Jump to content

staroń

Member
  • Content Count

    173
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

staroń last won the day on July 26

staroń had the most liked content!

Community Reputation

862 Excellent

About staroń

Recent Profile Visitors

1,149 profile views
  1. Niestety, jak to zwykle bywa, nadchodzi ten dzień, kiedy nawet najlepszy wyjazd, dobiega końca. Mój pierwszy pobyt na Słowacji kończył się w sobotę, ale wcale nie musiało to znaczyć, że od razu wrócę do domu. Postanowiłem "na do widzenia" spędzić jeszcze trochę czasu w górach. Po szybkim śniadaniu i pożegnaniu się z gospodarzami kwatery podjechałem do Starego Smokowca i ruszyłem w stronę Hrebienoka. Czułem już mocno poprzednie wycieczki, więc droga przez las, bez widoków, niespecjalnie mi się podobała, do tego w pewnym momencie na kilkanaście minut zgubiłem trasę, idąc w stronę Sławkowskiego.. Tak czy inaczej wszystko wróciło do normy, gdy dotarłem w okolice Doliny Staroleśnej i ruszyłem w kierunku Zbójnickiej Chaty, poczułem, że znów jestem w górach i znów chcę wędrować. Sama Dolina urzekła mnie swoją różnorodnością - zarówno w górę, jak i w dół, nie czułem nudy, rzadko kiedy lubię iść tę samą trasą w obie strony, tym razem wyszło to naprawdę dobrze. Okolice Zbójnickiej Chaty piękne - zaczęły zbierać się chmury, jednak podobnie jak kilka dni wcześniej na Koprowym, bardziej dodawały one uroku krajobrazowi, niż zasłaniały widoki. Można powiedzieć, że słowackie Tatry pożegnały mnie dokładnie tak, jak przywitały, wspaniałym spektaklem z chmurami w roli głównej. Po misce gulaszowej i szklance Kofoli zszedłem na dół, wspominając ostatnie dni spędzone w tych pięknych rejonach. Słowacjo - przeszłaś moje najśmielsze oczekiwania, obiecuję, że będziesz stałym punktem na mojej podróżniczej mapie 😉 Wracając, boleśnie doświadczyłem oblężenia polskich gór, tylu samochodów w okolicy Łysej Polany czy całej drogi od praktycznie samego |Zakopanego nad Morskie Oko, chyba nigdy nie widziałem, tym bardziej Słowacja wydaje się ciekawą alternatywą w najbardziej turystyczne miesiące 🙂
  2. Niestety, tylko kaczki można było spotkać nad stawem tego dnia 😉
  3. Pewnie że tak, w tym przypadku chciałem zdążyć przed nocą i ewentualną utratą widoczności, normalnie bym się wylegiwał gdzieś nad stawem 😉
  4. Czwarty dzień spacerów po Słowacji przez długi czas nie dawał jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o warunki, podobnie jak wszelakie wcześniejsze prognozy pogody. Nad Popradem świeciło słońce, jednak niewiele dalej, nad Tatrami, wisiały gęste chmury. Niewzruszony, wsiadłem w samochód i pojechałem w stronę Strbskego Plesa, mając tego dnia w planach ruszyć w kierunku Bystrej Ławki. Poranek był jednak tak mglisty i nieciekawy, że, jak rzadko kiedy, zdecydowałem się zawrócić - ledwo widziałem, co się dzieje parę metrów przed autem, gdzie tu iść wysoko w góry. 3 godziny później trochę żałowałem, sytuacja uległa poprawie, góry się odsłoniły, wróciłem więc do pierwotnego planu. Była 11.30, gdy zameldowałem się na parkingu, cóż, do wieczora daleko, zawsze jest czołówka, pomyślałem 🙂 i dziarsko ruszyłem w stronę Wodospadu Skoki - super miejsce, ładnie, idealnie na odpoczynek. Po krótkiej przerwie łańcuchy - specjalnie się nie przydały, jednak zdaję sobie sprawę, że czasem warto się chwycić. Ponad wodospadem moje ulubione stawy - do tego teren coraz bardziej "surowy", przypominający nieco odwiedzoną trzy dni temu Dolinę Hińczową. Gdzieś tam z tyłu groźnie zerkała na mnie ciemna chmura, jednak była na tyle daleko, że nie zawracała mi specjalnie głowy. Im wyżej, tym widoki ładniejsze, gdzieś po drodze widać było docelową przełęcz, jednak wydawała się dość odległa. Nic bardziej mylnego, najwyższy punkt wycieczki osiągnąłem na tyle szybko, że wspomniana ciemna chmura dopiero wdzierała się do Doliny Młynickiej, gdy przechodziłem na drugą stronę przez wąskie przejście prowadzące po krótkich łańcuchach i dalej w dół do Doliny Furkotnej. Chętnie odwiedzę to miejsce przy lepszej pogodzie, teraz też było ładnie, klimatycznie, baardzo cicho (jedynie okoliczne ptactwo co jakiś czas tę ciszę przerywało), ale zmęczenie ostatnich dni dawało się we znaki. Szczerze to niespecjalnie polubiłem powrót dolinką, po prostu za dużo kamulców, za długie to zejście, na szczęście im bliżej Strbskiego, tym przyjemniej. Średnio udany powrót nie zepsuł nastroju dnia - Bystra Ławka zdobyta, w fajnym tempie (z powrotem na parkingu byłem po 6 godzinach), dzień tym samym nie ograniczył się do Netflixa na kwaterze, jak było w planach jeszcze parę godzin wcześniej 🙂
  5. Tak, dużo tam nie ma, teoretycznie 3h do schroniska, 2h na szczyt, ja skróciłem drogę do stawu do niecałych 2h, na szczyt pewnie zgodnie z planem bym dotarł, ale bez pewnych warunków wolałem iść w mniej odległe miejsca, jak pobliski Biały Staw czy Przełęcz pod Kopą 🙂 spokojnie, kolejna wizyta nad Zielonym, równa się wejście na Jagnięcy 😉
  6. Tak mi przez myśl przeszło na starcie, że jeśli ładna pogoda się utrzyma to może wejdę, no ale będąc nad stawem uznałem, że to bez sensu, chmur coraz więcej, więc pewnie kiepskie widoki ze szczytu. Następnym razem, przy lepszych warunkach, na pewno wejdę 🙂
  7. Nadszedł trzeci dzień wyjazdu, mający przynieść pogorszenie pogody, co prawda nie tak mocne, że miało padać, ale wzmożone zachmurzenie było bardzo możliwe. Dziwnie to może zabrzmi, ale mi to pasowało, raz, że chłodniej, dwa, że nie będę się pchał gdzieś wysoko, taka przerwa, można powiedzieć. W takiej sytuacji zwykle obieram za cel jakiś staw a że dużo słyszałem o Zielonym Stawie Kieżmarskim, to właśnie to miejsce postanowiłem tego dnia odwiedzić. Pogoda początkowo była nienaganna, ale zanim nad staw dotarłem, zrobiło się już chłodniej, pojawiło się też więcej chmur. Sama droga nad staw przeważnie przyjemna, różnorodną, trochę przydługa, ale przyspieszyłem i nad stawem byłem zdecydowanie szybciej niż wskazywał szlakowskaz. Widoków też na razie nie było, czasem tylko znad drzew widać było górki i pagórki. Samo otoczenie stawu wynagrodziło jednak wszystko...Najpierw sponad drzew wyłonił się Mały Kieżmarski Szczyt ("mały", heh), potem pozostałe góry. Mimo, że chmur było coraz więcej to muszę przyznać, że to miejsce jest świetne... Te wyrastające ze stawu szczyty przygniatają, człowiek czuje się taki mały... siedziałem tak nad brzegiem dobre pół godziny, nieco na uboczu, w ciszy, ludzi w okolicy nie było bowiem zbyt wiele. jedynie kaczki zakłócały czasem kontemplację, podchodząc blisko i wymownie czekając na coś do jedzenia. Ciężko było oderwać wzrok, ale trzeba było ruszać dalej. Nad staw z pewnością wrócę, jak tylko będzie okazja a pogoda dużo lepsza. Nie chcąc kierować się od razu na parking postanowiłem wrócić przez Biały Staw, który przywitał mnie całkiem przyjemnymi widokami. Stamtąd jeszcze tylko na chwilę skoczyłem w kierunku Przełęczy pod Kopą (Kopské sedlo), stanowiącej granicę pomiędzy słowackimi Tatrami Wysokimi a Tatrami Bielskimi a następnie wróciłem niebieskim szlakiem na parking. Część szlaku powrotnego, składająca się z nierównych kamulców, dała wycisk zmęczonym już trochę całym wyjazdem nogom, ale z perspektywy czasu całą wycieczkę oceniam pozytywnie. Fajny pomysł na luźniejszy dzień z pięknymi widokami, co prawda trzeba te 15-20 km przejść, jednak w górach te kilometry wcale nie są straszne, wręcz przeciwnie, prawda? 🙂
  8. @Zośka - Duch Krywania, zwiastunka wszelakiej niepogody? Przemyśl to, może czeka Cię sława 😉
  9. @Zośka albo zamieszkaj przez kilka dni pod jakimś kamieniem gdzieś przy szczycie, w końcu pogoda się trafi 😛
  10. @Zośka Mam nadzieję, że trafią Ci się kiedyś takie warunki, jakie mi się trafiły 🙂 akurat te dwa pierwsze dni na Słowacji były bardzo słoneczne, gdybym na Krywaniu wylądował dzień czy dwa później to byłoby już gorzej 😉 takie to te góry są, nie przewidzisz 😉
  11. Drugi dzień dreptania po słowackiej ziemi zapowiadał się wyjątkowo dobrze, miał to być zdecydowanie najbardziej pogodny dzień całego tygodnia, oczywistym więc było, że muszę zaplanować coś godnego tych warunków. Jednocześnie nie widziałem opcji, żeby drugi dzień z rzędu wstawać o 5 rano, więc zamarzył mi się jakiś widokowy szczyt, na którego nie wchodzi się długimi godzinami. W plan ten idealnie wpisał się Krywań - drugi, po Rysach, najwyżej położony tatrzański szczyt, na który prowadzi znakowany szlak - szlak może i względnie krótki (15 km), ale ze sporym przewyższeniem, bo ponad 1400 m. To jednak nie robiło na mnie większego wrażenia, pełen energii wstałem więc rano i ruszyłem w stronę parkingu w Trzech Studniczkach, skąd wszedłem na szlak. Muszę przyznać, że pierwsze 2h, które musiały upłynąć, nim dotarłem do przełęczy, były dosyć monotonne, bez specjalnych widoków, takie tam szybkie nabieranie wysokości, które jednak na swój sposób było przyjemne. Fajnie się czułem widząc na zegarku rosnącą w zawrotnym tempie wysokość, bez jakichś tam widoków, które musiałbym kontemplować, fotografować czy coś 😛 nawet sam Krywań przez większą część drogi chował się gdzieś za drzewami czy wzgórzami, może dlatego szło się fajnie i nie czuło jego potęgi - na to wszystko jeszcze przyjdzie dziś czas. Chwila przerwy na przełęczy i ruszyłem dalej - i tutaj faktycznie zaczęło być ciekawie, im wyżej, tym ładniejsze widoki i ciekawszy teren. Muszę przyznać - podobało mi się to bardzo - samo podejście na szczyt mogło trwać i trwać i nie miałbym zupełnie nic przeciwko. I ta nieopisana radość, gdy na ten szczyt już dotarłem - mega uczucie 🙂 a panorama...żadne zdjęcie, żaden opis tego nie odda, więc proponuję każdemu przekonać się na własnej skórze. Fajnie było zobaczyć Tatry Wysokie z takiej perspektywy, do tego polską część, Zachodnie, Czerwone Wierchy, Giewont i Kasprowy (takie niepozorne z tej wysokości), w końcu okolice Pięciu Stawów i odwiedzone ostatnio Wrota Chałubińskiego...siedziałem tak dłuższą chwilę i nazywałem szczyty, które kojarzę, kreśląc w powietrzu linie wzdłuż grani, wskazując na szczyty, szepcząc pod nosem - musiało to dziwnie wyglądać z boku, no cóż, trudno 🙂 po odpoczynku została już tylko droga w dół - do przełęczy wciąż ciekawa, po obraniu szlaku powrotnego - tym razem przez Jamskie Pleso - też szło się bardzo przyjemnie. I dopiero w drodze powrotnej widać było Krywań z perspektywy, która pokazała jaki to jest kolos 😉 Zejście dosyć łagodne polubiłem ja i moje kolana a szlak z Jamskiego do parkingu w Studniczkach, mimo że zarośnięty dość mocno, też miał coś fajnego w sobie (i to zaskoczenie, gdy zamyślony szybkim krokiem idę przez krzaczory a tu ni stąd ni zowąd wyskakuję z tych krzaków na parking tuż koło mojego auta 🙂 ) - wiele rzeczy wpływa na odbiór trasy, poziom zmęczenia, nastrój, pogoda itp, tutaj wszystko było chyba na swoim miejscu i naprawdę miło będę wspominał całą wycieczkę. Można się zdrowo zmęczyć, jest to spory sprawdzian kondycji, ale efekt końcowy godny każdego wysiłku. Polecam gorąco mając nadzieję, że, kolejnym razem z jakimś towarzystwem, przyjdzie mi jeszcze na Krywaniu nogi postawić 😉
  12. @Fibi nie było szans, teren powyżej ścieżki wznosił się bardzo stromo, poniżej też nie było jak, no sytuacja przedziwna, aż sam w nią nie mogę uwierzyć 😛 coś mam szczęście do takich sytuacji, majowe spotkanie z niedźwiedziem też nie należało do normalnych 😄
  13. Aż mi się przypomniała zeszłoroczna jesienna wycieczka z połowy listopada. Jeden dzień nie było widać nic, drugi zachwycił mnie takimi widokami.
  14. Mój najbardziej epicki wycof miał miejsce w lipcu tego roku. Razem z grupką znajomych przyjechaliśmy na kilka dni w Tatry i chcąc skorzystać z pięknej pogody pierwszego dnia wybraliśmy się na Kasprowy przez Gąsienicową. Kumpel z dziewczyną zawrócili przed szczytem ze względów zdrowotnych, my poszliśmy dalej. Po odpoczynku na Kasprowym uznaliśmy, że można wrócić do Kuźnic przez Halę Kondratową - co prawda nieco dłużej , ale znaliśmy nasze możliwości, tempo, nawet jeśli przyjdzie prognozowany deszcz to po drodze jest w razie czego schronisko. I wszystko by się udało, gdyby nie...kozice 😄 Byliśmy jakieś 15 min od Przełęczy pod Kopą Kondracką, gdy na naszej drodze pojawiła się kozica z młodym, które hasało sobie beztrosko w okolicy ścieżki,. Każda nasza próba przejścia tamtędy spotykała się ze sporą dezaprobatą matki, która na nas kwiczała, syczała i szykowała się do ataku, gdy tylko zrobiłem jakikolwiek krok do przodu. Gdyby zeszła jakoś niżej, może by się udało, ale nie, po kilkunastu chyba minutach uznaliśmy, że nie ma wyjścia, trzeba zawrócić 😄 kto wie, jak zachowa się taka zagrożona kozica...musieliśmy wrócić na Kasprowy, pod szczytem złapał nas już oczywiście prognozowany deszcz, który pewnie spokojnie można było ominąć. Z Kasprowego zjechaliśmy kolejką, koniec historii 😄 Moja towarzyszka uchwyciła spotkanie z tym krwiożerczym stworzeniem na zdjęciu... A na Kasprowym też było ciekawie, poza nami była tam parka, chłopak i dziewczyna, którzy twierdzili, że nie mają ani dokumentów ani pieniędzy, ale chcą zjechać kolejką, bo jego "noga trochę boli". Nie umieli płacić telefonem, nie ogarniali co to blik, nic. Gość chodził w kółko i pytał czemu nie ma zasięgu 🙂 w końcu...zjechali za darmo, my oczywiście za bilet zapłacić musieliśmy 😉
  15. Dziękuję 🙂 jak są dobre widoki to i zdjęcia dobre wychodzą 🙂
×
×
  • Create New...