Jump to content

Blogs

 

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część V.

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część V.                   Czwartej nocy spada śnieg, rano jest zimno i ponuro, ale wreszcie przestaje lać. Śniadanie, chwila namysłu i ruszamy w górę Doliny Litworowej z zamiarem wejścia na Rohatkę. Góry są wyludnione, niewielu turystów napotykamy. Na Rohatce wiążemy się liną i rozpoczynamy wspinaczkę granią Małej Wysokiej. Droga dwójkowa czyli łatwa, Tadek radzi sobie świetnie, choć skały są śliskie, a temperatura niska, marźniemy na stanowiska

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część IV.

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część IV.               O kruszyźnie na Cubrynie ciąg dalszy. Moja córka Magda schodziła kiedyś, wracając ze wspinaczki prawym zachodem Abgarowicza i to w czwórkowym zespole: Tata, nie bierz nikogo na Abgarowicza, idź tam sam. Dla niezorientowanych: droga ta, nieco trudna (I) wyprowadza z Zadniej Galerii Cubryńskiej na zachodnią grań Cubryny – do jej wierzchołka pozostaje wtedy jeszcze całkiem sporo wędrówki. Gdy kończy się płytowa część tego zachodu po

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część III.

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część III.               Z kruszyną na Cubrynie zapoznałem się  dużo wcześniej (ab ovo – jak mawiali Rzymianie), bo w roku 1962 podczas pierwszego na nią wejścia. A było to tak. 22.08.1962 Opuszczam wczesnym rankiem moją Mamę na Skibówkach, Kuźnice, Hala, Żleb Kulczyńskiego, Granaty, Krzyżne, skąd via Stawy schodzę do Roztoki, gdzie nocuję. Zimno, mgła, niepogoda. 23.08.1962 Pogoda się poprawia, a zatem MOko, Dolina za Mnichem, Mnich przez Pł

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część II.

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część II. Znam uskok zachodniej grani Cubryny z autopsji, jedenaście lat wcześniej przeszedłem go bez asekuracji, teraz, ze względu na Tadka wole związać się liną. Dwa wyciągi i dwa haki stanowiskowe i już uskok za nami. Idziemy dalej ściśle granią świetnie się bawiąc. Gdy wpisuje nasze wejście do książeczki na wierzchołku Tadek dopisuje: w dniu otwarcia XXI Olimpiady ery nowożytnej w Montrealu. Przełączka pod Zadnim M
 

Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część I.

Rodzinne wspinanie, rok 1976.             Lato 1976, opiekuję się przez pewien czas Tadkiem, moim piętnastoletnim wtedy bratankiem. Chodzić z nim po szlakach znakowanych – mało atrakcyjne dla młodego, sprawnego chłopaka, a dla mnie nuda. Poza tym jak się z kimś liną zwiążę to mam pewność (i komfort psychiczny), że nic zdrożnego się nie stanie. Jedziemy do Morskiego Oka, gdzie jako stały bywalec zawsze mogę liczyć na noclegi i to nie jeden w Starym Schronisku.               Co pokazać
 

Słowackie spacery 5/5

Niestety, jak to zwykle bywa, nadchodzi ten dzień, kiedy nawet najlepszy wyjazd, dobiega końca. Mój pierwszy pobyt na Słowacji kończył się w sobotę, ale wcale nie musiało to znaczyć, że od razu wrócę do domu. Postanowiłem "na do widzenia" spędzić jeszcze trochę czasu w górach. Po szybkim śniadaniu i pożegnaniu się z gospodarzami kwatery podjechałem do Starego Smokowca i ruszyłem w stronę Hrebienoka. Czułem już mocno poprzednie wycieczki, więc droga przez las, bez widoków, niespecjalnie mi się po

staroń

staroń

 

Słowackie spacery 4/5

Czwarty dzień spacerów po Słowacji przez długi czas nie dawał jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o warunki, podobnie jak wszelakie wcześniejsze prognozy pogody. Nad Popradem świeciło słońce, jednak niewiele dalej, nad Tatrami, wisiały gęste chmury. Niewzruszony, wsiadłem w samochód i pojechałem w stronę Strbskego Plesa, mając tego dnia w planach ruszyć w kierunku Bystrej Ławki. Poranek był jednak tak mglisty i nieciekawy, że, jak rzadko kiedy, zdecydowałem się zawrócić - ledwo widziałem, co się

staroń

staroń

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 5/5

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 5/5

Nie wiem czy ktoś to w ogóle przeczyta, skoro zobaczyliście psa - głównego bohatera tych powieści 😛 Ale może znajdą się też tacy, których interesuje co dalej 😁 Jednak ostatni dzień też był super! Serio, warto przeczytać! 😛  Wstajemy około 7:30, powoli zaczynamy się zbierać. Jakieś małe co nieco na śniadanie, ubieram się i... hmm... czuję obtarcie 🙄 No nieee, ostatniego dnia... Zgłaszam problem Houstonowi.  - Piter kurna, przed nami zacny dystans, ale z zatarciem mogę nie dojść. -

Luk_

Luk_

 

Słowackie spacery 3/5

Nadszedł trzeci dzień wyjazdu, mający przynieść pogorszenie pogody, co prawda nie tak mocne, że miało padać, ale wzmożone zachmurzenie było bardzo możliwe. Dziwnie to może zabrzmi, ale mi to pasowało, raz, że chłodniej, dwa, że nie będę się pchał gdzieś wysoko, taka przerwa, można powiedzieć. W takiej sytuacji zwykle obieram za cel jakiś staw a że dużo słyszałem o Zielonym Stawie Kieżmarskim, to właśnie to miejsce postanowiłem tego dnia odwiedzić. Pogoda początkowo była nienaganna, ale zanim nad

staroń

staroń

 

Słowackie spacery 2/5

Drugi dzień dreptania po słowackiej ziemi zapowiadał się wyjątkowo dobrze, miał to być zdecydowanie najbardziej pogodny dzień całego tygodnia, oczywistym więc było, że muszę zaplanować coś godnego tych warunków. Jednocześnie nie widziałem opcji, żeby drugi dzień z rzędu wstawać o 5 rano, więc zamarzył mi się jakiś widokowy szczyt, na którego nie wchodzi się długimi godzinami. W plan ten idealnie wpisał się Krywań - drugi, po Rysach, najwyżej położony tatrzański szczyt, na który prowadzi znakowan

staroń

staroń

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 4/5

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 4/5

Czwarty dzień naszej wyprawy czas zacząć. Budzimy się i wraz z chłopakami przygotowujemy się do wyjścia. Wyspaliśmy się całkiem porządnie, a energii dodaje nam fakt, że dzisiejszy dzień ma być najcieplejszy podczas całego tripa. W szczytowym momencie słupki termometrów powinny pokazać jakieś 11-12 stopni. Taką zimę to ja rozumiem 😎 Ubieramy się - sama bielizna termoaktywna i bluza w zapasie w zupełności styknie. Zakładamy nasze w miarę suche buty. Wychodzimy i zmierzamy na przystanek autobusowy.

Luk_

Luk_

 

Słowackie spacery 1/5

Ahoj! Nie wiem jak to się stało, ale w trwającej już ponad 3 lata bezgranicznej miłości do naszych najwyższych gór, ani razu nie zawitałem po ich słowackiej stronie. Byłem co prawda jako młodzieniec parę razy u naszych południowych sąsiadów podczas rodzinnych wyjazdów, ale odwiedzanie jaskiń i parków wodnych ciężko nazwać chodzeniem po górach. W tym roku postanowiłem to zmienić i w końcu wybrać się do kraju Złotym Bażantem i Kofolą płynącym, w końcu to przecież te same Taterki, sztucznie po

staroń

staroń

 

Rodzinne wspinanie – część V. Rok 1965, MOko.

Rodzinne wspinanie – część V. Rok 1965, MOko.             Dzień trzeci. O czym tu dumać na paryskim bruku, pardon, nad Morskim Okiem. Cztery enerdowskie stalowe karabinki, pięć haków z grubszej, giętej blachy, stylonowa, rodem z Bielskiej Fabryki Lin i Pasów  zjazdówka fi 6 mm, turystyczne wibramy, gołe łebki nie licząc wełnianych czapeczek i jedna porządna, słowacka czy też czeska lina – ot cały sprzęt na dwie  dwójki, bo dołączył do nas Antek, twardy górnik. Po raz trzeci ruszam na Pośre
 

Sierpniowy Szpiglas

Ostatnie tygodnie, począwszy od połowy czerwca, obfitują u mnie w górskie wycieczki, co mnie niezmiernie cieszy. Czasem w towarzystwie, czasem samotnie, zawsze fajnie, z nowymi wspomnieniami, które z pewnością zostaną na długo. Tym razem udało mi się zrealizować plan, zakładający wyprawę z kuzynem na któryś z tatrzańskich szczytów, Termin dograliśmy pod koniec lipca i ustaliliśmy wyjazd na weekend 22-23 sierpnia. W teorii kiepsko -weekend, jeden z ostatnich weekendów szkolnych wakacji, (no ale p

staroń

staroń

 

Rodzinne wspinanie – część IV. Rok 1965, MOko.

Rodzinne wspinanie – część IV. Rok 1965, MOko.             Opuszczamy niespiesznie  gościnną Brnčalkę i pod wieczór przekraczamy granicę w Łysej Polanie w sam raz, aby zdążyć na ostatni autobus jadący do MOka. To jeszcze ten czas, gdy ostatni z przystanków jest przed Wozownią vel Starym Schroniskiem vel FranzHiltonHotelem. Wszystkie miejsca w Wozowni zajęte, ale przed nią stoją dwa wojskowe namioty z pryczami, materacami i kocami. Sklepik spożywczy na Łysej był już zamknięty co zmusza nas
 

Rodzinne wspinanie – część III.

Rodzinne wspinanie – część III.                Warunki wyraźnie się pogorszyły, coraz więcej śniegu zalega w wysokich partiach, coraz bardziej granie są oblodzone. A sprzętu mamy niewiele, dwie liny wprawdzie, ale tylko cztery stalowe karabinki i pięć haków, w dodatku kompletnie nieprzydatnych jako haki stanowiskowe – są to tzw. simondy wykonane tylko z nieco grubszej blachy. Postanawiamy z Doliny Dzikiej przetrawersować do Doliny Jastrzębiej, wejść na Czarny Przechód i w zależności
 

Rodzinne wspinanie – część II.

Rodzinne wspinanie – część II.             Dziewiątego sierpnia ruszamy na słowacką stronę Tatr, wpierw autobusem na Łysą Polanę, przesiadka do „czechosłowackiego” autobusu, ČSAD, a jakże i wysiadamy w Matlarach, skąd zaczynamy podejście do schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, wtedy znanego jako „chata, známa aj ako Brnča, Brnčala, alebo Brnčalka” od Alberta Brncala (1919-1950), profesora wychowania fizycznego, wychowanka tatrzańskiego Klubu Wspinaczkowego IAMES, który 1 sierpnia 19
Marcowy Mnich 2068 m n.p.m.

Marcowy Mnich 2068 m n.p.m.

Jechać, czy nie jechać… do Murzasichla jest 600 km, więc jeśli się okaże, że prognozy jednak się nie sprawdzą, to z wejścia na Mnicha – nici, a paliwo spalone! 😉 Tak więc była 7 rano, my nadal siedzieliśmy w pokoju, jeszcze w ogóle nie spakowani, czekając na jakieś wieści o dobrych prognozach na jutrzejszy dzień. A jutro miał być dzień kobiet! Więc zdobycie tej pięknej góry, nad wyraz rozpoznawalnej - bo chyba każdy wie gdzie leży i jak wygląda Mnich, 8 marca byłoby niezłym prezentem dla mnie

RudaMaRysia

RudaMaRysia

 

Kronika turystyczna za rok 1905.

Miłośnikom wejść przeróżnych, a poza szlakowych polecam Kronikę Wyryp Rozmaitych zamieszczoną w pierwszym numerze Taternika wydanym we Lwowie 1 marca 1907. Kronika turystyczna za rok 1905. 15./I. Prof. Dr. Karol Jordan i Janusz Chmielowski z przewodnikami: Klimkiem Bachledą, Janem Franz’em sen. i Pawłem Spitzkopfem na Szczycie Gierlachu. Wchodzono »Żlebem Karczmarza*, schodzono do Doi. Batyżowieckiej (I. wyjście w zimie). i./V I. Dr. Alfred Martin (sam)
 

Rodzinne wspinanie – preludium.

Rodzinne wspinanie – preludium.               Ciąg wydarzeń absolutnie przypadkowych. Lato 1963 – dochodzę na Mnichowe Plecy zastanawiając się, czy skręcić w lewo na Mnicha czy w prawo, na Mięgusza. Czasy to takie, iż chodzimy „umundurowani” – solidne wibramy, grube skarpety z „góralskiej”, wełny, pumpy, flanelowa koszula i na plecach słowacki plecak wspinaczkowy zwany horolezką, na głowie czerwona „marusarka”. Podchodzi do mnie rudowłosa, mniej więcej trzydziestoparoletnia dziewczyna,
Gerlach 2655 m n.p.m. - "wycieczka" z przewodnikiem

Gerlach 2655 m n.p.m. - "wycieczka" z przewodnikiem

Spaliśmy wtedy w ukochanej Roztoce. ❤️ Pobudka o 3:30 i zejście na Palenicę, gdzie o 5:00 czekał już nasz przewodnik. Zapakowaliśmy się do jego auta i w drogę! Naszym przewodnikiem był Edi, min. zawodowy ratownik TOPR, także wiedzieliśmy, że na pewno jesteśmy w dobrych rękach 😄 Dojechaliśmy do Tatrzańskiej Polanki, a potem trzęsącym się a'la busem, do Śląskiego Domu. Tam chwilka na jakieś szybkie śniadanko, toaletka i w drogę ... w góry, na najwyższy szczyt Karpat! Wyruszyliśmy około 7

RudaMaRysia

RudaMaRysia

Z beskidzkiego nieba do piekła.

Z beskidzkiego nieba do piekła.

Godzina 5:40. Budzę się, o dziwo, samemu. Budziki nastawione na 6:00 i 6:15, ale czuję się w miarę "wyspany" - o ile to możliwe mówiąc po niecałych 5h snu 😉 Stwierdzam, że nie ma co dosypiać, bo mogę obudzić się totalnie zmulony. Wstaję. Wlatuje śniadanko. Jajecznica, kanapki z serem, herbatka. Za oknem piękne, błękitne niebo. Termometr wskazuje 10 st. C. Eh... Gdyby taka temperatura panowała cały dzień😉 Na drogę przygotowuję sobie jeszcze kanapki i jabłuszko. Wody w bukłaku dwa litry - niewie

Luk_

Luk_

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 3/5

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 3/5

W ogóle, gdy wracam wspomnieniami do tamtych dni to przychodzi mi na myśl tylko słowa - relaks, spokój i cisza. Wędrowanie zimą w moim przypadku jest zupełnie inne niż w inne pory roku. Gdy dzień jest krótki, a śnieg zalega na szlakach to nie da się robić dziennie takich dystansów co latem, przez co idzie się dużo krócej, a przez to spokojniej. Wrażenia audio-wizualne też są całkowicie inne. Uwielbiam zarówno taki zimowy spokój połączony z dźwiękiem skrzypiącego śniegu pod butami. Do tego grzeją

Luk_

Luk_

×
×
  • Create New...