Jump to content
  • entries
    80
  • comments
    40
  • views
    1,551

Poemat pedagogiczny (ale nie Makarenki). Część II.

Sign in to follow this  
Jerzy L. Głowacki

124 views

Poemat pedagogiczny (ale nie Makarenki). Część II.

 

Zaczynam ekspresowe szkolenie Krzyśka, idziemy na Żółtą Turnię, wyszukuję odpowiednią formację skalną, nauka zakładania stanowiska i podstaw asekuracji. Kolej na naukę zjazdu, rzecz jasna w kluczu.  Instruktaż, dwa zjazdy w moim wykonaniu w celu zademonstrowania optymalnej techniki i przychodzi kolej na Krzyśka. Wchodzi w klucz, po czym wycofuje się: muszę jeszcze raz po czytać o zjeździe w podręczniku! Nowickiego i Dobrowolskiego rzecz jasna, bo to rok 1968. Przeczytał ze trzy razy, założył klucz, skoczył i wypuścił linę z jednej ręki, obrót w powietrzu i wisi na dodatkowej linie asekuracyjnej. Sprawdza się stare porzekadło – kursant wszystko potrafi!

Dzień drugi szkolenia – standard, zabieram Krzyśka na Grań Kościelców. Ala opiekuje się swoją młodszą siostrą, spotykamy się na Kościelcu. Za nami na grani idzie drugi zespół, kolega Andrzej, partner z dwóch poprzednich sezonów i jego partnerka, Ewa. Wspinaczka bez historii, szybko, sprawnie.

Dzień trzeci. Ruszamy z taboru we troje, Ala, Krysiek i ja. Mylna Przełęcz od wschodu wprost na północne siodło przełęczy (III) drogą Schielów i Marusarza, a potem spacer granią na Zawratową Turnię.

Dzień czwarty. Niepogoda, a zatem zabieram Krzyśka na coś lekkiego, dwójkowe zachodnie żebro Czarnych Ścian. Siedzę sobie na stanowisku beznadziejnie moknąc i ściągając nasiąkniętą wodą linę, a tu Żlebem Kulczyńskiego, który jest pod nami schodzi turysta z rozpiętym nad sobą parasolem: panie, nie pożyczyłby pan parasola?  - Chętnie, ale jak go panu podam?

Dzień piąty. Idziemy we troje do Koziej Dolinki, gdzie wchodzimy w środkową część północnej ściany Kozich Czub popularną wtedy trójkową „Zetką”. Trochę o stylu wspinania się z tamtych lat: osiem wyciągów, użytych 13 haków, z czego 6 przelotowych. Tym razem spotyka nas mała przygoda – zamiast iść, jak pan Paryski każe idę wprost do góry, zamiast przetrawersować w prawo do wygodnej rynny. Trafiam na kruchy teren i klnę siebie pod nosem, że zachciało mi się drogę prostować. Za chwilę zmieniam zdanie – ową rynną spadają bloki strącone z Orlej Perci przez jakiś ceprów.

Dzień szósty. Kończy się czas pobytu Krzyśka w Tatrach, musi wracać do rodziców. Postanawiam zafundować mu pierwszą czwórkę, wschodnie żebro Zadniego Kościelca czyli popularną „setkę”. W dodatku  dokładam do niej nowy wariant i to częściowo piątkowy. Na grani klęska Krzyska, dumny, jak paw mołojec zostaje wzięty przez wspinający się granią zespół za dziewczynę.

Finał tego i następnego sezonu w Tatrach: bardzo dobrze zdana matura i rozpoczęcie studiów na wydziale filozofii KUL-u. Potem dotarła do nas wiadomość – gdy Krzysiek był na trzecim roku zaczęła się akcja SB mająca na celu zniechęcenie młodzieży do studiowania na KUL-u. „Nieznani sprawcy” prowokowali awantury na mieście, zjawiała się MO i „zwijała” studentów KUL-u. Krzysiek miał dosyć i wybrał wolność w Austrii, jakie były dalsze jego losy – nie wiemy, nigdy więcej się nie spotkaliśmy.

1.JPG

2.JPG

3.JPG

4.JPG

5.JPG

  • Like ! 2
Sign in to follow this  


0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...