Jump to content

staroń

Member
  • Content Count

    102
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

486 Excellent

Recent Profile Visitors

588 profile views
  1. staroń

    TATRY

    Ja się doliczyłem 34...jeszcze sporo do zrobienia 😛
  2. 2 lata temu kwiecień wyglądał tak: Wtedy wszedłem na Kopę i do Piątki bez raczków, teraz nigdzie się bez nich nie ruszam, jeśli istnieje ryzyko śniegu/lodu 🙂 U mnie plan jest na połowę kwietnia, oby pogoda dopisała 🙂
  3. Tatry są piękne o każdej porze roku, tu nie ma wątpliwości. Okres zimowy jest atrakcyjny widokowo, ale bez wątpienia mniej bezpieczny, jeśli chodzi o wyższe partie, niż pozostała część roku. Na pierwszy w pełni zimowy wyjazd zdecydowałem się dopiero w tym roku, jednak myślami wracam często do pewnego wiosennego wyjazdu, podczas którego po raz pierwszy poznałem znane mi już miejsca z zupełnie innej perspektywy. Jak to w górach bywa, mimo końca kwietnia, zima w wielu miejscach nie odpuszczała, idąc w zapomnienie dopiero kilka tygodni później. Był to czas sporego stresu i dużej ilości problemów w moim życiu, jednak w górach i dobrym towarzystwie jak zwykle znalazłem ukojenie.
  4. Każdy pasjonat ma taki moment, w którym dochodzi do wniosku, że dana aktywność jest tą, której chce się poświęcić, bez której nie może żyć. Nie inaczej jest z górami, nikt z tą miłością się nie rodzi, przychodzi ona z czasem, zostając na zawsze. Zapewne każdy z Was pamięta taki moment, wyjazd, który wszystko zmienił, który zaowocował masą wspomnień i pięknych widoków z wielu kolejnych wyjazdów. Ja cofnę się wstecz niby niedaleko, bo do września 2017. Półtora roku wcześniej zameldowałem się w górach po raz pierwszy od dawien dawna, wtedy nie zdając sobie sprawy, jak bardzo mnie to wciągnie. Po jednodniowych wizytach w Dolinie Pięciu Stawów, na Hali Gąsienicowej, na Kasprowym przez Myślenickie Turnie oraz na Sarniej Skale przyszedł czas na dłuższy wypad ze znajomymi. Wtedy jeszcze niewiele wiedziałem o Tatrach, niewiele też miałem zaplanowane, ot, pójdziemy przed siebie. Te 4 dni spędzone na szlaku okazały się jednak jednym z najlepszych wyjazdów w tamtym roku a konkurencja była spora, bo odwiedziłem wtedy kilka krajów europejskich, byłem też po raz pierwszy w Afryce i Azji…góry mają jednak moc 🙂 Gdy teraz wracam do tych chwil to z uśmiechem wspominam, jak długa i męcząca wydała mi się wycieczka na Kopieniec Wielki przez Nosal… …Jak pełna pozytywnych emocji była wyprawa na Halę Gąsienicową i Czarny Staw Gąsienicowy, nad brzegami którego zamarzyło mi się wejść na Kościelec, co uczyniłem po raz pierwszy i na razie jedyny, lecz nie z ostatni z pewnością, rok póżniej... …Jak będąc pewnym trasy poprowadziłem ekipę na Kasprowy, lądując w końcu na Kalatówkach (to dobrze pokazuje skalę tego, jak słabo kojarzyłem wtedy Tatry) 😄 wracać się nie chciało, więc skończyliśmy na Giewoncie, stykając się po raz pierwszy z łańcuchami, były chwile grozy wśród znajomych, choć mi się bardzo podobało, dużym plusem był fakt, że było dość późno i na szczycie spotkaliśmy dosłownie dwie osoby, super! …Jak ledwo idąc (teraz zakwasów nie miewam, wtedy było zgoła inaczej) wybraliśmy się na Morskie Oko, jak w okolicy Włosienicy damska część wycieczki dostałą takiej mocy, że nie było mowy o dojściu do schroniska i powrocie, odwiedziliśmy więc Czarny Staw pod Rysami, takiej ciszy i spokoju dawno nie doświadczyłem…jak wracając i patrząc na Mięgusze obiecałem sobie, że będę w Tatrach duuużo częściej…
  5. Pewien słoneczny październikowy czwartek na Kościelcu...
  6. Też czuję w tej materii lekki niedosyt, dwa lata temu w kwietniu było super, w zeszłym roku nie trafiłem z pogodą niestety. Ten rok to jeszcze niezapisana karta, więc kto wie 🙂 Nie ma nic lepszego 😉
  7. A propos adidasków i sukienek (nie wiem jak mogłem to pominąć), pamiętam jeszcze jak szedłem sobie kiedyś szlakiem prowadzącym z Kuźnic m.in. na Kalatówki, przy kasie TPN trafiłem na taka kolorową parkę, (szacunek bo te kamulce tam to mocny sprawdzian), no i tam spora tragedia, bo trzeba zapłacić za wejście do Parku a przecież nie płaciliśmy przy kolejce na Kasprowy bo idziemy na nogach to dlaczego tutaj trzeba placić?? Jakoś tak to było 🙂 zawrócili, może i dobrze, chociaż kto wie, może na Kondratową by jakoś dotarli 🙂 I tu mi się przypomina jeszcze jeden temat, gdzie ktoś mówił w wagoniku kolejki na Kasprowy, że jaki sens jest wchodzić tyle godzin jak kolejka raz dwa i jesteś. Ale jak to gadałem ostatnio z napotkanym na Kasprowym tatromaniakiem, "nie wiedzą co tracą, ale nie oceniajmy, w końcu góry są dla wszystkich".
  8. Tatrzańska pogoda bywa przewrotna. Słoneczny styczeń, śnieżny maj, mglisty, deszczowy czerwiec - pogodowe koło fortuny kręci się nieustannie, nigdy nie pytając mnie o zdanie, w jakich warunkach chciałbym dreptać po najwyższych polskich górach przy okazji najbliższego wyjazdu. Oczywiście, bywają wycieczki z totalnie nietrafionymi warunkami, ale dziś nie o tym. Był sobie bowiem pewien piękny październik, który na zawsze zmienił mój punkt widzenia na to, co w kwestiach pogodowych się w górach dzieje i że okres jesienno-zimowy wcale nie musi być nudny bo ciemno, zimno i smutno. Takie wyjazdy najbardziej lubię, nieplanowany dużo wcześniej, ot, taki spontaniczny, samotny wypad, co by zrobić twardy reset, zdystansować się od problemów w pracy bo mam już po prostu dość. Koniec września 2018, rzucam wszystko, za dwa tygodnie melduję się na szlaku a jak będzie padać to się pomyśli, byle być blisko gór. To, na jaką pogodę trafiłem i jak udało mi się odpocząć, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Grubo ponad 100 km po górach tak mi pomogło, że wróciłem do Krakowa jak nowo narodzony. Co bardzo cieszy to fakt, że udało się zrobić dokładnie wszystko to, co zaplanowałem. A nawet więcej, bo zostałem dwa dni dłużej niż przewidywałem 🙂 Myślę, że długo będę pamiętał słuchanie ukochanej kapeli Iron Maiden po wejściu na Nosal, błogą ciszę i pierwsze w życiu spojrzenie na Czarny Staw i Morskie Oko ze szlaku na Rysy, pszeniczne piwo na Kasprowym przed wyprawą na Czerwone Wierchy czy przełamanie strachu przy wejściu na Kościelec (wielkie ukłony dla mej wybawicielki, Kamili z Rzeszowa, która pojawiła się na mej drodze tego dnia i dzięki której to wejście (i, przede wszystkim, zejście) na zawsze będzie mi się kojarzyć bardzo pozytywnie, coś się wtedy we mnie odblokowało, pokazując, że jak się chce i walczy to można, dziękuję! 🙂 Nosal, Wielki Kopieniec, Morskie Oko, Czarny Staw pod Rysami, Kasprowy Wierch, Kopa Kondracka, Małołączniak, Krzesanica, Ciemniak, Sarnia Skała, Kościelec, Czarny Staw Gąsienicowy – tam można mnie było spotkać podczas tej wyprawy, niezapomniane chwile, dla których warto żyć. No i zdjęcia, które przypominają o tym, jak było pozytywnie.
  9. A kto to ten Janusz w górach? Jakieś charakterystyczne cechy? Bo na nizinach znam, aż za dobrze 😛 Nie wiem czy to pod Janusza zaliczać, ale ostatnio na Kasprowym pewna przemiła grupka turystów zapytała mnie czy to w dole (pokazując na Gąsienicową) to Pięć Stawów (bo są stawy i jak policzyć to koło pięciu), grzecznie wyjaśniłem, co jest gdzie, co to ta Orla, gdzie jest Piątka, wykład rozszerzyłem o Zachodnie i że tam jest Giewont a oni, ze te Zachodnie to za dużo wiedzy, jak na pierwszy raz w górach, ale Giewont wiemy, byliśmy, nawet prawie weszliśmy, ale widzieliśmy lawinę i odpuściliśmy, wyposażenie oczywiście bardziej na Krupówki niż wyższe partie... ale co się dziwić, sam parę lat temu na pierwszą wizytę w Tatry po przerwie wybrałem się do Piątki w butach nizinnych (wrzesień był) i tez nie wiedzialem, co gdzie leży i dziwilem sie ze DOLINA 5 Stawów to wspinaczka niezliczoną ilość metrów w górę po czarnym szlaku, jak to możliwe , w końcu to DOLINA! na dole a nie wysoko 😄 Albo czy Janusz to zdrowy chłop jadący fasiągiem? Pewnie tak, choć sam, będąc na Saharze podczas wizyty w Maroku parę lat temu, wykupiłem wycieczkę na pustynię, obejmującą jazdę wielbłądem....póki jeden się nie wywrócił, jechałem na grzbiecie zadowolony, dopiero później szedłem obok zwierzaka, kłócąc się z właścicielem karawany, że męczą zwierzęta i nie wsiądę bo zapłaciłem i ja decyduję co robię z moim transportem do obozu, w końcu mój hajs i ja się przejdę po piachu, żaden problem 🙂 Czasem każdy bywa Januszem na początku jakiejś przygody, kto uważa inaczej niech pierwszy rzuci kosówką 🙂
  10. To mnie wkurzało w drodze na Szpiglas, wchodząc na Giewont we wrześniu o 16 było już pusto, w drodze na Zawrat niesamowita kulturka, wszyscy grzecznie czekali na swoją kolej. W tym roku planuję wejść na Rysy i tego się najbardziej w sumie obawiam, tłoku...nie wiem czy temat do tego typu pytań, ale zakładając, że będzie to lipiec bądź wrzesień to jest jakaś pora, o której tłumów nie będzie (sory jesli pytanie glupie, nie wiem jak tam to wyglada w lecie), pewnie jakos mocno rano?
  11. Oj tak, śmiecenie jest paskudne, jest bardzo nie fair w stosunku do natury i jej piękna. Jak jest dużo ludzi w jednym miejscu to też nie przepadam, szczególnie jeśli chodzi o wycieczki złożone z młodzieży, która sprawia wrażenie, że jest tam "za karę" 😛 choć z drugiej strony jak ostatnio wszedłem na Kasprowy to usiadłem z piwkiem w kącie, puściłem sobie muzykę, zagłębiłem się w mapę i też było super 🙂 Poza tym nie lubię nieodpowiedzialności i bezmyślności, bagatelizowania gór, co może kończyć się źle. Tak to jednak więcej rzeczy lubię, można powiedzieć, że ludzi w górach lubię zdecydowanie bardziej od tych w mieście 🙂 no ale pracuję w handlu, więc lekko być nie może 😄
  12. Nadrób, nadrób, ja dopiero w tym roku postanowiłem się wybrać w góry w zimie, Gąsienicowa jest świetna na początek. Też dorzucę trochę, sprzed tygodnia 🙂
  13. Brawo za temat, super, skłania do przemyśleń 🙂 spróbuję krótko, choć o górach mógłbym pisać i mówić bez końca 🙂 Góry towarzyszyły mi już od dzieciństwa, wtedy rodzice zabierali mnie do Zakopanego praktycznie w każdą porę roku, czy to ferie czy wakacje, zawsze te góry gdzieś były. Pamiętam jak dziś jak po raz pierwszy zobaczyłem Giewont mając może z 6 lat, jak leżąc w szpitalu jako ośmiolatek pytałem taty czy jak już wyjdę i wyzdrowieję to czy wejdziemy znów na Nosal, jak w szkole, mając może z 10 lat, wykłócałem się z nauczycielką geografii, że jest coś takiego jak Dolina Białego bo ja tam często chodzę a ona się nie zna 😄 wtedy chodziłem właśnie w takie miejsca, dolinki, niższe górki, Morskie Oko, Kasprowy kolejką… Potem jako licealista i student też jeździłem do Zakopanego, ale najdalej to wychodziłem na Krupówki, heh… Na szlak wróciłem w 2006 roku na parę wypadów, wtedy też np. po raz pierwszy byłem w Dolinie 5 Stawów. Rok później podczas jednego z dłuższych wyjazdów większą ekipą zakochałem się w Czarnym Stawie pod Rysami jesienną porą. Pół roku podczas wyjazdu z tymi samymi ludźmi siedziałem przed schroniskiem nad Morskim Okiem, wręcz załamany, że dzień później wyjeżdżamy a następny wspólny wyjazd za kolejne pół roku… Gapiłem się więc na te Mięgusze i obiecałem sobie, że będę jeździł częściej, choćby sam. I zaczęło się, od wtedy jestem w Tatrach średnio raz w miesiącu, ewentualnie z zimowymi przerwami 😉 Co czuję w górach? Mnóstwo różnych emocji. Pozytywnych oczywiście (no, chyba, że mówimy o wyjeździe). Ciężko je opisać. Po prostu czuję, że jestem w miejscu, które kocham, nieważne, czy to jednodniowy wyjazd czy dłuższy pobyt, przychodzi taki moment, że się resetuję, wyrzucam wszystko z głowy, zapominam o problemach, odrywam się od rzeczywistości i cieszę się chwilą…czystym powietrzem, szumem potoku, pięknym widokiem, nawet zwykłym łykiem wody, wszystko jest po prostu jakieś inne, lepsze. Także obcy ludzie. Uśmiechnięci, życzliwi, realizujący swoją pasję, oj, jakże inni od tych, których z reguły spotykam w dużym mieście i w pracy w handlu. Gdy zdobywam upatrzony szczyt, czuję radość z osiągniętego celu, gdy po drodze były jakieś przeciwności, bo trudniejszy szlak, bo łańcuchy, radość i duma jest jeszcze większa. Zresztą powoli oswajam się z tymi trudniejszymi szlakami, mając jednak w głowie, gdzie jestem, bo góry to miejsce piękne i magiczne, ale też wymagające i bezwzględne. Ulubione miejsca? Jest ich sporo 😛 Każde jest piękne na swój sposób, trochę już znam, sporo jeszcze do poznania i to jest piękne. Że nie da się poznać Tatr w całości, na 100%, każdy wyjazd, każda wizyta, przynosi coś nowego, wyjątkowego. Tak jak pisałem, o górach mógłbym bez końca, więc tu się zatrzymam, bo post nabierze niebotycznych rozmiarów 😄 resztę dopowiem, jeśli kiedyś się uda spotkać z którymś z forumowiczów 😛 dorzucam jeszcze zdjęcie, które pewnie na forum już było i które, choć nie oddaje do końca magii chwili, przypomina mi o tym jak po raz pierwszy w górach tak fajnie się poczułem, spokojny i szczęśliwy, z ludźmi, których uwielbiam. Oby częściej!
  14. Szukałem takiego tematu, szukałem i nie znalazłem. A uważam, ze tej pięknej dolinie należy się osobny wątek. Mimo, ze nie przepadam za tłumami, na które można tam często natrafić, to miejsce to i tak kocham niezmiernie (zawsze można uciec nad Zielony Staw, tam dotychczas nie spotkałem przesadnej ilości ludzi) 🙂 po części dlatego, że darzę je ogromnym sentymentem, jedna z moich pierwszych świadomych górskich wycieczek zawiodła mnie właśnie tam. Wtedy zajęło to cały dzień, dziś jestem pod wrażeniem samego siebie, jak szybko czasem potrafię tam dotrzeć 😛 i z reguły tam nie kończy się wycieczka, bo przecież punktów docelowych wiodących przez Gąsienicową jest trochę 🙂
  15. Nie wytrzymałem długo w Nowym Roku bez gór :) trochę myślałem, czy porzucić letnie standardy i wybrać się w Tatry w zimie czy jeszcze w tym roku odpuścić, postanowiłem się jednak przejechać i zdecydowanie nie żałuje :) Ostatnie 4 dni obfitowały we wrażenia i piękną pogodę... jeśli tak będzie co wyjazd to już się nie mogę doczekać kolejnych :) 1. Wierch Poroniec - Rusinowa Polana - Gesia Szyja 2. Kuźnice - Boczań - Dolina Gąsienicowa - Czarny Staw Gąsienicowy - Kasprowy Wierch 3. Kuźnice - Hala Kondratowa - Kondracka Przełecz - Kopa Kondracka - Przełecz pod Kopą Kondracką - Kuźnice 4. Cyrhla - Kopieniec Wielki - Cyrhla
×
×
  • Create New...