Jump to content
  • entries
    67
  • comments
    35
  • views
    984

Entries in this blog

Jak się drzewiej wspinało - patenty. Część II.

Jak się drzewiej wspinało - patenty. Część II.

Jak się drzewiej wspinało – patenty. Część II.      W czasach, gdy zaczynałem się wspinać wiązanie się liną w pasie wyszło już na szczęście z mody, w czym zapewne miał swój udział wypadek zespołu Biel – Żuławski podczas akcji poszukiwania „Mojżesza” czyli Stanisława Grońskiego w masywie Mont Blanc. Lawina seraków „zabetonowała” Wawrzyńca w szczelinie, a lina zawiązana w pasie Staszka Biela zmasakrowała mu wnętrzności. Nastąpiła era wiązania się „nad biustem”, o czym zawsze początkując
 

Przysłop Miętusi

Przysłop Miętusi.             Gdy przeciętny turysta podążając ścieżką nad Reglami lub idąc z Gronika wchodzi na siodło Przysłopiu Miętusiego to urzeka go panorama Czerwonych wierchów , ale nie wie, jaka jest historia tego miejsca. Przysłop to w języku Wołochów przełęcz, a Wołosi to pasterze przemieszczający się ongiś wzdłuż łańcucha Karpat, Przysłop Miętusi, bo niejaki Miętus z Cichego dawno, dawno temu otrzymał przywilej wypasania tu owiec.             Około roku 1935 rozpoczęło t
 

Jak się drzewiej wspinało - patenty. Część I.

Jak się drzewiej wspinało – patenty. Dziś w górach patentuje się drogi, kiedyś prawie wszystko. W dawnych, już dziś zamierzchłych dla wspinającej się młodzieży czasach tylko nieliczni z nas szczęśliwcy mogli się znaleźć w Chamonix. I jak bajki o żelaznym wilku słuchaliśmy ich opowieści, jak tam można było ot tak po prostu wejść do sklepu i poprosić o skompletowanie sprzętu na taką, a taką drogę na jednej ze ścian masywu Mont Blanc. Sklepów internetowych oczywiście nie było, a zarabialiśmy te
 

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część V.

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część V.             Dzień piąty nad Popradzkim Stawem.  W piękną pogodę wyruszamy we troje kierując się ku Dolinie Batyżowieckiej. Krótki odpoczynek nad Batyżowieckim Stawem, podejście w górę doliny i już pniemy się ku Batyżowieckiej Próbie. Nikt poza nami nie podchodzi na Gerlach, ani  nikt  z niego nie schodzi więc szybko osiągamy wierzchołek. To jeszcze nie czasy tłumnych wejść na „Króla Tatr” – na wierzchołku zastajemy tylko kilka osób.        
 

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część IV.

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część IV.               Zbliża się koniec sezonu, Darek wraca do Warszawy, a Ewa, Andrzej i ja wsiadamy na Łysej Polanie do autobusu jadącego do Popradu. W Popradzie kupujemy linę – już wykonaną z nowoczesnego włókna, 10 mm średnicy i 60 m długości. Ale wciąż nie mamy haków i karabinków. Poprad, Szczyrbskie i Popradzki Staw, sześcioosobowy pokój w górskim hotelu, a mamy za sobą noce w sianie bez śpiworów na strychu starej, góralskiej chałupy i prycz
 

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część III.

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część III.             Wejście na Mnicha „przez Płytę” nie sprawia „warszawskiej ekipie” problemów – na wierzchołku chwila zastanowienia. W 1962 TOPR, a właściwie Grupa Tatrzańska GOPR zamontowała w Tatrach w paru miejscach stałe haki wykonane z pręta stalowego z koluchem, osadzane na ołów. Jeden z nich umieszczony nad przełączką między wierzchołkami służył mi w następnych latach jako hak zjazdowy – wystarczyło przewlec linę przez jego „oczko”. Ale z głów
 

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część II.

Morskie Oko i Popradzki Staw. Część II. Zjawia się wreszcie warszawska ekipa, Ewa, Darek i Andrzej. Darek i Andrzej byli ze mną rok temu na Mięguszu, Ewa ze znakowanych szlaków nie schodziła. Mam następujący plan: Mnich i Mięgusz na początek jako przygotowanie na Słowację. Mnich pozwoli im oswoić się z ekspozycją i trudnościami, na MSW pójdziemy najkrótszą drogą z Bańdziocha przez Siodełko w Filarze i Zachodem Janczewskiego na zachodnią grań. Będzie tam wszystko: ekspozycja, trawki,
 

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część I.

Morskie Oko i Popradzki Staw 1964 Część I.   Pierwsza połowa lat sześćdziesiątych – inna bajka niż dziś. Dostęp do Słowacji utrudniony, obowiązywała konwencja turystyczna, na mocy której można było otrzymać rocznie dwie przepustki opiewające na sześć dni pobytu każda plus jeden dzień na powrót. Alternatywą było z jednej strony uczestniczenie w oficjalnym obozie klubowym lub chodzenie „na zielono” i spanie w kolebach. Poza tym Śleboda, nikt praktycznie nas nie ścigał za schodzenie ze
 

Morskie Oko i Roztoka

Morskie Oko i Roztoka.   Koniec czerwca 1960 roku – jako czternastoletni, wyrośnięty ponad wiek chłopak wysiadam z rodzicami z nocnego pociągu na zakopiańskim dworcu. Ojciec podchodzi do pierwszego z brzegu fiakra (taksówek przed dworcem brak) i prosi o zawiezienie do kogoś, kto ma do wynajęcia pokój na parę tygodni. I tak trafiamy do starych, drewnianych zabudowań w kształcie litery U na samym początku Drogi do Walczaków, do pani Katarzyny Walczak, która długo będzie mi „matk
 

Zielone ludziki nad Czarnym Stawem

Zielone ludziki nad Czarnym Stawem. W swoim czasie, dawno, dawno temu niemile zaskoczył mnie listonosz przynosząc mi wezwanie na ćwiczenia wojskowe, gdy zaczynałem się już pakować w Tatry. Rad nie rad pojechałem do Grudziądza do stacjonującego tam pułku chemicznego. Zameldowałem się w pułku i wyfasowałem polowy mundur oraz tylko dwie gwiazdki, bo takowych ponoć zabrakło. Nie mając zamiaru degradować się do stopnia chorążego przypiąłem je do jednego naramiennika pozostawiając drugi „gołym
 

Sygnały - do trzech razy sztuka.

Sygnały – do trzech razy sztuka               Po tragicznym finale zimowego sukcesu na Broad Peak-u rozpętało się, niestety, typowe piekło Polaków, choć nie już tak jednoznaczne, jak po akcji na Małym Jaworowym i śmierci Klimka Bachledy. Po pierwsze zabierają głos znani himalaiści, w tym i partnerzy Macieja Berbeki, brat Maćka, Jacek Berbeka, członkowie rodziny Tomka Kowalskiego oraz  znawcy lub nie himalaizmu zimowego nie licząc tzw. publiki. Najsurowiej skrytykował realia wyprawy Ry

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

In memoriam.

In memoriam               Niestety, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski dołączyli do długiej listy tych himalaistów, którzy pozostali na zawsze w górach.               Rok 1941, Szwajcaria. W małym hoteliku w Winterthur mieszka dwóch kaprali podchorążych z 2 Dywizji Strzelców, która w wyniku klęski Francji przekroczyła granicę szwajcarską i została tam internowana. Owi dwaj kaprale to Jerzy Hajdukiewicz i Jan Sawicki, ci sami, którzy w lipcu 1939 roku pokonali Klimkowy Żleb.  

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Wspomnienia.

Wspomnienia.   Halina Krüger i Wanda Rutkiewicz były prekursorkami wspinania się na trudnych drogach i w górach wysokich w samodzielnych zespołach kobiecych. Halina wraz z Anią Okopińską zdobywa światowy rekord wysokości zespołu kobiecego na Gasherbrumie II (8035), Wanda wchodzi na Everest jako pierwsza europejska alpinistka, jest główną kandydatką do kobiecej Korony Himalajów. Niestety podczas kobiecej wyprawy na K2, w nisko położonym na wysokości zaledwie 6700m obozie II Ania Okopiń

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Krótki wstęp do parapsychologii górskiej - część II.

Krótki wstęp do parapsychologii górskiej – część II. Kiedyś uważano, iż wracanie do schroniska lub namiotu po zapomnianą rzecz przynosi pecha na wspinaczce. Schyłek wspinaczkowego lata 1968, Hala Gąsienicowa. Razem z Jankiem z Bydgoszczy mamy ochotę na Komin Drege’a na Granatach. W ostatniej chwili zmieniamy plany ze względu na niezbyt pewną pogodę, zamieniamy formację wklęsłą na wypukłą, decydujemy się na Filar Staszla na Zadnim Granacie. W Murowańcu Janek zamienia niechcący swój plecak n

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Krótki wstęp do parapsychologii górskiej - część I.

Krótki wstęp do parapsychologii górskiej – część I.           W 1964 roku, dwa lata po śmierci autora, ukazuje się Komin Pokutników pióra Jana Długosza, taternika i alpinisty, który na pewien czas stał się legendą swojego środowiska. Nie był fenomenalnym wspinaczem, ale miał serce i głowę do rozwiązywania problemów, jak ongiś nazywało się w taternickiej gwarze wytyczanie nowych dróg na trudnych formacjach skalnych. Wprowadził w Tatry technikę osadzania w skale nitów, dzięki której rozwiąza

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Żleb Marcinkowskich.

Ciekaw jestem, ilu narciarzy przekraczających Żleb Marcinowskich wie i pamięta o tragedii, jaka tam się wydarzyła przed laty. Tu przytaczam ciekawy tekst z Internetu. 321góry Forum górskie        Góry - Historia, kultura, sztuka - Czy ktoś pamięta Dom Polaka?   Iwona S - 2006-05-02, 07:57 Temat postu: Czy ktoś pamięta Dom Polaka?   O istnieniu Domu Polaka dowiedziałam się Sie od Ojca. Ilekroć wchodziliśmy na Kasprowy, Ojciec zatrzymywał się

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Lawiny.

Lawiny.           Lawiny – temat jak rzeka, rzeka śniegu. Znawcy tego tematu lubili ongiś nadawać swoim opracowaniom górnolotne tytuły, jak na przykład Lawiny – biała zagadka przyrody (Stefan Myczkowski, Wierchy, rok XXVI). Dziś unika się takich sformułowań, bo wiemy na ten temat znacznie więcej i to w ścisłej, matematycznej formie. Konia jednak z rzędem albo i dwa temu, kto potrafi przewidzieć, gdzie, kiedy i z jakim skutkiem. Pierwszy wypadek lawinowy już dziś mieliśmy – ale złamana noga

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Fatum

Fatum Z przyzwyczajenia śledzę warunki w Tatrach, podobnie, jak to czyniłem w Łodzi na parę tygodni przed zimowym wyjazdem w Tatry. Mały komentarz na ten temat. Codziennie ogłaszany jest przez TOPR komunikat lawinowy, ale komunikat ten daje jedynie uśrednioną ocenę zagrożenia lawinowego nie oddając z natury rzeczy rzeczywistego zagrożenia w danym miejscu i w danym czasie. Taką ocenę trzeba wypracować samemu, a jej podstawą jest znajomość terenu i warunków, w jakich w ostatnim okresie czasu

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Kwietny biwak.

Kwietny biwak.           W latach dziewięćdziesiątych bardzo polubiliśmy z Alą przejście przez grań główną Tatr z Tatrzańskiej Kotliny do Jaworzyny Spiskiej przez Przełęcz pod Kopą. Ten idylliczny, górski spacer ma swoje niebagatelne zalety estetyczne, bo wiedzie  przez kwietne latem  łąki Wspólnej Pastwy, Przednich i Zadnich Koperszadów okraszone piękną panoramą doliny Kieżmarskiej, jest to inny świat w porównaniu z surowym pięknem większości dolin Tatr Wysokich.  Wielokrotnie zdarzało s

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Wspomnienie o Klimku. Część III.

Wspomnienie o Klimku – Część III.           Dzień drugi. W ścianę wchodzą dwa zespoły, jeden kierowany przez Henryka Bednarskiego, drugi przez Mieczysława Świerza. Dobór liderów tych zespołów jest symptomatyczny, Henryk Bednarski  to najprawdopodobniej najsprawniejszy wspinacz tamtej epoki, Mieczysław Świerz to jeden z najwybitniejszych taterników wszystkich czasów. Mimo to próba jest bezowocna, nie osiągnięto miejsca, w którym Jarzyna pozostawił Szulakiewicza, nie wiadomo, co się dzieje z

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Wspomnienie o Klimku. Część II.

Wspomnienie o Klimku. Część II.           Wróćmy do Doliny Jaworowej, rano, piątego sierpnia dochodzi według relacji Jarzyny do sprzeczki między Szulakiewiczem, a Bizoniem, ten ostatni rezygnuje ze wspinaczki i schodzi na dół. Pozostała dwójka rozpoczyna wspinaczkę. Początkowo idą tak, jak bracia Komarniccy rok później, ale w środkowej partii ściany kierują się bardziej wprost ku wierzchołkowi w sposób mniej więcej odpowiadający drodze Slámy, co sprawia, iż wchodzą w znacznie trudniejszy t

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Wspomnienie o Klimku. Część I.

Wspomnienie o Klimku – Część I.           Czwartego sierpnia 1910 roku w Dolinie Jaworowej układają się do snu trzej taternicy – Józef Bizoń, Jan Jarzyna i Stanisław Szulakiewicz, członkowie Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie, założonego w 1906 roku na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Józef Bizoń to jeden z prekursorów narciarstwa sportowego w Polsce i działacz AKT. Osiemnastoletni Jan Jarzyna, świeżo upieczony student Politechniki Lwowskiej to bardzo utalentowany narciarz, w marcu

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Jaworowa - część II.

Jaworowa – część II. Zwijam namiot, pakuję plecak i ruszam dalej. Blisko podstawy progu, jakim podcięte jest następne piętro doliny zatrzymuję się na dłużej. Powodem jest stado kozic, które wykorzystując nieobecność turystów o tak wczesnej porze pasie się w pobliżu ścieżki, siadam na kamieniu, zapalam fajkę i na zmianę przypatruję się to kozicom, to ścianom Jaworowego Muru dobrze podświetlonym porannym słońcem. Stara jak taternictwo rozrywka intelektualna, wybieranie w myśli różnych sposob

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Jaworowa. Część I.

Jaworowa. Część I.   Wiosną w Suchej pani reumatolog wystawia nam skierowania na ambulatoryjne leczenie sanatoryjne, skierowanie to musi być zaakceptowane w Krakowie w małopolskim oddziale NFZ. Po paru tygodniach otrzymujemy zaskakujące w swej treści pismo z Krakowa, zawiadamiające nas o wpisaniu na listę oczekujących na stacjonarne leczenie sanatoryjne i uprzedzające jednocześnie, iż przewidywany czas oczekiwania to osiemnaście miesięcy. W naszej sytuacji takie lecz

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

 

Trzeci krąg wtajemniczenia - MSW.

Trzeci krąg wtajemniczenia – Mięguszowiecki    (1963). Matura i egzamin wstępny na fizykę na Uniwersytecie Łódzkim przeszły bez historii i w połowie lipca znalazłem się w Tatrach, gdzie zacząłem grać swoje standardy. Drugiego sierpnia wyruszam na przydługi spacer w Tatry Zachodnie. Ze Skibówek per pedes do Drogi Pod Reglami i nią aż do Kir, Doliną Kościeliską na Halę Ornak, skąd na Iwaniacką Przełęcz, Ornak i Starorobociański Wierch, skąd schodzę przez Kończystą nad Jarząbczą i Trzydniowi

Jerzy L. Głowacki

Jerzy L. Głowacki

×
×
  • Create New...