Polany, Podtatrze" 🙂 (możliwość pobrania tylko dla zalogowanych) Miłej "nauki"! Panoramy Tatrzańskie.pdf
  2. 26 points
    Szpiglasowy Wierch (widok na stronę Szpiglasowej Przełęczy).
  3. 21 points
    Czerwiec tego roku w drodze na Małołączniak.
  4. 19 points
    Zachodnie zbocza Ciemniaka
  5. 19 points
    Wschody i zachody słońca, mgły i chmury w górach są piękne , ale jest ich wiele z każdej strony. Tym razem troszkę inne spojrzenie na góry, ponieważ czasami sie mówi , że góry wyglądaja kosmicznie, a więc trochę kosmosu w postaci księżyca wschodzącego właśnie zza szczytu Zirmesspitze w Astriackich Alpach. Jaki będzie odbiór.... zobaczymy 🙂
  6. 18 points
    Zachodnie Tatry Słowackie, wydają się tak zapomniane, albo robią wrażenie zapomnianych, a mają tak wiele do zaoferowania, poniżej zbiór zdjęć z tego pięknego zakątka na ziemi 🙂 Ciągle widzę zdjęcia z naszych Tatr i znanych mi miejsc, może macie coś wartego uwagi w swoich szufladach by pokazać? Oczywiście z zachodnich Tatr Słowackich. Chętnie poznam nowe miejsca i zainspiruje się na kolejne wycieczki 🙂
  7. 17 points
    Zatytułowałam dla wszystkich, ponieważ zarówno bardzo zaawansowany tatrołaz może mieć ochotę na lekki spacer w pięknej scenerii tatrzańskiej, jak i ktoś, kto pierwszy raz chodzi po Tatrach zimą. Bardzo dużo chodzę po Tatrach, ale zawsze było to latem, jesienią, nigdy zimą. Parę dni temu, całkiem spontanicznie wylądowałam w Tatrach. Trafiłam na pogodę można powiedzieć "brzytwa", bardzo mało ludków - było to 6 stycznia, kiedy znakomita większość wyjeżdżała już z Tatr. W Murowańcu pustki, żadnych kolejek, cichutko. Pierwszy raz chodziłam w raczkach, bardzo mi się to spodobało i nawet ani razu nie udało mi się wyrżnąć 😉 😄 Trzy dni chodzenia szlakami, które latem przeszłam kilkakrotnie, jakże inaczej to wszystko wygląda zimą - po prostu zabójczo pięknie. Zacznę od Doliny Gąsienicowej (7 stycznia), która zawsze jest piękna i tego dnia również nie zawiodła 🙂 Zero wiatru, cały dzień słoneczko, mróz ok. -10 (na jednym ze zdjęć pokazany jest mój podmarznięty warkocz). Zobaczcie, jak pięknie wyglądała Gąska tego dnia 🙂
  8. 17 points
    Zwykle nie chwale się jakoś za bardzo swoimi trasami, ale ta będzie wyjątkiem. Bo nie codziennie robi się samotnie drogę Lublin-Zakopane, 10-godzinną trasę po górach i powrót Zakopane-Lublin w ciągu 24 godzin. To było czyste szaleństwo ale jestem z tego dumny, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem pasonatem :D Start 0:45 z Lublina, 6:15 Zakopane, 6:45 Kuznice, nastepnie Przełęcz Miedzy Kopami przez Boczan -> Murowaniec -> Czarny Staw -> Zawrat -> D5S -> Szpiglasowa Przelecz i Szpiglasowy Wierch - Morskie Oko -> 16:45 Palenica Bialczanska, bus do Zakopanego, 18:00 wyjazd do Lublina, 23:45 na miejscu :)
  9. 16 points
    Zdjęcie zrobione przy stawie obok Zbójnickiej Chaty - widok m.in. na Pośrednią Grań
  10. 15 points
    Tatrzańska bajka 💕 Okolice Przełęczy Między Kopami 😊
  11. 15 points
    "Upolowany" w piątce około 10 metrów od szlaków, liczył turystów 😉
  12. 15 points
    Zdjęcie wykonane 4 lata temu (ponad) dokładnie w marcu 2015 r (uwielbiam zimowe, marcowe zwłaszcza Tatry) - to było moje pierwsze zetknięcie z nimi. W jeden dzień zrobiliśmy trasę samochodem z Bieszczad (tam mieszkam) w Tatry. Przeszliśmy z plecakami o 3 nad ranem do schroniska w chochołowskiej w śnieżycy. Szliśmy bez latarek - bo gruby śnieg odbijał się od światła co jeszcze bardziej przeszkadzało. Z racji, iż tam nie ma opcji na pobłądzenie - doszliśmy do schroniska i się zameldowaliśmy. Podjęliśmy decyzję, że przeczekamy - ale ciekawość nas zjadała i w końcu (późno) wyszliśmy - cel Wołowiec. Ponownie się zaczęły zbierać chmury a dzień, krótki się kończył... Całe szczeście, załamanie nie nastąpiło, a my wróciliśmy. Noc już była gwieździsta, mroźna (ok. -20). Zmęczeni, wypiliśmy kilka piw na zewnątrz oglądając niebo pełne gwiazd. Pamiętam to jak dzisiaj.. od tej chwili jeżdżę w Tatry głównie zimą. Zdjęcie wykonane tuż pod Wołowcem Nikon D750 + Tamron SP 24-70mm f/2.8 Di (VC)* USD 24mm ƒ/6.3 1/1250s ISO 10 https://500px.com/photo/101836879/Destination-by-Krystian-Bigos?ctx_page=1&from=user&user_id=5357908
  13. 14 points
    Ja także zacząłem zimowe przygody w Tatrach. W niedziele zaliczyłem Grześ, Rakoń, Wolowiec. Raki od około 1800 założyłem. Pogoda taka, że dwie osoby w koszulkach minąłem 😉
  14. 14 points
    Kozi Wierch, to mój pierwszy szczyt, zdobyty w środku zimy 💕 Będąc po kursie turystyki zimowej, zapragnęłam zdobyć właśnie zimą, tę najwyższą górę, w pełni położoną w Polsce. Byłam już wcześniej min. nad Czarnym Stawem pod Rysami, czy na Szpiglasie wiosną, w warunkach zimowych, więc w końcu przyszła pora, na jakiś szczyt, w środku prawdziwej zimy 💕 Wyruszyłyśmy z Roztoczki ok. 7:30. Był mroźny luty, niebo błękitne i my dwie ... górskie wesołe łaziki 😍 Na szlaku nie było prawie nikogo i właśnie to kocham, w zimowych wędrówkach! Pustki na szlaku... dopiero przy Pięciu Stawach, parę napotkanych ludków. Jeszcze trafiłyśmy przy schronisku, na akcję chłopaków z TOPR'u - zabierali kogoś z odnowioną kontuzją kolana. Łyczek gorącej kawki, kanapka z serkiem, sprawdzenie w toalecie prognozy pogody i ruszamy dalej. Tak, okazuje się, że w Pięciu Stawach, Internet śmiga jak szalony, tylko hihi w kibelkach 😉 ale dobrze, że w ogóle jest 😎 Prognozy były łaskawe, bo cały dzień miała być "patelnia", więc około 10:30 ruszyłyśmy dalej, w stronę Koziego... Oczywiście po drodze jeszcze sesja zdjęciowa, ale czego się nie robi, dla upamiętnienia wspomnień ☺️ Po jakimś niedługim czasie, stanęłyśmy pod górą. No i ... dylemat, iść prawą stroną od żlebu, czy lewą stroną. Prawą idą ludzie, jest ich może w sumie z 8 osób, w różnych odstępach, a lewą ani żywej duszy. Z opisów znalezionych w necie, wynikało, że lewą stroną również można pójść, jednak ostatecznie wybrałyśmy prawą stronę. Pomyślałyśmy wtedy, że lepiej iść z ludkami, bo zawsze jakoś tak raźniej, zapuścić się w nieznane 😉 No to w górę! Powiem szczerze, że wchodziło się całkiem przystępnie i choć mróz już zelżał, szło się po śladach kolegów, jak po schodkach. Jedynie co jakiś czas, stopy uciekały lekko w głąb. Wchodziłyśmy w rakach, ale spokojnie można było iść bez, choć chyba w rakach, łatwiej było się nie zapadać. Stopniowo nabierałyśmy wysokości, aż doszłyśmy do skałki, nad którą robiło się już dość stromo. Tutaj postój na coś ciepłego i na podziwianie cudnej, zimowej tatrzańskiej bajki 😍 Po chwili, ruszyłyśmy dalej, w stromą górę. W pewnym momencie, ślad zaczął skręcać w lewo, a tam zaczęła działać moja wyobraźnia ... Był to trawers, przecinający początek żlebu ... pomyślałam no dobra, tam o tam, już jest szczyt, więc wdech i wydech, maksymalne skupienie, czekan w prawej ręce, kijek w drugiej i trawersujemy. Po przejściu tego dość emocjonującego odcinka, już tylko kilka kroków i byłyśmy na szczycie! Radość, szczęście, uśmiechy od ucha do ucha i przepiękna zimowa panorama z Koziego Wierchu. C u d o w n a !!! I ta wszechobecna biel, pięknie współgrająca z błękitem nieba! 💕 Na szczycie kameralnie, bo pięć osób tylko. Posiedziałyśmy trochę, chłonąc cudowne widoki, śnieżnobiałych szczytów, dolin i stawów. Jeszcze kilka fotek, filmików ze szczytu i schodzimy, bo robi się już późno, a była 14:00. Zimą, stwierdzenie "robi się późno", nabiera innego znaczenia 😄 Zejście okazało się łatwiejsze niż wejście, śnieg tak zelżał, że szło się bardzo wygodnie i przyjemnie, co jakiś czas lądując na pupie 😉 Schodziłyśmy sobie powoli w zachodzącym słońcu, na ścieżce nie było już nikogo oprócz nas, gór, lekkiego wiatru i tego cudownego śniegu, który uwielbiam w górach ... w powietrzu czuło się jednak zmianę pogody. Wiatr się wzmagał, przysypując nasze wcześniejsze ślady i sypiąc nam w twarz lodowymi odłamkami śniegu, co nie było zbyt przyjemne, przy mocnych podmuchach wiatru. Na szczęście, były to tylko podmuchy, a nawet niekiedy następowała całkowita cisza ... Słońce zachodziło gdzieś za górami, a my schodziłyśmy już do doliny... Zmrok dopadł nas w lesie, ale wyposażone w czołówki, szybko dotarłyśmy do Roztoki. To był dobry dzień ... następnego wiał już halny. Mili 💕✌️
  15. 14 points
    Nad Wielkim Stawem Polskim 4 października ❤
  16. 14 points
    Kuźnice - Dolina Jaworzynka - Przełęcz między Kopami - Hala Gąsienicowa - Murowaniec - Czarny Staw Gąsienicowy - Zawrat - Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich - Morskie Oko - Wodogrzmoty Mickiewicza - Palenica Białczańska Długość trasy ok 26,5 km, najwyższy punkt - oczywiście Zawrat (2159 m.n.p.m.), czas - no tak z przerwami, których podczas takich jednodniowych wypadów staram się robić relatywnie sporo - ok 11h. Tyle suchych faktów, teraz trochę pitolenia, jak coś to można pominąć, na dole są zdjęcia, można pooglądać, może któreś się spodoba 😄 No tak...wrzesień jest jednym z moich ulubionych miesięcy na górskie wędrówki, koniec lata, w miarę wyważona pogoda, trochę więcej czasu wolnego...czyli w góry. Postanowiłem zacząć inaczej niż zwykle podczas jednodniowych wycieczek, czyli nie z pkt A do pkt B a potem powrót w sumie podobną z reguły trasą, gdzieś tam zahaczając o pkt C a pójść tam, gdzie nogi poniosą. Główny cel był prosty - w tym roku robię głównie "nowe rzeczy", tak wybrałem się już na Kozi Wierch, Krzyżne, Bystrą, no i teraz wybór padł na Zawrat, z grona rzeczy "tych trudniejszych", do których należą również Rysy, Świnica i Mięguszowiecka Przełęcz. No i oczywiście Orla Perć, ale to będzie zwieńczenie wszystkiego, za jakiś czas 😛 taki ze mnie górołaz, z w miarę świeżą trójką z przodu, choć w sumie wiek nieważny 🙂 Zawrat, przynajmniej z opisów, wydawał się najłatwiejszy. No to poszedłem. Co potem? Wyjdzie w praniu, Zależy od czasu i sił (nie lubię wracać po nocy, 2 noce ze snem na poziomie minimum też mogłyby zrobić swoje). Trasa na Czarny bez przeszkód, coraz szybciej. Tam to już praktycznie wbiegam 😄 Kiedyś to cały dzień zajmowało a teraz rozgrzewka. Fajnie. Nowe spojrzenie na staw, Kościelec i resztę. Wcześniej tylko raz go obchodziłem, ale wtedy ledwo wodę było widać. Potem bez problemów, jedynie jak zaczęły się łańcuchy, to Paweł się zaczął obawiać. Nie wysokości, nie łańcuchów, jak mogli myśleć, inni, jeśli ktoś patrzył jak wchodzę, a kontuzji kolana, która sprawi, że stanę w miejscu i ani wte ani we wte 🙂 ech, oby się to nigdy nie trafiło, bo słabo angażować helikopter w tak głupiej sprawie 🙂 nic nie poradzę, że zamiast wybrać zdrowy rozsądek, wybieram serce 🙂 Tak czy siak weszło się, widoki oczywiście palce lizać (choć tego nie robiłem, nie po tych kamieniach 😄), szczególnie, że widziane po raz pierwszy. Zejście do Piątki bajka, szczególnie, że towarzyszyła mi p. Ela, z którą pogadałem trochę o górach, jeśli jakimś cudem Pani to czyta to myślałem o tym Szpiglasie, ale chciałem bardzo sprawdzić szlak przez Świstówkę, w miarę możliwości nie zostawię niezbadanego szlaku w polskich Tatrach 🙂 stamtąd więc na Morskie i asfaltówką na parking i busa. Świstówka spoko, nowe spojrzenie na znane mi już miejsca, których podczas tej wycieczki (i perspektyw i miejsc) było całkiem sporo. Sporo, jak na kogoś, kto trochę już pochodził po tych polskich Tatrach, choć wciąż ma problemy z łańcuchami 😄 no ale gdzie się obyć z łańcuchami, jak nie na łańcuchach? 😄 Trzeba walczyć ze słabościami, każdego dnia! Szacuneczek dla tych, co przeczytali, piwko tudzież żurek na szlaku w razie spotkania na mój koszt 😄 Obiecane zdjęcia: Ech...no jest coś niesamowitego w tych górach...coś, co sprawia, że człowiek wstaje w środku nocy (choć zwykle bardzo tego nie lubi) i jedzie przez tę noc (czego nie lubi jeszcze bardziej), żeby pójść tam, gdzie nogi i wyobraźnia poniosą, by w moment zapomnieć o problemach otaczających go na co dzień. I dać się ponieść i zachwycić temu co go zamiast tych problemów otacza tam. Piękne. Aha, sił było wyjątkowo dużo, przynajmniej na Czarny pod Rysami albo Gęsią Szyję, widocznie najlepiej odpoczywam, jak się ruszam 🙂 czasu brakło, nie chciałem zostać bez busa i wracać po nocy 😉
  17. 14 points
    Zejście z Bystrej przez Błyszcz.
  18. 14 points
    Czas na opis wczorajszego przejścia. Krótko zwięźle i na temat. Było bosko. Zacznę od początku. Pobudka godzina 1:00 przygotować śniadanko kawę i w drogę po szwagra (jego 2 wypad w Tatry). Rozpoczynamy podróż do Zakopca o 2:00. Na parkingu meldujemy się o 4:45, szybko zmieniamy obuwie, ubiór i w drogę o równej 5 ruszamy z Drogi Oswalda Balzera w stronę Kuźnic. Z nami już grupka 8 osób, która wędruje w tym samym kierunku ku szczytom. Po 1h30 min meldujemy się w schronisku ,a o 8:50 czyli po prawie 4 h jesteśmy już na Zawracie. Ku chwale ruszamy o 9:10. Pierwszym trudniejszym fragmentem jest Atak na Kozi Wierch legendarna drabinka wcale nie jest taka straszna 🙂 na Kozim meldujemy się o 11:22 czyli 2h 10 min od rozpoczęcia Orlej. Kolejnym takim naprawdę mocnym akcentem był 20 metrowy kominek pod Czarnym Mniszkiem. Od samego patrzenia kręci się w głowie. Na Zadnim Granacie meldujemy się o 13 przejście Granatów zajmuje nam około 20 min ze względu na dużą ilość ludzi woleliśmy nie czekać. Od zejścia z Granatów zaczyna się bardzo trudny etap, każdy fragment prowadzący północną stroną zboczy był mega śliski do tego drobny żwir, który uciekał spod nóg. Tutaj najbardziej bałem się o zdrowie, tłok na szlaku i krótkie nogi nie pomagają Orla Baszta z raczej zejście z niej fantastyczne. Radze poćwiczyć szpagaty bo to się przyda. Kolejne fragmenty Buczynowej też trudne technicznie. Później już z bez większych problemów w większości idzie się chodnikiem. Docieramy do Przełęczy Krzyżne o 15:36 czyli Orlą zrobiliśmy w 6h 26min. Po drodze zrobiłem ponad 500 zdjęć i filmików, do tego od Zawratu zmagałem się ze straszliwymi problemami żołądkowymi. większość Orlej pokonałem nic nie jedząc schodząc z Krzyżnego byłem już wykończony. Gdy doszliśmy do dna Doliny Pańszczycy dostaliśmy kolejną nagrodę od losu za trud, pięknie pozujące kozice. przy samochodzie byliśmy o 19:15 a do domu wróciłem o 23:30. Podsumowując przejechane samochodem 410km, piesza wędrówka 26,5km, Czas wędrówki 14h 15min. Czas całej podróży 21h30min. Pogoda fantastyczna przez cały dzień słaby wiaterek lub jego brak słońce zjarało mnie na twarzy i karku. 🙂 Radość z życia bezcenna.
  19. 14 points
    Dolina Pięciu Stawów Polskich, mostek na końcu zielonego szlaku nad potokiem Roztoka. DO
  20. 14 points
  21. 14 points
    W drodze z Małej Vysokiej do Doliny Białej Wody.
  22. 14 points
    Lustro na Czarnym Stawie pod Rysami 💕
  23. 14 points
    Mnich - Kant Klasyczny - Drugi wyciąg 🙂
  24. 13 points
    Były wschody, to też i niech będą zachody 🙂👍 Bajkowy zachód słońca w Tatrach, z ostatniego czwartku 💕
  25. 13 points
    Nie wytrzymałem długo w Nowym Roku bez gór :) trochę myślałem, czy porzucić letnie standardy i wybrać się w Tatry w zimie czy jeszcze w tym roku odpuścić, postanowiłem się jednak przejechać i zdecydowanie nie żałuje :) Ostatnie 4 dni obfitowały we wrażenia i piękną pogodę... jeśli tak będzie co wyjazd to już się nie mogę doczekać kolejnych :) 1. Wierch Poroniec - Rusinowa Polana - Gesia Szyja 2. Kuźnice - Boczań - Dolina Gąsienicowa - Czarny Staw Gąsienicowy - Kasprowy Wierch 3. Kuźnice - Hala Kondratowa - Kondracka Przełecz - Kopa Kondracka - Przełecz pod Kopą Kondracką - Kuźnice 4. Cyrhla - Kopieniec Wielki - Cyrhla
  26. 13 points
    A ja byłem tydzień temu 8 grudnia 🙂. Startowaliśmy z Palenicy Białczańskiej,a dalej Morskie Oko i Szpiglas.W połowie trasy pogoda się niestety pogorszyła i nie było widoków ze szczytu.
  27. 13 points
  28. 13 points
    Chyba niezbyt lubi pozować bo odwrócił się od "fotoreporterów" 😛
  29. 13 points
    Zdjęcia super, sam niespecjalnie się na fotografii niestety znam, więc pstrykam dla przyjemności, w tym miesiącu urzekł mnie taki widok:
  30. 12 points
    Morskie Oko - Rysy - Palenica Na Rysach byłam 3 lata temu. Spaliśmy wtedy w schronisku nad Morskim Okiem i ruszaliśmy w górę rankiem o 6:00. Tak wczesna pora, to była super decyzja, bo na szlaku tylko 4 osoby, tak jak i na szczycie - brak tłumów. Szlak piękny, jednak wymagający nieco kondycji 🙂 Widoki ze szczytu nieziemskie 😍W tym roku byłam 2 razy. Raz wiosenno-zimowe wejście w czerwcu, co było dla mnie mega przeżyciem. Wchodziliśmy letnim szlakiem, przysypanym w połowie śniegiem. Łańcuchy były również przysypane śniegiem i gdzieniegdzie odkryte. Inni wchodzili zimowym wariantem, czyli żlebem i potem rysą. Schodziliśmy rysą, jednak było dla nas zbyt niebezpiecznie, bo śnieg uciekał nam spod nóg, a na początku jest dość stromo i zdecydowaliśmy się wrócić dalej letnim. Za Bulą już żlebem, czyli zimowym wariantem. Byłam też dwa tygodnie temu, tym razem bez korzystania z łańcuchów i to była czysta przyjemność 💕🙂 Marzy mi się wejście zimowe, jednak do realizacji muszę jeszcze trochę "podrosnąć" w umiejętności i wiedzę 💕✌🙂
  31. 12 points
    Witajcie, chyba już ostatnia w tym roku jesienna wyprawa, tym razem padło po raz 4 na Kozi Wierch. Szlak : Palenica - Morskie Oko, Świstówka, 5 - tka, Kozi Wierch, Siklawa, Roztoka , Wodogrzmoty, Palenica . Czas przejścia około 11 godzin, kilometraż około 25 km. Pogoda wręcz idealna, czasami nawet słońce dawało w kość. Ilość turystów znikoma. Widoki jak zwykle - niesamowite. W dolinie Roztoki minął mnie Pan Krzysztof Wielicki , miło było Go spotkać na szlaku i wymienić parę zdań . Z przyczyn , że nie szedł sam nie poprosiłem o wspólne zdjęcie ( trochę głupie ale prywatność należało zachować ). Poniżej parę zdjęć z wyprawy.
  32. 12 points
    Chcę w tym wątku oglądać Wasze najlepsze zdjęcia wykonane na Kasprowym Wierchu lub w najbliższych okolicach. Zasada prosta. Jeden autor, jedno zdjęcie na dzień. Zdjęcie nie starsze niż dwutygodniowe. Zaczynam ja 🙂
  33. 12 points
    Świnica zdobyta ☺ Nie powiem, żeby było łatwo. Miałam chwilę zwątpienia, jak zobaczyłam dojście do "wrótek", już chciałam zawrócić, ale na szczęście pojawiła się pomocna dłoń i cel osiągnięty. Przy wchodzeniu cały czas myślałam jak zejdę, ale o dziwo zejście okazało się prostsze. Miałam też mały problem przy samym szczycie, jednak dla niższych osób ta półka może być wyzwaniem, ale znów pomocna dłoń i dałam radę 🙂 Pozdrowienia dla Sławka 🙂 Zdjęć z łańcuchów nie ma, zbyt byłam skupiona na wchodzeniu 😉
  34. 12 points
    Ostatni wschód słońca 2014 roku na Połoninie Wetlińskiej (Bieszczady) Nikon D7100, 18-105, 24mm https://500px.com/photo/95864729/Sunshine-in-the-morning-by-Krystian-Bigos?ctx_page=1&from=user&user_id=5357908
  35. 12 points
    Wschód słońca z Rakonia 🙂
  36. 11 points
    Chciałam Wam polecić przepiękną wycieczkę na Bystrą - najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, leżący całkowicie w Słowacji, wznoszący się ponad trzema dolinami: Gaborową, Kamienistą i Bystrą. Tego dnia, gdy wyszliśmy bardzo wcześnie rano ze Schroniska w Dolinie Chochołowskiej (nocowaliśmy w schronisku), moim oczom ukazał się piękny wschód słońca z fantastyczną mgiełką 🌞🌞🌞 Dzień zapowiadał się piękny i taki pozostał do końca. Idąc Doliną Chochołowską około 20 minut, napawałam się tak rzadko spotykanym wschodem słońca. Później skręciliśmy w Dolinę Starorobociańską (czarny szlak), którą doszliśmy na Siwą Przełęcz. Stąd skręciliśmy na Gaborową Przełęcz Wyżnią (zielony szlak), a następnie czerwonym szlakiem na Bystry Karb. Tutaj szlaki rozwidlały się, czerwony prowadził na Błyszcz, niebieski do Doliny Gaborowej i w przeciwnym kierunku, na Bystrą. Poszliśmy niebieskim na Bystrą, a schodziliśmy z niej ścieżką (nie ma tu szlaku) na Błyszcz, z którego zeszliśmy czerwonym szlakiem na Bystry Karb. Mieliśmy nocleg w schronisku, dlatego też z powrotem wróciliśmy do niego tymi samymi szlakami. Bystra jest najwyższym szczytem w okolicy, panorama z niej i widoki są przepyszne. W którą stronę nie spojrzeć, pięknie. Z Tatr Wysokich fantastycznie prezentują się Świnica i Krywań. Patrząc na zachód widać resztę szczytów Tatr Zachodnich z najbliższym Starorobociańskim. Na północy Ornak i Kominiarski Wierch, na południu natomiast Tatry Niżne 🏞️🌄. Szlak na Bystrą może jest troszkę monotonny, szczególnie przez odcinek leśny w Dolinie Strorobociańskiej, ale to chyba najkrótszy szlak od strony polskiej i widoki ze szczytu wynagradzają wszystkie niedogodności. Żadnych trudności technicznych czy ekspozycji, każdy w miarę zdrowy człowiek, jest w stanie przejść tę trasę bez problemu 🙂🙂🙂
  37. 11 points
    Trasa: Dolina Jaworzynka - Hala Gąsienicowa - Zielona Dolina Gąsienicowa - Karb - Kościelec. Powrót tą samą drogą. Zawsze chciałam wejść na Kościelec i zawsze miałam pietra :D Teraz, gdy mam to już za sobą, powiem krótko, nie taki diabeł straszny :) Chyba gorsze, bo dłuższe było podejście pod Kościelec na Karb. Samo wejście na Kościelec, owszem jest dosyć strome, ale w końcu to są góry. Nie było ani jednego momentu z ekspozycją, a przecież mam jakiś tam lęk wysokości. Oczywiście, jak ktoś chce może sobie stanąć nad przepaścią, tylko po co? Są po drodze płyty, inne mniejsze i większe trudności, ale dla mnie jeden moment tylko był trudny, już pod samym szczytem. Dosyć wysoko trzeba było się wspiąć, a nie bardzo było za co chwycić się. To samo było z zejściem w tym miejscu. Ale jakoś poszło, oczywiście z pomocą :D Bardzo drastycznie musiałam zmniejszyć pojemność zdjęć, więc ich jakość może być nie bardzo 😞
  38. 11 points
    Taki spektakl pod Kościelcem 😍
  39. 11 points
    Jednym z najpiękniejszych i najpopularniejszych miejsc w Tatrach jest Rusinowa Polana, chociażby ze względu na fantastyczne panoramy Tatr. Byłam tutaj latem, jesienią, a teraz udało mi się być zimą. Szłam z Wierch Poroniec, gdzie trasa w całości biegnie wygodną i bezpieczną drogą. Schodziłam natomiast niebieskim szlakiem na Palenicę i tutaj przydały się raczki 🙂
  40. 11 points
    Muszę się przez nowsze zdjęcia przekopać, ale na razie jedno ze starego aparatu. Rusałka żałobnik w Dolinie Białej Wody:
  41. 11 points
    A może góry z góry? 🙂 Zdjęcie zrobione z pokładu samolotu, lecącego na trasie Kraków-Tel Aviv, listopad 2017.
  42. 11 points
    To i ja się chwalę tym co udało mi się spotkać na szlakach 😁
  43. 11 points
    Szlak z Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę Roztocką nad Morskie Oko.
  44. 11 points
    Dobra, wrzucam tutaj to co wrzucałem na grupę jako zamknięcie wątku i na ten moment byłoby chyba na tyle*. Polecam takie inicjatywy tylko najważniejsze, żeby nie zrobić sobie przy nich krzywdy. *choć to nie jest moje ostatnie słowo. " Tatromaniacy, mamy to! Z nieocenioną pomocą Agaty, wczoraj zrobiliśmy porządek na odcinku Kuźnice - Czarny Staw Gąsiennicowy. Moim zdaniem jak na akcje z wlasnego pomysłu, z własnego salda urlopowego i przy uzyciu wyłącznie swoich narzedzi, wyszło całkiem poprawnie dlatego przynajmniej długością opisu podejdziemy pod mistrzowskie wpisy Pana Jurka Głowackiego z ukłonami dla autora. Co to znaczy "zrobiliśmy porządek"? Ano już precyzuję: 1) Posprzataliśmy w sumie ze 3kg wszelakiego śmiecia znalezionego na szlaku. Tutaj ukłon dla schronu na Murowańcu, który w połowie drogi pozwolił nam zutylizować u siebie to co zebraliśmy na szlaku. Super postawa, dzięki. Najmniej spodziewany odpad? Butelka przypominająca do złudzenia tą po małym oleju samochodowym. Nieee, nie przy parkingu. To byłoby zbyt proste. Agata odkopała ją może z 1,5km przed przełęczą między kopami. Co tam robiła taka butelka? Kto ją tam wniósł? Tej zagadki boi się nawet duet Mulder&Scully. 2) Odnaleźliśmy wystającą z gruntu metalową/żeliwną tuleję. Nie wiedzieliśmy czym jest, wiec na wszelki wypadek zabezpieczyliśmy ją kopczykiem kamieni, żeby nikt o nią nie przepadł i przekazaliśmy lokalizację kopczyka TPNowi, 3) Sprawdziliśmy elementy mostków na szlaku. Wystające gwoździe podobijaliśmy a info o jego stanie na wczoraj również trafiło do TPNu, 4) Zerwane kłody leżące na stoku nad szlakiem, trafiły w zabezpieczone miejsce poza szlak ponizej jego poziomu, żeby przypadkiem się na nikogo nie stoczyły (czysta prewencja), 5) Idąc przez Boczań na odsłoniętym, a'la graniowym odcinku szlaku znaleźliśmy wystające z drewnianych bali gwożdzie, niektóre ostrzem ku górze! Na tym odcinku je podobijaliśmy ale apeluję o szczególną ostrożność na innych szlakach - można sobie zrobić kawał krzywdy, 6) Taśmy wytyczjące szlak TPN na hali Gąsiennicowej, poprawiliśmy. Okrutnie pozarastały a przy witającym tam wietrze, pewnie zieleń zakrywała. Działając , największą starannością, żeby nie uszkodzić roślin, wyciągnęliśmy taśmy na wierzch, żeby granice ścieżki były lepiej widoczne, 7) ...i tutaj rzecz, która dała mi osobiście popalić najbardziej. Kto chodził do Murowańca ten wie jak długi jest odcinek z palisadkami utrzymującymi szlak, taka drabinka na ziemi. Kto tam bywa wie, ile gwoździ z nich wystaje. No to poprawka: wystawaŁO. Myślałem, że mi ręce odpadną ale podobijałem wczoraj ponad 150 tych skurczybyków, zeby nie wystawały nad poziom drewna i żeby nie stanowiły zagrożenia. Niestety jedyne co miałem to toporek (600g, więc jak na młot raczej waga piórkowa) a gwoździe zdecydowanie różniły się od tych do nabijania "pleców" w szafach i szafkach - zdjęcie z banknotem dla skali wielkości. Ta akcja zajęła nam cały dzień. Wyszliśmy z Kuźnic przez Boczań a wracaliśmy przez dol. Jaworzynki. Poznaliśmy świetnego kolegę, który ogarnia te szlaki z ramienia TPNu. Dogonił nas na szlaku i przywitał słowami "a ja sie dziwie czemu dzisiaj tu tak czysto!" co swoją drogą było bardzo sympatycznym gestem. 🙂 Najczęściej zostawalismy uznani za pracowników TPN. Kilkukrotnie trafiła się sympatyczna wymiana zdań a raz tylko usłyszałem: "Widzisz synku, tak wygąda pan śmieciarz" i nawet mi powieka nie drgnęła, bo ten synek kiedyś urośnie i właśnie dzięki takim "śmieciarzom" będzie mógł cieszyć się zwiedzaniem naszych tatr jeszcze przez długie lata. Trzymam kciuki, żebyście znaleźli w sobie tą samą motywacje i tą samą ideę robienia czegos i dla nas i dla gor nawet kiedy obserwuje was jakis gosc rzucając na ziemie kiepa, ktorego za kilka sekund podniesiecie. Cel jest wyższy nawet niż ego takiego człowieka. Raz jeszcze serdeczne dzięki za pomoc, Agata. Misja wykonana, mogę wracać. Powodzenia!" ...z grupy. Temat możemy zamknąć.
  45. 11 points
    Wyruszenie na szlak wcześnie rano nawet na początku lipca gwarantuje pustki na trasie i prawie pewne spotkanie z mieszkankami Tatr.
  46. 11 points
    I moja ulubiona chmurka, chociaż zwiastuje zmianę pogody na gorszą, Cirrus. Wygląda jak mazniecia pędzlem po niebie. Jeżeli je zaobserwujemy to za jeden, max dwa dni nadejdzie front. I przysłowie ludowe : cirrus na niebie, pogoda się zj.. Epsuje. 😂
  47. 11 points
    Tatry Zachodnie to i zachód spod Iwaniackiej Przełęczy
  48. 11 points
    Byłem na Glocku w piątek - pogoda na tyle przyjazna, że szło się niesamowicie przyjemnie, a na tyle nieprzyjazna, że chmury dość mocno ograniczyły widoczność na szczycie. Jeśli chodzi o samo wejście na Grossglockner to do schroniska na 2800 (i ciut wyżej do ok. 2900/3000) przejście absolutnie bezproblemowe (skała, momentami niewielkie odcinki śniegu, bo akurat od rana nieco popadało). Później fragment idziemy lodowcem, który akurat na Glocku jest mało spektakularnym i mało niebezpiecznym (oczywiście nie można lekceważyć!). Szczelina w zasadzie jedna, przed którą i tak odbijamy w mikstowy teren. Podejście lodowcem na wspomniany mikst dość strome, ale raki i czekan/kije w zupełności załatwiają sprawę. Po mikście jest ferratka bez większych trudności, po czym dochodzimy do schroniska na 3450. Stąd pole śnieżne do ok. 3600/3650 (momentami duże nachylenie, więc po opadach ostrożnie, żeby nic nie podciąć!) Na ok. 3600/3650 dochodzimy pod skały prowadzące na Kleinglockner. Stąd do samego szczytu Grossglocknera mamy teren wspinaczkowy (PD+) i miejscami sporą ekspozycję na grani, więc trzeba się z tym oswoić, żeby nie spanikować na górze (są też punkty asekuracyjne, więc w zespole lina i spokojnie można się asekurować). W niedzielę z kolei wybraliśmy się na Grossvenediger i tutaj już nieco inna bajka - nie ma terenów wspinaczkowych, ale jest za to lodowiec z prawdziwego zdarzenia z dość sporą ilością szczelin, więc wskazana umiejętność asekuracji na lodowcu, hamowania czekanem i wyciągania ze szczelin (u nas obyło się bez takich przygód 🙂). Startujemy z parkingu na wysokości 1080 m, więc do pokonania mamy prawie 2600m przewyższenia na szczyt! Dla wprawionych na pewno da się zrobić "na raz", ale polecam rozbić na dwa dni (z parkingu dochodzimy do schroniska na ok. 2550 (5h marszu) i tu nocujemy przed atakiem szczytowym - polecam wcześniejszą rezerwację! My poszliśmy bez, zaszliśmy na miejsce ok. 23 i prawie odbiliśmy się od drzwi. Udało nam się jednak dogadać z "bossem" i dostaliśmy glebę). Droga do schroniska to pierwsze 2,5h lekki trekking praktycznie po płaskim Później 0,5h lekkiego podejścia i ostatnie 1,5-2h już mocne zyskiwanie wysokości Rano wystartowaliśmy o 6, na szczycie byliśmy o 10 i zeszliśmy z lodowca o 12 (cały dzień lampa, szczeliny zaczynały się mocniej otwierać, więc jeśli zapowiadają Wam lampę to dla bezpieczeństwa polecam wyjść wcześniej!) Poza tym trasa technicznie bardzo łatwa (samo podejście) i względnie mało strome. Z ciekawostek - można zdobyć szczyt bez raków, widzieliśmy takich na ostatnim podejściu oraz na szczycie 🙂 Zdecydowanie nie polecam takiej głupoty - uważajcie na siebie! Z racji całodniowej lampy widoki ze szczytu były nieziemskie Jeśli ktoś z Was wybierałby się na któryś z w/w szczytów i miał jakieś pytania dawajcie znać - na ile będę mógł to pomogę 🙂
  49. 11 points
    Oczekując na moment, kiedy Słowacy otworzą po zimie Tatry zastanawiam się, od czego by tu w Tatrach zacząć sezon 2008. Wygodnie i miło byłoby znaleźć się w poczciwej Roztoce, ale oznaczałoby to zderzenie się z tłumem ludzi na asfalcie prowadzącym do Morskiego Oka i licznymi wycieczkami podchodzącymi do Pięciu Stawów. A od tłumu odzwyczaiłem się w Podsarniu, oj odzwyczaiłem. Wiele lat wyruszałem, jak inni, w Tatry wiosną korzystając z dobrodziejstwa tzw. długiego, majowego weekendu. Ale po serii różnych zdarzeń nazwałem ten czas Wielkim Wiosennym Redykiem. Dlaczego? O tym za chwilę. Przełom kwietnia i maja, idziemy we dwóch, Andrzej Aścik i ja z Roztoki do Stawów przez Siklawę i dalej, przez Świstówkę w stronę MOka (Morskiego Oka). Siadamy sobie na dnie Świstówki na paru wystających tam ze śniegu kamieniach i kontemplujemy miłe dla oka widoki. Wtem w polu widzenia pojawia się, od strony Stawów, grupa młodych ludzi. Zaczynają się dzikie harce, zjazdy bez pojęcia i talentu na dno dolinki. Zjeżdżający nie mają pojęcia (w słowniku parlamentarno - rządowym: nie posiadają wiedzy), iż w kępach kosówki, w które wpadają, często głową, czają się niebezpieczeństwa w postaci przyciętych gałęzi kosodrzewiny, bo wiedzie tędy letnia ścieżka. Kamieni też trochę wystaje, a są dobrze zamaskowane kosówką. Jest za daleko, by ich ostrzec, są zresztą zbyt głośni i rozbawieni. Jakaś dziewczyna przebija się z impetem przez trzymetrowy, co najmniej pas kosodrzewiny, leży nieruchomo. Podnosimy się z Andrzejem z kamieni, gotowi ruszyć w górę, ale po chwili dziewczyna się podnosi, nie jest sama, interwencja jest zbędna. Andrzej stwierdza z irytacją: zabierajmy się stąd, bo za chwilę będziemy musieli organizować akcję. Ruszamy dalej, nie mamy ochoty na odwiedzenie zatłoczonego Morskiego Oka, a zatem po dojściu do Żlebu Żandarmerii czekamy na lukę między grupami turystów, aby zejść tym żlebem na Włosiennicę nie pociągając nikogo za sobą. Śnieg jest stabilny, zagrożenie lawinowe praktycznie zerowe, należy tylko wystrzegać się obszernych kawern, ukrytych pod powierzchnią śniegu – nie jest przyjemne znaleźć się nagle w głębokiej jamie z małym okienkiem nad głową, wpaść łatwo, ale wydostać się niezbyt łatwo. Ok., nikogo w polu widzenia, czekany w garść i szybko w dół do miejsca, gdzie żleb zwęża się i zakręca, tu, niewidoczni ze szlaku siadamy sobie wygodnie. Gawędzimy spokojnie, aż do momentu, kiedy pojawia się dwóch chłopaków w wieku, powiedzmy studenckim. Przyzwyczajenie staje się drugą naturą człowieka i nawet nie chodzi tu o długie lata spędzone na uczelni. Mieczysław Świerz, świetny w swoim czasie taternik, autor poczytnego przewodnika wspinaczkowego, a w cywilu profesor Gimnazjum Św. Anny w podwawelskim grodzie, (co było ongiś niezłym wstępem do późniejszego objęcia katedry na krakowskiej Alma Mater) popełnił dawno, dawno temu następujący aforyzm: Najtwardszą skamieliną w Tatrach jest ludzka głupota, nie wietrzeje nigdy. A głupota i brak wyobraźni skutecznie w górach zabijają. Tatry bardzo wcześnie pokazały mnie, iż piętnując głupotę można komuś życie uratować, jeśli dobrze lekcję zapamięta. Podnoszę się zatem z kamienia i groźnym tonem zaczynam przesłuchanie: co tu robią? Czy wiedzą, gdzie są? Czy ten żleb jest podcięty? Itp. Obaj jesteśmy ubrani na czerwono, mamy marsowe miny – młodzi ludzie są wyraźnie wystraszeni i potulni, poszli za naszymi śladami, obiecują poprawę. Udzielamy im paru wskazówek i puszczamy dołu. Na Włosiennicy wypijamy, zgodnie z tradycją po piwie i schodzimy, nie spiesząc się do Roztoki. Tuż przed schroniskiem napotykamy naszych delikwentów ze Żlebu Żandarmerii – chwalą się, iż już wiedzą, gdzie się zapuścili i co to za miejsce, rozpytali się o to Gazdy na Roztoce. Dla bliżej niezorientowanych – dzierżawca schroniska i zarazem ratownik z wieloletnim stażem, a wyżej wzmiankowany żleb to potencjalne źródło lawin o takim wagoniarze, iż potrafiły na parę tygodni odciąć schronisko w MOku. Nazwa żlebu wzięła się stąd, iż za czasów c.k. monarchii postawiono tam koszary dla żandarmów – długo nie postało, nawet górale nie zdążyli tych koszar podpalić. Następnego dnia, dla odmiany, podziwiamy z Andrzejem z wierzchołka Mniszka ślady na śniegu, pozostawione niedawno prze jakiegoś bardzo ostrożnego we własnym mniemaniu turystę, który spacerował sobie w odległości około dwóch metrów od krawędzi urwisk opadających do Mnichowego Żlebu. Rzecz w tym, iż krawędź żlebu jest tam głęboko poszczerbiona, a nawisy, dochodzące do pięciu metrów wysięgu, wyrównały tą krawędź prawie do linii prostej. Mija rok, znowu idę przez Świstówkę, tym razem samotnie. Zejście na dno dolinki nie jest całkowicie bezpieczne, towarzyszą mi typowe zsuwy śnieżne, muszę uważać, aby nie podciąć większej lawinki. To nie są warunki na pałętanie się po Żlebie Żandarmerii – ale, od czego jest tak zwany Piwny Żleb wyprowadzający ostatecznie na Stare Szałasiska i Włosiennicę. Pomny ubiegłorocznych doświadczeń wpadam na głupi w ostatecznym rachunku pomysł: jeśli wykonam trawers w stronę tego żlebu w najbardziej niedogodnym miejscu to nikt po moich śladach nie powinien pójść. O święta naiwności! Trawers jest rzeczywiście niedogodny, bo grożący w razie popełnienia błędu ekspresową podróżą na dno Doliny Roztoki, czyli na łono Abrahama mówiąc wprost. Gdy docieram do górnej granicy lasu postanawiam spożyć małe, co nieco. Siadam wygodnie na zwalonym smreku, pojadam i popijam gorącą herbatkę z termosu. Idyllę psuje mi widok dwojga trzydziestolatków, wyłaniających się zza drzew. Zgubili moje ślady w lesie, są bezradni, jak małe dzieci. Cały ich animusz i odporność psychiczna wypaliły na wspomnianym trawersie, – ale nie zawrócili, pchali się dalej nie wiadomo, po co. Podobnie, jak przed rokiem, włóczę się po Dolinie za Mnichem. Warunki trudne, miejscami twardo, gdzie indziej przepadający śnieg – parę kroków po powierzchni śniegu i nagle siedzi się w nim po pas albo po szyję. Silnie operuje słońce, po południu rozpoczyna się festiwal niezbyt dużych, ale całkiem groźnych lawinek firnowych. Przekraczają one przetorowany na Szpiglasową Przełęcz szlak dochodząc prawie na samo dno Dolinki. Czworo młodych ludzi, nie reagując na ostrzegawcze okrzyki pcha się w stronę przełęczy w najbardziej idiotyczny sposób. Zamiast obejść najsilniej zagrożony teren dołem podchodzą coraz wyżej, tam gdzie żleby tworzą prawie układ dyszy Lavalla zwielokrotniając zagrożenie. Mają szczęście, wpisują się prawie dokładnie w połowę odstępu czasu między dwiema kolejnymi lawinami. Wtedy wówczas nadałem długiemu weekendowi majowemu prywatną nazwę Wielkiego Redyku Wiosennego – nie prawdą jest, iż owiec i baranów jest w Tatrach teraz mniej. Cdn.
  50. 11 points
    Światło...tydzień temu z okolic Kasprowego Wierchu 🙂
×
×
  • Create New...