Skocz do zawartości

Ranking

Index wyszukiwania jest obecnie zmieniany. Wyniki w Rankingu mogą być niekompletne.

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 23.08.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. Najlepsze Waszym zdaniem zdjęcie, które do tej pory udało Wam się zrobić w Tatrach. Jedno na osobę, wrzucamy ? Ja zaczynam dość starym już, zrobionym w 2013 roku zdjęciem Kościelca. Swego czasu wygrało nawet pewien konkurs. Nie wiem czy najlepsze w moim portfolio, ale mam do niego wciąż duży sentyment...
    19 punktów
  2. W dniu dzisiejszym korzystając z pogody a wzorem kolegi Wieśka , który wreszcie upolował Pomurnika, udałem się na Raptawicką Turnię i do Wąwozu Kraków.Oczywiście moim celem nie były bezkrwawe łowy na ptactwo bo na to jestem trochę za cienki. Zamierzałem usiąść wypić herbatkę zjeść kanapkę i po napawać się widokiem Pyszniańskiej Doliny. Może zajrzeć do Jaskini Ratawickiej , przejść sobie Wąwozem Kraków , Smoczą Jamą i do domku.W Kościeliskiej byłem ok 8.40 ludzi nie za dużo a ci co byli to obładowani jak muły darli w stronę Ornaku czyli ,,nasi,,. Pogoda świetna , potoki wezbrane , widać ,że wiosna już nawet tam wyżej się zaczęła. Doszedłem do wejścia na Raptawicką , przede mną podchodziła para młodych ludzi i nagle na zakręcie stop i wsteczny . Co się okazuje :kudłąta mama i jej domowe przedszkole urządzili sobie bawialnie na szlaku. Nawet nie próbowałem zaglądać za zakręt ,w końcu to ich góry i to oni są u siebie więc nie ma co mamuśki denerwować. Poszedłem do Wąwozu . W wąwozie trochę podniesiony poziom wody , pełno tego co tam z góry w zimie pospadało , w jednym miejscu jeszcze łacha śniegu. Drabina i skałki mokre , trzeba uważać , w jaskini mokra skała i błoto no ale po takich opadach to norma . Rodzinka przede mną się wycofała się z drabiny , szacun dla ojca za decyzję córa mogła sobie nie poradzić. Po zejściu do Pisanej wróciłem po Raptawicką , ale była zagrodzona i stały dwa auta Służby Parku , znaczy miśki okopały się do postawy stojąc?. Strzałów nie było słychać z drugiej strony strzał niepenetracyjną amunicją jakiś głośny specjalnie nie jest. Odpuściłem i czem prędzej udałem się do wyjścia ponieważ ruch znacznie się wzmógł i na drodze pojawiło się towarzystwo , które nie budzi mojego entuzjazmu. No a teraz parę fotek wiem że znacie ale sobie popatrzcie. W Kościeliskiej a horyzoncie coś się błyszczy Widać że roztopy jak tędy idę to mi się marzy,że tam dalej jest ,,Warownia Starego Morza,, i szarowłosa wiedźminka ćwiczy na wahadle. wlazłem do dziury i wylazłem z dziury Raptawicka dzisiaj tylko z daleka.
    17 punktów
  3. Nie bardzo wiedziałem gdzie więc wrzucam tutaj. Jako już nieco wiekowy pozwalam sobie wrzucić zdjęcia z czasów zamierzchłych , kiedy to królowały owcze swetry i skarpety renomowanej firmy Mama/Babcia + flanelowe koszule i jeansy , a na nogach trapery z NZPS Podhale ,ewentualnie wojskowe opinacze. Zdjęcia zrobione aparatem Zenit/wtedy do był wypas/ wszystkie powstały w altach 80 ubiegłego wieku -jezuuu ale jestem stary. Sorki za jakość. Poniżej Trzydniowiański Wierch 31.12 .1987r Miętusi Przysłop prawdopodobnie 1984 lub 1985r Turbacz 1988 Niektóre osoby z tych zdjęć już po szlakach an drugiej stronie śmigają ech życie .... Może ktoś ma jakieś starocie i się podłączy fajnie by było.
    15 punktów
  4. Ponieważ miśki w Gąsienicowej ogłosiły koniec zimy tak energicznie aż trzeba było zamknąć szlaki postanowiliśmy również zakosztować wiosny . Krokusy i te sprawy. Plan był taki Doliną Małej Łąki do Wielkiej Polany i trochę w stronę Przełęczy Kondrackiej , ponad las, widoczki , herbatka te sprawy i na dół. Pogoda rewelacja niestety obecności wiosny nie stwierdzono. Tym niemniej wycieczka wyszła super , piękny dzień w górach plan zrealizowano . Jak zaczynaliśmy to ludzi prawie nie było. Jak schodziliśmy to poniżej Wielkiej Polany było trochę ,,dziwnych,, ludzi . Ale jakiś wielkich tłumów nie było. Trochę fotek : podejście i Wielka Polana i trochę w górę i tak to z tą wiosną dzisiaj było
    14 punktów
  5. Może nie najwyższa miejscówka, ale jestem w Zakopanem w delegacji i nie mam zbyt wiele czasu na góry, staram się korzystać na ile czas pozwala, no i siły Nosal o poranku:
    14 punktów
  6. Tym razem padło na spokojną wycieczkę częścią Orlej Perci. W składzie wycieczki dzisiaj przeważają Panie ? i jest niezwykle wesoło. Wychodzimy z Brzezin żeby siły zachować na zdobywanie Granatów. Zaczynamy od Zadniego zielonym szlakiem. Nikt zupełnie nim nie idzie oprócz nas. Możemy się delektować spokojem i umiarkowaną ciszą ponieważ tego dnia tłumy szły na Przełęcz Zawrat. Tuż powyżej rozwidlenia szlaków w stronę Żlebu Kulczyńskiego na kamieniach wygrzewa się spora rodzinka świstaków. Dwa maluchy przebiegają przez szlak na łąki poniżej ,a cztery dorosłe osobniki siedzą spokojnie wyżej i nas obserwują. Aura początkowo nie była zbyt obiecująca. Czapa ciężkich niskich chmur stała powyżej Hali Gąsienicowej. Szczęśliwie po wyjściu na górę jest coraz więcej słońca. Dość szybko pokonujemy trzy wierzchołki aby ze Skrajnego Granatu zejść żółtym szlakiem z powrotem do Murowańca.
    14 punktów
  7. Ahoj! Wreszcie znalazłam chwilę by wyspowiadać się z tegorocznego pobytu w Tatrach Pogoda udała się znakomicie, dzięki czemu udało się przejść 2 bardzo długie szlaki, jednemu z nas(ale nie mi) udało się zdobyć bardzo konkretny szczyt pozaszlakowy, oraz kilka szlaków krótszych. Nastąpił też jeden wycof, ale nie można mieć wszystkiego. Relację podzielę na 3 części, co by się zdjęcia zbyt długo nie ładowały Sobota- Tatrzańska Magistrala od Łomnickiego Stawu do Chaty Zamkovskiego. Plany na początek urlopu były trochę inne. Wycieczka miała mieć większy skład(my oraz @vatra i @Krzysiek Zd), cel miał być bardziej ambitny- Lodowa Przełęcz, niektórzy się nawet na jakieś Baranie Rogi napalali, ale w ostatniej chwili popsuły się prognozy- w sobotę po południu ma padać, a w niedzielę to już totalna pogodowa klęska. Wymyślamy zatem krótszą wycieczkę- do tego przejścia zainspirowała mnie kiedyś @Zośka mówiąc, że to najładniejszy odcinek Magistrali. Cóż, zaraz sami sprawdzimy. Jedziemy do Łomnicy elektriczką(bo mieszkamy chwilowo w Nowej Leśnej) i startujemy zielonym szlakiem. Początek szlaku raczej niczym się nie wyróżnia, jak to zwykle początki. Za to w dalszej części jest stromy, nieciekawy i jeszcze można sobie wybić potykając się o kable Po jakimś czasie mordęgi dochodzimy do skrzyżowania zielonego szlaku z Magistralą. Tu robimy sobie przerwę na jedzenie, picie i podziwianie Łomnicy Możemy w pięć minut dojść do Łomnickiego Stawu, ale chyba nam się dzisiaj nie chce. Skręcamy od razu na Magistralę. Na której uświadamiam sobie, że jej jednak nie lubię- widoki są takie sobie, bo głównie na słowackie pola i niższe górskie pasma, Tatry zaś pokazują się z rzadka. Najciekawszym miejscem na szlaku jest Łomnicka Vyhliadka, ale dziś widok nieco zachmurzony. Od tego miejsca jest już blisko do schroniska , o czym świadczy poziom wyślizgania kamieni Pogoda jest może taka sobie, ale czego nie widać na zdjęciu jest strasznie duszno a momentami wręcz gorąco, a my się akurat dziś naubieraliśmy jak na Syberię. W Chacie Zamkovskiego marzymy zatem o zimnej Kofoli. Schronisko jest w remoncie, ale działa zewnętrzny bufet, restauracja oraz wychodek. Natychmiast korzystamy z zimnej Kofoli i z wychodka też Po dość długiej przerwie w schronisku schodzimy szlakiem, który nazywam "wykręcacze kostek", jednak tym razem nie daje mi się aż tak bardzo we znaki jak poprzednio. Jeśli ktoś miał jeszcze złudzenia, że na Słowacji jest cisza, spokój i pustki, to przy Wodospadach Zimnej Wody może spokojnie się z tymi złudzeniami pożegnać. Hordy trampkowiczów jak na Moku, albo gorzej. Nie chce nam się schodzić przez Hrebienok więc idziemy żółtym szlakiem do Tatrzańskiej Leśnej. Tu hord już nie ma a sam szlak bardzo malowniczy. Kiedy dochodzimy do stacji elektriczki zaczyna padać deszcz. Może się jakoś szczególnie nie zmęczyliśmy, ale na rozgrzewkę w sam raz Niedziela- leje i grzmi, jedziemy do Popradu po Tatratea I Kofolę Poniedziałek Lodowa Przełęcz Przejście w poprzek Tatr przez najwyżej położoną przełęcz dostępną szlakiem marzyło mi się od dawna, ale zawsze coś stało na przeszkodzie- pogoda, zerwany po ulewach mostek i zamknięty szlak, covidove ograniczenia, potem znów pogoda. Ale co się odwlecze.... No i tak pewnego wrześniowego poranka pakujemy się do pierwszego porannego autobusu w Nowej Leśnej. Przed 7(dosyć późno jak na tak długi szlak, ale co tam, ostatnią elektriczkę mamy o 22.56 :P) jesteśmy w Jaworzynie. Dość żwawym krokiem startujemy, bo zimno. Dolina Jaworowa jest błotnista po opadach deszczu, totalnie dzika i bezludna( boję się misia 100 razy bardziej!) a przede wszystkim bardzo piękna. Ale też ciągnie się w nieskończoność. Owszem, można się tym pięknem napawać, ale trzeba się wdrapać prawie na 2400 npn. To kiedy to podejście nastąpi? Podejście owszem jest: I to całkiem wygodne. Gdzieś w górnej części schodów robimy sobie popas, ale jest tak zimno, że zbyt długo nie wytrzymujemy(nie idzie nam dogodzić, ostatnio było za gorąco O dziwo to Seba jest tym razem tym bardziej marudnym, strasznie na to zimno narzeka, ale ja mu robię wykład: - A na jaką przełęcz idziemy? - Lodową! -A jaka tam jest pod nią dolinka? -Lodowa! - a stawek? -Lodowy? No to jakim cudem miałoby być tam ciepło ? My tu gadu gadu, a tymczasem poprawia nam się pogoda: Końcówka podejścia jest dość krucha, więc założyliśmy sobie kaski, bo parę osób już schodzi. Po długaśnym spacerze ja już widzę przełęcz, już jestem w ogródku, już witam się z gąską(nawet widzę już zwisający łańcuch do zejścia!), tymczasem mąż mój docierający do celu jakieś 2 minuty po mnie oświadcza: Strasznie się dziś wleczemy! Bo to jeszcze nie jest Lodowa Przełęcz! To jakieś Sedielko! Coś mu się pomerdało, przez te słowackie nazwy. Na przełęczy pijemy Kofolę zwycięstwa, ale zostaje nam ponad pół butelki, bo strasznie zimno jest nadal(chociaż po tej stronie gór świeci słońce), a Kofola jest z lodówki jaworowej. Teraz nastąpi najgorsze. Trzeba zejść po łańcuchu. Nie mam w tym za dużo doświadczenia, bo szlaki raczej planuję tak by łańcuchami wchodzić a nie schodzić. No ale tym razem wygodniejszy logistycznie był marsz w stronę "domu". Najgorzej, że trzeba zejść tyłem, do czego w ogóle nie mam przekonania, ale miejscami jest za stromo na zejście przodem. No to godzę się z losem, i akurat jak już zaczęło mi się podobać schodzenie tyłem, to się łańcuch skończył Dla bojących się którzy jeszcze nie byli powiem, że ekspozycji tam żadnych nie ma, w przepaść nie da się spaść. Po krótkim odcinku z łańcuchem schodzimy po stromych piargach. Ludzie w "internetach" bardzo narzekają na degradację drewnianych schodów, ale w rzeczywistości wcale nie jest tak źle i nam schodziło się po nich bardzo wygodnie. O, już zeszliśmy: Najtrudniejsze(choć wcale nie trudne) za nami. Spacerujemy w stronę Teryho Chaty. Lisek tylko czeka na czyjąś kanapkę z plecaka: My podziwiamy widoki: I jakoś tak niespodziewanie wyrasta przed nami łańcuch: Ale przy dobrych warunkach jakoś nie jest specjalnie potrzebny. Wreszcie dopadamy schronisko! Strasznie jesteśmy zmarznięci, więc nosiczki czaj, to jest miód na nasze serca i żołądki. Nie wiem czy akurat herbata w Terince jest aż tak dobra, czy był to efekt zimna i zmęczenia. Marudzimy tak z 45 minut przy herbatce, w końcu trzeba zejść. Nie wiem dlaczego, ale zejście z Terinki juz po raz drugi zajmuje mi o wiele więcej czasu niż te mapowe, chociaż schodzi się tam całkiem dobrze. No, ale jakieś to takie długie i mozolne. W Chacie Zamkovskiego robimy dłuższą przerwę(może stąd takie ślamazarne zejście :P) ponieważ poza łańcuchami, piargami, i długością szlaku czeka nas jeszcze jedna trudność: wykręcacze kostek! Tym razem idę rzeczywiście wolniej niż poprzednio, ponieważ mam w nogach więcej kilometrów. Końcówka upływa nam na marudzeniu jak bardzo bolą nas stopy i mamy już tego dość, czyli klasyk W Smokovcu idziemy na pizzę i musimy być bardzo głodni i zmęczeni, ponieważ cebula wydaje nam się najpyszniejszą rzeczą na świecie. Jutro trzeba będzie odpocząć, ale że ma być pogoda, to na krótką wycieczkę pójdziemy. CDN.
    13 punktów
  8. 10 czerwca zaplanowany od półtora roku, w tajemnicy. Tylko garstka Przyjaciół wiedziała, że "wywinięty numer" ze ślubem na Kasprowym. I choć aura nie rozpieszczała, to przecież wzajemna miłość do siebie i do Tatr zwalczy każdą przeciwność i dosłownie góry przenosi ?
    13 punktów
  9. W dniu dzisiejszym razem z @Wernikspostanowiliśmy się trochę przewietrzyć.Wybór padł na reglową trasę Wierch Poroniec-Rusinowa Polana-Polana pod Wołoszynem -Schronisko Roztoka -Palenica. Pogoda jak się okazało średnia , na chwilę się rozjaśniło jak pałaszowaliśmy szarlotkę w schronisku. Jakieś tam widoczki były , ludzi niewiele , na parkingu byliśmy pierwsi.Rusinowa pusta i szlak do Wodogrzmotów też. Wspomnieć należy że ten czerwony to najstarszy znakowany szlak polskich Tatr i chadzali po nim wszyscy pionierzy. Co do warunków to typowo wiosenne sporo miękkiego śniegu , miejscami lód , skała , błoto.Dla każdego coś miłego. Od połączenia czarnego z czerwonym zdecydowaliśmy się na raczki , tak było lepiej i wygodniej,oczywiście niedaleko asfaltu były już niepotrzebne.Na zejściu do schroniska też żeśmy ich użyli do góry było już bez nich. Na drodze do MOK-a trochę ludzi szło nawet fasiągi jeździły. Przez chwilę było słonecznie i na pożegnanie Rysy się pięknie zaprezentowały. Parę fotek na początku powitał nas strażnik szlaku widoczek na Rusinkę coś tam widać odtąd przez spory kawałek na raczkach przy Wodogrzmotach miało miejsce wrogie przejęcie , ten oto czarny charakter wygonił Orzechówki z ławek i przejął ich styl życia szarlotka była super i widoczki z zejścia fajnie było.
    12 punktów
  10. Wschód słońca z Południcy w Tatrach Niżnych
    11 punktów
  11. Witam wszystkich tatromaniaków oraz miłośników gór. Niżne Rysy 2430 m.n.p.m , szczyt warty odwiedzenia. Wszedłem od strony polskiej od Buli pod Rysami wejście bardzo proste, chociaż sporo kruszyzny, widokowo bajka. Moja pierwsza wizyta na Niżnych, zamierzam tam wrócić od strony słowackiej. Jedyny problem na jaki natrafiłem to pielgrzymka na Rysy mimo wczesnej pory, z Palenicy wyszedłem około 5:20. Po zejściu ze szlaku problem tłumów się skończył. W sumie spotkałem cztery osoby. Zdjęcia z telefonu, wkrótce dorzucę jeszcze z aparatu, podpisy dodam po zalogowaniu z komputera, tak jest wygodniej niż z telefonu. C.d.n. Hinczowa turnia i Mięgusze Żabi Koń niby się nie wyróżnia a robi wrażenie Czarny Miegusz lekko w chmurach, Hinczowa, Wołowa, Żabia turnia i oczywiście Żabi Koń Ganek i Gerlach w całej okazałości Mięgusze Mięgusze po raz n-ty Żabi Koń, Żabia turnia, Wołowa turnia, na drugim planie Grań Baszt Ganek, Wysoka i Rysy Wysoka i Rysy
    11 punktów
  12. Pod koniec września ubiegłego roku wybraliśmy się z żoną na od dawna wyczekiwany dłuższy wypad w Tatry. W planach był kawałek Orlej Perci i poznawanie szlaków Słowackich. Pierwsze dwa dni były deszczowe, więc na rozgrzewkę zaliczyliśmy spacery do Doliny Gąsienicowej i na Rusinową Polanę z niedzielną Mszą na Wiktorówkach. Widoki były zerowe więc zdjęć nie będę nawet wrzucał. W poniedziałek zgodnie z prognozą przyszła piękna pogoda więc wyszliśmy na Orlą. Plan był taki, żeby wejść Żlebem Kulczyńskiego, dojść do Skrajnego, wtedy ocenić siły (fizyczne i psychiczne) i podjąć decyzję czy schodzimy do doliny czy chcemy iść dalej na Krzyżne. To pierwsze spotkanie żony z Orlą więc nie byliśmy pewni jak zareaguje na ekspozycje. Cała wycieczka wyszła fantastycznie. Wyszliśmy rano z Brzezin, dalej zgodnie z planem przez Żleb Kulczyńskiego, Granaty i ostatecznie doszliśmy na Krzyżne. Żona nie miała żadnych problemów z ekspozycją, wręcz przeciwnie szlak bardzo jej się spodobał. Pogoda była idealna a delikatne chmurki tylko dodawały uroku. Bardzo zaskoczyły mnie pustki na szlaku, do momentu dojścia na Orlą spotkaliśmy tylko jedną osobę, na samej Orlej może z 10-15. Sami sympatyczni ludzie tego dnia na szlaku Z powrotem na parkingu byliśmy przed 19. (ciąg dalszy nastąpi )
    11 punktów
  13. Korzystając z pogody poszliśmy w Tatry. Na Wolowcu dawno nie byłam a od słowackiej strony nigdy na niego szłam więc uznałam, że to dobry pomysł na wycieczkę. Asfaltówką doszliśmy do Tatliakowej Chaty a stamtąd weszliśmy na szlak na Przełęcz Zabrat. Prowadzi dość ostro w górę więc szybko nabieramy wysokości i w niedługim czasie stajemy na przełęczy. Po drodze słychać zbieraczy borowek ( chyba) których widzimy na zboczach Rakonia, borowek jeszcze mnóstwo. Jarzebiny za to niewiele, jakieś na pół suche, może toczy je jakaś choroba? W każdym razie czerwone grona bardzo nieliczne. Przyjemnie ciepło, krótkie spodenki i koszulka wystarczają. Siedzimy chwilę na Zabracie iruszamy na Rakoń. Po drodze wiatr zaczyna być chłodniejszy i wyciągam bluzę. Potem spodnie. Potem czapkę. Na Wolowcu będę mieć jeszcze kurtkę i rękawiczki żeby w drodze powrotnej ściągać wszystko po kolei. Ale któż tego nie zna. Na Wolowiec prowadzą schody, chyba rzeczywiście dawno tu nie byłam, po workach sa tylko resztki juty gdzieniegdzie .Do góry idzie mi się fajnie bo ide po drewnianych pionowych bokach które łączą schody, zejście trochę gorsze, bo dla mnie schody są za wysokie I żeby nie obciążyć kolan stąpnięciami schodzę trochę bokiem. Nie jest to wielkie utrudnienie, a schody nie są na całym podejściu więc w zasadzie ok. Podchodzę jeszcze trochę w stronę Rohaczy, żeby rzucić okiem jak dalej prowadzi szlak. Marzy mi się żeby przejść granią i tak podpatruję jak to będzie wyglądać. Wracam i zbieramy się do powrotu. Pogoda towarzyszyła cały czas, ludzi na trasie Rakoń-Wołowiec zgodnie z przewidywaniami sporo. Widoki piękne. Jednak z góry naprawdę lepiej widać
    11 punktów
  14. Najlepszą opcją jest łączenie przyjemnego z pożytecznym, więc połączyłam wyjazd na zawody w nordic walking ze zwiedzaniem. Tym sposobem mogłam się pościgać i zobaczyć przepiękne góry Atlas, oczywiście trochę "przy okazji". W Atlas wjechaliśmy podczas wyprawy do Studia Atlas, gdzie znajdują sie plenery do takich filmów jak Pasja, Prison Breake, Mumia, Bond, Asteriks i Obeliks - Misja Kleopatra i przede wszystkim Gra o Tron. Wodospad stanowi atrakcję samą w sobie - jest największy w Afryce Północnej. Kaskady mają łącznie 110 metrów, najwyższa ma coś koło 70. Atrakcją wodospadu są stada małp jedzące turystom z ręki
    11 punktów
  15. Wczorajszym pięknym dniem wybraliśmy się na Kopskie Sedlo. Doliną Zadnich Koperszadow nigdy nie szlam więc wiadomo było, że będziemy szli dlugo, żeby wszystko pooglądać. Na początek zaciekawily nas bobrowiska. Bobra zobaczyć oczywiście się nie udało. Tu gdzie mieszkam mam takie odludne miejsce gdzie są bobry i też nigdy mi się nie udało go zobaczyć. Blisko był zakątek kamieni, kazdy opisany, objaśniony wiek i pochodzenie. Jest to też miejsce gdzie można posiedzieć, sa ławy, stoly. Rzeźbione ławki pojawiały sie jeszcze na trasie, były też misiiwe figury. I to jedyna forma misia jaka chciałabym spotkać. Weszliśmy w Kopeszadzka Bramkę i ochrzcilismy ją najładniejszym.miejscem tej doliny. Zachwycił nas ten wywóz, taki zimny, z wysokimi ścianami. I tylko szkoda, że taki krótki. Lodowy szczyt który widzieliśmy na początku gdzie nam się zgubił, za to towarzyszyl nam potem w drodze Jagnięcy Szczyt. Trudno mu było zrobić zdjęcie, bo słońce było blisko niego, a gdy doszliśmy do Kopskiego Sedla przyszła mgła i go zasłoniła. Nie było po co tu siedzieć wiec ruszyliśmy dalej. Po chwili byliśmy na Wyznim Kopskim Sedlu. Widoki byly piękne, bo wiatr mgle przegonił. Ruch u gory spory ale fajny, czyli bez hałaśliwych osób i nawet psy były grzeczne, nie szczekały na siebie.
    11 punktów
  16. Biorąc pod uwagę ,że normy syfu w powietrzu są wielokrotnie przekroczone ,czym oni palą?, oraz fakt ,że w rejonie Rusinowej Polany i Gęsiej Szyi nie byłem od listopada zeszłego roku oraz uwzględniając iż niedługo dojechanie w ten rejon nie mówiąc o zaparkowaniu będzie wysoce traumatycznym przeżyciem , zapadła decyzja. Wyruszam.Sam i bez wsparcia Szerpów , chociaż biorąc pod uwagę ,że te góry z roku na rok coraz wyższe to sprawę Szerpów trzeba będzie przemyśleć. Oczywiście nie bez znaczenia był fakt ,że na Rusinowej będzie mało człowieków.Pogoda mglista bura i byle jaka ,ale nie można być miękiszonem. Osiołek zaparkowany jak zwykle na Wierch Porońcu i naprzód . Patrząc na świeży śnieżek na szlaku dzisiaj byłem tu pierwszy. Zresztą pierwszego człowieka spotkałem jak zbiegał z Gęsiej , dopiero po dłuższym czasie na szczycie pojedynczo dołączyli następni . Ogólnie na szczyt po mnie dotarło 5 osób z tym że nie było nas równocześnie więcej niż trójka. Podczas zejścia spotkałem jeszcze kilku podchodzących ,ale wszyscy dzisiaj spotkani to ,,nasi,, więc było bardzo miło. a teraz trochę obrazów tak mnie powitała pusta Rusinowa szczyt Gęsiej jak patrzę na takie góry to jakbym słyszał ich głos,,szanuj nas człowieczku bo możemy oślepić cię mgłą i śniegiem , zabrać ci ciepło wiatrem , zwalić ci na głowę tony śniegu,, oczywiście była i kanapka i herbatka , w miarę ubywania herbaty w termosie dokoła zaczęło się przejaśniać pojawiły się dziury w chmurach pewny nie jestem ale to chyba Lodowy wygląda spod kołderki w zejściu też były fajne widoczki a tak pożegnała mnie Rusinowa trzymajcie się ciepło i ruszać na szlaki bo za chwilę nadchodzi .......SEZON!!!
    10 punktów
  17. Zapraszam na pierwszą partię: podejście od Wołowcowej Przełęczy, widok na Wysoką szczyt po lewej Koprowy i Cubryna Baszty, Szczyrbski, Hruby Wołowiec Mięguszowiecki, z tyłu Baszty Wołowiec Mięguszowiecki i Wołowcowa Przełęcz Wysoka i Kończysta Koprowy do szczytu niedaleko kawałek Czarnego Stawu pod Rysami grań podszczytowa przełączka podszczytowa CDN...
    10 punktów
  18. W, powiedzmy długi weekend w sierpniu (pracując w handlu ciężko o dłuższe weekendy :)) wybrałem się na szybki wyjazd w Tatry. Plan był taki, jeden dzień po polskiej stronie, jeden po słowackiej. We wtorek wstaję wcześnie rano, wyjeżdżam z Krakowa i parkuję samochód na Siwej Polanie. Doświadczenie nauczyło mnie, że takie wolne dni nie nadają się na wycieczki w pewne rejony polskich Tatr, zwykle najlepiej spędza się je w Tatrach Zachodnich, które z niewyjaśnionych przyczyn są dużo mniej popularne o każdej porze roku a przecież takie piękne...cóż, może kwestia dystansu do pokonania robi swoje, nie wiem. Biegnę z Siwej na Chochołowską, potem spokojnym krokiem wchodzę na Grzesia, Rakoń, Wołowiec...im dalej tym mniej ludzi, co mi się bardzo podoba kilkadziesiąt metrów poniżej Wołowca robię długi odpoczynek z przepieknym widokiem w stronę Jarząbczego Wierchu. Tak długi, że cięzko się zebrać, żeby ruszyć dalej a jestem może w połowie drogi. Nie ma rady, trzeba wstawać i iść, przez godzinę minęlo mnie dosłownie kilka osób więc przez jakiś czas mam góry praktycznie tylko dla siebie. Z Wołowca na Jarząbczy zawsze te same odczucia, szczerze uwielbiam tem szlak, cisza i spokój, widoki powalają a przed ostatecznym wejściem na Jarząbczy te myśli, jakie to, kurde, jest wielkie walka z samym sobą przy podejściu na szczyt, przez te pół godziny można czasem zwątpić, ale jak zawsze warto. Po kolejnej przerwie na najwyższym punkcie wycieczki szybciutko na Kończysty, potem Trzydniowiański i schodzę średnio fajnym zejściem do Chochołowskiej. O ile samą Dolinę nawet lubię tam, to z powrotem to z reguły istna udręka - trzeba następnym razem pomyśleć o zabraniu roweru. Tymczasem idę na łatwiznę i 3km przed końcem wsiadam w zatłoczoną kolejkę Z parkingu jadę na nocleg w Kościelisku, planując kolejny dzień po stronie słowackiej. Dzień 2...Jak zwykle, mimo, że wstaję dość wcześnie to zbieram się zbyt długo, jakieś przerwy na kawę i jedzenie, nie wiem po co chyba koło 10 jestem na Słowacji, na parkingu w Smokowcu. Cel - Polski Grzebień i Mała Wysoka. Droga do Śląskiego Domu bez historii, dużo lasu Im bliżej schroniska tym widoki coraz ładniejsze a otoczenie Chaty na prawdę daje radość z patrzenia. Szlak dalej też fajny, najpierw w miarę płasko, potem trochę podejścia, potem znów płasko i znów podejście, nie czuje się jakoś bardzo tych różnic wysokości. W końcu widać przełęcz, na którą zmierzam trochę sypko trochę łańcuchów i jestem. Odpoczynek przed atakiem szczytowym i po 30-40 minutach z Polskiego Grzebienia wchodzę na Małą Wysoką - kolejne marzenie spełnione Na szczycie siedzę dłużej i podziwiam widoki, czy to w stronę Gerlacha czy w każdą inną, wszędzie ładnie. Po zejściu na przełęcz schodzę nawet po schodkach w stronę Rohatki, ale jak zobaczylem jak wygląda ten szlak to coś mi się w głowie przyblokowało...jakoś tak mało stabilne to wyglądało Porzuciłem więc myśli o Rohatce i Zbójnickiej Chacie, zresztą chyba za póżno wróciłbym na parking, wróciłem więc po własnych śladach, znałem już w końcu tę trasę wiedziałem, że w te 2-2,5h będę z powrotem. W Smokowcu jestem koło 17, optymalna godzina, żeby wrócić na spokojnie do Krakowa po dwóch dniach intensywnego chodzenia. Co tu dużo mówić, bardzo udany wyjazd, pogoda znów dopisała (to dziwne, że większość moich urlopów rozpieszczało pogodą, oby w przyszłym roku się to nie zemściło :P), pozytywna energia też była obecna, fajnie
    10 punktów
  19. "Dumna" Łomnica Baranie Rogi Masyw Lodowego Z grani Małego Lodowego roztacza się lepszy widok niż z Lodowej Przęłeczy Ostry szczyt przy zejściu do Doliny Jaworowej
    9 punktów
  20. Ponieważ w ubiegłą sobotę byliśmy z @Mateusz Zw okolicy, postanowiliśmy niejako "na rozgrzewkę" przekonać się na własne oczy czy opinie na temat Doliny Prosieckiej (na Kwaczańską nie wystarczyło czasu), nie są przesadzone. Ja nie czuję się rozczarowany. Może w dolinie nie ma tylu atrakcyjnych miejsc co w Słowackim Raju czy Janosikowych Dierach, ale jest to i tak bardzo urokliwe miejsce, położone na dodatek blisko polskiej granicy. Dolinka ma niecałe 4 km długości, a główne atrakcje znajdują się na jej początku i końcu. Auto można zaparkować na płatnym parkingu w miejscowości Prosiek ( 3 EUR stan na kwiecień 2024 i w zamian otrzymujemy mapkę i życzenia udanek tury od sympatycznej pani parkingowej) Po kilku minutach docieramy do Wrót na południowym wlocie doliny . Mimo, że jest wiosna - wody na szczęście nie ma w nadmiarze..... Jest malowniczo, dziko i ......bezludnie.... Dolina Prosiecka to przykład dolinki krasowej - są wywietrzyska, bogata rzeźba krasowa, rozpadające się mostki.... Kawałeczek za Wrotami jest pierwszy bardziej ekscytujący odcinek trasy ( stalowa linka przydała by się z 20 metrów wcześniej bo przy mokrej skale przejście tego odcinka np. przez dzieci może być problematyczne). Foto autorstwa Mateusz Z. Później dolina rozszerza się, a szlak prowadzi albo bezwodnym korytem potoku, albo na przemian jedną lub drugą jego stroną. Faktycznie jest to mniej ciekawy odcinek wizualnie, ale dla mnie - miłośnika dzikich ścieżek, zarośnięty i bezludny szlak jest całkiem ok . Podchodząc pod górną część doliny - znów robi się fajnie. Przy wiacie jest odbicie z lewo do wodospadu Czerwone Piaski, ale na razie jest tam większa grupka Słowaków z dziećmi, więc idziemy jeszcze kawałek w głąb doliny.... Sympatyczne drabinki, tu i ówdzie linka, dookoła skały - czego chcieć więcej ? Kolega @Mateusz Z na wielkiej skale ..... Czas zaczyna nas gonić więc pora wracać do wodospadu. Na szczęście Słowaków już nie ma - miejsca pilnują tyko dorodne sasanki.... Wodospad ma około 15 metrów wysokości i jest na prawdę urokliwy.....trzeba rozłożyć statyw, kilka szybkich fotek i ....pora wracać, czas zaczyna nas gonić
    9 punktów
  21. . Góry Choczańskie, zazwyczaj większości z nas kojarzą się jednoznacznie z ich symbolem, czyli Wielkim Choczem. W ostatni weekend @Mateusz Z namówił mnie na wypad w tamte okolice i dzięki temu na własne oczy zobaczyłem m.in vodopad Červené piesky.
    9 punktów
  22. Dolina Małej Zimnej Wody w poziomie Baranie Rogi w chmurach oraz odsłonięty masyw Durnego
    9 punktów
  23. U mnie wczoraj bardziej prozaicznie ..ale taż ładnie..
    9 punktów
  24. WOŁOWA KOTLINKA jest górną, zawieszoną dolinką, częścią DOLINY ŻABIEJ MIĘGUSZOWIECKIEJ, a ta z kolei jest górnym piętrem DOLINY MIĘGUSZOWIECKIEJ. Nad Kotlinką góruje Hińczowa Turnia i przede wszystkim Wołowa Turnia. Kilka zdjęć z kotlinki: kawałek Hińczowej wystaje Wołowiec Mięguszowiecki Hińczowa Turnia i Rogata Turniczka Rogata Turniczka i Wołowa Turnia Wołowa Turnia wszystkie 3 stawy Żabie Rysy i Wysoka Wysoka i Kopa Popradzka Dolina Mięguszowiecka Mała Baszta i Skrajna Baszta Rysy Wysoka Wołowa Turnia Wołowa Turnia, Żabia Turnia i Żabi Koń Wysoka i Kopa Popradzka i jeszcze jedna partia będzie...
    9 punktów
  25. Nie, nie, kochana. Oni nie chcą płacić. To są Prawdziwi Turyści Którym Nic Nigdy Się Nie Stanie. Oni chcą żeby to ta "hołota w adidaskach" płaciła - upraszczając oczywiście. Ale zasadniczy problem widzę gdzie indziej - ci głosujący chyba nie rozumieją jednej podstawowej rzeczy - jeżeli nawet wprowadziłoby się obowiązek ubezpieczeń to gdzie trafią pieniądze ze składek? Bo przecież nie do TOPR. Trafią do firm ubezpieczeniowych. TOPR-owcy ewentualnie, po jakiejś akcji, dostaliby coś z polisy tego ratowanego. Ale po pierwsze - nie od razu, po drugie - nie za każdą akcję. Ubezpieczenia to twardy biznes, a nie działalność charytatywna. Zaś TOPR musi mieć zapewniony stały dopływ funduszy, a nie od akcji do akcji. Dlatego śmieszą mnie te wszystkie dyskusje, bo przecież akurat nasz system finasowania i działania TOPR doskonale się sprawdza w praktyce. Jest kasa z budżetu (jak dla innych służb) bo turyści też płacą podatki, prawda? Jest kasa z 1 % , tzn. teraz już 1,5 % - i z roku na rok wpłaty rosną. Sam też przekazuję od początku, gdy tylko pojawiła się taka możliwość. Jest kasa z 15% wpływów z biletów do TPN ( a tych biletów sprzedaje się miliony, np. w 2022 ponad 4,5 miliona biletów), co też daje piękną sumkę, przy okazji obalając teorię o "darmowym ratowaniu różnych baranów". I jeszcze dodatkowo takie świry jak ja wpłacają na TOPR dobrowolne datki, bo po prostu mają taki kaprys. Reasumując - po jaką cholerę grzebać przy czymś co dobrze działa? Po to żeby liczne u nas grono internetowych znawców miało satysfakcję? Zresztą Jan Krzysztof już to nieraz tłumaczył, prosto i przejrzyście. A że do niektórych nie dociera ... cóż, nie wszyscy jak widać potrafią czytać ze zrozumieniem. Może więc lepiej zmienić system edukacji, zamiast grzebać przy finasowaniu TOPR?
    9 punktów
  26. Zwykle cieszymy się na ich widok (no, jest jeden wyjątek, którego nikomu nie życzę ?), sprawiają, że to, czego doświadczamy, wydaje się bardziej prawdziwe. Osobiście uwielbiam patrzeć na kaczki pływające po czystych tatrzańskich stawach czy kozice hasające po stromych zboczach. Ubolewam za to nad faktem, że część z tych naturalnych mieszkańców naszych pięknych gór jest bezmyślnie dokarmiana przez turystów w okolicach schronisk oraz nad faktem, że dawno nie widziałem świstaka ? tylko czasem słyszę gdzieś dziada...
    9 punktów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...