dawno temu w 97 pilotowaliśmy z kolegą węgierską ciężką kolumnę sprzętu powodziowego z Chyżnego do Wrocławia. Zaczęliśmy o 6-tej rano ,we Wrocku byliśmy już po ciemku.Ja prowadziłem , kolega nawigował i prowadził łączność. Na rogatkach miejscowi sobie przejęli a nam WSK zaproponowało łóżka na ichnim OPP ,ale kolega że on się dobrze czuje i poprowadzi z powrotem. Pojechaliśmy , już za Krakowem , wydarzyło się coś dziwnego , przed nami droga pusta , kumpel kierunek i lewy pas , przyspieszył , prawy kierunkowskaz i z powrotem na prawy . Pytam się co on od.........a a on na to:wyprzedzam , nie chciał wierzyć ,że tam nic nie było . Po prostu miał zwidy ze zmęczenia.