Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 21.12.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. Pogoda średnia ,ale @Werniksoświadczył,że umiera z chęci postawienia nam szarlotki w roztockim schronisku. No cóż taka okazja nie trafia się codziennie więc oczywiście nie odmówiliśmy .Oczywiście wyruszamy z Wierch Porońca . Jest ciepło , leży miejscami trochę śniegu , ruch na szlaku taki sobie , na pewno nie ma typowego dla sezonu tłoku. Wyruszamy około 9-tej , dziś , krótki dzień więc ok 14 planujemy być na Palenicy. W trakcie okazuje się,że Ignacy nie wziął czołówki , oczywiście oświadczam mu ,że jeśli coś nam się przedłuży i trzeba będzie schodzić po zmroku a on będzie świecił sobie telefonem to ja się do niego nie przyznaję. w miarę szybko docieramy do Rusinowej , jak patrzę na Gęsią to już sobie wyobrażam to błoto na podejściu przysiadamy na chwilę na łyk herbaty widoczek jakiś tam jest Podhale jak zwykle ostatnio we mgle ruszamy w stronę Polany pod Wołoszynem,jest całkiem fajnie schodzimy do drogi i docieramy do schroniska szarlotka oczywiście nie zawodzi , jest pyszna , po dłuższych posiadach ruszamy w dół na drodze ruch taki sobie, jak to w niedzielę, pogoda się pogarsza zgodnie z planem docieramy do Palenicy i nawet udaje się szybko złapać busa . W sumie było dość przyjemnie.
    9 punktów
  2. Dziś miał być Beskid Żywiecki ale @Wernikscoś tam wymyślił i się wycofał. Prognoza jest dobra co prawda trochę zimno bo ok-20 ,ale jest duża szansa na ,,śnieg,słońce i szlak,, .Tak więc carpe diem ! Na parkingu koło Homola jestem ok 8-mej. Wąwóz zasyapny śniegiem , sporo wycięli na zboczach , ładnie widać skały ,ale jeśli dopada to większa szansa ,że coś nam za kołnierz zjedzie. śniegu sporo idzie się ciężko ,ale w końcu docieram na Polany pod Wysoką i tu już jest ładnie tunel i światło ........ eeee chyba jeszcze nie podejście jest ciężkie są niby miejscami jakieś ślady , ale dość mocno zasypane świeżym śniegiem im wyżej tym śniegu więcej widoczki są zacne ,tylko mój ślad na śniegu przed atakiem się raczkuję założyli nowe barierki/poręcze. Wysoka jak to Wysoka mieszanka luźnego śniegu , pod nim lód , jest ciężko ale jakoś daję radę jest pięknie a na szczycie to już odjazd jestem sam , piję herbatę ,jem zamarzniętą kanapkę i patrzę mimo zimna siedzę dość długo oczywiście pozdrowienia dla tych co na szlaku schodzę i dopiero w zejściu spotykam kilka osób, powoli pojawiają się chmury , jutro ma kurzyć,Było mocno męcząco ale było warto.
    7 punktów
  3. Dawno nigdzie nie byliśmy , pora się ruszyć . Prognozy pogody były nie najgorsze , niestety ruch turystyczny spory.Wymyśliliśmy sobie Sokolą Perć bo nie daleko i nie problematyczny dojazd. Z Krościenka wyruszyliśmy we troje trochę po 9-tej dużo ludzi idzie na Trzy Korony my skręcamy na zielony w stronę przełęczy Burzana. Tu jest cisza i spokój podchodzimy na grań , taka sobie mieszanina lodu , śniegu i skały widoczki takie sobie , my się raczkujemy i ruszamy dalej Percią , chwilami wieje przykry wiatr @Werniks hardkorzy bez raczków , no cóż jutro będzie bolało bardziej ....... docieramy do Czertezika , tu więcej ludzi ,ale i widoczki trochę lepsze. schodzimy na przełęcz , Ignacy leci na Sokolicę , my czekamy . Później schodzimy sobie do Krasu , ludzi sporo ,ale w tym okresie to normalne. W przyszłym tygodniu będzie przerwa operacyjna więc trzeba będzie gdzieś wyskoczyć
    7 punktów
  4. Zatem... Ruszam na dół po śladach. Dodam, że odcinek szlaku z głębokim śniegiem był nieprzetarty, a ekipa schodząca była chyba pierwsza tego dnia i pewnie szli od Murowańca, więc nie było innego, przetartego wariantu. Niby mogę szukać lepszej drogi, ale tego wroga przynajmniej już znam, więc idę. Przecież ich było sześciu, to chyba nieco ubili? Idę i... Sacrebleu! (zaklął szpetnie), wpadam znów po pas, tym razem obijając łydkę o jakiś kamień pod śniegiem - BOSKO! Ale to tylko kawałek, tylko kawałek... Złażę dalej dziarsko kilka razy zaliczając glebę, aż dochodzę do szlaku przy Siklawie... ...i schroniska Tu nie siedzę długo. Jem (dobrą!) ogórkową, choć łapy mi się tak trzęsą, że ciężko do gęby trafić, wykręcam skarpetki (sic!) i w drogę. Iiiiii... Mater Dolorosa! Ja wiedziałem, że to podejście to konkret, ale ono jest bardzo strome! Ubieram takie raczki-nieboraczki, co to je nawet latem w plecaku noszę, żeby gdzieś nie zapodziać i idę. Albo jadę. Hamowanie kijkami żeby nie zjechać i dalej w dół. Szczerze? Dramat. Ale nie trwa długo. Wkrótce nachylenie staje się znośne. Roztoką - mimo zmęczenia - lecę jak głupi. Pod górę z całej siły pracując kijami, żeby odciążyć zmęczone nogi i dalej lecieć. Do wodogrzmotów dochodzę w ciemności... I teraz pytanie, co dalej. W lewo na parking, czy w dół? Parking korci, ale druga opcja też, bo nigdy nie byłem w Starej Roztoce, już postanowiłem, że dzisiaj będę, do tego wiem, kto czeka na meldunek z Roztoki i... Nie no, muszę. @barbie609 moder, z dedykacją dla Ciebie! Dodam, że kosztowało mnie to dodatkowy opiernicz od żony, bo "miałem iść na parking, a nie do jakiejś Roztoki po nocy" Zatem tylko łyk Pepsi i nazad. Tym razem już z oświetleniem. I co? I super. Prawie 12 godzin, ale widoki bajeczne, a i trening całkiem całkiem! Udany dzień. Tylko... Jutro do pracy. Ciekawe niby jak ?
    6 punktów
  5. W związku z opóźnieniem śniadaniowym wyruszam o godzinę za późno, ale za to porządnie ogrzany. Słyszałem, że na Zawrat za dużo śniegu i wczoraj ekipie nie wyszło, a wyglądają na takich, którym by wyszło, gdyby to było tylko możliwe. Ale sami mówią, że dość daleko szlak przetarli, zatem postanowiłem iść tym przetartym szlakiem tak daleko, jak mi się uda. Wyznaczyłem sobie nawet "deadline" do odwrotu na godzinę 14. I tak... Znów idę. Ścieżka wyraźna, w miarę ubita. Czasem się wpadnie do kolana, nic takiego. Szlak przy Siklawie rzeczywiście nieprzetarty, na Krzyżne również.... Na Kozi trochę śmiałków ruszało, więc szlak - przynajmniej z początku - przetarty, na Szpiglasową ponoć funkcjonuje wariant zimowy, bo od drogowskazu śladów brak, na Kozią też nic nie przetarte. Tu kończy się ścieżka, a zaczynają tylko ślady. Śniegu... VID_20260116_125748.mp4 ...tyle. Przepraszam za sapanie, ake nos mi się już - jak zwykle - zatkał. I tu dochodzę za śladami do miejsca, które można już określić jako złe. Idę po sądach butów, ake rozmiar chyba poniżej 40. Ktoś lekki. Znakow z ograniczeniem tonażu brak i tak wpadłem w śnieg do pasa. Uczucie raczej okropne, ale nic to, zobaczę dalej. Dwa kroki i... To samo. Powiedziałem sobie, że jeszcze raz tak wpadnę, to zawracam i nie wpadłem tak, tylko jeszcze gorzej. Jedną nogą prostą, drugą zgiętą i tak siedzę... Namacałem kijem jakiś kamień, odepchnąłem się, wykopałem zgiętą nogę i jakoś wylazłem. Na górze widzę ludzi schodzących z Zawratu, czyli tam już dobrze. Wpełzłem kawałek na kolanach (sic!), bo tylko tak się nie zapadałem i idę dalej, uprzedzając schodzących o urokach tego odcinka. Jeszcze chwila, jeszcze moment. Upatrzyłem sobie taką górkę, żeby gdziekolwiek w ogóle wyleźć. Powinien być ładny widok na Dolinę. I jest! Sprzęt zrzucam i siadam, ale w tej pozycji udaje mi się wytrzymać minutę czy dwie, bo w tyłek zimno. Zjadam zamarzniętego Marsa i w tył zwrot. Troche szkoda, bo Zawrat niemal w zasięgu ręki, ale już 14 i nie ma co chojraczyć, zwłaszcza, że zejście atrakcyjne... I to tyle w cz. 2, zaraz cz. 3
    6 punktów
  6. Prognoza na dziś była taka sobie ,ale ruszyć się trzeba . Nie mamy jakiś ambitnych planów więc taki klasyczny przedpołudniowy spacerek : Biała Woda -Rozdziele. Poranek w NT jest paskudny , ale Marta i Wiesiek docierają i ruszamy. Jest zimno ok -6. Na parkingu w Białej Wodzie jesteśmy dobrze po 9-tej. Jest zimno i pochmurno ,ale ładnie , słońce próbuje się przebić. Wchodzimy między skały jest pusto i cicho , leży cieniutka warstwa zmrożonego świeżego śniegu docieramy do końca , słońce walczy i zaczyna trochę wygrywać porzucamy drogę i podchodzimy żółtym na przełęcz słońce śnieg i chmury , jest super wczoraj było Widmo Brockenu a dziś pojawia się HALO docieramy na przełęcz widoczki się trochę otworzyły planujemy podejść do ruin bacówki i zejść drogą poza szlakiem niestety rusza się nieprzyjemny zimny wiatr , po naradzie odpuszczamy i zawijamy na drogę z przełęczy chwilami niebo robi się niebieściutkie przysiadamy osłonięci od wiatru na bacówce , i po herbatce schodzimy w drodze powrotnej podchodzimy do Smolegowej od południowej strony w dolinie jest już spory ruch spacerowiczów , docieramy do parkingu , w Szczawnicy wpadamy jeszcze na Plac Dietla na kawę i ciacho i bez problemu docieramy do domu. Fajne przedpołudnie , są jeszcze jakieś plany na niedzielę , ale zapowiadają załamanie pogody.
    6 punktów
  7. No dobra coś znalazłam ale muszą być tygryski po bokach bo kontaktu nie mam by zapytać o zgodę. To było chyba w drodze na Morskie Oko gdzieś w połowie lat 90tych
    6 punktów
  8. Jak już wspominałem, 19.12 w Schronisku na Hali Ornak odbyło się coroczne spotkanie poświęcone Hali Pysznej. 2 lata temu zapomniałem, rok temu nie pasował mi termin, w tym roku znów zapomniałem, ale przypadkiem przypomniał mi - prowadzący te spotkania - Wojciech Szatkowski z Muzeum Tatrzańskiego, z którym korespondowałem w sprawie stempla z pocztówki... Zacumowałem pierwszy raz w Zajeździe Józef. W dawnych dobrych czasach dziadkowego domu w Koscielisku przechodziłem obok Józefa wiele razy, ale tym razem po raz pierwszy zdecydowałem się na nocleg. Przyznaję, że przede wszystkim dlatego, że moje stałe miejscówki w Kirach były niedostępne lub za drogie. Ktoś już na Forum wspominał, ale potwierdzam - restauracja w Jozefie jest świetna. Kolacja królewska... ...a na śniadanie wspaniały omlet i kawa. Niestety tej nocy byłem chyba jedynym gościem (a w każdym razie cisza jak makiem zasiał i parking opustoszał) i kucharz przyjeżdżał dopiero o 10. Ale co poradzę, skoro już zapłaciłem? Poczekałem, wyspałem się, plan wyprawy musiałem zmodyfikować. Jednak bardziej atrakcyjne wydała mi się późna pobudka i dobre śniadanie niż próba zahaczenia o Polanę Chochołowską. Normalnie sam bym się ze sobą nie zgodził, ale jednak tym razem zmęczenie wzięło górę i - jak się okazało - słusznie. Zacząłem od Doliny Lejowej. Byłem tylko dwa razy, raz w górę, raz w dół. Parę zdjęć... Na podejściu topniejący śnieg odsłonił żabę, która widać nie ogarnęła w listopadzie prognozy pogody... Ciekawa rzecz, bo jakoś mój mózg zapamiętał, że w Lejowej na końcu jest stromo i męcząco, ale wcale nie jest. Dalej w prawo w stronę Chochołowskiej. To podejście akurat jest dość forsowne, trzeci raz idę i trzeci raz na końcowym podejściu mam z lekka dosyć. Zatrzymuję się i podziwiam widok, a ten jest piękny! Na samym początku zejścia... Tak! Ja wiedziałem, że Kudłata się na mnie zasądzi, pisałem to dzień wcześniej! Tyle, że ewidentnie się minęliśmy, bo ja schodzę, a miś tu wchodził... Zejście do Chochołowskiej zapowiada dalszy ciąg. Warunki złe. Bardzo złe. Głównie dlatego, że nie są stałe. Nie da się po prostu założyć raczków i iść, bo za chwilę trafiamy na suche kamienie. Było wszystko. Suche kamienie, mokre kamienie, śnieg zmrożony, śnieg kopny, lodowisko, a nawet potok płynący ścieżką. Rzadko mi się to zdarza na tak wczesnym etapie wycieczki, ale jeszcze nad Chochołowską zrobiłem postój. Tu kolejna niespodzianka, wdepnąłem... nie nie, tylko w głębokie maziate błoto dokładnie w miejscu, gdzie chciałem ciepnąć plecak. Szczęście w nieszczęściu... Gdy już dopełzłem do Chochołowskiej, stanąłem przed poważnym dylematem. Iść dalej na Iwaniacką, czy zawrócić na Siwą, przejechać do Kir i wejść normalnie Kościeliską. Stwierdziłem, że nie będę miękki i zdecydowałem, że idę. 14:15, więc teoretycznie 4 godziny czasu. Dam radę. Na moment założyłem raczki i... znów to samo. Sucho-mokro-sucho-slisko-sucho itd. Idę w tempie żółwim. Żółwim. Szukam miejsc przyczepnych, bo na lodzie nawet kijki nie pomagają, jak buty jeżdżą. Po drodze mijam ekipkę schodząca ze Starorobociańskiego (szacun!), panu raczki się rozwaliły na kamieniach i na jednym bucie miał tylko pół, co potwierdziło moje obawy, że lepiej się męczyć w górę niż ryzykować utratę sprzętu w takich warunkach, bo zejście zapowiadalo się miodnie. Koniec końców dużym wysiłkiem, zmęczony jak pies, osiągam Iwaniacką... w nocy. Odpalam czołówkę i... Kłopot. Baterie - zużyte w kanale podczas naprawy UAZa - dawały praktycznie zerowe światło. Oczywiście wziąłem nowe, aż tak głupi nie jestem, ale nie ogarnąłem, że żeby wymienić baterie, warto mieć światło. Lub trzecią rękę do świecenia telefonem. W końcu ogarnąłem i idę dalej, już że światłem. Na zejściu nie mam już wyjścia,bo jeżdżę po całym świecie i po prostu nie da się iść. Dosłownie. Znacie mnie, nie mam skłonności do przesady. Przy tym Orla w deszczu, a nawet Świnicka w śniegu bez raków były łatwe. I mówię serio. Chyba pierwszy raz żałowałem, że się nie wycofałem w porę. Czy kiedyś miałem gorzej? Tak. Gorzej było wtedy, gdy mnie przewiało na Kasprowym, bo wtedy naprawdę musiałem zjechać kolejka, bo zmarzłem tak, że wtedy to już naprawdę nie mogłem iść. A dziś jednak idę. I tak schodzę, a zejście przerosło oczekiwania. Zakładam raczki, idę 50m, ściągam, idę 200m, zakładam, idę 100m, ściągam, idę 100m, prawie leżę na tyłku na szybko wbijając kijek byle gdzie, żeby się całkiem nie wywalić (w pierwszej wersji odruchowo wpisałem wyj*ać, więc czujecie moje emocje). Zatem zakładam i tak w kółko. W końcu ląduje na kolanach mocno obijając prawą rzepkę i to jest ten moment, kiedy się rozumie potęgę gór. Dodam, że to szlak wybiera miejsce zakładania raczków, więc nie ma pniaczka, kamienia, po prostu ciap tyłkiem w błoto i zakładam. Koszmar, naprawdę koszmar. Z radością przekraczam Iwanowski potok. Stąd do schroniska już kawałeczek, ale dłuży się w nieskończoność. W pewnym momencie mam wrażenie, że nie idę na spotkanie o Pysznej, a na samą Pyszną. W końcu jest skręt w lewo, potok Koscieliski i światła schroniska. Docieram o 18:10. Wewnątrz dużo ludzi, ale wcale nie dotarłem ostatni. Zamówiłem grzane piwo i... się grzeję w oczekiwaniu na początek eventu. Nie nagrywałem i nie fotografowalem, bo uważam, że nieelegancko , natomiast ma być dostępne nagranie, to wrzucę link. Zaczyna się z opóźnieniem, ok 19, od scenki teatralnej w schronisku Pysznej jakoby, w wykonaniu aktorów teatru Witkacy. Pięknie zagrany Józef Oppenheim i Ruda Wanda. Naprawdę mam wrażenie, że to ci ludzie we własnej skórze, a nie aktorzy. Oczywiście nie żebym wiedział, jak oni wyglądali i mówili, ale ta niesamowita naturalność tego aktorstwa, po prostu wydawało się, że to faktycznie Opcio przybył zimą na Pyszną. Potem przerwa, toast i prezentacja pana Szatkowskiego o pyszniańskich narciarzach, ich losach i samym schronisku. Wybywam o 22, bo robi się późno. Planowałem najpóźniej o 22 wrócić, ale było za fajnie, żeby w środku wychodzić. Przez następną godzinę z hakiem widzę... Tyle. Natomiast widzę też coś, czego nie da się sfotografować komórką. Piękne rozgwieżdzone niebo nad "otwierajaca się jak książka" - to z prezentacji pana Wojciecha - Doliną. Niesamowite. Nigdy nie szedłem Kościeliską w taką noc. Naprawdę pięknie i naprawdę warto, nawet jeśli oficjalne stanowisko przedstawicieli Parku jest takie, że zimą nocne wędrówki nie są dozwolone, a zdepenalizowane... Do Józefa wracam o 23:30. Prysznic i spać. Było... Cudownie! Nawet mimo koszmarnych warunków na szlaku.
    6 punktów
  9. Czas płynie, a to wciąż ni sen ni jawa. Próba by - wbrew naturalnym ograniczenim tego świata - cofnąć czas, by zobaczyć, by poczuć coś, co dawno przemineło. Czy to w ogóle możliwe? Tak, byłem tam. Poszedłem, bo nie mogłęm tam nie pójść. Legenda tego miejsca, opowieści mojego Ojca, wiele lat patrzenia z dziadkowego balkonu na północne zbocza Pyszniańskiej Przełęczy z - jakże jeszcze do niedawna wyraźnie - widoczną ścieżką, niegdyś takn ważną na mapie Tatr Zachodnich, od '48 roku zamkniętą i niemal zapomnianą. Minęło już czasu ani mało ani wiele, pora wrócić do tamtego dnia, gdy - z ogromnymi nadziejami na dotknięcie historii i niesamowitą przygodę, wcześnie rano opuściliśmy schronisko na hali Ornak by udać się tam, gdzie od dawna się nie chodzi. Nie byłą to oczywiscie spontaniczna decyzja. Owszem - ogólnie jest to dość prosta trasa - w zasadzie niemal prosto na południe, ale przecież nie o to chodziło, żeby po prostu przejść Dolnią Pyszniańską z zamiarem wyjścia na przełęcz. Celem było dotarcie do ruin dawnego schroniska, żeby tam być, żeby zobaczyć to legendarne miejsce, moze poobcować z duchami, któe na pewno dalej grzeją się przy schroniskowym piecu. Tylko czy te duchy chcą w ogóle rozmawiać z przybyszami? Przygotowania były skrupulatne. Z wykorzystaniem zdjęć satelitarnych, starej wojskowej mapy i danych o wysokości schroniska ustaliłem miejsce, gdzie riuny powinny się znajdować... Ba wysokości 1241m n.p.m. u zbiegu Babiego i Siwego Potoku. Warto w tym miejscu zauważyć, ze droga przez Dolinę Pyszniańską - na mapach i pzred i powojennych omija schronisko od wschodu, przekraczajac Babi Potok na południe od samego schroniska. Co oczywiasście mogło mieć zupełnie drugorzędne znaczenie, bo - ze szczątkowych znalezionych informacji - wiadomo było, że drogi na znacznym odcinku w zasadzie nie ma. A zatem - po przygotowaniu wyprawy od strony teoretycznej - nadszedł w końcu ten dzień, kiedy z kolegą (bo przecież samemu w nieznane trochę strach) robimy skręt w lewo ze scieżki na Iwaciacką i kuerujemy się na południe, ku przygodzie. Ścieżka z początku wygląda tak. Jest niby widoczna, ale jednak słabo wydeptana, natomiast warto zauważyć, ze ktos jednak tu chodzi i nawet przecina powalone drzewa. Dla tych, którzy na tym etapie już chcą wyruszać - nie, to wcale nie jest tak przez cały czas. Ścieżki trzeba szukać, wyraźnien się rozgałezia, na pytanie, czy wszystkie odnogi potem łączą się znów w jedną ścieżkę gdzieś dalej, czy też np mozemy wyjsć nad Smreczyjńsi Staw? Nie wiem. Z drogi skręcajacej za mocno w lewo zawróciliśmy na tą, skręcającą bardziej w prawo. Gdzie zaprowadziłąby nas tamta? Któż to wie?. Las jest mocno połmany, ale na razie da sie iść. Jak w innych - podobnie zniszczonych miejscach Tatr Zachodnich - powoli rośnie tu nowy, młody las, aktualnie berdziej przypominajacy jednach chaszcze. Ścieżka jest raz wyraźniejsza, raz niknie, ale cały czas da się mniej wiecje prześledzić. I tak, nawet względnie komfortowo, osiagamy Dolinczański Potok. Pierwszy istotny punkt orientacyjny, któy pozwala nam ustalić, gdzie dokładnie jestesmy. Potoczek niby nieduży, ale wezbrany po niedawnych opadach i suchą nogą przejsc niepodobna. Woda wlewa się górą do butów, ale czy to wazne? Nie pierwszy i nie ostatni raz. Drzewa na ścieżce również pocięte, co dodaje otuchy - jesteśmy na ścieżce, nie zeszliśmy z kursu. Natomiast od razu powiem, ze od przekroczenia potoku sprawy zaczynają się mocno komplikować, z terenu jednak dosć zwyczajnego, nieco półamanego lasu, wchodzimy w dzicz. Fakt, ścieżka jeszcze chwilę prowadzi nas na południe, miejscami nieco jaby zanikajac, to znów pojawiając się na powrót. I gdy wydaje nam się, ze nie taka dzicz straszna, nasz optymizm tonie w... bagnie! Chluop, wpadam w błoto powyżej kostki. Jak wspominałem - choć pogoda piękna, to ostatnie tygodnie były raczej deszczowe i sciezka dosłownie topi się w bagnie. Kilka kroków wstecz i... teraz jesteśmy zdani na intuicję i orientację w terenie. I na łąskę i niełaskę Pysznej. A ta ułatwiać nie zamierza. Wleźliśmy, to popamiętamy. \ Tern to chaszcze, maliniaki i wielowarstwowy wiatrołom. Odruchowo wybieramy skręt w stronę zachodnią, tzn. w stronę Pyszniańskiego Potoku, traktując go jako główny punkt orientacyjny. Jednak wkróce odlrywamy, ze im blizej potoku tym wiecej maliniaków i przejscie przez te krzaki okazuje się niemożliwe. Należy zatem wybrać drogę nieco dalej od potoku, po powalonych drzewach. Kolega skacze z drzewa na drzewo czy idzie po pniach wzdłuż. Ale to człowiek wysportowany. Mówię mu, żeby nie skakał po drzewach, bo nie małpa, ale nie słucha, aż tu nagle hyc! - leci do tyłu, na szczeście prosto na mnie. Ja - jako ciężki kaliber - wybieram mozolne przełażenie przez drzwa albo siedząc na nich i przenosząc nogi na drugą stronę, albo zrzucając plecak i czołgając się pod. Nie muszę dodawać, że taki sposób pokonuywania przeszkód nie daje dobrego tempa i ten odcinek ślimaczy się niemożliwie. Dwa razy jestem zmuszony do przejścia po pniu (tzn wzdłuż powalonego drzewa), co raz kończy się utratą równowagi i skaleczeniem dłoni. nie bardzo, ale naprawdę trasa zaczyna być niepokojąco mecząca. Fizycznie, psychcznie - widać Pyszna tanio skóry nie sprzeda. I tak przedzierajac się mozolnie przez naprawdę nieprzyjazny i trudny teren, zblizamy się do kolejnego punktu orientacyjnego, jakim jest Zadni Ornak, bo to gdzieś w jego okolicy należy wzmóc czujnosć, zeby nie minąć celu od wchodu. Zastanawiamy się, czy ci na Ornaku nas widza? Bo krzaki miejscamu dość niskie, a widoczność świetna... (tu muszę przerwać, bo limit zdjęć właśnie się wyczerpał, wrócę, jak znów będę w stanie dodać kolejne)
    5 punktów
  10. Wlasnie, pocztówkę mam że stemplem, bo poczyowek że zdjęciem samego schroniska chyba nie było... Swoją drogą ciekawe, bo Oppenheim robił mnóstwo zdjęć na pocztówki, a pocztowek z Hali Pysznej brak. Musiał w tym być jakiś cel. Pomyślę jak to opisać, parę zdjęć schroniska wrzucę...
    5 punktów
  11. Krótka odwilż na szczęście się skończyła i ma być trochę mrozu oraz co ważne słońca. Powstaje plan krótkiego wypadu na Gorc. Ma być bezchmurnie więc liczymy na widoki .Rano w NT mgła , która jak się potem okazało utrzymała się cały dzień. Wyruszamy ok 8.30 na Przełęczy Młynne jesteśmy ok 9.20. Tu już jest słonecznie i mroźno , szlak przetarty i zmrożony ruch na razie niewielki , później pojawi się trochę ekip ,ale nie ma się co dziwić jest ekstra na Polanie Tokarka Wiesiek próbował dopaść jakiś lataczy niestety bez większego powodzenia , udało się ustrzelić tylko takiego docieramy na szczyt , mocno wieje , ale jak to przy wietrze jest i nagroda udaje się parę zbliżeń oczywiście Królowa , tam to dopiero musi pizgać to 500 m wyżej Fatra Magura Witowska i Wielki Chocz herbatka ,kanapka i ruszamy w dół w zejściu też jest ładnie całkiem miła wycieczka nam wyszła
    5 punktów
  12. Witojcie! Piszę do Was leżąc w ciepłym łóżeczku Zajazdu Józef, świeżo najedzony kwasnicą i napity piwskiem. Ale tylko jedno, słowo górołaza Wybrałem Józefa, bo pierwotny plan zakładał śniadanie w Chochołowskiej i atak na Grzesia, ale... Odwidziało mi się, ot tak wczoraj wieczorem przy wodzie gazowanej. Łap za telefon i rezerwuję parking, kupuję bilet... Nie chcę znów pastwić się nad pożyteczną jednak instytucją, jaką jest TPN, ale tanio nie było Zatem dziś rano w UAZa i w drogę ku przygodzie! Parking w Palenicy jeszcze pusty. Zdążyłem przed innymi i super. Szybkim krokiem lecę do Wodogrzmotów. Normalnie nie latam szybko, ale dziś przecież nie planuję Wyprawy przed duże W, eeee... Prawda? Przy Wodogrzmotach skręcam do Doliny Roztoki. A może wylezę do "piątki"? Zimą wszak jeszcze nie byłem. Droga rozjeżdżona przez gąsienicowy pojazd zaopatrujący schronisko, natomiast skróty dla pieszych... ...miejscami bardzo oblodzone. Zatem... Idę doliną Roztoki. Dobrze to wszystko zapamiętałem, a wiele razy nie byłem. Dolina jest stroma,do tego drogą nader często to wznosi się, to opada, co powoduje zmęczenie większe niż w innych tatrzańskich dolinach. Dochodzę do miejsca, gdzie kończy się drogą a zaczyba ścieżka. I wkrótce do rozwidlenia szlaków... Kiedyś mi się obiło o uszy, że zimą szlak przy Siklawie jest nieczynny (zasypany), i że trzeba iść zimowym wariantem czarnego, no to idę. I tak osiągam kocioł Doliny Pięciu Stawów. Jeszcze chwilka jeszcze moment.. ...i jestem! I tu niestety fanga w nos (nie dosłownie oczywiście). Na śniadanie spóźniłem się 20 minut (do 10), a dań obiadowych - ani nawet kawy czy herbaty - jeszcze nie ma (od 11). No cóż... Wyciągam jedyne co mam - flaszkę piwa - i sobie piję przysłuchując się mimowolnie rozmowom. A ekipa w schronisku zacna. Sami sportowcy i jeden tłuścioch. Z tym brzuchem to powinienem siedzieć w kącie tyłem do klasy. W końcu wybija 11 i zamawiam kawę i moskola z masłem x2, bo co mi po jednym? Przed 12 rozpoczynam cześć drugą wyprawy. Ale i tym za, moment
    5 punktów
  13. To tyle, co znalazłam w formie cyfrowej. Lata 90-te.
    5 punktów
  14. 5 punktów
  15. @barbie609 moder A propos szkolenia to właśnie włączyłam telewizor i na jednym z kanałów info przeczytałam na pasku ostrzeżenie żeby dzisiaj nie wychodzić bez czapki i rękawiczek
    5 punktów
  16. No to ja dla odmiany wstawię łagodne oblicze Babiej o poranku
    5 punktów
  17. Znalazłem zdjęcia z Ciemnych Smreczyn. Byłem z mamą i bratem w 2004. roku. Dawno temu...
    5 punktów
  18. A w ogóle to ja nie jestem "osoba" tylko "osób". Proszę używać maskulatywu, czy jakoś tak.
    4 punkty
  19. Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości. | Mark Twain |
    4 punkty
  20. https://www.wiocha.pl/1851859,Nowe-wydania-lektur
    4 punkty
  21. Historyjka przedwojenna: Zdarzyło się przed wojną, że krewki osobnik zaatakował Turka, który miał przy Marszałkowskiej piekarnię i sklep ze wschodnim pieczywem. Turek, jak to kupiec, jął dopytywać się "za co?". Napastnik wyjaśnił że za Cecorę. Cukiernik w krzyk, że pomyłka, że było to przecież trzysta lat temu! - "Ale mnie powiedzieli dopiero przed chwilą!" Stanisław Zieliński (tak, ten sam) "Wycieczki balonem, nr 6. Gawędy z pretekstem"
    4 punkty
  22. Nigdy nie wchodziłem na Gubałówkę pieszo, ani tym bardziej nie schodziłem. Jeszcze mi życie miłe.
    4 punkty
  23. Wiesiek był na Trzech Koronach nadesłał parę fotek i widmo Brockenu na szczycie
    4 punkty
  24. jak powstawało to było super położenie , droga do MOK-a szła tamtędy , taternicy tam bazowali , pisał o nim Żuławski , teraz jest tak z boku i dlatego dalej jest klimatycznym schroniskiem. Ty wchodzisz , a ktoś właśnie wychodzi , w kącie grają w karty , obok studiują mapę, ktoś naprawia raczki i gospodarz przyniósł mu kawałek drutu..Po prostu jest tak jak powinno ,
    4 punkty
  25. jeśli minął rok od popełnienia to się przedawniło. Tak czy inaczej udzielam nagany wzrokowej trzy sekundowej za naruszenie obszaru ochrony ścisłej. Kiedyś był chyba w Patrol Tatry odcinek w którym parkowcy pokazali jak to teraz wygląda. wielu rzeczy już niema a żal
    3 punkty
  26. Zakosami po trawie absolutnie nie trzeba, z Pysznianskiej wyraźnie schodzi wciąż widoczna ścieżka, a względnie świeże zdjęcia satelitarne pokazują, że kończy się na Polanie Pysznej. Swoją drogą, to ona musi być używana, bo inaczej dawno by zarosła jak np ta przez Siwe Sady na Siwą Przełęcz, która jeszcze naście lat temu było widać, a dziś już bardziej oczami wyobraźni. Nie żebym zachęcał do łażenia tam, ale jak już łazić po rezerwacie, np uciekając z przełęczy przed burzą, czy coś, to przynajmniej ścieżką . Co do odcinka w lesie, to mam przekonanie graniczące z pewnością, że od czasu pamiętnego huraganu przejście tamtędy jest... masochistyczne Odkopałem stary temat, ake zauważyłem, że wciąż bywa czytany. Już wspominałem też, że z Pyszna to moje odwieczne marzenie. Z okna dziadkowego domu widać było - w pogodne dni - ścieżkę na Pyszniańską. I te opowieści ojca o Pysznej, o tym, że kiedyś było tam schronisko, o tym, że tam pięknie i dziko. Ojciec już nie żyje i nie dowiem się, czy tam kiedyś był, czy tylko tak marzył...
    3 punkty
  27. Rio - ta nazwa też raczej się z zimą nie kojarzy "aaajajajaj, popłyń do Rio gdzie dziewcząt bez liku nie nosi staników gdzie bimber trzcinowy piją"
    3 punkty
  28. https://mistrzowie.org/848242/Zima
    3 punkty
  29. No to będzie taka, którą sobie sama zrobiłam w 2020, w maju.
    3 punkty
  30. Z racji odległości i ogólnej sytuacji pierwszy raz w Tatry pojechałam w 2007 roku. Oczywiście na Morskie wjechaliśmy bryczką Już wtedy zakochałam się w tym miejscu i wiedziałam, że na pewno wrócę. Wróciłam w 2013 r. i od tamtego czasu staram się być co 1-2 lata. Fotka z MOka z 2007 jak byłam jeszcze piękna i młoda W 2003 r. byliśmy w Szklarskiej ale nie wspominam dobrze tych wakacji i jakoś nie wracam w Karkonosze a że temat dotyczy Tatr więc tamtych fotek nie wrzucam
    3 punkty
  31. Ale dopuszczone tylko konie Euro 6 z układem recyrkulacji gazów i filtrem cząstek stałych
    3 punkty
  32. Niedźwiecki nie był moim ulubionym głosem, ale że Listy się słuchało często, to wbił się w pamięć. Ulubionym z lat 80-tych i wczesnych 90-tych był Kaczkowski i jego muzyczne gusta. No i niewątpliwie Mann, choć ten muzykę proponował często odbiegającą od moich ówczesnych smaków, za to opowiadał przeciekawie.
    3 punkty
  33. A tymczasem u sąsiadów nie biadolą... ...tylko za łopaty i odśnieżają
    3 punkty
  34. Ano mają, przecież charakteru na pierwszy rzut oka nie widać. Bywalo też rozczarowanie w drugą stronę, gdy ktos był ładny ale dopóki nie odzywał się, bo pustki w głowie żadna uroda nie przykryje. Ale to były daaaawne czasy.
    3 punkty
  35. O tak, choć nie szedł w parze z urodą, bo z głosu wydawał się ładniejszy Moje takie największe głosowo- wizualne rozczarowanie to Kazik, który tak ładnie śpiewał O Ani, Do Ani. I gdy go pierwszy raz zobaczyłam to byłam rozczarowana. Ot, takie prawo nastolatki
    3 punkty
  36. A Ty jesteś moze żonaty?
    3 punkty
  37. Hmmm....aplikacje czasem nie działają, czasem drzewa przewracają się na linie energetyczne i nie ma prądu żeby naładować telefon, meteorologowie też się czasem mylą.... natura sobie poradzi
    3 punkty
  38. dla ludzi , którym trzeba pisać na kubkach,że kawa jest gorąca ,a kotu szkodzi pranie w pralce to może wiadomość na wagę przetrwania. Chociaż czy to dobrze dla gatunku jeśli oni przetrwają?
    3 punkty
  39. Dzisiaj u mnie było-15 °C a ja bez ostrzeżenia wyszłam na zewnątrz. Tak mną to wstrząsnęło że aż musiałam o tym napisać. A tak na poważnie to nie wiem czy się śmiać czy płakać jak widzę reportera który stoi na chodniku w jakimś miasteczku gdzie spadło 10 cm śniegu i pyta ludzi jak sobie radzą. Albo pokazuje drogę na której są po bokach zaspy po odśnieżaniu i błoto pośniegowe i zastanawia się jak kierowcy dojadą do pracy. Myślę że następnym pokoleniem trzeba będzie robić szkolenia z przetrwania w warunkach zimowych.
    3 punkty
  40. co ty wiesz o byciu nie z tej epoki a co do śniegu to mnie też to rozbawia , spadło 40 cm śniegu i jest klęska. No ale jak się wszystkim wmawiało ,że opony wielosezonowe to de best , a śnieg w Polsce już nie będzie padał..... Ostatnio się ubawiłem jak zobaczyłem ostrzeżenia przed mrozem a zapowiadano -5.
    3 punkty
  41. Ja mogę dużo piwa życzyć
    3 punkty
  42. Taką ma robotę, pisać artykuły i to nie w kolko o tym samym. Bo do dobrego przyzwyczajamy się bardzo szybko i staje to się normą.
    3 punkty
  43. kiedyś w teren skalny używano butów z stalowymi elementami w podeszwie ,
    2 punkty
  44. Nowoczesne media niestety muszą ze wszystkiego robić sensację. Nawet prognozy pogody, to zwykle jakieś armagedony , zaś serwisy informacyjne to jedna wielka sensacjo-zbrodnia + oczywiście polityka (czyli najczęściej wałkowanie tego co ktoś gdzieś o kimś powiedział lub, coraz częściej - napisał na twitterze... O czym za dwa dni i tak zapomnimy, ale dziś musimy słuchać tego przez cały dzień. A jeśli akurat nic strasznego u nas się nie dzieje, to zawsze można przypomnieć coś z wczoraj, lub nagłośnić tragedię z drugiego końca świata. I potem w ludziach rodzi się przekonanie że kiedyś to, panie, było bezpiecznie, a teraz ciągle jakieś morderstwa, wypadki, napady, katastrofy. Choć statystyki mówią coś odwrotnego. Gdzie te (legendarne zapewne... ) czasy, w których np. pewien spiker czytający wiadomości radiowe powiedział "drodzy państwo, informuję że dziś nic godnego uwagi się nie wydarzyło". W pracy od paru lat słucham tylko II programu Polskiego Radia, bo tam jeśli są informacje, to jedynie kulturalne. A i muzyka dużo bardziej urozmaicona niż gdzie indziej. Nie ma tu playlisty walącej z komputera te same kawałki cały rok, tylko w innej kolejności. I praktycznie nie ma reklam - co jak dla mnie jest ogromnym plusem. Do tego jeszcze ludzie którzy się wypowiadają na antenie, mówią bardzo dobrą, a nawet często przepiękną polszczyzną. I wiedzą co mówią.
    2 punkty
  45. A co mi pozostaje innego? Już tylko mogę się śmiać, bo lepiej się śmiać niż płakać
    2 punkty
  46. nauka radziecka zna takie przypadki
    2 punkty
  47. widzę ,że konkretna impreza była
    2 punkty
×
×
  • Dodaj nową pozycję...