Jump to content

Ornaczek, Ornaczek - fen, błysk i żar


Recommended Posts

Ornaczek, Ornaczek -  fen, błysk i żar

 

Na grzebiecie Oranku byłem już 3 razy w ciągu niespełna 9 miesięcy. Za każdym razem w innych warunkach. Zawsze z myślą, że może uda dojść się dalej. Jednak Ornak nie chciał mnie wypuszczać. Ach ten Ornaczek 😊 Pozwolę sobie opisać moją drugą wyprawę i będę wtrącał wątki z pierwszej i trzeciej. Dodam kilka zdjęć bo albo warunki nie pozwalały na robienie fot, albo robiłem analogiem i jeszcze ich nie wywołałem. Wyjaśnię jeszcze, iż trochę interesuję się meteorologią i uczę się dużo od @Luk_. W maju rozmawialiśmy o burzach i powiedział: „prędzej czy później w Tatrach złapie Cię burza”. Prorok 😉

Sobota długiego weekendu czerwcowego zapowiadała  się deszczowa. W związku z tym, z przyjaciółmi zaplanowaliśmy lajtową trasę Ścieżką nad Reglami. Mieliśmy przejść całą. Jednak po wieczorze spędzonym na Gubałówce, zmieniliśmy plany z wstania o 5 na 6. Wstaliśmy o 7 😊 Od razu uruchomiłem radar, duży opad przeszedł, możliwe że w czasie drogi nas coś złapie. Zerkam na prognozy na Starorobociański Wierch, jest informacja o opadach w okolicach 10/12 i popołudniu. No cóż, z cukru nie jesteśmy i powoli zbieramy się do wyjścia. W samochodzie pytam się @Luk_ o burze, jak to wygląda w górach. Znów mówi, że burza mnie trafi szybciej niż myślę. Ostatecznie meldujemy się w Dolinie Kościeliskiej o 8 rano.

Nasze wyjście ogranicza się tylko do Przsysłopu Miętusiego. Mała traska, w sumie się cieszę nie chce nadwyrężać kolana. Jeszcze jestem w trakcie rehabilitacji, po dość poważnej kontuzji. Po wejściu na Przysłop pije herbatkę i idę w kime. Chyba spanie w górach staje się moim must have. Nie pamiętam wyprawy na której nie spałem 😊 Drzemka nie trwa długo. Zaczyna troszeczkę padać. Zbieramy się do zejścia. Zastanawiam się co będę robić po powrocie. W końcu cały dzień przede mną!

Będąc już blisko, zastanawiam się czy nie odbić na Ciemniak. Wchodzę nawet na mostek, ale zawracam nie chce zmoknąć na szczycie. Jednak wiem już, że nie wrócę tak wcześnie do pokoju! Łukasz z dziewczyną decydują iść do Kir, a ja do schroniska na Hali Ornak 😊 Rozdzielamy się w niepewną pogodę (Patrzcie się! Zostawili partnera w górach, na tak wymagającej trasie :o #pdk). No nic, teraz idę sam. Pojawia mi się banan na twarzy. Zobaczę moją halę Ornak. Tutaj pierwszy raz w życiu byłem w górach. Tu się zakochałem w górach! Przemierzam dolinę, uśmiech nie schodzi z ust, a w głowie nucę swoją ulubioną piosenkę (nie wziąłem słuchawek). Nie goni mnie czas, więc zatrzymuję się w niektórych miejscach i podziwiam. Czuję się taki wolny! Wiem, że nie wejdę na żaden szczyt, jednak mogę się delektować widokami na góry w chmurach. Nie śpieszy mi się nigdzie, cudowne uczucie 😊

Dobijam w końcu do schroniska. Kupuję sobie szarlotkę, frytki i piwko. Połączenie idealne hah! Idę na polankę, wcinam żarcie, pije piwko i podziwiam szczyty, które osłonięte są przez chmury. Patrzę jak chmury się przemieszczają. Myślę o tym jak w pażdzierniku ubiegłego roku byłem tu sam. Ledwie po wschodzie Słońca, które było za chmurami i o ogrmunym szumie wiatru (wiał halny 😉).  Góry mają swój urok chyba w każdej pogodzie i porze roku. Ostatecznie zasypiam. Śpi mi się świetnie, a budzi mnie piekąca skóra. Otwieram oczy i widzę piękne niebieskie niebo. Pierwsza myśl jaka się pojawiła, czas ruszać na Ornak! Pojawiają się wątpliwości, czy te stopnie na podejściu będą okej dla mojego kolana. Jaka będzie pogoda, czy nie zmoknę w deszczu. Chce się skonsultować z Łukaszem, ale nie ma zasięgu. No nic prognoza rano była ok, bez dużych opadów, burzy też nic nie prognozowało na Starorobociański. Podejmuję decyzję. Ruszam na górę, najwyżej lekko zmoknę.

Zaczynam podejście na przełęcz Iwaniacką. Mam dysonans poznawczy. W październiku szedłem tu sam, słysząc szum wielkiego wiatru. Teraz idę wśród ludzi, przy pięknej pogodzie. Nie za ciepło, nie za zimno xD Bez wietrznie. Zupełnie inaczej wygląda ta droga. Pytam się schodzących jak wygląda podejście na Ornak. Jest trochę śniegu. Kurde nie chce chodzić po śniegu, żeby nie nadwyrężać kolana. Myślę sobie, że pójdę, zobaczę, najwyżej zawrócę. Dość szybko dochodzę na Przełęcz, bez żadnych bóli w świetnym humorze. Na przełęczy jest trochę śniegu i krokusy 😊 Pierwszy raz widzę krokusy w Tatrach. Nie robię zdjęć, niech ten widok zostanie w mojej głowie jako fajne wspomnienie. Robię sobie króciutką przerwę. Nawadniam się, jem czekoladkę i coś jeszcze ale zapomniałem xD  i ruszam już prosto na grzbiet Ornaku. Sprawdzam jak moje kolanko zachowuje się na stopniach i jest git, nawet kawałek schodzę i też działa poprawnie – super, mogę piąć się do góry. Pojawia się pierwszy płat śniegu, z relacji schodzących powonieniem zanurzać się do kolona w śniegu, a przechodzę po tym jak po skałach, tylko każdy krok stawiam z potrójną uważnością, aby się nie osunąć. Pojawia się drugi płat, również nie sprawia problemów. W końcu wchodzę na grzbiet. Idę jeszcze w kosówce. Pamiętam, że ostatnio zaczynało tu srogo wiać i zapominałem każdy zamek, abym nie dostał podmuchu i żebym nie odleciał. Teraz jest delikatny wiaterek, błękitne niebo i trochę chmurek. Jest to też fajne miejsce na ochłodę, na trzecim wyjeździe był istny żar, a tutaj zaczynało robić się przyjemnie.

Będąc zupełnie sam, odpalam telefon i puszczam sobie kawałek, który nuciłem sobie w dolinie. Dosłownie odpływam, tak samo czuje się na moim trzecim wyjściu. W pierwszym zamiast odpływania miałem zwiewanie. Będąc na szczycie Ornaku szukam miejscówki, żeby się położyć. Kładę się z widokiem na Zachodnie. Podświadomie czuję, że nie  tutaj być, na nie powinienem tutaj być. Pojawia się coraz więcej chmurek. Moje czillowanie przerywa wielki trzmiel, który dobiera się do mojego kijka i bzyczy nad uchem. Jako, iż nie jestem fanem owadów. Kończę swoje leżakowanie, a trzmiel nadal na moim kijku. Podejmuję męską decyzję i biorę kijek z drugiej strony xd Zaczynam uciekać! Obracam się, uff udało się, trzmiel mnie nie goni. Kryzys zażegany, ale czuć coś w powietrzu. Zaczynam dalszą wędrówkę na Siwe Skały przy dźwiękach mojej ulubionej na ten czas piosenki (Z perspektywy czasu myślę, że ten trzmiel to znak z nieba).

Będąc już na Siwych Skałach obchodzę je troszkę bokiem i postanawiam zrobić sobie przerwę jak w październiku 2020, wtedy to było miejsce gdzie odpoczywałem od walki z wiatrem. Teraz sobie siedzę i wspominam.Podziwiam też piękne widoki, tym razem w stronę Wysokich. Jem też kostkę czekolady. Nagle dostaje SMS od @Luk_. Pewnie update pogodowy, może będę mógł sobie w spokoju czillować, a może dojdę na Siwy Zwornik, kto wie. Czytam SMS i mnie zamraża na chwilę. Treść: „Idzie dość silny opad. Teraz będzie przekraczał garnice polsko-slowacką w okolicach wielej raczy. No i jest na kursie kolizyjnym z Tatrami. Z tego może być burza, bo cały czas puchnie.”. Super. Dzwonię do Luka, pytam się ile mam czasu, mówi, że godzinę i żebym spierdalał. Teraz decyzja wracać się, czy iść do Chocho. Decyduję się iść do chocho. Muzyka już mi nie gra, pojawił się lekkistres. Oswajam się z myślą, że zmoknę. Oby dotrzeć do lasu jakby przyszła burza. Choć myśli o burzy oddalałem.

Dość szybko pojawiłem się na Siwej Przełęczy. Dwóch turystów zaczęło schodzić do chocho, szli z Siwego Zwornika. Zaglądam do plecaka. Mam trzy kostki czekolady. Jem dwie. Ostania zostawiam na czarną godzinę :o  Piję wodę. Patrzę na niebo, zaczynają iść czarne chmury. Wiatr ustał. Zrobiła się kompletna cisza, zaczęło być duszno. Patrzę na telefon, dość wyraźną chwile temu dostałem SMS „To jest już burza i cały czas się wzmacnia. Nad Tatry powinna dojść w około 60-90’.” i kolejny „Od tego jak zacznie padać to masz jakieś 20’ do burzy. Może 30’”. Przeszły mnie ciarki. Jeszcze kawał schodzenia przede mną. Myśli zajmuje rozważaniami co jest gorsze burza, czy powrót chochołowską. Trzeba schodzić, czas tyka…

Ruszam prędko, kolanko działa sprawnie. Obawiam się o płaty śniegu. Widzę pierwszy, malusi. Schodzę powolutku i ostrożnie. Potem przyśpieszam. Napotykam turystów idących w stronę Siwej Przełęczy. Informuję ich o nadchodzącej burzy, pokazuje na chmury. Nie rezygnują. Mówią „Burza idzie? Dobraaaa”. No cóż… Pojawia się kolejny płat śniegu. Jest duży. Zejście mi zajmie trochę, a za chwile się rozpada nie wiem co jest dalej. Decyduje się na dupozjazd. W końcu i tak mam być zaraz mokry, to co za różnica, że tyłek będzie mokry szybciej :D Zjeżdżając czuję frajdę, widzę jakieś turystki, które powolutku schodzą po śniegu, hamuję, omijam boczkiem i informuję o burzy. Na końcu płatu spotykam znów turystów, informację o burzy przyjmują z lekkim niedowierzaniem. Trudno, odchodzę na parę kroków i słyszę pierwszy grzmot. W myślach zaczyna się, a głosy turystów zamarły i słyszę pytanie jak daleko do lasu :o  Doganiam osoby, które zaczęły schodzić z Siwej Przełeczy i turystki idące w górę. Informuję, o burzy. Turystki zawracają. Jestem coraz niżej, zaczyna robić się czarno i słychać grzmoty. Jeszcze nie pada, natomiast duchota jest nie do wytrzymania. Jestem już prawie na płaskim. Wiem, że las zaraz będzie. Zaczyna kropić. Robię krótką przerwę. Chowam telefon do reklamówki i polar. Biorę łyka wody i okrywam plecak folią. Zadowolony, że wejdę do lasu i mniej zmoknę. Zaczyna padać mocniej, a grzmoty są głośniejsze.

Idąc lasem, na początku uważam żeby nie wchodzić w kałużę. Po paru chwilach, czuję że to nie ma sensu. Jestem cały mokry. Idę najkrótszą drogą. Nie obchodzi mnie czy jest to błoto, ogromna kałuża, czy kamienie. Pojawiają się błyski, grzmoty są mniej więcej w okolicach 5 sekund, a najkrótszy chyba 3 sekundy. Burza nie jest nademną, idzie bokiem, tak się pocieszam, a czuję się prawie jakbym pływał w morzu. Dochodzę do końca lasu, burza już ustała, ale nadal leje. Nie słychać grzmotów od jakiś paru minut, idę na polankę. Mokry doszczętnie. W końcu przestaje padać. Boję się, że zaraz będzie mi zimno. Idę szybciej. Pojawia się Słoneczko, jest przepiękna pogoda, dosłownie w życiu bym nie powiedział, że przed chwilą przeszła burza. Zadowolony, cały mokry, to w końcu mogę potaplać się jak dziecko w kałużach i błotku 😊. Chochołowskie bagienko w końcu zaczyna mi sprawiać radość. Dochodzę do zacnej doliny chochołowskiej, na której jest tłum, wbicie się w niego, to jak wbicie się z dolotówki na Autostradę A4. Zjeżdżamy na postój. Przed mną ta piękna dolina, a ja jestem mokry, brudny i głodny. Będzie cudnie!

Siadam sobie na drzewie. Stwierdzam, że teraz jest ta czarna godzina i jem ostania kostkę czekoladki. Zdejmuję mokrą odzież górną, nakładam suchy polar i ruszam. Tempo mam dobre, a w głowie mam moją piosenkę. Jednak ta dolina nadal jest nudna Męczę się cholernie, dochodzę do asfaltu i przede mną ok 3.5 km do celu. Po ciężkiej drodze, dochodzę do Siwej Polany, ostanie metry do kasy biletowej podbiegam. Teraz jestem mokry w połowie, głody ale szczęśliwy.   

PS Udało się już wejść na Siwy Zwornik i Bystrą 😄 W samym czerwcu 2021 udało się też być 4 razy w Chochołowskiej ❤️ 

PS 2 Pamiętajście Save your tears 😉 

 

1722416182_image01.thumb.jpeg.38c7da592cba5c5d9391d1fbb40b3457.jpeg

348221094_image11.thumb.jpeg.2eb658e6c734e7c8bbc7b02b59ec365f.jpeg627026110_image31.thumb.jpeg.61ceeb5718e6445ac75ea8c3870e4bf4.jpeg

319304949_image21.thumb.jpeg.5c8f513b1007386cca8d9a94e3af18c2.jpeg

1578884110_image51.thumb.jpeg.81e6e81c82b41cf4bd2443612bc2fa3e.jpeg

600585022_image81.thumb.jpeg.1d4f001a1101f7b5912386abb540076f.jpeg

1334381420_image91.thumb.jpeg.af6dc914f0adb231e177b445b076bb80.jpeg

1442449158_image111.thumb.jpeg.a57371438e7a32d3c6e78d275e7cb40f.jpeg

unnamed.thumb.jpg.3e85962df59bb2a9275fb16fa9114054.jpg

1802791530_unnamed(1).thumb.jpg.8d478a705e329f8e022949fc961a7625.jpg

 

image4[1].jpeg

image6[1].jpeg

image10[1].jpeg

image12[1].jpeg

  • Like ! 10
Link to post
Share on other sites
17 minut temu, szesc_kolorow napisał:

czillowanie przerywa wielki trzmiel, który dobiera się do mojego kijka

 

18 minut temu, szesc_kolorow napisał:

trzmiel nadal na moim kijku

Jak to czytałem to się zacząłem zastanawiać czy jestem na dobrym forum 😂😂

Było wracać przez Kościeliską, chociaż powrót miałbyś ciekawszy 🙂

  • Like ! 1
  • Haha 4
Link to post
Share on other sites

Nie @Fibi to nie ten 🙂 to zupełnie inny skład był. Z Kacprem mimo że znamy się już kopę lat to byliśmy w górach razem... 3 razy i w sumie na żadnym takim konkretnym tripie. Ale w te wakacje może uda się to zmienić 😎

  • Wow 1
Link to post
Share on other sites
Dnia 2.07.2021 o 19:36, szesc_kolorow napisał:

Będąc zupełnie sam, odpalam telefon i puszczam sobie kawałek, który nuciłem sobie w dolinie.

puściłeś sobie telefon na głośno czy źle zrozumiałem Twój tekst ?

Link to post
Share on other sites
Dnia 5.07.2021 o 20:02, J@n napisał:

puściłeś sobie telefon na głośno?

Spotykam co jakiś czas takich (cenzura) co to muszą innym "uprzyjemnić" pobyt w Tatrach. Reguła jest jedna ... im muzyczka prostsza, tym głośniej. 

Na szczęście powyżej "schronisk" zjawisko to praktycznie jeszcze nie występuje. 

 

  • Like ! 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...