Skocz do zawartości

Wspomnienia górskie


Leszek Andrzej

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie Pogoda jaka jest wszyscy widzą więc może trochę słońca na naszym forum? Proponuję powspominać jakie były pierwsze wycieczki w góry i w Tatry. Zacznę od samego początku czyli moja pierwsza wycieczka w góry. Byłem na wakacjach w Skomielnej Białej. Miałem 6 lat a mój brat 4 i mój Tata zabrał nas na Luboń Wielki przez Luboń Mały. Wtedy na tym szczycie a właściwie na polanie Surówka stała drewniana wieża triangulacyjna na którą weszliśmy a potem do schroniska na Luboniu Wielkim. Wrażenia musiały być wspaniałe skoro nadal pamiętam tą wycieczkę. To był początek miłości do innego świata gór i tak zostało do dziś. A jak było z Tatrami napiszę wkrótce. Podzielcie się też swoimi wspomnieniami. Pozdrawiam Leszek 

  • Lubię to ! 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy raz w Tatry pojechałem w ramach obozu harcerskiego w ósmej klasie podstawówki. W dzinsach, wojskowych butach, które wujek załatwił mi z Marynarki Wojennej i z plecakiem z aluminiowym, charakterystycznym stelażem. Pierwsze trzy noce spędziliśmy w schronisku na Chocho. Pamiętam, wspólne śniadania i kolacje, które wszyscy razem robiliśmy, każdy z nas solidarnie dźwigał prowiant na plecach - jeden pieczywo, inny konserwy i warzywa. Pierwszym dwutysięcznikiem, na który wszedłem był Wołowiec. I pamiętam, że nie byłem wtedy jakoś szczególnie zmachany - człowiek młody wtedy był, pełen krzepy, wysportowany. Żaden z nas nie miał specjalistycznego, markowego szpeju. Mój kolega Karol wszystkie szlaki zrobił w trampkach. Pamiętam, jak wszyscy z zazdrością patrzyliśmy na turystów ubranych w kultowego wówczas Alpinusa. A plecaki Karrimora to już były szczytem marzeń 🙂 

Ostatnie kilka dni spędziliśmy w takim dużym ośrodku na Chałubińskiego. Byliśmy na Gąsienicowej i Giewoncie. Już wtedy ten bardzo popularny szczyt nie zrobił na mnie większego wrażenia. 

Głęboko w pamięć zapadł mi natomiast bardzo awangardowy spektakl w teatrze Witkacego. To właśnie wtedy zafascynowała mnie postać nietuzinkowego, żeby nie napisać szalonego Stacha. Efekt był taki, że skończyłem polonistykę, a miłość do twórczości Witkacego pozostała do dziś 🙂 Podobnie, jak miłość do gór 🙃

  • Lubię to ! 4
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mój pierwszy raz w Tatrach miał miejsce dość późno bo w 2003 roku. Nie liczę wcześniejszych wycieczek szkolnych do  Zakopanego i wizyty nad Morskim czy w dolinie Kościeliskiej.  Jeżeli chodzi o staż tatrzański 21 lat to w porównaniu z wieloma osobami na forum jest stosunkowo niewielki. W 2023 były to dość ambitne i długie trasy przynajmniej jak na pierwszy raz i wtedy tak naprawdę bezgranicznie zafascynowały mnie Tatry.  Byłem z ekipą znajomych którzy mieli już spore doświadczenie. Zaczęliśmy od Słowacji. Pierwszy dzień lightowy - rozbiegowy magistralą z Hrebenoka nad Popradskie Pleso i symboliczny cmentarz pod Osterwą. Drugi dzień Z Tatrzańskiej Łomnicy na Skalnate Pleso i dalej Rakuska Czuba, chata pod Zielonym Plesem i wejscie na Jagnięcy szczyt z niesamowitym widokiem na ścianę Małego Kiezmarskiego. Trzeci dzień Łysa Polana, Dolina Białej Wody, Polski Grzebień , Śląski Dom i Stary Smokovec. Na Polskim Grzebieniu zastała na burza w dodatku złapała mnie kontuzja kolana i z tym bolącym kolanem schodziłem do Smokovca. Następny dzień przejazd do Zakopanego problem w tym że miałem kontuzjowane kolano, ale wracać do domu po 3 dniach nie miałem ochoty.  Nie było to rozsądne z mojej strony bo chodziłem dalej na tabletkach przeciwbólowych. Kolejny dzień były Rysy od strony Polskiej przy genialnej pogodzie. Następny dzień wyjazd do Smokovca Herbenok, Terycho Chata, Lodowa Przełęcz i cała Dolina Jaworowa, powrót do Zakopanego. Kolejny dzień to Kasprowy "z buta", Świnica, Zawrat i Mały Kozi Wierch, zejście z Zawratu do Gąsienicowej i dalej do Kuźnic przez Boczań.  W końcu stwierdziłem że nie ma sensu dalej obciążać kolana (ile można) , wróciłem do domu. Od następnego roku zacząłem chodzić z kijkami ze względu na te uraz.  W kolejnych latach bywałem czasem kilkukrotnie w Tatrach w ciągu jednego roku. Choć w wielu miejscach już byłem są jeszcze takie w których nie byłem i chciałbym być. 

 

 

  • Lubię to ! 6
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Mnich Admin napisał:

Pierwszy raz w Tatry pojechałem w ramach obozu harcerskiego w ósmej klasie podstawówki. W dzinsach, wojskowych butach, które wujek załatwił mi z Marynarki Wojennej i z plecakiem z aluminiowym, charakterystycznym stelażem. Pierwsze trzy noce spędziliśmy w schronisku na Chocho. Pamiętam, wspólne śniadania i kolacje, które wszyscy razem robiliśmy, każdy z nas solidarnie dźwigał prowiant na plecach - jeden pieczywo, inny konserwy i warzywa. Pierwszym dwutysięcznikiem, na który wszedłem był Wołowiec...

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

O jak super poczytać i powspominać. Ja jeszcze nie o Tatrach bo najpierw były Beskidy i Babia Góra a Tatry później. No więc jeździłem z Mamą i bratem przez 10 lat na wakacje do Sławy. I robiliśmy wycieczki najpierw na ten Luboń Wielki bo jest kilka szlaków na niego a najpiękniejszy to żółty z Raby Niżnej czyli Perć Borkowskiego potem Gorce . Pamiętam że jak szliśmy z Kudłonia na Jasień przez przełęcz Przysłop to szosy nie było. Dopiero po kilku latach połą czyli obydwie nitki od strony Lubomierza i Szczawy. Jak tam było ślicznie i dziko , chociaż teraz też bardzo często tam wędruje bo moim ulubionym szczytem jest Kudłoń. To centrum GPN bo trasy z Turbacza w stronę Kowańca są rozjeżdżone i sporo turystów. A Konina to moja ulubiona wioska górska. Jak byłem w 6 klasie to grupą czyli moja Mama brat i kolega syn gospodarzy że Skawy zdobyliśmy Babią Górę. Byłem tak dumny że szok. Wtedy na szczycie była zdezelowana wieża triangulacyjna. Widoki bez niej też są na wszystkie strony więc nie ryzykowaliśmy wejścia. A za rok były już Tatry. Ale o tym w kolejnym odcinku. I dzięki za Wasze wspomnienia każdy z tatromaniaków maw sercu Tatry i super.

  • Lubię to ! 5
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Mnich Admin napisał:

Aaa, i dodam jeszcze, że już podczas swojego pierwszego pobytu w Zako nie polubiłem Krupówek. Ta niechęć została mi do dziś 😛 

Chyba nikt z tatromaniaków nie lubi Krupówek. Chociaż ja jeszcze bardziej nie lubię koni do Morskiego Oka a właściwie ich właścicieli. Mam swoje wspomnienia z tej trasy. Pierwszy raz zobaczyłem Tatry gdy miałem 8 lat. Wtedy byłem na koloni w Stróży koło Myślenic. Zorganizowali nam wyjazd właśnie do tego stawu. Autobus dojeżdżał do Polany Włosienica na parking. Tam też dojeżdżały auta a jak parking był pełny to wtedy parkowały na Palenicy . Żadnych wozów konnych nie było może jakieś dorożki ale to jako folklor. Potem nastąpił obryw drogi asfaltowej w rejonie wodogrzmotów której nie remontowali wiele lat i pojawiły się te fasiągi. Jak to jest folklor to ja jestem święty 🎅. Zarobek na tym jest ogromny i dlatego nie da się tego zlikwidować. Ale zobaczymy. A i jeszcze o przewodnikach o Tatrach. Najwspanialszy to Józef Nyka Tatry. Są też wydania częściowe Tatry Polskie i Słowackie. Ale nie wiem czy wiecie że Nyka napisał też dwa inne przewodniki po Pieninach i Gorcach. I tyle na razie bo szykuję się na wycieczkę na Kudłoń. Miłego dnia 

  • Lubię to ! 6
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witajcie no to może powspominamy o Tatrach. Moja pierwsza wycieczka była jak byłem w 6 tej klasie. Miałem mętne pojęcie o trasie tylko porady od dwa lata starszego kolegi. Szliśmy moja Mama ja mój brat i kolega ze Skawy. Trasę zrobiliśmy piękną bo przez Dolinę Kondratową na Giewont potem Kopa Kondracka i Kasprowy Wierch i zejście do Kuźnic. Pogoda była ok chociaż na grani od Kasprowego szli przemoczeni turyści bo był tam mały deszczyk. Rok później poszedłem po raz pierwszy w Tatry Wysokie. Trasa wiodła z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę Gąsienicową i Czarny Staw na Kościelec a powrót obok Zielonego Stawu i Dolinę Jaworzynki. To jest naprawdę piękna trasa bo Kościelec jest piękny i robi się kółeczko wracając innym wariantem. Ale moje zdanie że tuż pod szczytem Kościelca powinien być mały łańcuch. Bo niby nie jest aż tak trudno ale ruch jest duży i o potrącenie i wypadek łatwo. Potem były kolejne wyprawy a Rysy i Orla Perć dopiero na studiach. Można powiedzieć że smakowałem piękno Tatr powoli i tak powinno być. No bo jak pierwsza wyprawa to Rysy to co potem? A jak było dalej to w kolejnym odcinku. 😃

  • Lubię to ! 5
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No to kontynuujemy wspomnienia. Na Rysy wybierałem się kilka razy w czasie wakacji w Skawie ale pogoda była mega nieprzewidywalna a wtedy prognozy bardzo ogólne tzn. na całą Małopolskę bez wyszczególnienia Tatr i dwa razy chmury i deszczyk nas zawróciły. Trzeci raz była piękna pogoda ale nad Czarnym Stawem była jakaś akcja stali strażnicy i blokowali wejście już nawet nie wiem dlaczego ale chyba chodziło o pasmo kilku wypadków. Uratowało nas to że szedłem z moim kuzynem który był studentem uczelni w ówczesnym Leningradzie należał do klubu wspinaczkowego był nawet na Elbrusie i Kazbeku. Pokazał legitymację i zadziałało. To było niesamowite szliśmy sami po godzinie na szczyt dotarły dwie dziewczyny piękne więc udało im się zauroczyć strażników. Podobne perypetie mieliśmy idąc na Przełęcz pod Chłopkiem. Wtedy szlak całkiem zamknęli w powodu obrywu który częściowo zablokował ścieżkę. Przyjechaliśmy na Włosiennicę już o 5 rano i nad Morskim Okiem byliśmy sami całą trasę też szliśmy sami. Dwa razy tuż przed nami że ścieżki zeszły ale spokojnie kozice. Pogoda i trasa marzenie a dużo mniej popularna niż na Rysy. Na przełęczy leżeliśmy 2 godziny i z zazdrością patrzyliśmy na turystów wędrujących po Słowackiej stronie na Koprowy Wierch. Na naszą przełęcz też weszło kilkoro turystów słowackich bo wtedy był szlak znad Hińczowych Stawów obecnie zamknięty. A jak ziściły się marzenia czyli wędrowanie po całych Tatrach już niedługo. Ciekaw jestem o czym najbardziej marzyliście w Tatrach i czy udało się je spełnić.

  • Lubię to ! 6
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

24 minuty temu, J@n napisał:

a masz to jakoś poukładane w lata, miesiące ?

Tak ale tylko we wspomnieniach nie zapisywanych na papierze. Zwłaszcza obozy przewodnickie i samodzielne odkrywanie tajemnic Tatr. Czekam też na Wasze wspomnienia zwłaszcza o tym co marzyliście zobaczyć i czy się udało. 

  • Dziękuję 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mój górski początek był w Bieszczadach. Lata 80-te ubiegłego wieku, wczasy z rodzicami w Ustrzykach Dolnych i kilka wycieczek po okolicznych pagórkach. Spodobało mi się tak średnio,raz że w lipcu był straszny upał, dwa to ubiór w tamtym czasie kompletnie nie górski a trzy to rodzina, która była raczej mocno nizinna. Potem było kilka lat przerwy i pierwszy wyjazd już z własnego wyboru w najbliższe poważniejsze góry czyli Karkonosze. Pamiętam że pierwsze podejście było po trasie wyciągu na Szrenicę pod linami.  Ten sposób spędzania wolnego czasu przypadł mi do gustu i od tego wyjazdu zaczęło się częstsze dreptanie po hopkach . Na początku wyjazdy na zmianę z morzem bo z Poznania miałem tyle samo drogi na południe co i na północ, ale stopniowo zacząłem częściej wybierać wyższe rejony. Karkonosze, Góry Stołowe, Izerskie i tamte okolice.  Gdy poznałem żonę, która pochodzi z Beskidów,mój los został przypieczętowany. Ona nie wyobrażała sobie życia "na płaskim", ja coraz bardziej lgnąłem do gór więc wybór był prosty. Oczywiście na początku były dojazdy z Poznania i krótkie weekendowe wypady. Zacząlem tatrzańskie wędrówki od dolinek. Pierwsza była Koscieliska do Smreczyńskiego Stawu, po drodze z zahaczeniem Okna Pawlikowskiego. Pamiętam że widząc z niego szczyt Bystrej - przepadłem. No i tak to się zaczęło i trwa do dziś, chociaż z racji stanu zdrowia wycieczki są już raczej lajtowe i coraz rzadziej bywam w Tatrach, to mieszkanie w Beskidach, praktycznie w lesie przy szlaku, zaspokaja mój głód gór.

  • Lubię to ! 11
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Skoro już mnie naszło na wspomnienia..... pamiętam jak dziś radość z wejścia Polski do strefy Schengen. Do tego czasu włóczyłem się głównie po polskiej stronie najpiękniejszych gór i szczerze mówiąc już kilkanaście lat temu miałem dość tłumów, pijanych pseudo turystów na szlaku, rozwrzeszczanych dzieciaków, wycieczek zakładowych, które pomyliły szlak górski z karczmą na Krupowkach. Zdarzały się wypady na południową stronę gór ale raczej sporadycznie. Sezon 2008 zapowiadał się więc wyjątkowo atrakcyjnie. Artur naczytał się w kwartalniku Tatry o pustych, słowackich szlakach w piękniejszej części Tatr i nie mógł doczekać się otwarcia sezonu. Na pierwszy ogień poszła Białowodska Dolina.... poszliśmy i przepadłem z kretesem. Doszliśmy tylko do polany pod Aniołami bo pogoda była pod psem, ale zakochałem się bez pamięci i od tego czasu byłem w niej pewnie ze 20 razy. Patrząc z Polany pod Wysoką na próg Ciężkiej wydawało mi się, że nie dam rady tam wejść, okazało się jednak że Ciężka nie jest taka ciężka i w ten sposób poznałem moim zdaniem najpiękniejszy zakątek Tatr. 

Pierwszą dłuższą wycieczkę po Schengen udało się uskutecznić Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz to Smokovca. Sierpień, słońce świeci prosto w czoło, kilometry do przejścia a my w bawełnianych koszulkach, plecaki z lamusa. Na podejściu pod przełęcz biło źródło więc wyprałem w nim koszulkę i  wymyłem to i owo bo zapach potu był nawet dla mnie nie do zniesienia. Piękne miejsce, na dodatek z tajemniczą historią i tego dnia, mimo weekendu całkiem puste. Jak tu się nie zakochać w słowackich Tatrach?? Pierwsza osoba doszła od strony Terinki dopiero na przełęczy. 

Od tego dnia wiedziałem już po której stronie Tatr chcę chodzić i nawet jeśli i tu jest teraz już dużo więcej turystów to nadal można znaleźć ciche i odludne miejsca jak choćby Hlińska, Zawory czy Cicha Dolina.

  • Lubię to ! 10
  • Dziękuję 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To i ja powspominam swoje nieco żałosne początki 😉

Zaczęło się w lutym 1991 r. 8-letnia ja, 5-letnia siostra i rodzice, którzy musieli na moment postradać zmysły. Nasz sprzęt górski to dżinsy, przemakalne kurtki i kozaczki relaks. Idziemy na Stóg Izerski brodząc po kolanach, a może i po pas w kopnym  śniegu. Oczywiście szczytu nie zdobywamy, a ja czuję się tak umordowana, że postanawiam znienawidzić góry i nigdy już nie przyjeżdżać tu zimą. Kolejne doświadczenie to rok 1994 i lato w Bieszczadach. Tu już było nieco lepiej, coś połaziliśmy. Były teksty "tatusiu, już nie mam siły", ale Połoninę Wetlińską dało się urobić. Pamiętam, że bardzo stromy las zrobił wrażenie. Miłości do gór nadal nie było, wolałam kąpiele w Solinie :P. Kolejne wspomnienie to lato 1996. Znów Stóg Izerski. Tym razem urywamy się staruszkom ze smyczy i ja, siostra i rok młodsza kuzynka zdobywamy szczyt samodzielnie. Na tamten moment przygoda życia. Nocleg w schronisku bez prądu, nie pamiętam czy była woda 😉

W kolejnych latach góry zeszły zupełnie na boczny tor, w liceum nie chciało się już jeździć z rodzicami, na studiach wiecznie doskwierał mi brak gotówki. Poza tym podobnie jak @Artur S pochodzę z najbardziej płaskiej części Polski, więc wiadomo 😉

W góry udało mi się wrócić dopiero w 2011 roku, w życiu już mocno dorosłym. Znów były to Bieszczady. Znów miałam dżinsy, trampki na bardzo płaskich podeszwach, dżinsową kurtkę i plecak kostkę, który mi został z czasów punkowo-hipisowych ;). Cóż, korzenie zobowiązują;P Po tym wyjeździe bakcyl górski został załapany, po 2 miesiącach były Karkonosze, a rok później Tatry. Które z początku wydawały mi się wielkie i straszne, ale powoli się z nimi oswajałam, aż doszłam do momentu, że jestem z tych co nie wierzą w góry piękniejsze od Tatr(chociaż inne góry lubię też!) Na tym pierwszym wyjeździe była Świstówka, Czerwone Wierchy, Kościeliska, Kasprowy, Grześ-Rakoń-Wołowiec i Łomnica kolejką 🙂 A kolejnego burzowego lata była imponująca seria wycofów 😄

I chyba lubię nawet Krupówki. Natomiast do górskiej zimy ciągle nie mogę się przekonać, to chyba trauma z dzieciństwa 😉

Jak znajdę jutro stare fotki to wstawię je tutaj.

  • Lubię to ! 11
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dnia 16.06.2024 o 17:37, J@n napisał:

jesteś Przewodnikiem Tatrzańskim czy IVBV/UIAGM ?

Brałem udział w kilku obozach przewodnickich ale kursu i egzaminu nie skończyłem bo nie było ciśnienia i nie interesują mnie rzeczy wokół Tatr czyli budownictwo folklor kaplice itd. Mam rodzinę w Wiedniu i przyjaciół należę do Alpenferein z nimi też się wspinałem w Alpach. Zwykły przewodnik tatrzański może prowadzić tylko po szlakach ,IV BV to wspinaczka a ja łażę najczęściej tam gdzie inni nie mogę czyli po ścisłych rezerwatach bo mam przyjaciół naukowców którzy mają uprawnienia.😀

  • Lubię to ! 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...