Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 10/13/2020 in all areas

  1. 8 points
    Sobotnie, jesienne barwy w drodze na Wrota Chałubińskiego 💕🌞
  2. 4 points
    Spokojnie będzie jeszcze ciepło tylko pokazuje .że będzie ostra zima. Przynajmniej mamy fan z moimi chłopakami chyba pierwszy bałwan w górach 😄
  3. 4 points
    Komunikat: po nicy sypnęło w niższych partiach gór...🙄😉 Jeju już!........
  4. 3 points
    Tym razem podróż zaczyna się w połowie sierpnia w Warszawie, w nietypowym składzie osobowym - jedziemy z chłopakami we czwórkę, gdzie tylko z jednym z nich byłem wcześniej w górach. Umawiamy się o 18. To znaczy umówiliśmy się we trójkę. Ostatni członek ekipy (kierowca 🙄) się nie wyrobił i był o 19. Musimy dojechać aż do Trzech Studniczek, bo w planach Krywań + wschód słońca, więc wyczuwam, że tempo będzie musiało być dosyć konkretne by zdążyć przed tzw. "złotą godziną". Przed Krakowem zamieniam się z kumplem na miejscu kierowcy. Jeszcze szybki postój na Subwaya i już bez zbędnego zatrzymywania się jedziemy w kierunku Słowacji. Gdybyśmy nie zauważyli informacji, że znajdujemy się już na terenie naszych południowych sąsiadów to z pewnością poinformowałaby nas o tym droga - równa jak stół to nie jest. Do tego dochodzi jej cudowne oznakowanie. Zawsze jak tamtędy jeżdżę to mam wrażenie, że Słowakom zapasy białej farby drogowej skończyły się jakieś 20 lat temu. Brakowało jeszcze jakiejś takiej gęstej mgły (ale nie było na to szans, @Zośka wtedy w Tatrach nie była) i wtedy w ogóle zaczęłaby się zabawa, bo nie mielibyśmy zielonego pojęcia czy jesteśmy na drodze, czy już nie. Standardowo na skrzyżowaniu odbijamy w prawo, w kierunku Tatrzańskiej Łomnicy. Wyczuwam lekką podjarkę w zespole - dla chłopaków będzie to pierwszy wschód słońca, dla mnie pierwszy od prawie dwóch lat, więc też nie mogę się doczekać. Co nie zmienia faktu, że jazda zaczyna się dłużyć. Widoków brak, aut jak na lekarstwo. a prognozowany czas przyjazdu grubo po 1. Ciemno jak w d*pie, nawet pasów nie ma na drodze, gdy nagle pada pytanie od pasażerów z tyłu: - Łukasz, a weź zgaś światła w aucie XD - No dobra XD I pyk, światło zgaszone na 0,5 sekundy, ale mamy z czego się pośmiać, że właśnie zniknęliśmy 😄 Taka zabawa na studenckim poziome 😛 Nagle natrafiliśmy na auto przed nami i kierowca chyba trochę spękał jak po kolejnym wyłączeniu świateł prawdopodobnie całkowicie mu zniknęliśmy z lusterek 😄 Tak się wystraszył, że aż nas przepuścił, chociaż był daleko przed nami 😛 Udało się zbić trochę czasu i około 1:20 zajeżdżamy na parking. Pospieszam chłopaków, by się pospinali, bo trochę przed nami drogi. Szlakowskaz pamiętam, że pokazuje 3:45. Liczę na to, że uwiniemy się w 3:00 - rok temu tyle szliśmy z chłopakami na totalnym chillu i z milionem przerw na zdjęcia. Tutaj chłopaki może nie mają takiej kondycji, ale liczę, że prawie nie będziemy robić przerw. Tak czy siak mam przeczucie, że nie będą zadowoleni z koniecznego tempa. Przebranie się, dopakowanie wszystkiego zajmuje nam jakieś 30 minut, więc parę minut przed drugą ruszamy. Widać ciemną sylwetkę Krywania na tle trochę jaśniejszego nieba. Noc jest ciepła - założyłem bluzkę z krótkim rękawem, krótkie spodenki i komin. Chłopakom było z początku zimno, pozakładali bluzy i kurtki, więc po 15 minutach musieliśmy zrobić oczywiście postój 🙄 A mówiłem, ostrzegałem "nie zakładajcie tak ciepłych ubrań, zaraz się rozgrzejecie" 😛. Ja w tym czasie wsuwam na szybko snickersa, bo 15cm kanapka z subka nie była jednak zbyt obfitym posiłkiem. Podchodzimy zygzakami na szlaku, i po jakiś 30 minutach, widzę, że chłopaki zwalniają. "Dawać, dawać, musimy zdążyć przed wschodem, było się krócej przebierać!". Wiedziałem… wiedziałem, że za późno wyjechaliśmy i będzie trzeba się ścigać ze słońcem. Mijamy odbicie w kierunku bunkru, gdzie się bronili bodajże słowaccy partyzanci. Powoli zaczynamy podchodzić na Niżną Przehybę i poniżej nas dostrzegamy czołówkę. To znaczy, że na szczycie sami nie będziemy 😄 Piechur szybko nas dogania i wyprzedza. My dalej podążamy swoim niezbyt szybkim, równym tempem. Mam zasięg, więc z ciekawości sprawdzam, ile nam zostało na szczyt. Nie jest źle, ale nie jest wybitnie dobrze. Jeśli utrzymamy tempo to bez przerw powinniśmy być parę minut przed 5:00, a wschód był jakoś 5:20. Przy ostatnich zygzakach przed Przehybą trochę się od chłopaków oddaliłem, więc mogłem popatrzeć na okolicę. Zgasiłem czołówkę, patrzę w niebo i widzę lecące Starlinki, jeden za drugim 😄 Zawsze chciałem ten "pociąg" zobaczyć, ale zawsze coś stało na przeszkodzie (a to chmury, a to zbyt duże zanieczyszczenie światłem, itp). Tym razem w końcu się udało. Informuję o tym chłopaków i kumpel z ręki w trybie nocnym strzela im zdjęcie. Gdybym wiedział wcześniej to byśmy przygotowali się do ich przelotu i zdjęcia by wyszły zdecydowanie wyraźniejsze, ale co poradzić 😞 Mamy to co mamy, i wspomnienie jak świetnie to wyglądało. (Zdjęcie poniżej nie oddaje nawet ułamka tego, co było tam widać 😄) Coraz częściej słyszę pytanie "Za ile przerwa?" (nie możecie jeść idąc? 🙄). Ehhh, niech Wam będzie. Przy początku trawersu Wielkiego Żlebu sobie odpoczniemy. Tylko ten początek trochę się odciąga w czasie, „jeszcze z 5 minut” mówione co 3 minuty sprawia, że udaje się nam dociągnąć do 1/3 szerokości żlebu. Siadamy i rozbijamy obóz. Każdy podjada co tam ma, mi idealnie wchodzą żelki. Wyłączamy czołówki, by nie oślepiać się światłem. Piękna, gwiaździsta noc, w dole widoczny Liptovsky Mikulas i Poprad. Podziwiamy też co chwila spadające gwiazdy. Zupełnie przypadkowo (przypomniałem o tym sobie widząc pierwszą, świetlistą smugę), że trafiliśmy na apogeum roju perseidów. Co chwila niebo przecina jasna wstęga. Zauważam też, że powietrze trochę mętnieje i nie jest tak przejrzyste jak jeszcze 30 minut temu. Mimo wszystko i tak jest pięknie. Próbuję wypatrzyć już jakąś jaśniejącą łunę na niebie, jednak Krywań skutecznie mi ją zasłania. Widzimy też ludzi podchodzących całkiem sprawnie od strony Pawłowego. Lecą prawie jak szaleni. Kończymy popas, bo czujemy, że na tej wysokości robi się już chłodnawo. Trzeba ruszać. Zauważam, że przez brak chmur dałoby się w sumie iść bez światła czołówek. Trochę bardziej ryzykownie, wiadomo, ale nie byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne. Gdybyśmy mieli trochę więcej czasu moglibyśmy się tak „pobawić”, ale nasz słoneczny wyścig trwa 😄 W miarę płaski fragment trasy i niejednoznaczny przebieg szlaku sprawia, że idziemy w miarę zwartą kupą, tak by nikt za bardzo nie odbił w bok. Staram się też odnaleźć ten świstaczy kamień, ale brak ich odgłosów i mrok nocy przekonuje mnie by uważniej rozejrzeć się podczas schodzenia. Jako pierwsi dochodzimy do znacznika Krywańskiego Żlebu, gdzie łączą się szlaki. Ludzie idący od strony Szczyrbskiego są parędziesiąt metrów od nas, więc robi się raźniej. I głośniej 😄 Bez zbędnego czekania przemieszczamy się dalej. Zaczynają się pierwsze trudności, więc jeden ziomeczek postanawia zostawić kijka, którego dzielnie wyrwał z objęć lasu. Zapowiada, że na powrocie weźmie go z powrotem 😛 Z racji trudniejszego terenu nasze tempo trochę zwalnia, przez co zaczynam się niecierpliwić. Jest kilka minut przed 4:00, z grani już może być widoczna łuna. Najchętniej ruszyłbym szybciej by móc ze szczytu delektować się widokiem, ale potulnie idę wraz z towarzyszami. Mam też wrażenie, że jak byłem już raz na Krywaniu za dnia, to po prostu sprawniej się te utrudnienia pokonuje ze względu na zapamiętanie przebiegu szlaku. Z racji tego, że podejście od złączenia szlaków do najłagodniejszych nie należało to robimy drugą przerwę. Małe co nieco i czas na fotki miast w dole. Fajnie z tego miejsca widać kolorowe światełka lotniska obok Popradu. Z racji tego, że do wschodu słońca już niedaleko (jakaś 1h 15min) pytam się chłopaków czy mogę ruszyć przodem by nastawić timelapsa na szczycie. Nie mają nic przeciwko, więc oddzielam się od reszty. Mijam Mały Krywań, chwile idę po płaskim, później delikatnie pod górę i po paru minutach zaczyna się końcowe strome podejście na sam szczyt. Z racji, że ten fragment przypomina mi trochę końcówkę szlaku od strony słowackiej na Rysy (czyli idź jak uważasz) staram się ominąć taką skalną płytę dla której musiałbym przytroczyć kijki z powrotem do plecaka (ci co byli myślę, że na pewno kojarzą ten fragment, jest taki… „Kościelcowy” 😉). Niestety jak na złość moja próba ominięcia go nie wyszła. Naprawdę, nie chce mi się składać kijków więc przy pomocy jednej ręki i wsparciu dwóch palców drugiej w miarę sprawnie ją pokonuję. Zaczynam już widzieć na szczycie faceta, który nas minął, dosłownie minutka i jestem. Godzina 4:30 na zegarku, prawie godzinka do wschodu, nieźle. Ustawiam timelapse na GoPro i stwierdzam, że czas się ubrać, bo na szczycie delikatnie piźd*i. Zaczynam od bielizny termoaktywnej (czy słowo „kalesony” wyszło już z użycia?), bluzka, bluza i softshellowa kurtka biegowa. Do kompletu jeszcze czapka i rękawiczki. Żałuję, że nie wziąłem kurtki zimowej z domu i długich spodni z auta, no ale trudno. Raczej nie zamarznę. W oczekiwaniu na resztę chłopaków robię parę fotek i piję gorącą herbatkę. Pięknie widać kawał grani. Hruby Wierch, Rysy, Łomnica, Wysoka, Gerlach, Lodowy, Kończysta i można by dalej wymieniać i wymieniać 😊 Mam też czas, by jeszcze w ciszy i spokoju poobserwować sobie nasze piękne Tatry, a dzień powoli coraz bardziej zaczyna wypierać mrok. Po około 20 minutach, dociera pierwszy ziomek i ma niestety niewesołą nowinę: - Kurde, Krzychu stwierdził, że nie będzie wchodzić, bo nie czuję się na tych skałach zbyt pewnie i poczeka na nas niżej. Wychylam się by go zlokalizować w jakiej jest odległości, ale go nie widzę. Wyciągam telefon i próbuję się dodzwonić, by poczekał to po niego zejdę, jednak chyba nie ma zasięgu. Po chwili dociera drugi kumpel i mówi, że nasza zguba odpuściła jakieś 10 minut przed szczytem. Dostrzegam jego czołówkę, próbujemy dźwiękami i ruchami czołówek jakoś się porozumieć, ale przez zniekształcenie głosu i nieustalenie konkretnych znaków świetlnych przed wejściem nie udaje nam się dogadać 😛 No trudno, czasem tak bywa, ale z drugiej strony nie ma co ryzykować. W moje oko wpada skrzynka na szczycie z zeszytem. Odświeżam pamięć, kiedy mniej więcej byłem na Krywaniu… Hm… jakoś po 20 września 2019. Wertuję kartki, nie wiem czy ja się wtedy w ten zeszyt wpisywałem, ale Piter na pewno (siedział chyba wtedy z 5 minut i coś tam w nim mazał). Daty są strasznie wymieszane, więc próbuje doprecyzować dzień. Wyciągam telefon, przeglądam zdjęcia. 26 września. Jeszcze paręnaście sekund wertowania i jest! 😄Cykam sobie fotkę Piterowego wpisu na pamiątkę i wracam do chłopaków. Gdy podchodzę do nich słyszę: - To co… Pijemy 😄? Wyciągamy przygotowane małpeczki. Mamy cytrynówkę (tylko ją jestem w stanie zdzierżyć bez uszczuplania zasobów wody) i „czarny bez” Saskiej. Jestem ciekaw jak mój organizm na nie zareaguje, bo dobija 19h bez snu, a jak do tego dochodzi wysiłek, to moje ciało idzie spać bez uzgadniania tego ze mną 😛 Na szczycie robi się coraz bardziej tłoczno, ale w końcu nadchodzi ten długo wyczekiwany moment – wschód słońca 😊 Dla mnie z całego wschodu najbardziej magiczny jest ten moment, dosłownie sekundy, kiedy pierwszy punkcik wychodzi nad horyzont/chmury i zaczyna oświetlać otoczenie. Coś niesamowitego. Napawamy się widokiem, ale warto też zerknąć w przeciwną stronę. „Cień Wielkiej Góry” – powraca zza zachodniego horyzontu by za kilkanaście godzin zniknąć za wschodnim. Pięknie również prezentują się Kopy Liptowskie i Tatry Zachodnie. Schodzimy trochę ze szczytu w kierunku Krótkiej. Znajduje tam się przymocowany czekan upamiętniający taternika zmarłego w tej okolicy parę lat wcześniej. W dole znajduje się piękny Staw Ważecki, na który kiedyś prowadził szlak. Będzie trzeba się tam kiedyś wybrać 😉 Jest po szóstej, więc powoli (niestety) trzeba się zbierać i schodzić do auta. Tego dnia mamy jeszcze w planach Rysy i Koprowy (przynajmniej liczę, że reszta ekipy nie zmieni zdania). Schodzimy, mięśnie zmarznięte. do tego dochodzi rozluźnienie po małpce, więc pierwsze kroki muszą być stawiane czujnie. Z czasem jednak idzie się coraz przyjemniej. W rękach kijki, więc tym razem widząc z góry tą płytę obchodzę ją wygodnie po lewej stronie. (Na zdjęciu chyba inny płyta, niż ta, o którą mi chodziło). Przy zejściu udało mi się nie użyć ani razu rąk. Mam nadzieję, że jak będę tam wchodził następnym razem to pod górę będę w stanie odwzorować ten wariant trasy 😄 Chłopaki są kawałek za mną, ale Mały Krywań już w zasięgu dosłownie 2-3 minut, więc decyduję się, że tam na nich poczekam. Siadam wygodnie, zdejmuję kurtkę, która jest już zbędna i jednocześnie podziwiam Tatry i obserwuję szlak czekając na kompanów. Mija 5 minut, wydaje mi się, że ich słyszę. Mija kolejnych parę minut dalej ich nie ma. Jestem zdziwiony, bo jak widziałem ich ostatni raz to byli dosłownie minutę za mną. Wywołuję ich imiona cisza. No cóż, szlak przysłaniają skały, więc mogą nie słyszeć. Po kolejnych 5 minutach słyszę „Łukasz, huhuuu, tu jesteśmy!”. Machają do mnie dwie wesołe mordki zza jakiś trawek niemalże w połowie Wielkiego Żlebu? - WTF, jak Wy się tam znaleźliście? Chodźcie do mnie! Wychodzę im naprzeciw, by mieli mnie cały czas na widoku. Po 5 minutach znowu jesteśmy razem. - Jak Wy się tam znaleźliście w tym Wielkim Żlebie 😛? - Myśleliśmy, że tak jakoś szlak idzie. Schodziło się spoko, więc szliśmy. Jak z dziećmi, nie można ich spuszczać z oczu 😄 Dobrze, że było sucho, bo przy mokrych trawkach już tak łatwo mogło nie być. Staramy się wypatrzyć Krzycha, ale niestety nigdzie go nie widzimy. Za to obserwujemy już całkiem sporą ilość osób zmierzających na szczyt. Schodzimy w kierunku rozejścia szlaków, odnajdujemy zostawiony przez Krzycha kijek. Pewnie musiał inaczej zejść niż jak wchodziliśmy, co później okazuje się prawdą. Rok temu moja droga wejścia i zejścia znacząco się różniła. Mam wrażenie, że oznakowania szlaku powyżej złączenia szlaku są trochę tak dla picu, bo ścieżek i potencjalnych dróg jest cała masa. W końcu udaje nam się też dodzwonić do Krzycha – powoli zaczyna wchodzić w kosówkę, także jest sporo przed nami. Próbuję znowu wypatrzeć świstaki, i faktycznie, słyszę je, ale nie widzę. Kamienia zresztą też. No trudno. Zejście nie jest jakoś mega ciekawe, daje powoli też o sobie znać brak snu. Trafiamy w końcu na Krzycha i wraz z nim idę przodem. Odwiedzamy jeszcze bunkier i po godzinie 9:00 jesteśmy na dole. Zerkamy na Krywań - z dołu ten kolos robi ogromne wrażenie. Dochodzimy do auta. Wsiadamy. Proponuję by uzupełnić zapasy jedzenia, kimnąć się gdzieś na trawce i za chwilę ruszyć na Rysy i Koprowy. Nie widzę nawet krzty entuzjazmu, więc czuję nosem, że to dziś nie pyknie. Padają pytania „a może coś krótszego? Może wróćmy do Polski i później przyjedziemy?”. Jest to totalnym bezsensem bo pojechać do Polski by kupić rzeczy i wrócić to 2h. Dobra odpuszczamy na dzisiaj. Decydujemy się na obiad, przyjazd do kwatery i wyjście gdzieś wieczorem. Jadąc i zerkając na góry stwierdzam, że może faktycznie lepiej odpuścić, bo chmury zaczynają się już kotłować. Jazda nieklimatyzowanym autem plus brak snu też daje się we znaki. Moja głowa zaczyna pękać, więc pierwszą rzeczą jaką kupuję po przyjeździe do Polski jest Ibuprom. Zajeżdżamy na pizzę. Zawsze po wschodzie mam taki dziwny feeling, bo pizzeria niedawno otworzona, a człowiekowi już przez to wędrowanie nocą i nad ranem pół dnia upłynęło, więc ma się wrażenie, że zaraz powinien być wieczór a tu nie ma nawet jedenastej 😄 Na kwaterze meldujemy się przed 14:00, szybki prysznic i do spania. Cudem zwlekamy się z łóżek po 18:20 i idziemy jeszcze na Polanę pod Kopieńcem. Tam sobie jeszcze chillujemy, po czym wracamy i przygotowujemy się na następny dzień. Rysów i Koprowego tym razem nie odpuszczę 😉
  5. 3 points
    Widzę, że już mamy kierownika budowy 😄 E tam, omijasz 😄 Jak sam zbudujesz to z chęcią będziesz wracał 😛 Zjadasz je od razu czy pozwalasz by Ci zatłuściły wszystko w plecaku 😛?
  6. 3 points
    Można z kontenerów postawić dość szybko 😜 Choć zaraz, zaraz... Przecież ja nie lubię i omijam schroniska? 🙄
  7. 3 points
    @Luk_ szczerze całkiem przyzwoicie trzyma temperaturę a nie jest to przecież żaden markowy termos... Powiem że Git 👌 W termosie herbata była z sokiem malinowym własnej produkcji 🙀 z soplicą mieszam przed spożyciem 😂 tylko w warunkach zimowych
  8. 3 points
    Bez przesady, nie jest żmudna i daleka. I bardzo szybko zaczynają się widoczki. Na takim Krywaniu to dopiero idzie mieć zaciesz na twarzy 😄 Skoro mamy w planach odbudować schronisko to proponuję naszej wyprawie nadać jakąś nazwę. Co myślicie o "Górska Ekipa Remontowa"?
  9. 3 points
    I plecak o ile lżejszy by był a trasa daleka... żmudna .... i wyczerpująca.... ale wszystko z uśmiechem 😉😂 @Luk_ tutaj widzisz przy Twojej zacnej wycieczce ile kwestii poruszonych.... dziewczyny i pewnie niejeden facet zakupy nawet zrobi....😁 i jeszcze schron odbudujemy 💪
  10. 3 points
    Też bym chciała żeby tam było schronisko bo można byłoby zjeść tam obiad po zejściu i napić się Kofoli😁
  11. 3 points
  12. 3 points
    @Daerkopolo imponująca rzeźba👍 I chyba kogoś znajomego mi przypomina 😂
  13. 3 points
    Dobra, niech będzie😂 Może uda Wam się wytyczyć jakąś nową drogę albo zrobić pierwsze wejście (co w tym stanie jest wielce prawdopodobne)😜
  14. 3 points
    Będziesz stała na czatach i pilnowała by nikt nam nie zakłócił naszej obłąkanej wędrówki 😛
  15. 3 points
    No trasę ustaliłeś epicką 👌 nudy nie będzie 🔥😎
  16. 3 points
    Na razie tylko wstępna 😎 Musimy przygotować organizmy do wysokości 1000m npm 😎 Z tego Wołowca granią przez Czerwone Wierchy i Kasprowy. Trawersem Świnicy do Gładkiego Wierchu, stamtąd na Kopy Liptowskie, zejście do Doliny Koprowej i stamtąd Ramieniem Krywania na szczyt 😉 Ty prowadzisz i wytyczasz drogę, ja drugi, bo i tak nie będę nic nie ogarniał, @jaaga76 trzecia - będzie odpowiedzialna za zabezpieczenie naszych zapasów. @Zośka idzie ostatnia, bo jak ona wejdzie na szczyt to przyjdzie mgła i tyle z widoków 😉
  17. 3 points
    @jaaga76 @Anuś @Luk_ jak Was czytam to.....czy Wy już tą "aklimatyzację" zaczęliście ?😉🙃😂
  18. 3 points
    Witam, jestem z 3citi. Na forum trafiłem szukając info o butach 🙂 W lato chcę przemierzyć tatrzańskie szlaki i po rozgrzewce wejść wreszcie na Rysy i kilka innych .. Przez ostatnie 10 lat schodziłem Bieszczady, Karkonosze, Beskidy i w wieku 45 lat przyszedł czas na deser. Pzdr 🙂
  19. 2 points
    Uwielbiam zdjecia Tatr zimą, a to jedno z nich:
  20. 2 points
    Ty masz soczek własnej produkcji, @wjesna przygotowuje na szlak zupy... Czuję się jakiś wybrakowany z moim menu zakupionym w sklepie 😛 Najbardziej "różnorodna" rzecz jaką zabrałem na szlak to chyba kanapka z masłem, serem i szynką... Ale dzięki za informację, już wiem, że chodzę ze złą ekipą w góry 😄 Bardzo dobrze, że mieszasz, bo wiesz 😄 zmniejszasz temperaturę zamarzania herbaty 😉 Jak uzyskasz jakieś 40% stężenia alkoholu w termosie, to nawet herbata ciepła być nie musi, bo i tak nie zamarznie 😄
  21. 2 points
    Fajnie by było gdyby tak udało się np wytyczyć miejsce na schronisko pod Krywaniem gdzieś.... może np być dawne miejsce schroniska... Swoją drogą wiecie moze dlaczego schronisko po pożarze nie zostało odbudowane ?
  22. 2 points
    Czyli ja idę z tyłu i zacieram ślady ? 😉😂😁
  23. 2 points
    Jeżeli ktoś ma słabiutką kondycję to nawet gdyby założył baleriny i tak może mieć problem 😏 Moim zdaniem góry powinny być dostępne dla wszystkich, jednak każdy kto chce po nich chodzić, oprócz lonży i kasku, musi być wyposażony w zwykły zdrowy rozsądek i życiowy realizm, który pozwoli mu ocenić, czy ma iść na Orlą, czy na Kościeliską. Zdarza się, że ludzie tych szlaków nie odróżniają!
  24. 2 points
    Trekking wokół tre cime di lavaredo
  25. 2 points
    Dla mnie kazdy ma prawo a nawet powinien zobaczyć to co oferują Tatry.... one dają taką lekcje wrażliwości.... pokazują cos niebywale czystego ... uczą patrzeć nie tylko oczami .... tam przeciez stojąc na szczycie jest się takim małym a zarazem wielkim chyba ze szczęścia że jest się częścią tego cudu. I jesli ktoś czuje podobnie to nie musi wcale wbrew sobie i swoim możliwością pchać się na Orlą ( chyba ze foty potrzebne na fejsa ) wystarczy wejść na Gęsią, która jest do zdobycia dla każdego nawet w balerinach i sandałach chyba 😉
  26. 2 points
    Tak. I nie tylko Orla. Według mnie wbrew powszechnej opinii góry nie są dla wszystkich. Tak samo jak nie dla wszystkich jest latanie paralotnią, nurkowanie bez tlenu i zawody w jedzeniu hamburgerów na czas😉 Gory są dla ludzi z pasją i szacunkiem do nich🙂
  27. 1 point
    Dawno tu nie zaglądałam, może dlatego, że z Tatrami ostatnio jakoś mi nie po drodze🙄☹️ Ale to, że nie byłam w Tatrach wcale nie oznacza, że nie byłam w górach, to raczej byłoby trudne do przetrawienia. Końcówkę sierpnia niespodziewanie spędziliśmy w Chorwacji. To moja druga podróżnicza miłość na równi z Tatrami. Częściowo oczywiście czas spędziliśmy na plaży, tak jak to robią normalni ludzie, ale że w okolicy są całkiem ciekawe góry, dużym błędem byłoby z nich nie skorzystać. Urlop spędzaliśmy u podnóża Biokova- największego i najwyższego masywu w Chorwacji. Postanowiliśmy któregoś dnia, że zdobędziemy jego najwyższy szczyt- Sv. Jure. Pagór ma wysokość 1764m i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że idzie się tam praktycznie z poziomu morza. My kwaterkę mamy na wysokości 130 m npm. więc zadanie jest nieco ułatwione, ale i tak musimy pokonać ponad 1600 m. przewyższenia. To więcej niż z Palenicy na Rysy😳 Pobudka 4 rano, 5.35 wymarsz, o 6 odnajdujemy wejście na szlak: Bardzo szybko robi się stromo, a nasz szlak to liczne zakosy poprowadzone przez niezwykle upierdliwe piargowisko. Po około 1,5 godziny doszliśmy do najtrudniejszego miejsca na szlaku- stromego żlebu z milionem obsypujących się kamieni: Zdjęcie w ogóle nie oddaje tych stromizn, ale tam się po prostu zjeżdżało z tym całym śrutem. Okazało się, że w tych dziwnych górach żyją kozice: Po wyjściu z tego piargowego piekła szlak robi się przyjemniejszy, za to słabiej oznakowany, co oczywiście skutkuje pogubieniem się i kłótnią😉 W takich pięknych okolicznościach robimy przerwę śniadaniową(jest dopiero 9, a my jesteśmy już całkiem wysoko). Dalsza część szlaku to taki płaskowyż. Idziemy raz z górki, raz pod górę i trochę po płaskim acz niewygodnym. Tutaj zaczynam mieć kryzys i jakoś dziwnie oddychać. Trochę przez ten oddech nie mam siły iść więc robię pięć kroków a potem się zatrzymuję. Mąż mówi, że mam chorobę wysokościową😳 Ale nie wydaje mi się, to za niska wysokość 😉 Trochę wpadam w panikę, że pewnie złapałam koronawirusa🙄 Widać już szczyt, ale to jest złudzenie, gorsze niż w drodze na Małołączniak czy Sławkowski 😉 Po wielu godzinach mordęgi dochodzimy do asfaltowej drogi: Na szczyt można wjechać samochodem, ale to jest opcja dla mięczaków, więc nie była brana pod uwagę😜 Od połączenia drogi z naszym szlakiem mamy do wyboru dwie opcje- dalej szlakiem(stromo!) lub asfaltem (długooo i nuuudno). Wybieramy opcję nr 1. Droga jest nawet zaporęczowana 😉 ale jak dla mnie to bardziej przeszkadza niż pomaga, wolę sobie wyszukać wygodniejszych kamieni niż iść wzdłuż tej liny. Było długo i męcząco, ale po 5 godzinach i 40 minutach od wyjścia z "domu" stanęliśmy na szczycie 😄 W Dalmacji często spotyka się małe kościoły na szczytach gór, tym razem nie było inaczej: Hurra, pokonaliśmy największe przewyższenie ever! Nie czuję jednak ani dumy, ani szczęścia, jestem jakaś otępiała, chcę tylko usiąść i się patrzeć🙄 Na górze spędzamy aż godzinę, trochę jestem rozczarowana, że nie ma tu schroniska z zimnym piwkiem. Decydujemy się w końcu na zejście drogą asfaltową( to z tęsknoty za Morskim Okiem, te góry to jakieś dziwne, suche takie, ani potoczku, ani stawu, ani nic 😉 Asfaltem, w porównaniu z tymi spadającymi kamieniami schodzi mi się doskonale. No i jeszcze czynne schronisko z piwem znajdujemy po drodze. To przycupniemy sobie tu na godzinkę 🙂 Tyle już zeszliśmy: Na wysokości 1228 m. npm, na przełęczy o nazwie Ravna Vlaska czeka na nas dodatkowa atrakcja. To szklana kładka wisząca nad przepaścią. Nazywa się to Biokovo Skywalk i istnieje od lipca tego roku. Trochę się tego boję 😉 Po zwiedzeniu kładki należało podjąć decyzję: albo idziemy szlakiem(ale tu trzeba się cofnąć 1 km lekko pod górę), albo asfaltujemy do końca. Uparłam się na asfalt, bo bałam się schodzenia po ruchomych kamieniach, ale nie przewidziałam jakoś, że ten asfalt ma jeszcze 15 km. i będzie wlókł się w nieskończoność. No, ale jak ja się czasem uprę na coś bezsensownego to nic nie jest w stanie mnie od tego odwieść😁 Droga była długa i nudna, a zejście zajęło nam aż 6 godzin. Po zejściu dopiero zaczęły się prawdziwe przykrości. To nie Zakopane i busów żadnych tu nie ma, a wyszliśmy w środku niczego. Do "domu" jakieś 8 km. Na stopa nie ma co liczyć, kto by tam takich upoconych śmierdziuchów chciał zabierać 😉 Idziemy zatem 2 kilometry do najbliższej knajpy by zjeść kolację i wypić kolejne zimne piwko. Nieco złudnej nadziei wlewa w me serce przystanek autobusowy. Ale nie ma tak dobrze, autobus o 10.20. Jutro. Tyle to chyba nie będziemy czekać. Przeszliśmy asfaltem już ze 25 kilometrów to kolejne 7 chyba nam nie zrobi różnicy 😉 Najgorsze jest to, że tymi drogami zeszliśmy prawie do poziomu morza i na sam koniec trzeba podejść te 100 metrów na kwaterę. Ale jakoś i to zrobiliśmy 🙂 To był bardzo męczący, ale bardzo piękny dzień. Wycieczka trwała aż 16 godzin, ale mieliśmy długie przerwy na piwo i jedzenie 😉 PS. I tak bardziej zmęczona byłam po Jarząbczym 😉
  28. 1 point
    No to w takim razie wynalazłem koło na nowo. Niech Ci będzie 😛 A masz jakiś patent by jeszcze polepszyć tego smak? Bo strasznie suche 😛
  29. 1 point
    @Q'bot takie prawie swoje polubisz 😉 @Luk_ Ty znasz zasadę pakowania kanapek 😁 przyznaj się.... pewnie poza tym jak raz zrobiłeś sobie na wyprawe sam to zjadles je juz w aucie 😂 a w plecaku suche buły i kabanosy ( też dobre 😉 ) Nic mi sie nie zatłuściło poza żołądkiem 😂
  30. 1 point
    Trudne będzie odbudowanie schroniska 😉😂
  31. 1 point
    A jak trzyma temperaturę napoju? Czy w środku była zawartość tej soplicy tylko w większej objętości :P?
  32. 1 point
    I to mi się podoba👍 Brawo! Stopniujesz sobie przyjemności i dlatego najlepsze ciągle przed Tobą😉Powodzenia na cudownych tatrzańskich szlakach!
  33. 1 point
    @broszka80 wiesz bo wszystko co fajne zwykle niewinnie się zaczyna 😉😁😁😁💪 Czyli rok czasu regeneracja i ogień 😅 to jest powrót 🔥⚡
  34. 1 point
    @Anuś Dzięki 😍 Pamiętam, jak dokładnie rok temu mialam problem dojść do Morskiego Oka 😁😁😁 a Czarny Staw to już na zadyszce z kilkoma przystankami i tak się wtedy zastanawiałam gdzie i po co Ci ludzie wyżej idą 🙈🙈🙈 a teraz nie mogę na tyłku usiedzieć, bo mnie wciąż ciągnie w Tatry 😍🙃😉 I pomyśleć, że wszystko zaczęło się niewinnie w sierpniu od Szpiglasowego Wierchu 😁😁😁
  35. 1 point
    Ambitnie 😄 ale Ty swoje nocne zdjęcia wrzucasz też na Instagrama, ja je mam tylko dla siebie i znajomych, więc... Jakbym mega potrzebował to bym coś zmontował, a tak to wiesz... "kiedyś" to ogarnę 😉 Wraz z większym dyskiem SSD, bo obecny już mi prawie nic nie mieści 😛
  36. 1 point
    Spoko, spróbuję rozgryźć temat 😀 Sam muszę przejrzeć co na tym GoPro mam, bo od wyjazdu go nie używałem. Zawsze sobie powtarzam, że coś zmontuje z wyjazdu by mieć na pamiątkę, ale po powrocie mi się nie chce, a później zapominam... 😂
  37. 1 point
    Ja dalej jestem za tą wersją kilkutygodniową 😛 Nie ma co się przemęczać 😂
  38. 1 point
    Super wycieczka!:) Właśnie @Fibi, też mi chodzi Chorwacja po głowie, ale jak to tam wygląda z temperaturami? Da się żyć? 😀
  39. 1 point
    Ale tego typu worki, nie dość, że urodą nie grzeszą, to są zupełnie niepraktyczne i niewygodne ;/ Oglądałem dziś karrimora jakiś akceptowalny plecak, ale miał tylko dwie komory, co skutkowałoby niemożnością znalezienia czegokolwiek... Raczej natury hipstera nie mam, bardziej przypominam zmęczonego życiem żula spod sklepu.
  40. 1 point
    Matematyka😪
  41. 1 point
    @jaaga76 @Anuś patrzcie! Znalazłem idealną opcję na takie heretyczki jak Wy! 😛😂
  42. 1 point
    @Fibi szacun za to przewyższenie a jeszcze większy za te kilometry asfaltu😉 A na to coś szklanego nigdy bym nie wlazła😲
  43. 1 point
    @Anuśmojego nie ma 😛 to ziomek tylko się wpisywał 😀 jakiś rysunek gór tam zrobił nawet 😂😂😂 jak trafisz na wpis to zrób zdj i wyślij mi fotke! Chyba, że do tej pory zmienią zeszyt... Wiele tam miejsca już nie zostało 😞
  44. 1 point
    To jeszcze z innego miejsca 🙂
  45. 1 point
    Jesteśmy i jest pięknie. Słowackiej szlaki nie przypadły nam do gustu ale miał być lekko i przyjemnie. Widok na Wołowiec za szlaku na Salatyna.
  46. 1 point
    Widoki z Kopieńca 😍
  47. 1 point
    @karpasani wycieczka robi wrażenie, super foty. Z przyjemnościa przeczytałam opis. Zafrapowały mnie te drewniane "drabiny", co to? Gratulacje🙂
  48. 1 point
    Niektóre z polecanych - wrzucam na swoją listę. Dziękuję za polecenie. Od siebie, lubię biografie, "ludzi gór" oczywiście także. Znam i polecam zatem chyba wszystko co można spotkać na rynku: od pokolenia Lodowych Wojowników - Kukuczka, Kurtyka, Rutkiewicz, Wielicki, przez Hajzera na Czapkinsie i Bieleckim kończąc... ale także, nieco mniej oczywiste: - Trzy Bieguny (Leszek Cichy + Marek Kamiński) - choć niespecjalnie zredagowane, warto, bo przedstawia fascynujące sylwetki obu wielkich postaci - Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak. (Jacek Hugo Bader) - pięknie napisane (chyba jedyna ze wskazanych, nakreślona przez człowieka zawodowo władającego piórem) - Samotność solisty (Alex Honnold) - człowiek nie-z-tej-ziemi... free solo zdobył El Capitan. Brak słów. Warto! Oczywiście zawężam do pozycji związanych z tematyką forum.
  49. 1 point
    Kolejna moja rekomendacja. Na kanwie tej książki powstał wybitny film "Północna ściana". Dla miłośników górskiej literatury pozycja obowiązkowa.
  50. 1 point
    Jeszcze nie miałem jakoś czasu aby wejść na Nosal i kręcić się w tamtej okolicy. Z tego co tu widzę to szlaki, widok i spędzony czas tylko zachęca aby tam się wbić xd @swozny13 ładnie opisał "teren". Liczę, na rozwinięcie się tematu a w szczególności liczę na jakieś ciekawe zdjęcia. Pokazywać, kto co tam ma heh.
×
×
  • Create New...