Jump to content

reckeen

Member
  • Content Count

    22
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

57 Excellent

About reckeen

  • Birthday 01/02/1981

Recent Profile Visitors

148 profile views
  1. Pewnie masz rację... na pewno masz rację. Wiem, że gdybym się tam wybrał, zgodziłbym się z Tobą. Kto wie, może jeszcze nie jestem za stary... jeszcze kilka pomysłów na nasze Tatry mam. A potem, kto wie, może nogi poniosą mnie na słowacką stronę... zobaczymy.
  2. Tak, przełęcz pod Chopkiem także jeszcze przede mną. Może się uda przed zimą? Całą Orlą przeszedłem w ubiegłym tygodniu. Piękna pogoda, ludzi mniej niż się spodziewałem (był środek tygodnia). Poszło sprawnie i aż za szybko (cała trasa, od i do Kuźnic, ok. 9 h). Dobrze mi się szło, miałem ochotę nieco się wymęczyć.
  3. Wiem, że w gronie zainteresowanych omawiacie szczegóły, ale jak będzie bliżej wyjazdu, możecie podzielić się informacją, gdzie i kiedy będzie można Was spotkać? Ja nie mogę w pełni uczestniczyć, ale może na jeden dzień, w tym samym czasie uda się wyskoczyć i spotkać Waszą grupkę na szlaku? 🙂 Ja chętnie, w każdym razie... Jutro się wybieram, tak na marginesie (wybaczcie off-topic), pooddychać trochę i zmęczyć się fizycznie, dla odmiany. No i zobaczyć co się zmieniło, w końcu już trochę czasu mnie nie było 😉 Orlą planuję przejść, może ktoś z Was też tam będzie?
  4. Fajne pytanie. Też chętnie dorzucę swoje trzy grosze... Choć na początek, troszkę się podroczę. Wybaczcie 🙂 Nie z tych najwyższych, to prawda. Ale brak widoków? Oj, tutaj nie mogę się zgodzić. Ja akurat lubię stanąć na wierzchołku i się rozejrzeć. Z każdego miejsca, ta sama panorama wygląda inaczej. Fakt, z nieodległej Kopy, zobaczymy więcej, ale czy na pewno ciekawiej? Hmmm... ja bym polemizował. Zgadzam się, że tłok, chyba z tych największych w Tatrach, ale, jest na to prosty sposób. Wyjazd poza szczytem sezonu 🙂 Ostatni raz na Giewoncie byłem coś w okolicach lutego. Cały szlak w obie strony, spotkałem max. 10 osób. Fakt, to inne wspinanie - raki, masa śniegu, monitorowanie zagrożenia lawinowego... ale warto. Polecam. Podobna rada do powyższej. Zapewniam Cię, jest wiele dni w roku (większość?) gdy nie uświadczysz tłumów. Choć zgadzam się. To jeden z bardziej obleganych celów, więc zwykle sporo innych wspinaczy się spotka. Nie zrażałbym się tym jednak. Widoki, satysfakcja z wejścia (dość wymagające jest to podejście). No i widok coraz dalszego Morskiego Oka, potem Czarnego Stawu... nie rezygnuj. Spróbuj choć raz. Jak wybierzesz odpowiedni dzień, możesz uznać, że warto... Tu bym się zgodził. Ale... co powiesz na inną perspektywę? Dla mnie to idealny cel dla malutkich piechurów... W tym roku, mój 3-letni synek sam, wszedł i zszedł. A tutaj suche liczby to nie wszystko. Sam początek to sporo frajdy, dla dzieciaków, z ich krótszymi nóżkami, pokonując kolejne metry, wcale niełatwego (dla nich) podejścia, można porównać do całkiem konkretnych podejść dla nas, mogących więcej... A widoki na górze... fajnie widać stamtąd Tatry. Nie mówcie, że nie. Minusem widoków z pozostałych, "fajniejszych" wierzchołków, jest to, że ich samych z nich nie widać. Tutaj masz odpowiednią perspektywę 🙂 Granaty? Ojojoj tutaj muszę stanowczo zaprotestować 🙂 To (wiem, wiem, dla mnie!) najfajniejszy odcinek Orlej! Uwielbiam. Nie rezygnuj. Nie rób błędu! Temat stary jak świat, istotnie 🙂 Przyznaję, brak mi sensownych argumentów "za". Ja lubię. Bo lubię różnorodność. Raz (no dobra, raczej 3 razy) pochodzić po skałach, hen-hen na górze, a potem podreptać po Tatrach Zachodnich, czy właśnie Dolinach... Plus, jedno z niewielu miejsc gdzie nacieszyć się górami mogą dzieci (w wózkach), starsi, niepełnosprawni... choć oczywiście nie musisz z tego powodu lubić, nie to próbuję powiedzieć... Wiesz, mi się (zwłaszcza) Chochołowska kojarzy z długim marszem w rzęsistym deszczu (co lubię - raz na jakiś czas, odpowiednio ubrany...)... No i patrzę mocno sentymentalnie. Obie doliny to dla mnie początek cudownych, spokojnych i z dala od zgiełków i adrenaliny szlaków - Grześ-Rakoń-Wołowiec czy Starorobociański... Klimat, który pozwala nabrać sił i dystansu do wszystkiego. Hmmm... coś w tym jest, choć widoki z przełęczy też potrafią być piękne.. Jest tutaj gdzieś wątek, na temat ulubionych przełęczy... I akurat Krzyżne (podobnie jak Zawrat) pozwala naprawdę nacieszyć oko... No i tam kończy (i zaczyna się) Orla Perć, jeden z fajniejszych szlaków... Może wystarczy, bo uśniecie (jeśli doszliście aż tutaj 🙂 Nie gniewajcie się. Nie chcę nikogo poprawiać. Fajnie, że dzielicie się swoimi wrażeniami. Miło poznać inne punkty widzenia 🙂 A teraz ja. Pisałem już tu i ówdzie, że uwielbiam (chyba) wszystkie szlaki. Pewnie nie w każde miejsce wrócę, ale o każdym myślę ciepło. A gdzie mnie nie ciągnie? Jak tylko przeczytałem pytanie, od razu przyszło mi do głowy jedno - Słowacja. Wiele razy myślałem, kombinowałem, planowałem, ale... nie, zawsze wygrywają nasze Tatry. Wiem, zakładam klapki na oczy, stary jestem i sentymentalny... ale, dopóki wyjazdów mam w sumie raptem kilka - kilkanaście dni w roku, pewnie nieprędko się to zmieni. I doprecyzowując - lubię podróże. Bliskie i dalekie. W wielu miejscach świata byłem. I wiele jeszcze mam w planach, ale jeśli chodzi o góry, to nasze Tatry i Bieszczady nasycają mnie wystarczająco...
  5. Czytam, myślę... myślę, czytam... ja jakiś dziwny jestem. Lubie góry, wszystkie szlaki, zawsze, w każdej pogodzie, o każdej porze roku. ..Na (dosłownie!) każdym szlaku potrafię znaleźć coś wyjątkowego, coś co lubię, coś co nie pozwala mi o nim źle myśleć... Jasne, są miejsca do których pędzę, jak na skrzydłach, ale uwielbiam tą różnorodność. Mnogość wyboru, mnogość widoków, mnogość barw, odczuć, wrażeń... Jak tu siedzę, to tęsknię nawet do znienawidzonego przez większość asfaltu nad Morskie Oko. Nawet z nim wiążą się wspaniałe wspomnienia (pierwszy dłuuuugi szlak małego synka, całkowicie na własnych nóżkach, jego zachwyt nad tym, co zobaczył na końcu, duma z pokonanych kilometrów, ekscytacja na odcinkach ze schodami, gdzie zyskiwał przewagę nad bryczkami...). Jasne. Asfalt. Ale... gdzie zasmakować gór może ktoś na wózku inwalidzkim? Co dziwniejsze, na co dzień jestem raczej pesymistą, świat widzę w smutnych barwach...to w górach odżywam... Takie moje odczucia. Ale oczywiście nikogo nie zamierzam przekonywać, krytykować. Rozumiem Was doskonale. Różnimy się. Jak te wszystkie szlaki 🙂
  6. Dziękuję wjesna. Pięknie wyraziłaś to, co ja myślę.. czym dla mnie są góry. Odskocznią, ucieczką... tam można zapomnieć. Choć na chwilę.
  7. "Ja Pustelnik" faktycznie... zapomniałem o tym, a chciałem kiedyś kupić i mi uciekło... Dziękuję za przypomnienie! I jeszcze o Denisie Urubko. I o Messnerze... Kurtyka - masz na myśli "Sztuka Wolności", B. McDonald? Tak, polecam także! Wielickiego "Piekło...", tak, warto! I - jako ciekawostka - akurat w dniach gdy to czytałem, na szlaku spotkałem p. Krzysztofa Wielickiego (schodziłem z Orlej, w drodze z p. Krzyżne, do Murowańca). Nie miałem jej ze sobą, a szkoda. Nie zbieram autografów, ale jego podpis na książce fajnie byłoby mieć 🙂 Zamieniliśmy kilka zdań i każdy poszedł w sowim kierunku. I ostatnie zdanie, o Tym, od którego wszystko się u mnie zaczęło. Jerzy Kukuczka. Czytałem chyba wszystko co o nim. Jego "Mój pionowy świat" wielokrotnie. Nawet synkom, do snu, gdy byli mali i nic a nic nie rozumieli, czytałem 🙂 Jest tam wszystko - On, przygoda, wyścig o Koronę, nostalgiczny (choć niezamierzony oczywiście) opis tamtych czasów... co jakiś czas mnie nachodzi i sięgam do tej książki. Choć właściwie niczego nie czytam więcej niż raz. Nawet moich ulubionych autorów (zupełnie nie w tematyce górskiej).
  8. Masz rację, pomieszałem trochę 🙂 Zgadzam się z Tobą całkowicie. Najpierw Giewont, a potem, zależnie od sił i warunków, kolejka w dół, szybkie zejście zielonym, lub ciekawsze i dłuższe, przez d. Gąsienicową.
  9. Luk_ słusznie mówi... chociaż... niewiele wiemy o Twojej kondycji, ale jeśli jesteś w niezłej formie, to ja bym poszedł odrobinę "szerzej". Podana trasa jest chyba optymalna, jeśli chodzi o długość. Gdy uwzględnisz jeszcze walory estetyczne, w stronę Kasprowego, bardziej malowniczo, ze znacznie lepszymi widokami, byłoby obrać szlak prowadzący w okolice Murowańca (niebieski lub żółty, zamiast zielonego z Kuźnic). Lub odwrócić całość i zacząć od Giewontu, potem Kasprowy i zależnie od warunków pogodowych i zapasów sił, wracać najkrótszą (zieloną) trasą, lub w stronę Hali Gąsienicowej, zahaczyć o Murowaniec (wiem, wiem, znam negatywne opinie, ale myślę, że warto wpaść choć na kilka chwil) i schodzić żółtym (spory spadek wysokości na początku, potem płasko) lub niebieskim (zejście łagodniej rozłożone, opada niemal do samego celu). Dodatkowy atut - ewentualne mniejsze kolejki na łańcuchach, bo pod Giewontem będziesz wcześniej... na Kasprowym niech się dzieje co chce - tam tłumy w niczym nie przeszkadzają. Ale wszystko zależy od Twoich możliwości. Cokolwiek wybierzesz - będzie fajnie. Udanej wyprawy!
  10. Niektóre z polecanych - wrzucam na swoją listę. Dziękuję za polecenie. Od siebie, lubię biografie, "ludzi gór" oczywiście także. Znam i polecam zatem chyba wszystko co można spotkać na rynku: od pokolenia Lodowych Wojowników - Kukuczka, Kurtyka, Rutkiewicz, Wielicki, przez Hajzera na Czapkinsie i Bieleckim kończąc... ale także, nieco mniej oczywiste: - Trzy Bieguny (Leszek Cichy + Marek Kamiński) - choć niespecjalnie zredagowane, warto, bo przedstawia fascynujące sylwetki obu wielkich postaci - Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak. (Jacek Hugo Bader) - pięknie napisane (chyba jedyna ze wskazanych, nakreślona przez człowieka zawodowo władającego piórem) - Samotność solisty (Alex Honnold) - człowiek nie-z-tej-ziemi... free solo zdobył El Capitan. Brak słów. Warto! Oczywiście zawężam do pozycji związanych z tematyką forum.
  11. Wiem, wiem, z górami nie mają nic wspólnego, ale co powiecie na coś takiego... niedawno wymyśliłem i zrealizowałem sobie taki projekt - wszystkie (główne) krakowskie kopce, w ciągu jednego dnia, pieszo. Na lekko, niskie buty, bez plecaka, zbędnego balastu (picie można kupić po drodze :). Od wyjścia z domu, do jego powrotu, cały czas na nogach. Bez komunikacji miejskiej, hulajnogi czy co tam jeszcze można spotkać po drodze. Tylko marsz. Specjalnie nie układałem optymalnej trasy, szedłem "intuicyjnie", na pewno da się szybciej i krócej, ale nie w tym rzecz. Wymyśliłem taką kolejność: k. Krakusa - k. Wandy - k. Kościuszki - k. Piłsudskiego. Całość wyniosła 58 km, ponad 12 godzin. Oczywiście bez forsowania, podbiegania, ale też w sumie bez przerw. Jak mówię, nie badałem wcześniej tematu, więc w sumie nie miałem pojęcia co z tego będzie i czy... dam radę w jeden dzień 🙂 Niemal płasko, bez przewyższeń, ekspozycji i kolejek na łańcuchach więc dałem 🙂 Oczywiście nijak ma się to do szlaków górskich, w pięknych okolicznościach przyrody, ale jako ciekawostka... Jednorazowy wybryk, bo w przeciwieństwie do szlaków górskich, gdzie te same ścieżki mogę pokonywać niezliczoną ilość razy, tutaj nie wyobrażam sobie powtórzenia.
  12. Nie zlinczujcie, proszę... ale czy w Zakopanem, da radę dobrze zjeść, będąc weganinem? Ja wiem, wszędzie surówki, frytki, czy placki, ale tak z prawdziwego zdarzenia? Smacznie, pomysłowo i z dala od produktów zwierzęcych? Niebawem jadę z dziećmi na kilka dni, badam teren... dotychczas, choć w górach jestem co chwila, to na krótko i raczej nie jadam "na mieście"... coś, ktoś???
  13. Chodzę i chodziłem sporo. Zszedłem wiele szlaków, część z nich niezliczoną ilość razy. W różnej pogodzie, porze roku, także zimą... Ale producenci obuwia, wiele na mnie nie zarabiają. Jak żyję, zawsze miałem jedną dyżurną parę butów (oczywiście wyższe i cieplejsze, ale cóż, moim zdaniem łatwiej latem w ciepłych butach, niż zimą w letnich...). Najpierw, był to jakiś Merrell (nie pamiętam modelu), potem, wiele lat klasyczny, widziany wszędzie Aku Camana Fitzroy... Obecnie pokonuję szlaki w Salewa Crow GTX. Ameryki nie odkryję - każdy kolejny but, lepszy od poprzedniego.... Salewa jest świetna, mega wygodne, podeszwa pod raki półautomatyczne, nie mam się do czego przyczepić. No i nie ukrywam - bardzo podoba mi się, jak wyglądają. Aaaaa, byłbym zapomniał. Zwykle (w sezonie ciepłym), mam w plecaku sandały (Keen Clearwater CNX). Bajka - w niższych partiach, dolinach... moment zejścia, zanurzenia nóg w strumyczku i przyodzianie sandałów... ktoś też tak ma? Niższe podejśćiówki też mam, ale biegam w nich na co dzień, po mieście. W góry stawiam jednak na wyższe. Nie wiadomo gdzie ostatecznie nogi poniosą, chronię stawy...
  14. Gdyby ktoś się jeszcze zastanawiał - Rysy oczywiście już bez śniegu. Mówię o polskiej stronie. Dosłownie w dwóch miejscach była jeszcze odrobina, ale to jako ciekawostka. Tam, gdzie zaczyna się zabawa, już dawno zniknął. Byłem w ostatni piątek (2020.07.10).
  15. Faktycznie, uciekło mi to... Ojej, to spore obejście (jak? chyba tylko przez Karb, obok Czarnego Stawu, powrót na Zawrat???), nie tylko o dodatkowy czas chodzi, ale trochę "nienaturalnie" to będzie wyglądać na mapie całej trasy (pasowałoby nie omijać Świnicy, więc trzeba by wejść i się wycofać na przełęcz)... to taki krótki odcinek... ale alternatywy chyba nie ma...
×
×
  • Create New...