Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 11/14/2019 in all areas

  1. 5 points
    Szlak na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem.
  2. 4 points
    Ja(My) byliśmy tydzień wcześniej. A to pierwsze zdjęcie to tak ku przestrodze bo zgubiliśmy szlak tuż przed szczytem i wylądowaliśmy na stanowisku kozicy 😂😆. Dobrze że jej tam nie było.
  3. 3 points
    Te spotkania to zwykła ściema! Mijałem dzisiaj parę wodospadów i nikogo nie spotkałem 😞
  4. 3 points
    No to mój projekt skończenia WKT na przyszły rok stoi pod znakiem zapytania. Jeśli będą wlepiać kary jak leci nawet odpowiedzialnym ludziom z doświadczeniem i sprzętem to nie będzie wesoło. Trzeba będzie zacząć chodzić po górach w wojskowym moro, żeby nie wypatrzyli ;). No i nie wyobrażam sobie np. zatrzymania na grani. Już widzę te nagłówki w gazetach: "Zginął uciekając przed obławą w górach - powód pogoni - wejcie na Lodowy" Oby podeszli do tematu po ludzku, inaczej trzeba się będzie chyba całkiem przerzucić na Alpy 😞
  5. 3 points
    Zapomniałaś : Metro pod Czerwonymi i kolejka na Orlej dwukierunkowa , może być jeszcze winda na Gerlach !!!! 😉😁😂😃
  6. 2 points
    Gdzie rosną takie ładne paprocie ?😉
  7. 2 points
    Tutaj też pustki, nie może byc!
  8. 2 points
    Na talerzu lubię, ale niekoniecznie na szlaku 🙂
  9. 2 points
    Cóż @Tatromen, gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 😁 z telefonu zdjęcia o dużym zoomie i dobrej jakości nie zrobię 😞 poza tym poza górami to oznaki cywilizacji muszą być, nie 😁? Co do chmurek to zwykłe altostratusy, widoczne są też lenticularisy (lewa dolna część) 🙂 wnioskuje po rozpadzie chmur, że po stronie przeciwnej pokrycie nieba było ciągłe, także prawdopobnie jest to jakaś końcówka frontu 🙂 Nie musisz uciekać, a wręcz przeciwnie - lepiej podziwiać 😉
  10. 2 points
    Doszliście już? Czy dalej jesteście w drodze? 😉 Wchodził już ktoś na to, co pozostało z kowadła, czy strach?
  11. 2 points
    Tak naprawdę to minęliśmy ją 15 minut wcześniej. Przeszła 20-30 metrów obok, nic sobie z nas nie robiąc. Mam jedną "kozice" w ekipie ale tej nie da się wypłoszyć, oswojona .😁🤫👆
  12. 2 points
    Kwietny biwak. W latach dziewięćdziesiątych bardzo polubiliśmy z Alą przejście przez grań główną Tatr z Tatrzańskiej Kotliny do Jaworzyny Spiskiej przez Przełęcz pod Kopą. Ten idylliczny, górski spacer ma swoje niebagatelne zalety estetyczne, bo wiedzie przez kwietne latem łąki Wspólnej Pastwy, Przednich i Zadnich Koperszadów okraszone piękną panoramą doliny Kieżmarskiej, jest to inny świat w porównaniu z surowym pięknem większości dolin Tatr Wysokich. Wielokrotnie zdarzało się nam, iż przechodząc przez piękne miejsca w Tatrach czuliśmy żal, iż musimy się spieszyć, aby zdążyć na nocleg do schroniska czy taborowego namiotu. Jednym z takich właśnie miejsc jest Wspólna Pastwa, rozległa polana przechodząca wyżej w strome trawniki i łany kosówki uwieńczone białą koronką skałek na grani. Dlatego też ruszyłem pewnego pięknego do Tatrzańskiej Kotliny, aby przejść z niej do Javoriny biwakując dwukrotnie po drodze. Z Podsarnia wyruszamy we troje, bo Magda chce zapoznać Mieszka z otoczeniem doliny Kieżmarskiej – chcą nocować w schronisku nad Zielonym Stawem Kieżmarskim. Korki na gościńcu Oswalda Balzera i niezbyt przyjazny dla turystów rozkład jazdy słowackich autobusów sprawia, iż docieram do Tatrzańskiej Kotliny stosunkowo późno. Mając sprzęt biwakowy w plecaku nie muszę się spieszyć, skoro do rozbicia namiotu potrzebuję niespełna dwóch metrów kwadratowych w miarę równej powierzchni. Skoro tak, to mogę sobie pozwolić na zjedzenie smacznego obiadu zakrapianego czapowanym czyli beczkowym piwem w sympatycznej knajpce u Furmana. Przed laty pierwszy etap wędrówki prowadzący do małego schroniska zwanego przez Słowaków Plesnivcem czyli Szarotką wiódł wśród gęstego lasu, teraz po klęsce huraganu i ciągłych atakach kornika co chwila odsłaniają się tam ładne panoramy. Pogoda nie sprzyja podchodzeniu ze sporym obciążeniem, słońce pali, jest parno, idzie mi się ciężko – to pierwszy w tym sezonie wypad z kompletem sprzętu biwakowego. Koło godziny piątej docieram do schroniska i aż korci mnie, aby w nim spędzić noc, ostatni turyści już je opuścili, jest tu przytulnie i miło. Póki co postanawiam się pokrzepić piwem i parówkami. Konsekwencje tego posiłku są zbliżone, a właściwie identyczne, jak kiedyś w Morskim Oku. Wówczas zimową porą opuściłem Roztokę w siąpiącym pomimo zimy deszczyku, który na wysokości Włosiennicy przemienił się w prawie poziomo padający śnieg, bo nieźle piździło czyli wiało. Do schroniska nad Morskim Okiem wszedłem z mocnym postanowieniem zjedzenia tam drugiego śniadania, posiedzenia na werandzie i powrotu do Roztoki. No cóż, MOko to prawie półtora roku mojego życia, na werandzie spędziłem praktycznie niepoliczalną liczbę godzin i przywiązałem się do tego miejsca niebywale, co zresztą było nie tylko moim udziałem, vide Miejsce przy stole Andrzeja Wilczkowskiego będące swoistą sagą werandy. Oczywiście w miarę, jak ubywało mi włosów na czubku głowy, a potem przybywało siwych włosów w brodzie weranda przestawała być werandą w starym stylu z racji przekształcania się MOka ze schroniska w garkuchnię wypełnioną obficie zwiedzaczami Morskiego Oka, dla których owa garkuchnia i bufet stanowią znacznie większa atrakcję, od tego, co na zewnątrz. Tego dnia pogoda była jednak na tyle niemiłą, iż mało kto dotarł z parkingu nad Morskie Oko. Jak wiadomo wszystkim bywalcom tego schroniska od momentu, kiedy goście przestali być obsługiwani przez kelnerki i kelnerów posiłki zamawia się tudzież odbiera w otwartych na rozcież drzwiach prowadzących zarówno do kuchni, jak i dawnej świetlicy, zamienionej bardzo dawno temu na reprezentacyjny gabinet Łapińskich. Stojąc w tychże drzwiach poprosiłem o porcję parówek i dwie szklanki wina, w tym jedną na gorąco. Po spożyciu owego śniadania zakropiłem je jeszcze jedną szklanką wina, założyłem kurtkę i czapkę, zarzuciłem plecak na ramiona, wyszedłem na zewnątrz, po czym przypiąłem raki i ruszyłem przez skute lodem jezioro w stronę progu Czarnego Stawu – co mi tam pogoda! Co wrażliwszych czytelników uspokajam, mój organizm w takich warunkach bardzo szybko spala alkohol, tam, gdzie należało już uważać byłem trzeźwy jak grzeczne niemowlę. I miałem góry tylko dla siebie, bo naśladowców tego dnia nie znalazłem. Teraz, w pełni lata butelka dobrego piwa wystarczyła, kwadrans przed szóstą opuściłem Szarotkę kontynuując marsz w stronę Wspólnej Pastwy. Na leśnych zakosach perci napotkałem kilku zapóźnionych turystów schodzących w dół, zbliżając się do celu mojej wędrówki nie sądziłem, abym jeszcze kogoś napotkał. I pomyliłem się – w stronę Szarotki podążali jeszcze dwaj rowerzyści nieźle wyekwipowani. Gdy słońce chyliło się już ku zachodowi zszedłem z perci oddalając się od niej na jakieś sto metrów i rozbiłem namiot na kwietnym dywanie mając w zasięgu wzroku wspaniałą panoramę otoczenia Doliny Kieżmarskiej. Ten biwak miał jeszcze jeden aspekt poza estetycznym, aspekt sentymentalny. Czterdzieści siedem lat temu podczas naszego pierwszego, wspólnego tatrzańskiego lata Ala i ja spędziliśmy tydzień nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, teraz w tym samym schronisku układali się do snu Mieszko i Magda. Wracają wspomnienia sprzed lat: odwrót spod oblodzonych Baranich Rogów we mgle i sierpniowej śnieżycy, szadź na Kołowym Szczycie, wygrzebywanie spod śniegu chwytów i stopni na Jastrzębiej Turni, ogromny, pomarańczowy księżyc nad Kieżmarską, gdy nocą wracaliśmy z nieistniejącej już Kieżmarskiej Chaty do Brnčalki. Ej, łezka się w oku kręci! Poranek jest piękny, szybko zwijam mokry od rosy namiot, pakuję plecak i opuszczam miejsce niecnego przestępstwa. Szlak wiodący z Białych Stawków Kieżmarskich do Szarotki jest w środku lata licznie uczęszczany, ale o tak wczesnej porze nikogo na nim nie napotykam, co dla mnie jest dość istotną wartością. Nad stawkami stoi wygodna wiata, do wody tylko parę kroków, idealne miejsce na spożycie śniadania. Po śniadaniu czekało mnie nudne i nużące z racji wagi plecaka podejście na Przełęcz pod Kopą. Chętnie spędziłbym najbliższą noc na grani, ale brak tam wody, a jest bardzo upalnie. Decyduję się więc na długą sjestę na przełęczy, a później na biwak na dnie Doliny Zadnich Koperszadów. Chwilę po rozpoczęciu zejścia napotykam dwóch starszych panów mozolnie podchodzących na przełęcz i wypowiadam do nich te oto słowa: Stara Gwardia się nie poddaje, choć czasami mówi mérde ! Starszy z turystów odpowiada: A czasami gorzej… i zaczyna się rozmowa, rozmowa cokolwiek nietypowa w tym miejscu. O Polsce i Polakach, Łodzi i renomowanych, przedwojennych gimnazjach. Ojciec mojego interlokutora kończył przed wojną gimnazjum (według dzisiejszej terminologii – i liceum) Zimowskich, w murach którego, choć już pod inną nazwą spędziłem całe lat jedenaście. Trzy godziny później będę rozmawiał po raz wtóry tego dnia, ale tenor tej rozmowy będzie diametralnie różny. Schodząc szybko z przełęczy układam sobie plan na resztę dnia – postanawiam odwiedzić miejsce, o którym słyszałem, ale nigdy tam nie byłem, jak mi się tam spodoba to spędzę tam noc. Nazwa tego miejsca jest zachęcająca, choć jak na Tatry nieco egzotyczna – Chata na Burdeli. Po przekroczeniu potoku na Krzyżówce opuszczam znakowany szlak, skręcam w lewo, omijam szlaban z odpowiednim zakazem i po kilkunastu minutach niespiesznego marszu wchodzę na śródleśną polanę ze stojącą tam sporą i solidną chatą. Chata sprawia wrażenie aktualnie nie zamieszkałej, o czym świadczą solidnie zablokowane okiennice. Otoczenie świetnie się na biwak nadaje, wyciągam zatem z plecaka wilgotny jeszcze po porannej rosie namiot, aby go wysuszyć, spożywam kolację, odpoczywam. Niestety, pod wieczór okazuje się, iż chata ma jednak lokatorów – zjawia się bardzo sympatyczna dziewczyna w towarzystwie niezbyt sympatycznego jegomościa. Rozszyfrować tych dwoje to żaden problem, on to kostyczny, zrzędliwy pracownik naukowy, najprawdopodobniej specjalista od jakiejś roślinki rosnącej w Tatrach w przedziale wysokości od … do … na podłożu … (wpisać odpowiednie dane!), ona to ani chybi jego doktorantka. Po paru chwilach rozmowy jest dla mnie jasne, iż poza wysokospecjalizowaną pracą naukową zrzęda nie ma nic wspólnego z górami, trzęsie portkami, iż mógłby mnie tu zastać wraz z nim jakiś strażnik, namawia mnie do szybkiego opuszczenia polany, bo nadchodzi gwałtowna burza! Taki z niego przyjemniaczek. Nie mam gwarancji, czy cichcem nie sięgnie po telefon, aby mi filanców na kark sprowadzić, dla świętego spokoju wrzucam suchy już namiot do plecaka i opuszczam polanę. Chętnie bym zrzędzie coś do słuchu na odchodne powiedział, ale żal mi dziewczyny, bo tego pokroju ludzie lubią sobie odbijać własne porażki na innych, zwłaszcza, jeśli są ich podwładnymi. Wracam na szlak i szybko schodzę w dół Doliny Zadnich Koperszadów aż do momentu, gdy zaczyna zapadać zmrok i jednocześnie zaczynają spadać pierwsze krople deszczu – szybki odskok z pięćdziesiąt metrów w las i błyskawiczne rozbijanie namiotu w pomrukach nadchodzącej burzy. Rano wczesna pobudka, pakowanie się w leciutkiej mżawce przy świetle czołówki, a potem ściganie się z deszczem – byle do wiaty przy moście nieopodal leśniczówki na Gałajdówce. Tuż po mnie do wiaty dobiega zaawansowany już w latach ratownik TOPR z bardzo wysoką, znaną mi z widzenia, wspinającą się dziewczyną. Palę fajkę, ratownik pali papierosa za papierosem, na zewnątrz wiaty leje nieprzytomnie – zgadzamy się obaj, że to niezdrowa pogoda, zużycie tytoniu rośnie niepomiernie. Szybko okazuje się, iż mamy wspólnych znajomych, wspominamy dawne czasy i akcje, dyskutujemy, á propos pogody o różnych modelach synoptycznych. Po mniej więcej godzinie lejba przechodzi w mżawkę, dziewczyna z ratownikiem czekają na dalszą poprawę pogody, a ja ruszam w kierunku Jaworzyny, aby jeszcze dziś o przyzwoitej porze znaleźć się w Podsarniu.
  13. 2 points
    Proszę o szybką odpowiedź bo mam to nad domem , wiać czy nie ????😉😂🤣🤣
  14. 2 points
    O to, to! Kiedyś na 6 dni mieliśmy 6 wycofow (a nie, Gubałówka kolejką się udała) a i tak bardzo miło wspominam ten wypad. U mnie bardzo często sprawdza się zasada "do trzech razy sztuka". Bo upartość owszem jest, ale przegrała wielokrotnie z burzami i deszczem.
  15. 2 points
    Nie śmiejcie się, ale moją Nemezis nadal pozostaje Grześ i nie jest to absolutnie kwestia trudności. Po prostu ile razy znajdowałam się na jego zboczach, tyle razy okazywało się, że jest za późno, żeby dojść na górę i wrócić przed zmrokiem albo że pogoda się psuje, albo że towarzysz wycieczki źle się poczuł. Zawracanie pod Grzesiem to moje największe górskie poczucie porażki i ile razy wracam w Tatry, obiecuję sobie, że tym razem na pewno się uda - i znów coś przeszkadza już po drodze 😉 Ale ogólnie nie mam problemu z tym, żeby się poddać na drodze, bo dla mnie w górach nie chodzi o to, żeby dojść, ale żeby iść. Wchodzenie na trudny szlak tylko po to, żeby przejść kawałek i zawrócić przed trudnościami, też jest dla mnie przyjemnością 🙂
  16. 2 points
    Z okolic Świstówki 😉
  17. 1 point
    Są też jednodniowe wycieczki ale to już w Karkonosze. Polecam 👍 Mamy bliżej 🚗 a trasy też piękne 😀
  18. 1 point
    Chyba takie trzydniówki są najlepsze !!!! 👍 Nie odpuszczaj ,, kozicy " nie odpuszczaj !!!! 😉😂
  19. 1 point
    Trzeba mieć w życiu jakieś hobby i dlatego jadę na krótki urlop. 👣Przez trzy dni ganiam " Kozice" po górach.😂😛😂
  20. 1 point
    O tym pisałem , szewc bez butów !!!! 👍😂
  21. 1 point
    Czemu taką brudną wodę puszczasz , zobacz powyżej jaka u mnie czysta !!!!😉😂
  22. 1 point
    Brawo !!! Tym razem celnie 👍
  23. 1 point
    Jak to jest z tymi oczami ??? Jedno zielone, drugie niebieskie, trzecie czarne ??? Czy jedno zielone, dwa niebieskie i trzy czarne ??? I po co kondycja przez 24 godziny na dobę skoro ma być dwie trzecie dnia ? To tylko 16 godzin !!!😁😉
  24. 1 point
    Kumulacja. Trzy dni, trzeci szczyt ponad 70 km w nogach i kopytka szwankują 😬😟👣👣.
  25. 1 point
    Jako kolejny Tatromaniak witam serdecznie
  26. 1 point
  27. 1 point
    Ja mam pustki na szlaku i w okolicy jak się parę dni nie ogolę , goliłeś się ????😉😉😂🤣
  28. 1 point
    Luk_ czemu tak późno , posłuchałem Krisbina i już dawno mnie tam nima !!!! 😉😂🤣
  29. 1 point
    Już nie wstawię żadnego !!!! 😞
  30. 1 point
    Na moje oko 👀to idzie tornado 😂😆
  31. 1 point
    Gdyby nie te niebieskie portki to by Cię pewnie z daleka nie widzieli. Polecam multicam - najlepszy na tatrzańskie granity.
  32. 1 point
  33. 1 point
    A to co za chmurki ????
  34. 1 point
  35. 1 point
    Idziemy dalej !!!! Zadyma nie odpuszcza !!!!
  36. 1 point
    Widzę, że dla Ciebie trudne zagadki nie istnieją. Tak, to jest Siwa Przełęcz 😄
  37. 1 point
    To co Mili zarywamy ???? , jedziemy ???? , na wschód a przy okazji na niedźwiedzie !!!! 😉😂🤣
  38. 1 point
    Będzie ktoś w tym terminie w Tatrach ? Będę wówczas z mamą przy okazji krótkiego urlopu od uczelni i pracy , biorąc pod uwage iż będzie raczej śnieżnie i mrozno , będzie to dla nas pierwsze zimowe wyjście , ja troche doświadczenia z lata mam , natomiast mama poza Morskim Okiem i Kopa nie , czy ktoś obyty w zimowych warunkach chciałby się z nami wybrać ?
  39. 1 point
  40. 1 point
    Orla w deszczu !!!! 😉👍
  41. 1 point
    @Natalia D oo też się boje, że spotkam nieźwiedzia 😮 zwłaszcza jak idę wcześnie rano, mało uczęszczanym szlakiem. Raz to prawie na zawał nie zeszłam, jak kumpela, chwytając mnie za rękę powiedziała szeptem "Mili niedźwiedź", gdy zobaczyła miśka patrząc na spróchniały korzeń drzewa 😅
  42. 1 point
    Widok na Grań Baszt i Wielki Hińczowy Staw z Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem
  43. 1 point
    Hruba Turnia, na drugim planie Litworowy Szczyt - Październik 2019
  44. 1 point
    We wrześniu byłam pierwszy raz w Alpach, wchodziliśmy na Zugspitze 2962 m n.p.m. Spodziewałam się, że będzie ciężko, ale przeżyć to na własnej skórze, to co innego ... 😉 Była to cudowna, jednak wyczerpująca, 12 godzinna wędrówka z parkingu w Hammersbach przez Wąwóz Höllentalklamm, Dolinę Höllental, I via ferratę, godzinny piarg, lodowiec Höllentalferner oraz II via ferratę po 400 metrowej ścianie, na najwyższy szczyt Niemiec 😍💕 Było pięknie i stosunkowo łatwo do ostatniej via ferraty. Końcówka podejścia bardzo wyczerpująca, zważywszy na całość przewyższenia 2250m i ciężkie plecaki na naszych plecach (wredne one 😳). Trud wspinaczki wynagrodziły nam przepiękne widoki o zachodzie słońca oraz cudowny wschód słońca nazajutrz, po emocjonującym wejściu alpejską drabinką i przespanej nocce na łóżkach 💕 w schronisku Münchner Haus na szczycie 😍💕 Nie wiem, czy to przez wysiłek, czy wysokość, ale w nocy obudziłam się z mega mocnym bólem głowy. Na szczęście po łyknięciu dwóch tabletek, ból minął. Czyżby wysokość powyżej 3000 była dla mnie, nie do zdobycia 🤔 Tak czy siak, to nie będzie mój pierwszy i ostatni raz w tych pięknych górkach, które urzekły mnie nie mniej, jak nasze cudowne Taterki 😍❤
  45. 1 point
    Spotkałam pana Krzysztofa kiedyś w schronisku w Roztoce i porozmawialiśmy trochę. To świetny gawędziarz!!! Byłam też na kilku spotkaniach z nim i wrażenie super !!! Fajna wycieczka i fajne spotkanie 👍👍👍
  46. 1 point
    Trasa: Dolina Jaworzynka - Hala Gąsienicowa - Zielona Dolina Gąsienicowa - Karb - Kościelec. Powrót tą samą drogą. Zawsze chciałam wejść na Kościelec i zawsze miałam pietra :D Teraz, gdy mam to już za sobą, powiem krótko, nie taki diabeł straszny :) Chyba gorsze, bo dłuższe było podejście pod Kościelec na Karb. Samo wejście na Kościelec, owszem jest dosyć strome, ale w końcu to są góry. Nie było ani jednego momentu z ekspozycją, a przecież mam jakiś tam lęk wysokości. Oczywiście, jak ktoś chce może sobie stanąć nad przepaścią, tylko po co? Są po drodze płyty, inne mniejsze i większe trudności, ale dla mnie jeden moment tylko był trudny, już pod samym szczytem. Dosyć wysoko trzeba było się wspiąć, a nie bardzo było za co chwycić się. To samo było z zejściem w tym miejscu. Ale jakoś poszło, oczywiście z pomocą :D Bardzo drastycznie musiałam zmniejszyć pojemność zdjęć, więc ich jakość może być nie bardzo 😞
  47. 1 point
    Ja narazie też tylko kolejką ale wiem że kiedyś wejdę na nią. Jak byłam na galerii widokowej to dwóch chłopaków właśnie na nią weszło i wtedy postanowiłam że ja też kiedyś to zrobię 👍
  48. 1 point
    Kilka fotek ze szlaku na Starorobociański i z powrotem!
  49. 0 points
  50. 0 points
    W kioskach ukazał się ostatni numer magazynu n.p.m. . Kupowałem od lat każdy numer i zaczynałem lekturę od artykułów na tematy tatrzańskie ......żal, że koło 20 go każdego m miesiąca nie będzie już oczekiwania na kolejny numer. Jak dla mnie to koniec pewnego ważnego projektu. Smutne to, ale tradycyjna prasa powoli chyba traci rację bytu.....
×
×
  • Create New...