Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/24/2020 in all areas

  1. 14 points
    Dolina Pięciu Stawów Polskich 05.11.2020
  2. 13 points
    Prawie dwa miesiące minęły od mojej ostatniej wizyty w Tatrach, ciągle coś stawało na przeszkodzie, jednak po sobotniej wizycie na Turbaczu powiedziałem "dość" i uznałem, że nie ma co odwlekać, czas w końcu się wybrać, tym bardziej, że pogoda w ostatnim czasie mocno zachęca do wycieczek. Nawet nie musiałem się jakoś bardzo zastanawiać nad celem wyprawy - po lipcowej trasie Grześ - Rakoń - Wołowiec - Jarząbczy - Kończysty - Starorobociański zamarzyło mi się jeszcze raz w tym roku wybrać w tamte rejony. Około godziny 8 zameldowałem się więc na parkingu na Siwej Polanie i pełen energii ruszyłem w stronę Polany Chochołowskiej. Powoli staje się to tradycją, że odcinek ten pokonuję podbiegając, dzięki czemu lepiej zniosłem poranne przymrozki panujące w dolinie. Po dotarciu do schroniska, bez zbędnego przedłużania, zacząłem wdrapywać się na Grzesia, na którego szczycie świeciło już przyjemnie słońce, dając nadzieję na ciepły, pogodny, pełen wrażeń dzień. Co bardzo mi się spodobało to fakt, że po drodze praktycznie nie spotkałem ludzi (zwierząt też na szczęście nie 😄) - przykładowo na Wołowcu siedział tylko jeden Słowak z psem... niesamowite, patrząc na tłumy, z jakimi w naszych górach można mieć czasem do czynienia. Tak samo było przez resztę wycieczki - ta cisza i spokój, do tego praktycznie bezchmurne niebo i piękna kolorystyka gór o tej porze roku, tworzyły razem niesamowitą całość - dokładnie tego oczekuję po jesieni na łonie przyrody 🙂 Myślę, że nie mogło być lepiej - trochę szkoda, że nie udało się "zahaczyć" o Starorobociański Wierch, ale patrząc na obecną długość dnia i tak fajnie, że wracając przez Trzydniowiański Wierch dotarłem z powrotem na parking przez zachodem słońca. Nawet powrót nie był zbytnio dokuczliwy - nie wiem, czy to kwestia małej przerwy od Tatr, pogody czy czegoś jeszcze innego, ale nieważne - cała wycieczka udała się znakomicie i to jest najważniejsze. Jeśli ktoś jeszcze nie był w Zachodnich o tej porze roku to czas nadrobić zaległości - jest super 🙂
  3. 13 points
    Gładka przełęcz - przełęcz w Tatrach Wysokich o wysokości 1994 m.n.p.m., dostępna szlakiem od strony Słowackiej. Od Polskiej strony wejście zabronione, aczkolwiek prowadzi nań dobrze widoczna ścieżka odchodząca od niebieskiego szlaku na Zawrat z Doliny Pięciu Stawów. Wejście nie nastręcza żadnych trudności. Z przełęczy rozpościera się piękna panorama na Dolinę Pięciu Stawów, Świnice wraz z Kozim Wierchem, Tatry Zachodnie oraz część Tatr Wysokich na czele z Murem Hrubego. Nieopodal przełęczy znajduje się Szczyt głównej grani Tatry - Gładki Wierch (2064 m). Łatwo dostępny dwuwierzchołkowy szczyt, prowadzi tam wydeptana ścieżka (poza szlakiem). Widoki ładniejsze niż z samej przełęczy. Poniżej kilka zdjęć
  4. 13 points
    Cześć, Korzystając z iście letniej pogody wybraliśmy się wczoraj, tj 07.11 w Tatry, a konkretnie na Grań Kościelców. Mimo iż robiłem tą grań już wiele razy i jest naprawdę łatwa, lubię ją i często na nią wracam. Podejście pod Mylną Przełęcz w cieniu, więc dało się odczuć że to już listopad. Skały mokre, często oszronione. Na przełęczy już lato, ciepło i skała sucha, więc ruszamy ... Grań miejscami w warunkach letnich, ale po stronie zachodniej, lód i bardzo ślisko. Trzeba uważać. Grań Kościelców (WHP 106) jest ciekawą kursową granią na Hali Gąsienicowej. Jej wspinaczkowa część zaczyna się na Mylnej przełęczy, a kończy na szczycie Kościelca. Grań można przechodzić w obie strony. Grań w większości jest lita. ( drytooling.com.pl ) W kluczowych miejscach są stałe punkty asekuracyjne. My zabraliśmy ze sobą tylko kilka taśm i górskich ekspresów. Całą grań pokonaliśmy na asekuracji lotnej, nie budując stanowisk. Mokre i śliskie miejsce, oraz stałe punkty asekuracyjne. Paulina jeszcze z kurtce puchowej ... ciekawy aczkolwiek łatwy trawers już tylko z polarze, był czas na podziwianie widoków przed szczytem Kościelca Zapraszam na film. https://www.youtube.com/watch?v=eQby7yVjRYQ Pozdrawiam.
  5. 13 points
    Witam, wybraliśmy się z żoną na zakończenie sezonu 2019 w Tatrach na drogę która chodziła mi po głowie dość długo. Zawsze jednak, wygrywały drogi dłuższe, trudniejsze. W październiku 2019 była piękna, iście letnia pogoda. Zapadła decyzja - zróbmy w końcu tą Sprężynę Sprężyna VI+ autorstwa Macieja Gryczyńskiego na zachodniej ścianie Kościelca - mimo, że krótka - należy do klasyków Doliny Gąsienicowej, jak i polskich Tatr. Droga obowiązkowa dla każdego, kto wspina się w tych trudnościach. 26.10.2019 Pierwszy wyciąg dość łatwy, po dobrych chwytach i stopniach. Drugi wyciąg ( kluczowy ) to start czujną płytką by w końcu dojść do cruxa czyli okap. Mało miejsca, mało dobrych stopni i do tego spora ekspozycja może dla wielu być zbyt dużym wyzwaniem. Okap pokonuję od lewej strony, następnie trawersuję w prawo. Puszcza bezproblemowo Trzeci wyciąg to już tylko formalność. Jeszcze zjazd. Można zjechać diagonalnie do początku drogi, lub prosto w dół ... i najlepiej tak, dlaczego ? BO WARTO! Na koniec, jeszcze film - https://www.youtube.com/watch?v=XwY2cvwpxDE Dzięki
  6. 12 points
    Również z wczoraj spod Świnicy
  7. 12 points
    To też niedzielne widoki.
  8. 12 points
    Dzisiejszy wschód nad Luboniem Wielkim....
  9. 11 points
    Cześć. 10-10-2020 Wybrałem się na wycieczkę w Tatry. Cel padł na Dolinę Pięciu Stawów, dalej na Zawrat i fragment Orlej, chociaż do Małego Koziego ze względu na zalegający śnieg i nie pewną pogodę. Od rana jednak lampa jakich mało w górach :) Idziemy w stronę przełęczy Zawrat. Na trasie trochę śniegu, ale idzie się fajnie. Będąc na Zawracie decydujemy się zaatakować Orlą. Jest lekkie oblodzenie, trochę śniegu, ale do Małego Koziego jakoś się idzie. Wchodząc do żlebu Honoratka decyduję się na wycof ze względu na oblodzenie i mokry śnieg. Nie ma co ryzykować w takich warunkach przechodzić Orlej, jeden błąd i zjazd na sam dół bez możliwości wyhamowania :) Za to widoczki są przepiękne. Od Gąsienicowej zbierają się gęste chmury. Przy zejściu z Małego Koziego dostrzegamy widmo. Dłuuuższa przerwa, trochę przemyśleń, sprawdzenie sił i decyzja, że idziemy na Gładki. Na Gładką przełęcz idziemy na przełaj spod Zawratu omijając Zadni Staw, a przechodząc przez Wole Oko. Droga nie sprawia trudności, jest nawet lekko wydeptana ścieżka. Dochodząc trochę ponad rozstaj niebieskiego szlaku, a drogi na Gładką przełęcz ścieżka jest wyraźna. Kamienie i piach lekko wyjeżdżają spod butów, ale przynajmniej nie ma oblodzenia. Po kilku minutach lądujemy na Gładkiej i dalej na Gładkim Wierchu. Widok ze szczytu, widoczna Świnica po lewo lekko w chmurach, poniżej Zadni Staw. Po prawo od Świnicy obryw Niebieskiej Turni, Przełęcz Zawrat, Mały Kozi, Zamarła Turnia. Po lewo Kozie Czuby i Szpic Koziego Wierchu. Z tej perspektywy ten fragment prezentuje się kapitalnie! Szczyt Gładkiego Wierchu - drugi wierzchołek. Bez większego pośpiechu schodzimy do schroniska w Piątce. Czakają na nas o dziwo łóżka, dobre piwo i kolacja. Wieczorem chmury spowijają dolinę Roztoki, aż docierają czasem nad Stawy. Bardzo miło się siedziało przy piwku obserwując spektakl zachodzącego słońca oraz przewalające się mgły nad stawem. Wycieczka zakończyła się następnego dnia w Palenicy - zejście przez Siklawice w dość mocnym deszczu :)
  10. 11 points
    W listopadzie nareszcie nastała piękna tatrzańska jesień. Niedzielne widoczki z Ornaku....
  11. 10 points
    Udało mi się w końcu odwiedzić ten piękny szczyt w ubiegły piątek... pogoda była piękna... przez całą drogę słońce choć listopadowe powietrze już potrafi dać się we znaki .... ciepła herbatka jak najbardziej wskazana 😁 Będąc na Siwej Przełęczy pojawiły się pierwsze chmury, które zakryły Bystrą, ale u góry było bajecznie.... Wychodziłam z Kościeliskiej przez Ornak, powrót Starobociańską...
  12. 10 points
    3 dzień wycieczkowy Niestety załamanie pogody na Czerwonych Wierchach spowodowało, że moja świeżo upieczona narzeczona się podziębiła i nie mogła mi towarzyszyć, ale jest kochana i wiedząc jak bardzo kocham góry bez najmniejszego problemu pozwoliła mi iść samemu 🙂 Pozostało mi tylko wybrać trasę, pomagał mi przy tym nasz kot Biszkopt, którego zabraliśmy ze sobą, a którym właścicielka kwatery tak dzielnie opiekowała się podczas naszej nieobecności 😂 Kawka, mapa i poszło, ostatni dzień więc chciałem trochę pospacerować i poszło: Wierch Poroniec - Rusinowa Polana - Gęsia Szyja - Rówień Waksmundzka - Psia Trawka - Toporowa Cyrhla - Hala Kopieniec - Wielki Kopieniec - Jaszczurówka - Olczyska Polana - Nosalowa Przełęcz - Nosal - Kuźnice
  13. 10 points
    A wczoraj na Turbaczu było tak: Bardzo przyjemna wycieczka 🙂 i mało ludzi jak na sobotę 🙂
  14. 10 points
  15. 9 points
    Dzisiaj ruszyliśmy na Wołowiec przez Grzesia pogoda super śnieg jest ,ale lodu pod śniegiem brak więc warunki super bez raczków było super!
  16. 9 points
    Miał być wschód na Świnicy, jednak ze względu na warunki - mocne oblodzenie i chęć wyspania się chociażby na mrozie (poprzednia noc w busie) wygrywa. Wycieczkę zaczynamy rano, na spokojnie, nigdzie się nie śpiesząc. Znów od rana gdzie nie gdzie oblodzenie, a w okolicach stawów w Zielonej Gąsienicowej cienka warstwa non stop. Jakoś tam się idzie, szkoda mi było raczków zakładać, tak więc wsio na żywca :) Cel - Świnicka Przełęcz. Gąsienicowa rano. Jest tak pusto i spokojnie. Piękne miejsce o tej godzinie i o tej porze. Wychodzi słoneczko. Z podejścia na Świnicką Przełęcz. Ślisko nad przepaścią, ale raczków się nie chce zakładać. :D Na Świnickiej przełęczy spotykamy kilka osób, kilka podchodzi już na szczyt Świnicy. Dalsza trasa wygląda na w miarę bezpieczną. Po dłuższej (a nawet bardzo długiej) chwili ruszamy w górę. Tatry zachodnie prezentują się NIESAMOWICIE!!! Gdzieś z okolic Świnickiej Przełęczy Coraz wyżej. Całe Tatry Zachodnie jak na dłoni. W żlebie Blatona spotykamy oblodzenie. Część osób zawraca świadoma niebezpieczeństwa. My jednak się nie poddajemy i ostrożne z pomocą łańcuchów dostajemy się na drugą stronę. Adrenaliny troszkę było, bo faktycznie jechało się jak na łyżwach :) Dalej bez problemów, słońce zaczęło oświetlać szlak, oblodzenie wyżej puściło i bezpiecznie wchodzimy na szczyt. Widoczki kozak. Piwko na szczycie i podziwianie najpiękniejszych gór na świecie. Jedyny minus, to to, ze ciężko zrobić panoramę bez czyjejś głowy w kadrze. Taki urok tej Świni. Tatrzańskie Kolosy. Panorama od Kołowego Szczytu, przez Lodowy, Pośrednią Grań, Staroleśny, Gerlach, Rysy, Wysoką, Mięguszę, Koprowy aż po Krywań. Gdyby było ciut więcej czasu poszedłbym jeszcze na Wierchy. Ale może i dobrze, że tego nie zrobiłem, bo w okolicach Beskidu dopadł mnie ból kolana. Glukozamina oraz -10 kg wagi pomogło, jednak wędrówka z całym wyposażeniem (sprzęt biwakowy + woda na cały dzień itp.) daje jeszcze odczuć kolanom, szczególnie przy zejściu. Tak więc znów się nigdzie nie śpieszę, wracam na Liliowe i na piwo do Murowańca. Świnica i jej grań widziana z Pośredniej Turni. Na Kasprowy, Czerwone Wierchy i Giewont. W tle Bejbi i Pilsko. W takich okolicznościach schodzić to ja lubię. Żywej duszy nie ma! :D Wyprawa kończy się szczęśliwie w Zakopanem. Było super. Teraz chyba trzeba wyczekiwać zimy w górach, jeszcze jeden halny i ... :D Już nie mogę się doczekać. Do zobaczenia na szlaku!
  17. 9 points
    Krawców Wierch to fajne miejsce, byłam w maju br. Duża polana i przy dobrych warunkach pogodowych ma się ochotę siedzieć i siedzieć i odpoczywać...
  18. 9 points
    Nie dość, że na mnie spozierał z wyższością, to jeszcze się nie przywitał 😠
  19. 9 points
    Po zachodzie z przełęczy między Kopami. Światła ciągnęły się w nieskończoność.
  20. 8 points
    Przyszedł czas, aby odwiedzić moją kochaną Babią Górę. Forumowe wpisy, zdjęcia z Diablaka tylko przybliżały ten moment. Zamknięte cmentarze, weekend, pogoda miała dopisać... Cóż, wybór mógł być tylko jeden. W sobotę zaczynamy wyprawę z Zawoi Markowa. Zielonym szlakiem dochodzimy do schroniska, skąd dalej tylko jedyną słuszną trasą na szczyt Diablaka, a mowa o Perci Akademików. Na początku wyprawy pogoda niedopisuje, jest pochmurno, lekko mży. Miało się rozpogadzać na popołudnie. Jednak im wyżej tym lepiej 🙂 W końcu docieramy na wierzchołek. Tatry widać jak na dłoni. O dziwo przy tak ładnej pogodzie na szczycie nie ma tłumów. Spokojnie znajdujemy miejsce pod wiatrochronem i wchłaniamy przepiękne widoki. Nim się obejrzałem nadszedł czas na spektakl jakim jest zachód słońca. Noc przebiega spokojnie, na szczycie pustki. Kolejnym etapem wycieczki jest oglądanie wschodu słońca. Zapowiada się rewelacyjne. Przez noc powstało morze chmur, z każdą minutą podnosiły się coraz wyżej. Na Diablaku pojawiają się turyści, nachodzą szczyt z każdej możliwej strony 😄 Oczywiście na szczycie piwko i wracamy przez przełęcz Brona. Cała wyprawa kończy się dobrze, szczęśliwi wracamy do domów.
  21. 8 points
    Cześć Na 7-8 listopada prognozy pogody są wymarzone, tak więc nie czekając kupuje bilety i zmierzam w Tatry. Słowacja zamknięta, toteż odwiedzam najpiękniejsze zakątki Polskich Tatr. Zaczynamy wyprawę około 6 z Kuźnic. Cel - Hala Gąsienicowa i Skrajny Granat. Pogoda jest wyśmienita, jest dość ciepło, jednak na szlaku zalega cienka warstwa lodu. Nieśpiesząc się dochodzimy do skrętu na Granaty, by dalej dotrzeć na Orlą Perć. Pytając napotkanych turystów (schodzących ze wschodu) mówią, iż grań jest w miarę sucha, można iść. Tak więc meldujemy się na Skrajnym. Jest super! Widok ze Skupniów Upłazu o wschodzie. Prześwietlone Tatry nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Kościelec ❤️ Jedyne łańcuchy w drodze na Skrajny Granat. Po dłuższej posiadówie i burzliwej dyskusji na temat widocznej panoramy idziemy w stronę Zadniego Granatu. Kiedyś ta trasa wydawała mi się nieco ekstremalna, jednak teraz to tak jakoś gładko poszło :D Chyba wyrastam ze znakowanych dróg w górach :) Widoki są niesamowite! Lodowy widziany spod szczelinki przy podejściu na Pośredni Granat. Na Skrajny Panorama z... Okolic Pośredniego Znów dłuższy popas i decydujemy się odwiedzić owiany złą sławą tego dnia żleb Kulczyńskiego. Podobno straszne oblodzenie, tak, że nawet Kukuczka by nie przeszedł - co okazuje się prawdą. Kilka zdjęć z drogi, efektowne zejście i wejście kominkiem pod Mniszkiem i wracamy na Zadni Granat. Żleb odpuszczamy, za duże ryzyko. Poszlibyśmy na Kozi, ale musieliśmy zejść do Murowańca po rzeczy. Widok na Zadni Granat z okolic Kominka pod Mniszkiem. Kominek - 20 metrów wspinaczki :) Panorama z Orlej przy mocno świecącym słońcu Znów meeega długa przerwa na podziwianie widoków. Zejście przed zachodem słońca (a mogliśmy kurczę poczekać na Zadnim na zachód... :/). Niestety w trakcie naszego schodzenia ktoś spada ze szlaku na Kozią przełęcz. Wg kroniki TOPR złamanie nogi. Już w świetle czołówek od Stawu Gąsienicowego docieramy do Murowańca... Jako, że nie można nigdzie przenocować, kładziemy się w ciszy pod schroniskiem na ławkach. Mrozek lekki złapał, ale ciepłe ubrania i dobranoc. Świnica w następnym poście :)
  22. 8 points
    @wiolka_94 ja też miałam obawy przed wejściem, mimo tego, że większość szlaków tatrzańskich miałam za sobą, Mnich był moim marzeniem, myśląc, że nie do zrealizowania. A tu pyk..... Zamówiłam przewodnika i marzenie zrealizowane!!! Cudowne wrażenia i wejście nie takie straszne jak się wydaje. Prezent super 👌
  23. 8 points
    Przy tak pięknej jesiennej pogodzie trudno usiedzieć w domu, dlatego wrzuciłem kilka rzeczy do plecaka i o 8.30 parkowałem auto na Zubrzyckiej Przełęczy przez którą przechodzi niebieski szlak na Policę (1369 m n.p.m.). Na początkowym odcinku trudno było iść w górę, bo głowa sama odwracała się o 180 stopni, by móc spoglądać na Tatry ponad morzem mgieł w dolinach. Na szczęście potem szlak prowadzi przez las i dzięki temu udało się jakoś wejść na szczyt. A ze szczytu całe Tatry jak na dłoni - nic, tylko siąść i napawać się widokiem. Równie piękny widok był w kierunku Wielkiego Chocza..... Chwilkę trzeba było też skupić uwagę na Królowej Beskidów.... Warunki takie, że aż zapomniałem o zjedzeniu drugiego śniadania. Jeszcze krótka chwilka przed pomnikiem katastrofy z 2 kwietnia 1969 ( ciekawe czy kiedyś dowiemy się co na prawdę było przyczyną rozbicia się samolotu - błąd w nawigacji jak mówią oficjalne dokumenty, czy zestrzelenie, a może jeszcze coś innego ) Taka zagadka do rozwiązania to ambitne zadanie dla osoby interesującej się niewyjaśnionymi górskimi tragediami - np. dla @Mnich Moderator
  24. 8 points
    W tym roku udało mi się być w Tatrach trzykrotnie, w tym miejscu umieszczę krótką relację z pierwszego wyjazdu, który miał miejsce w lipcu, wraz z moją drugą lepszą połową 😀 Opiszę dni, w których odbywały się wycieczki i pozwolę sobie wstawiać post po poście, żeby móc zamieścić jak największą ilość zdjęć 🙂 1 dzień wycieczkowy Był dzień po dotarciu do Zakopanego. Oczywiście pogoda jak to pogoda w lipcu, ciężko coś zaplanować, różne aplikacje inaczej wskazują prognozę zatem postanowiłem zrobić spacer na rozruch 😃 Dolina Białego - Dolina ku Dziurze - Dolina za Bramką - Dolina Strążyska - Siklawica - Sarnia Skała - Dolina Białego 2 dzień wycieczkowy Ten dzień miał być już dłuższą wycieczką, wszak poprzedni dzień pogoda nie rozpieściła i musieliśmy zostać w hotelu, padło na wszystkie Czerwone Wierchy, ja miałem okazje już być dwukrotnie, moja wybranka tylko na jednym z nich, zatem idealnie 😃 Kiry - Dolina Kościeliska - Hala Ornak - Tomanowa Dolina - Chuda Przełączka - Ciemniak - Krzesanica - Małołączniak - Kopa Kondracka - Przełęcz pod Kopą Kondracką - Hala Kondratowa - Kuźnice Ta wyprawa miała szczególne znaczenie, ponieważ postanowiłem w obecności Boga (i przyrody 😀) oświadczyć się mojej Beacie (kiedyś wspominałem w jednym z wątków o tym) 🙂 Padło na Kopę Kondracką - nasz pierwszy wspólny dwutysięcznik 🙂 A było naprawdę ciekawie, bo o ile na początku dnia było naprawdę ładnie to z biegiem czasu robiło się coraz bardziej pochmurnie, aż wreszcie na Ciemniaku złapał nas deszcz ze śniegiem 😂 W tamtej chwili byłem pewien, że cały mój plan, z oświadczynami, pierścionkiem, małym szampanem i plastikowymi lampkami w plecaku nie wypali, ale na szczęście między Małołączniakiem a Kopą pogoda sie znacznie poprawiła i plan się powiódł!
  25. 8 points
  26. 8 points
    Krzyczałem na cały głos Kubot, Kubot, ale zero odzewu 😞 Chyba piwka zmogły. To jeszcze panoramka jesienna ze Skrajnego Granatu. A Ty @Q'bot stworzyłeś drugi księżyc w Tatrach? :D
  27. 8 points
    Uprzejmie informuję, że administracja forum podjęła wczoraj decyzję o zbanowaniu użytkownika torprokura. Powód? Rzeczony użytkownik to kolejne wcielenie aktywnego ongiś forumowicza, który z powodu nagminnego łamania Regulaminu Forum został na stałe usunięty z naszej społeczności. Gwoli ścisłości dodam, że ów osobnik przez cztery godziny rozdawał wczoraj, na lewo i prawo, unlajki innym forumowiczów. Żeby zobrazować Wam skalę - łącznie dał ich ponad 800! Zastanawia mnie, co on musi mieć w głowie. Ani to mądre, ani to dojrzałe, ani to normalne. O zwykłej, ludzkiej przyzwoitości i honorze już nie wspomnę. Zdrowo myślący człowiek nie pcha się tam, gdzie go nie chcą. Napiszę jasno i dobitnie, ten Pan nie ma już powrotu na nasze forum. Na nic się zda zakładanie kolejnych kont - z automatu będą one banowane. Na koniec podzielę się osobistą refleksją. Jeszcze niedawno był taki moment, ze wspólnie z adminem rozważaliśmy podjęcie kroków prawnych w stosunku do tego Pana (jesteśmy w posiadaniu wielu dowodów, które w ocenie prawników noszą znamiona stalkingu). Z czasem jednak zrozumiałem, że tego typu ludzi (to eufemizm) nie można karać. Należy im współczuć. Dobrego dnia wszystkim 😉
  28. 8 points
  29. 8 points
    Mało szczytowe, ale także Tatrzańskie ( bez upiększania ).
  30. 8 points
    Cześć wszystkim , jestem tu świeżakiem w górach trochę mniej świeży i chętnie dołączą do kogoś czy grupy jeśli będzie weekendowo jeździł zimą czy latem w Tatry.
  31. 8 points
    Taki dziś wał halny nad Pasmem Policy o zachodzie słońca....
  32. 8 points
    Pięknie jest dzisiaj w Beskidach ☺
  33. 7 points
    I oczywiście Gęsia - ciepło jak w lato. Cudownie tak pobyć tam w takim cieplutkim słoneczku pod koniec listopada
  34. 7 points
    A to nie jest czasem "kompas" z opisem panoramy? Na Płaczliwym Rohaczu jest podobny. Jak byłem na Bystrej to tego nie było, albo nie pamiętam. Dobry stolik, żeby wódeczki polać :D Edit: Żeby oczy nacieszyć - końcówka października 2018:
  35. 7 points
    Cześć, kto był wczoraj w górkach, to miał przepiękną aurę od samego świtu 🙂 oraz pokryte szronem, bardzo śliskie kamienie - nie tylko w dolinkach.
  36. 7 points
    I jeszcze gorczańskie Tatry😉
  37. 7 points
    Gładka Przełęcz widziana z........ góry 🙂 Ja za swojej strony zachęcam do wejścia na przełęcz od strony słowackiej. Dwa warianty są długie, ale warte wylanego potu. Z Koprowej szlak prowadzi przez urokliwe Ciemne Smreczyny i dziką Kobylą Dolinkę , wariant przez Cichą jest doskonały dla miłośników roweru. Oba ( a także ścieżka z Kasprowego) prowadzą na Gładką, przez Zawory , miejsce które każdy tatromaniak i tatromaniaczka powinni zaliczyć.
  38. 7 points
    Też lubię kolory jesieni w Beskidach.
  39. 7 points
    A dzisiaj w Beskidach było tak.....
  40. 7 points
    Zainspirowana wycieczką @Luk_a i ja zawitałam dzisiaj na Krawców Wierch i jestem zauroczona. Pewnie wszyscy Beskidomaniacy już tam byli i dobrze go znają ale wrzucę kilka fotek. @Luk_ dzięki za rekomendację. Było super!!!
  41. 7 points
    Jeszcze z września tego roku - przelewająca się woda Stawów Spiskich tworzy małe wodospadziki. Dla mnie to jedno z ładniejszych miejsc w Tatrach😊
  42. 7 points
    Ponieważ motoryzacja odmówiła posłuszeństwa to nie pozostało mi nic innego niż potuptać po Beskidach. Pogoda była jak na listopad dość łaskawa, chociaż chmury "zabrały" widok na Tatry... .....chyba mój ulubiony fragment szlaku - szkoda że liście już opadły ....poniżej widok na Policę ze zboczy Urwanicy
  43. 7 points
  44. 7 points
    Wodospad Obrowski - Fotka zrobiona miesiąc temu w Dolinie Małej Zimnej Wody. Pogoda dopisała wtedy,było super😊.
  45. 6 points
    Po wejściu na wschód słońca na Krywań dnia poprzedniego udało w nocy nam się złapać słuszną ilość ok. 7h snu. Wstajemy mniej więcej około 5:30 i wsiadamy do auta. Musimy dojechać do początku niebieskiego szlaku na Popradzkie Pleso, po to aby wejść na Rysy. I Koprowy. Ale najpierw Rysy 😛 Rysy – szczyt, którego fanem od strony polskiej nie jestem. Rozważaliśmy wejście z Palenicy Białczańskiej, ale pamiętam jak szedłem tamtędy rok temu. Od Czarnego Stawu non stop w cieniu, widoki też te same – Mięgusze, Miedziane, Szpiglas, Miegusze, Miedziane, Szpiglas, Mięgusze, Miedziane, Szpiglas, oszaleć można! Paręset metrów wyżej dochodzi jeszcze MOKo. Myślałem, ze ducha wtedy z nudów wyzionę. Z wysiłku też, bo czas nas wtedy gonił (nie polecam zbiegania z Rysów w butach trekkingowych, mięśnie ud miałem tak wtedy nabite, że z tydzień musiałem je rozluźniać 😛). Z tego też powodu i z braku możliwości przyjazdu na spontana (brawo TPN) wybraliśmy wariant od strony słowackiej. Chociaż w słonku się idzie, coś nowego, no i do tego mamy w planach Koprowy, na który specjalnie się nie nastawiam, bo widziałem jakie chęci były na dodatkową trasę w dniu poprzednim. A to tylko było tylko krótkie wejście na Krywań. Na parkingu jesteśmy koło 7, aut już cała masa, ale udaje nam się znaleźć miejsce. Wychodzimy, patrzymy… nie ma parkingowego! 5 eurasków (albo 3, już nie pamiętam) zaoszczędzone 😊 Na początku 4km asfaltu do rozejścia szlaków przy Popradzkim Plesie. Droga wygląda podobnie jak na MOKo – jest asfalt, więc można się poczuć jak na szlaku z Palenicy 😉 Na szczęście jest dwukrotnie krótszy. Widokowo też jakiegoś wielkiego szału nie ma – o ile początek to (chyba) wycięty/"wywiany" las, więc pięknie widać co jest przed nami, to im dalej tym wycięty las zmienia się w nie-wycięty las i głównie możemy popatrzyć na przebijającą Grań Baszt po lewej stronie co jakiś czas 😊. Na początku też fajnie się prezentuje wierzbówka kiprzyca. Jest jeszcze jeden element wspólny z drogą do MOKa – zygzaki 😉 Tylko u nas są skróty, a tam… Niby coś tam przedeptane, ale chyba szybciej jest asfaltem niż przedzierać się przez las. Koło 8:00 dochodzimy w okolice Popradzkiego Plesa. Widać też czerwony szlak na Osterwę po prawej stronie. Chyba najbardziej „wyzygzakowany” szlak w Tatrach. Ale Osterwa nie tym razem 😛 Zastanawiamy się chwilę, czy nie zejść na jakieś śniadanko do Popradzkiego (z chęcią bym się przyjrzał również, jak wygląda to jezioro), ale nie byliśmy jeszcze głodni, więc odpuściliśmy. Dalej poruszamy się czerwonym szlakiem. Las stopniowo zamienia się w kosówkę, więc coraz więcej widać. Decydujemy też, że jak znajdziemy jakąś fajną miejscówkę to zrobimy pierwszą przerwę na szamę. Po 20 minutach przechodzimy przez most nad Żabim Potokiem. Decydujemy się, że tutaj coś zjemy. Możemy też uzupełnić (polecam filtr turystyczny, fajna sprawa) wodę ziomkowi, gdyż jedna butelka przed chwilą mu poszła. Filtrowanie wody zajmuje nam na tyle długo, że pozostała część chłopaków naciska by ruszać (miła odmiana po wczoraj 😛). Nie ma co czekać – do rozejścia szlaków już blisko. Docieramy do niego po około 5 minutach i skręcamy w prawo. Przed nami jeszcze chwila płaskiego podejścia, ale jakieś 800m w pionie samo się nie zdobędzie, więc… 😉 Szlak zaczyna prowadzić zakosami w kierunku Żabiej Doliny Mięguszowieckiej w coraz bardziej stromym terenie. Niestety – na jakiś czas musimy się pożegnać ze słoneczkiem, które jeszcze o tej porze w te miejsca nie dociera. Z racji, że idę na krótki rękaw, a bez słoneczka zbyt ciepło nie jest to idę swoim tempem. Będę na nich czekał przy stawach w Żabiej. Chwilę po 9 docieram, wybieram najwygodniejszy kamień, wyciągam bluzę i zaczynam jeść. Po paru minutach dołączają do mnie moi towarzysze. Wspólnie zaliczamy drugie śniadanie w pięknej okolicy. Przed nami Żabi Koń, ŻTM i Wołowa Turnia. Po naszej prawej stronie widzimy kolejne zakosy i utrudnienia – prawdopodobnie tam znajdują się te sławne „schody na Rysy”. Zbieramy manatki i ruszamy. Po paru minutach zaczynamy podejście zakosami, by po chwilę dotrzeć do łańcuchów, klamer i tych metalowych „kratek”. Bałem się, że w szczycie sezonu w tym miejscu natrafimy na jakieś konkretne korki, kolejki, itp., jednak na szczęście nic takiego nie ma miejsca. Bezproblemowo sztuczne ułatwienia przechodzimy. Następnie kilkanaście minut podejścia i już wyłaniają nam się te kolorowe flagi rodem z Nepalu. Docieramy do schroniska pod Rysami, gdzie robimy kolejny jedzeniowy postój 😄 Moją uwagę przykuwa kabel idący od schroniska w dół, po kamieniach. Ciekawe co by się stało, gdyby tak go przeciąć… 😛 A poważnie, jestem ciekaw czy na całej swojej długości jest pociągnięty wierzchem, czy w dalszym fragmencie został zakopany. Kiedyś może spróbuję zejść wzdłuż niego, zobaczymy do jakiej Narnii mnie zaprowadzi 😄 Ludzi jak mrówek, co chwila ktoś nas mija, w większości Polacy. Kontemplujemy widoki konsumując żelki i herbatniki. Z tego miejsca najbardziej mi się podoba Kopa Popradzka, na której widzimy wspinających się ludzi. Wchodzę jeszcze do schroniska. Swoją drogą strasznie mi się wizualnie nie podoba. Najbardziej kojarzy mi się z przewróconą na bok lodówką z naklejonymi czerwonymi magnesami. Postanawiamy ruszać dalej, bo naprawdę już blisko. Z wysokości schroniska widać przełęcz Wagę, skąd tylko rzut beretem na Rysy. Po kilku minutach docieramy na nią skąd w końcu otwierają się kolejne piękne panoramy z widokiem na Ganek. Krzychu jednak stwierdził, że dla niego dalsza ścieżka na Rysy przebiega zbyt blisko przepaści. Zostaję z nim próbując go namówić, reszta ekipy rusza w tym czasie dalej. Skubany nie daje się przekonać, a po wczorajszym wyjściu na Krywań chciałem byśmy wszyscy weszli na górę. W odpowiedzi słyszę, że on poczeka i tak wysoko zaszedł, a czuje lęk wysokości. Czasami ze strachem nie wygrasz, więc ruszam samemu. Po minięciu dwóch zakosów zauważam jednak, że szlak odbija w kierunku bezpieczniejszego terenu. Odwracam się i wołam: - Chodź Krzychu, dalej to wygląda lepiej! Schodzę do niego by iść między nim a tymi najbardziej newralgicznymi miejscami tego szlaku. Doganiamy chłopaków, a że oni nie czują tak bardzo terenu to idziemy szybciej. Tutaj taka ciekawa dygresja – Krzychu na szlaku (a na pewno w Tatrach) był drugi raz w życiu, pierwszy był dnia poprzedniego 😛 Nigdy nie zwracałem uwagi na takie błahostki, którędy wybrać najbardziej optymalną drogę pod górę, najmniej sypką, itp., bo zawsze mi to przychodziło bardzo intuicyjnie, a zauważyłem, że niektórzy w ogóle mogą tego nie dostrzegać. Także wchodzenie wyglądało tak, że ja wchodziłem, i z perspektywy kilku metrów podpowiadałem mu jak ma iść. Ciekawe doświadczenie, trochę jak z dziećmi 😛 Docieramy do takiej przełączki gdzie po prawej mamy szczyt słowacki Rysów, po lewej – polski. Jest parę minut przed 11. W tym miejscu zostawiam Krzycha i idę na słowacki wierzchołek. Polski totalnie mnie nie interesuje. Tyle ludzi, że nie ma gdzie tam usiąść. Ja sobie siadam niedaleko krawędzi, tak by nikt z przodu przede mną i ustawioną kamerką nie przechodził. Mimo wszystko czuję się jak na targu, bo gwar jest wszechobecny. Marzy mi się teleport na Ganek z charakterystyczną Galerią Gankową, którą mam na wprost siebie. Ale on pięknie wygląda. I Łomnica. I Wysoka. I Lodowy. No po prostu jest cudownie. Mógłbym tam siedzieć cały. O ile bardziej lubię ścieżki Tatr Zachodnich to nie mogę odmówić piękna Tatrom Wysokim, których strzeliste wierzchołki wręcz powalają. Jak zawsze cudownie prezentuje się Krywań, Hruby i nasz następny cel - Koprowy 😉 Na szczycie spędzamy ponad 1,5 godzinki. Człowiekowi ruszać się nie chce, bo jest tak pięknie. Poza tym czuję, że Koprowy może nie wypalić. Liczę się z tym, że po prostu zejdziemy do auta, więc chłonę ten widok „na zapas”. Niestety, w końcu nadchodzi ten czas – dołączam do chłopaków i pytam: - To wchodzimy na Koprowy? Ku mojemu zdziwieniu słyszę: - No tak, zgodnie z planem. Jedynie Krzychu przebąkuje, że on najwyżej poczeka przy Popradzkim Plesie albo Hińczowych Stawach. Cóż, jego decyzja. Ruszamy wszyscy razem, ale ja i Krzychu poruszamy się szybciej, więc stwierdzamy, że poczekamy na resztę gdzieś niżej. Zerkam tylko co jakiś czas za siebie, by się upewnić, że są i nie pomylą drogi jak wczorajszego dnia na Krywaniu. Za Wagą mija nas uczestniczka jakiegoś obozu (harcerskiego czy coś). Pełen podziw, rzadko widuje się kobietę idącą, ale nie biegnącą, która porusza się szybciej niż facet 😄 Przy schronisku widzimy jak chłopaki schodzą z Wagi, więc idziemy dalej. Dochodzimy do sztucznych ułatwień, które pokonujemy ponownie bez żadnej kolejki i zygzakami w dół przemieszczamy się w kierunku Żabich Stawów, a konkretnie do brzegu Wielkiego Żabiego Stawu. Czas uzupełnić zapasy wody i uszczuplić zapasy żywności. Zaczynam żmudne i powolne filtrowanie wody do bukłaka (wyliczona była niemalże na styk, było jej zaledwie parę łyków). W międzyczasie dołącza do nas reszta. Na stół wlatują kanapki, nieśmiertelne żelki, nawet i konserwy mamy! Dodatkowo jest na tyle ciepło i bezwietrznie, że postanawiamy się poopalać. Standardowo dla takiej pory dnia tworzą się chmury nad górami. Mam tylko nadzieję, że zgodnie z prognozami nie będzie żadnej burzy. Albo mocnego opadu deszczu. Liczę też, że chmury w dużej mierze się rozpadną, bo słoneczko powinno z każdą minutką dostarczać coraz mniej energii. Po 30-40 minutowym odpoczynku decydujemy się iść dalej. Idziemy ponownie zakosami, ale tym razem w dół i dochodzimy do krzyżówki. Bez zbędnego ociągania się skręcamy w prawo, w stronę Koprowego. Patrząc przed siebie mam wrażenie, że na tym wzniesieniu przed nami (niestety nie mam zdjęcia tego skurczybyka 😛) są już Hińczowe Stawy. Oj, jak bardzo się myliłem… Zakosami docieramy na wysokość ok. 1800m skąd jest piękna panoramka na całą Dolinę Mięguszowiecką. Cykamy parę fot po czym zmierzamy dalej na zaplanowany postój nad Stawami. Po około 30 minutach jesteśmy nad największym z nich o pięknej nazwie Velke Hincovo Pleso. No cóż, fajne te Mięgusze, jednak fakt faktem, że większe wrażenie robią od polskiej strony. Teraz to raczej to są takie „pagóry”. Próbuję rozkminić przebieg ścieżki z MPpCh, ale o ile jest trochę wyraźna u góry to tak u dołu nie mam pojęcia jak biegnie. A może być to ciekawy skrót przy jakiś bardziej ambitnych wycieczkach. Niestety nad brzegiem jeziorka zostaje Krzychu, zmęczenie daje mu się we znaki, więc stwierdza, że poczeka na nas tutaj drzemając w ciszy i spokoju. Pomagam mu jeszcze przefiltrować trochę wody i ruszamy w kierunku Koprowej Przełęczy. Chyba trafiliśmy na dobrą porę, bo o ile za krzyżówką szlaku mijaliśmy sporo schodzących osób to teraz, w całej Hińczowej Dolinie ludzi jest może garstka. No i taką dolinkę to ja rozumiem. Mija się jakieś stawiki, po lewej góry, po prawej góry, przed tobą góry. Cisza spokój, górska ścieżka.. i to jest dolina! A nie jak jakaś Chochołowska, która w ogóle nie powinna się nazywać doliną, tylko ubojnią. Tak czy siak, docieramy do ostatniego stromego podejścia na dziś. Zakosy na Koprową Przełęcz. Już z daleka robiły wrażenie 😛 No ale co poradzić, trzeba iść. Doganiam chłopaków, bo ze względu na zdjęcia (fotograficzne i zdjęcie bluzy 😄) zostałem trochę w tyle. Dochodzimy na przełęcz i znowu przerwa na małe co nieco. Góry są najlepszą dietą-cud. Można jeść ile się chce, a waga i tak idzie w dół 😄 A widoki z przełęczy… Już są niezłe, a do szczytu w pionie mamy jeszcze z 200m. Chłopaki ruszają przodem, ja kończę pakować swój bufecik. Zerkam jeszcze na szlakowskaz. Na Koprowy 45 minut (a na mapie to się wydaje rzut beretem…) i idę. Mimo tego, że szczyt wydaje się być bliżej niż jest w rzeczywistości (jak zwykle musiał być zasłonięty przez jakiś pagór ten na zdjęciu poniżej) udaje mi się dotrzeć na szczyt po ponad 20 minutach. A na samym szczycie – oprócz jednego starszego pana-fotografa 60m - nikogo! I ta absolutna cisza. Aż bębenki w uszach nie wiedzą co mają ze sobą zrobić. O taki spokojny, bezludny Koprowy nic nie robiłem! No co zrobić, czas na kabanosy i kontemplację widoków. Widać z niego tyle, że głowa siada. Panorama ze szczytu wskoczyła zdecydowanie na podium wraz z panoramą z Krywania i Rysów. Na zdjęciu poniżej Mięgusze, Rysy, z których przydreptaliśmy, Wysoka i Ciężki. Tutaj na pierwszym planie Szpiglas i Miedzane, a w tle Świnica i Orla. W międzyczasie na szczyt dociera drugi kompan. Ostatni członek ekipy niestety nie wszedł na szczyt. Dosłownie na 5 minut przed wierzchołkiem doznał zjazdu energetycznego i opadł z sił. Także przycupnął na małej górce przed Koprowym i tam odpoczywał. Na szczycie spędzam 45 minut. Kilkanaście minut temu poszedł mój kumpel a chwile po nim pan-fotograf. W końcu całą górę miałem tylko dla siebie 😄 Gdy pan-fotograf zniknął mi na przełęczy stwierdziłem, że czas zwijać manatki, bo tak średnio podobają mi się chmury. Parę minut po 18, można ruszać. Gdy zrobiłem dosłownie pierwsze kroki spadły dosłownie 3 krople deszczu. „No dobra, spie*dalam w podskokach, bo burzowych doznań z ostatniego biegu w Beskidach powtarzać nie zamierzam”. Pierwszy fragment zejścia pokonałem dosyć czujnie (jedyny moment chyba na całe trasie, gdzie musiałem użyć rąk) i dalej potruchtałem w kierunku przełęczy. Na szczęście te krople chyba tylko tak postraszyły, więc mogłem zwolnić. Zbieg zakosami w kierunku Doliny Hińczowej jest całkiem przyjemny, ale bardziej się zajmowałem tym gdzie jest pan-fotograf. Przecież niemożliw… cooooo? On już prawie u podnóża? No byłem pod wrażeniem jego tempa. W jego wieku chciałbym poruszać się z taką werwą, bo prędkość naprawdę miał nieziemską. Od razu widać, że w górach na niejednym szlaku był. Mijając go wyraziłem swój ogromny podziw. Chyba zrozumiał, mimo bariery językowej 😄 Pół minuty dalej dołączam do chłopaków i razem schodzimy do brzegu Wielkiego Stawu. Czas na kolejną zmianę garderoby – założenie bluzy, którą przed zbiegiem zdjąłem. Jest za kwadrans 19, słońce nisko nad horyzontem postanawia, po raz ostatni tego dnia, zaszczycić promieniami dolinę. Około godziny 20 docieramy do krzyżówki przy Popradzkim Plesie. Proponuję jeszcze skoczyć nad brzeg, ale z braku chętnych zmierzamy w kierunku parkingu. Po 40 minutach udaje nam się dotrzeć do auta bez korzystania z czołówek. Z tego dnia byłem zadowolony, bo plan udało się zrealizować w 100%. Chociaż wolę, gdy udaje się zrealizować cały plan + jeszcze trochę. Zawsze to jakaś dodatkowa, nieplanowana atrakcja 😄 Następnego dnia mieliśmy w planach zrobić Bystrą dla rozluźnienia, jednak przez przechodzące co chwila burzo-deszcze postanowiliśmy tylko pobrowarkować na Rusinowej wieczorową porą i pograć w „Czółko” (jeśli nie znacie tej gry, to polecam, takie a’la kalambury 😄). P.S. Piwko w takim gronie i z widokiem na deszcz na grani smakuje naprawdę wybornie 😄
  46. 6 points
    Też znalazłem takowe moje zrobione w lipcu...............15 lat temu
  47. 6 points
  48. 6 points
    @Mateusz Z - widoki dzisiaj schowały się we mgle, więc skupiłem się na drzewach. Jesień to najlepsza pora do zabawy z fotografią - odkrywam to na nowo co rok.....
  49. 6 points
    Wczorajszy Beskid Sądecki. Wierchomla Mała- Pusta Wielka- Jaworzynka- Bacówka pod Wierchomla- i zejscie do Wierchomli. Trasa przyjemna z ładnymi widokami z Jaworzynki.
  50. 6 points
    Poszliśmy wczoraj w Pieniny na Wysoką. Dokładnie :Jaworki- Wąwóz Homole-Wysoka-Przełęcz Rozdziela- Rezerwat Białej Wody- Jaworki. Ładna i bardzo kolorowa trasa. Wąwóz Homole przyjemnie wpuszczał do siebie promienie słońca, Kamionka szumiała koło uszu, Kamiennych Ksiąg odczytać mi się nie udało, za to czytałam historyczne i przyrodnicze tablice informacyjne. Wysoka pokazała całkiem ładne widoki choć Tatry były ukryte chmurami, zresztą cała trasa pełna było prześlicznej pieninskiej jesieni
×
×
  • Create New...