Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 07/08/2020 in all areas

  1. 15 points
    Czas i miejsce tego wydarzenia nie były przypadkowe😉 Pogodny, słoneczny dzień (28 lipca) był starannie wyszukany na kapryśnej mapie pogodowej a Kozi Wierch już od dawna mnie intrygował. Zdobycie Orlej Perci jest poza moim zasięgiem, dlatego bardzo chciałam kiedyś przynajmniej dotknąć tego szlaku. Jedyną realną szansą było właśnie zdobycie Koziego Wierchu. Wyjechałyśmy z domu dosyć wcześnie rano, dzięki czemu udało się uniknąć korków na Palenicy i (przynajmniej rano) tłumów na szlaku. Wejście od Doliny Pięciu Stawów nie jest trudne, są tylko dwa miejsca, w których trzeba użyć wszystkich kończyn i głowy ( żeby pomyśleć) i uważnie przejść. Kiedy zbliżałam się do czerwono znaczonego odcinka Orlej Perci, którym dochodzi się na szczyt emocje (duma i radość) szybowały w górę i chyba mnie niosły jak na skrzydłach, bo mimo że trudności techniczne wzrastały, dosyć szybko i sprawnie udało nam się stanąć na szczycie. Z góry widok przy takiej lampie był naprawdę niesamowity. Cudne widoki i satysfakcja ze zdobycia 2291 metrów sprawiły, że o mało nie zapomniałam o zrobieniu zdjęć, co byłoby chyba niewybaczalne😉 Niestety na szczycie zastałyśmy już sporo ludzi i trudno było się tam przemieszczać żeby wszystko dokładnie pooglądać. Mimo to chwile odpoczynku spędzone w gronie zdobywców jak zwykle są bezcenne😆 Przede wszystkim jednak podziwiałyśmy bezkresne piękno, jakie roztaczało się wokół nas♥ Schodzenie wymagało jak zwykle trochę więcej uwagi ale było nieźle i nawet udało się obfocić moje ulubione stawy😍 Żeby nie tracić uroku całej udanej wyprawy szybko przeszłyśmy przez bardzo zatłoczoną Piątkę, ominęłyśmy oblężone schronisko i czarnym szlakiem ruszyłyśmy w dół. Co tu dużo mówić 😏 chodzenie po górach jest piękne ale chodzenie po górach przy słonecznej pogodzie jest...♥♥♥
  2. 15 points
    Pogoda w te wakacje nie rozpieszcza, na szczęście nam się udało wpaść w słoneczne okienko 🙂 w niedziele 5.07 Trasa Chochołowksa, Grześ, Starorobociański, Trzydniowiański, Chochołowksa. Niestety nie zabraliśmy kremu do opalania, wiec następne parę dni spędziliśmy w cieniu umilając sobie czas zrywaniem spalonej skóry 😞 We wtorek wyruszyłem samotnie na Świnicę. Piękny poranek jednak nie wystarczył,żeby zdobyć szczyt. Tuż przed wierzchołkiem napotkałem na trudności w postaci mocno oblodzonego szlaku i braku ubezpieczeń, więc zrezygnowałem, mając złe przeczucie. Serce pchało w górę, ale rozum zwyciężył, dobrze szło bo z Kuźnic na przełęcz świnicką dotarłem w 2:40h, ale strach był. Może jeszcze w tym roku uda się drugie podejście. Więc szybko na Kasprowy i do domu. A nie jeszcze mi się zachciało na Nosal wbiec:
  3. 13 points
    W końcu nadszedł długo wyczekiwany wyjazd – tym razem nie samotnie a w towarzystwie dwójki wspaniałych ludzi. Wypad w pierwszej wersji miał się odbyć w kwietniu, jednak ze względu na pandemię i zamknięcie granic, musieliśmy poczekać do lipca. Wyjątkowo zależało mi na powodzeniu tego wyjazdu, w ciągu ostatnich dwóch lat w tym składzie byliśmy w Tatrach 3 razy, jednak za każdym razem pogoda krzyżowała nam plany. Miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej i wrócę z gór z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu. Prognozy co prawda nie napawały specjalnym optymizmem, jednak już wielokrotnie miałem okazję się przekonać, że pogodowe przewidywania to jedno a rzeczywistość – drugie. Co ma być, to będzie – pomyśleliśmy i pojechaliśmy. W związku z tym, że przez pierwsze dwa dni towarzyszyła nam jeszcze jedna osoba, która w górach wcześniej nie była, w dniu przyjazdu wybraliśmy się na Halę Gąsienicową i Kasprowy Wierch. Muszę przyznać, że uwielbiam to miejsce, widoki za każdym razem powalają i lubię tam wracać, pomimo tłumów. Przez większość dnia pogoda była dla nas bardzo łaskawa, jedynie późnym popołudniem nadeszły prognozowane opady. Sytuacja zmieniła się na tyle szybko, że musieliśmy skorzystać z kolejki. Nie przepadam za tym środkiem transportu, jednak uznaliśmy, że bezpieczeństwo przede wszystkim i nie ma co ryzykować nawet zwykłym przeziębieniem, które mogłoby zepsuć resztę wyjazdu Wtorek przywitał nas na tyle niepewnymi warunkami, że jedyne na co nas było tego dnia stać, to wizyta na Krupówkach. Cóż, taki luźniejszy dzień też ma sens, zdołaliśmy bowiem nabrać sił na kolejne wyprawy, ja z tym większego problemu nie mam, ale moi towarzysze w górach bywają rzadziej i to na ich samopoczucie zwracałem największą uwagę. Wieczorem uznaliśmy, że kolejny dzień zaczniemy od wizyty w Dolinie Pięciu Stawów i spróbujemy wejść na Kozi Wierch. Plan na środę zrealizowaliśmy w 100%. Na Kozim byłem w zeszłym roku w podobnym czasie, wtedy widoczność była idealna, tym razem było nieco słabiej i dosyć chłodno, ale warunki nie zdołały ostudzić naszych zapałów. Podczas wejścia szczyt na zmianę pojawiał się i znikał w chmurach, jednak gdy już osiągnęliśmy wierzchołek, warunki były zadowalające. Podtrzymuję zdanie, że jest to bardzo ciekawa góra z przepięknymi widokami a sam szlak z Palenicy przez Dolinę Roztoki niesamowicie różnorodny, taki, który zadowoli nawet najbardziej wybrednego towarzysza podróży. Ekipie szlak się bardzo podobał. Szkoda trochę, że dopiero dzień później została otwarta droga znad Morskiego Oka bo powrót przez Świstówkę mógł być bardzo fajnym uzupełnieniem wycieczki. Z drugiej strony nie ma co wybrzydzać, mocno zmęczeni, ale w doskonałych nastrojach, wróciliśmy do Zakopanego, gdzie zaplanowaliśmy kolejny dzień. W czwartek w końcu udało mi się przepchnąć temat Tatr Zachodnich. Bywam w nich dosyć rzadko i bardzo zależało mi na tym, żeby podczas tego wyjazdu choć raz udać się w tamte rejony. Moi współtowarzysze chyba mieli na ich temat błędne mniemanie, bo kręcili nosem na każde moje wspomnienie, jednak w końcu zaakceptowali moje wskazanie na Trzydniowiański Wierch, jako dobrą opcję na „luźny” dzień i rozgrzewkę przed piątkiem. Niechęć mógł spotęgować również fakt, że trzeba było przejść Doliną Chochołowską i dosyć stromym podejścien, co przy ich zakwasach, było z pewnością sporym wyzwaniem. Finalnie chyba nie wyszło źle, w obie strony skorzystaliśmy z ciuchci, trasa na szczyt spotkała się z dobrym przyjęciem, widoki i charakter szlaku zachęciły natomiast do kolejnych wizyt w tej części Tatr. Ja sam mam nadzieję w przeciągu około dwóch tygodni zaliczyć pętelkę od Grzesia przez Wołowiec i Starorobociański, chęci są, wolne też się znajdzie, zadecyduje, jak zwykle – pogoda, cóż, pożyjemy, zobaczymy. Wyjazd zbliżał się do końca, jednak zanim spakowaliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy w stronę Krakowa, została jeszcze jedna góra do zdobycia. Kościelec, bo o nim mowa,już dawno chodził nam po głowie. Ja sam byłem na nim prawie 2 lata temu, wtedy wchodziłem w pojedynkę i muszę przyznać, że z towarzystwem i do tego tak zacnym, to zupełnie inne doznanie. Pogodę mieliśmy świetną, chociaż od Karbu tak wiało, że niektórzy zastanawiali się, czy uda się wejść na sam szczyt. Weszliśmy. I znów miałem okazję doświadczyć tego uczucia, gdy zdobywa się szczyt po przełamaniu własnych słabości. I znów zastanawiałem się, jak ja stamtąd zejdę (na szczęście na szczycie nie byłem osamotniony), co zwykle idzie mi gorzej niż wchodzenie. I znów okazało się to względnie proste. W ogóle nie taki ten Kościelec straszny, jak go malują. Moi towarzysze byli chyba podobnego zdania, gdyż na koniec dziękowali mi, że ich tam zabrałem, mimo że pierwsze komentarze nie były zbyt przychylne. Zgodnie przyznaliśmy, że na Kościelec w przyszłości na pewno jeszcze wrócimy. Po powrocie na Karb pozostało nam zejście do Zielonej Doliny i powrót przez Halę Gąsienicową i Dolinę Jaworzynki. Ostatnie spojrzenie na przepiękną Halę w stronę Koziego i Kościelca, zdobytych podczas tego wyjazdu oraz na Świnicę, która jest moim kolejnym celem i trzeba było się pożegnać z górami, przynajmniej na jakiś czas… Wyjazd zdecydowanie spełnił moje oczekiwania, bardzo się cieszę, że pogoda dopisała, bo dobrze wiem, że ona sama może zniweczyć najbardziej ambitne plany, choćby wszystko inne się super układało. Fajnie, że udało się pokazać towarzyszom nowe dla nich miejsca i jeszcze bardziej zachęcić do kolejnych wyjazdów. Szkoda, że z racji odległości podobne wycieczki odbywają się dosyć rzadko, ale tym bardziej będę czekał na kolejną wyprawę. Dla takich chwil zdecydowanie warto żyć i realizować swoją górską pasję!
  4. 12 points
    W poniedziałek udało się nam zdobyć wędrówką ze Starego Smokovca Teryho chatę 😉. Dzieciaki 8 i 2,5 roku dały radę 🙂 💪🏻👍. Pogoda dopisała 😍
  5. 12 points
    Witajcie. W miniony weekend udało mi się wyrwać na Słowacką stronę Tatr. Prognozy pogody były obiecujące, tak więc pociąg, busik i ląduje w Starym Smokowcu. Zaczynamy nocne podejście do śląskiego domu, skąd dalej plan wycieczki miał wieść na szczyt Kończystej. Przed wschodem meldujemy się pod hotelem. Krótka przerwa, śniadanie, przepakowanie plecaków i w drogę. Pogoda zaczęła się lekko psuć. Chmury otulały wyższe partie Tatr. W po chwili meldujemy się nad Batyżowieckim stawem. Za rozstajem szlaków na Wyżnie Hagi pojawia się kopczyk i wyraźna ścieżka prowadząca na grań Kończystej. Niestety pogoda nie daje za wygraną. Chmury robią się coraz bardziej gęste. Czasem pojawia się widok na Gerlach. Jednak im wyżej tym są jakieś przebicia, lekkie promyki słońca, aczkolwiek widoków na pobliskie szczyty brakuje. Po kilkudziesięciu minutach wychodzimy ponad pułap chmur. Dalsza droga jest dość dobrze oznaczona kopczykami, mimo mleka bez problemu udaje nam się odnaleźć poprawną trasę (z małymi wyjątakmi). Trasa sama w sobie nie obfituje w trudności techniczne. Jest okropnie długa, męcząca i nudna. Była chwila zwątpienia, ale ciśniemy dalej. Widok na szczyt (Trochę po lewo od centrum kadru można zobaczyć ułamane kowadło) Ostatnie podejście to trawers do żlebu wprowadzającego na przełęcz między szczytami kończystej. Nie sprawia on jednak trudności. Po chwili jesteśmy na przęłęczy. Zdobywamy oba szczyty. Niestety cały czas nic nie widać, widoków zero!!! Nie ma co czekać na poprawę pogody, ciśniemy na dół. Jeszcze ciekawe formację z chmur... Przy hotelu Śląski dom robimy dłuższą przerwę i ruszamy w stronę Polskiego Grzebienia. Pogoda nadal się nie poprawia. Morale są niskie, siły się kończą, a plany ambitne. Długi Staw: W końcu nadeszła chwila, kiedy wychodzimy nocną porą na Polski Grzebień. Postanowiliśmy zobaczyć Wschód Słońca z Małej Wysokiej. Na szczycie Vychonej Vysokiej meldujemy się jakoś około 4:00. Widoki zapierają dech w piersiach. Pogoda zrobiła się przepiękna. Kilka zdjęć z przed wschodu, z samego wschodu i po wschodzie. Po przepięknym spektaklu udajemy się znów na Polski Grzebień, skąd schodzimy okropnie długim szlakiem do Łysej Polany. Wycieczka kończy się szczęśliwie, wracamy cali i zdrowi na busa do Zakopanego. Wyprawa ta chyba była jedną z najlepszych w moim życiu. Wschód słońca z Małej Wysokiej przy morzu chmur na wysokości około 2200 to niesamowite przeżycie. Widoki bajka. Szkoda mi trochę, że nic nie zobaczyłem z Kończystej, ale mimo to było warto.
  6. 12 points
    Ostatniego dnia, już zmęczenie dawało o sobie znać, ale piękna pogoda motywowała! Palenica - 5 Stawów - Zawrat- Kozia Przełęcz - 5 Stawów - Palenica Piękna trasa, zwłaszcza że rano, mało ludzi, rześko. Tak oto w wielkim skrócie przedstawia się nasz wyjazd. W najbliższym czasie zaczną się ukazywać filmowe relację z tras, a na razie zapraszam na 3 minutowy skrót z wycieczki.
  7. 12 points
    Kolejny dzień, tak na luzie, Dolina Kościeliska, Wąwóz Kraków, Smreczyński Staw. Następnego dnia, znowu pogoda dopisała (wizualnie), więc poszliśmy na zacny Kościelec. Piękna pogoda, ale po dojściu do Czarnego Stawu Gąsienicowego zaczęło wiać. Nie, napieprzać wiatrem! Wiało z góry z dołu z lewej i prawej 😉 do Końca dnia. Wejście na górę było trochę utrudnione, ale się udało! Potem szybki obiad w Murowańcu i jeszcze na Kasprowy. A co , dawno mnie tam nie było ! 😛
  8. 11 points
    Jeszcze kilka zdjęć, ale średnio się do tego przykładałem. Raczej za rzadko jakiś postój.
  9. 11 points
    To nie będzie relacja z wycieczki, bo wycieczka była na Szpiglasowy ale o tym opowiem innym razem😏 Tu parę zdjęć które zrobiłam po drodze. Dolina za Mnichem, to jedno z takich miejsc w Tatrach, które bardzo lubię, przede wszystkim dlatego, że nawet przy super pogodzie (taka była właśnie wczoraj) jest tutaj cicho, spokojnie i prawie bezludnie. Ciekawy kontrast z zapchanym Mokiem😎 Można tu posiedzieć w ciszy, wśród skałek albo nad stawkiem. Tylko z tymi stawkami jest kłopot bo w lecie prawie zupełnie wysychają😏 A jak się znudzi siedzenie to można skoczyć na Wrota Chałubińskiego albo na Szpiglasowy. No można też na samego Mnicha tylko żeby z wrażenia nie zapomnieć zabrać ze sobą przewodnika. Co tu dużo pisać😉 jest naprawdę pięknie, kto jeszcze nie był za Mnichem to bardzo polecam!
  10. 11 points
    Dzień dobry. Podczytuje Was od pewnego czasu i pomyślałam, że fajnie byłoby do Was dołączyć. Jestem z Małopolski, w góry chodzę na jednodniowe wycieczki przeważnie niedzielami. Czasem są to Tatry, czasem Beskidy, Gorce, byleby było pod górę.
  11. 11 points
    Dwa dni później, w piątek, wstałem nad ranem i znów wybrałem się w Tatry Zachodnie. Tym razem wystartowałem z Kuźnic. Przez myśl przeszło mi wejście na Giewont, jednak gdy dotarłem do Kondrackiej Przełęczy i zobaczyłem ile ludzi idzie w tamtym kierunku, odpusciłem. Zamiast tegp, skierowałem się w stronę Kopy Kondrackiej i reszty Czerwonych Wierchów. Po dotarciu na Ciemniak uznałem, że wolę wrócić do punktu wyjścia niż wracać przez Kościeliską i brać busa, wróciłem więc na Kopę Kondracką. Pogoda była na tyle dobra a ja czułem się na tyle dobrze, że wróciłem do Kuźnic, ale szlakiem przez Kasprowy i Dolinę Gąsienicową 😉 na krótko przed Murowańcem zaczęło padać, jednak udało się dotrzeć do schroniska, przeczekać najgorsze i bezpiecznie wrócić na dół przez Boczań. Kolejna pętelka i znów około 30 km i prawie 2 tys m pod górę, fajnie, że i tym razem pogoda dopisała, warunki były jak dla mnie idealne na takie dłuższe spacery 😉 Wycieczka potwierdziła, że Czerwone Wierchy i szlak na Kasprowy to jedna z moich ulubionych tras, polecam każdemu, kto jeszcze nie miał okazji, naprawdę warto 😉
  12. 11 points
    Takim posiłkiem pożegnała mnie najcudowniejsza ekipa z Roztoki. Tak, też ich kocham ❤️❤️❤️
  13. 10 points
    Wschodzik z Płaczliwego Rohacza. 🙂
  14. 10 points
    Zimą można chodzić po szlakach nocą, można obserwować nocne niebo. Łatwo zobaczyć z wyższych partii gór wschód czy zachód słońca. Słońce tak nie dokucza na szlaku... Same plusy zimy. :D
  15. 10 points
    Dwa tygodnie temu, korzystając z urlopu w Tatrach spotkaliśmy się z Natalią "Vatrą" oraz z moją koleżanką Anią i umówiliśmy się na wspólną trzyosobową wycieczkę 🙂 Celem był Zawrat, gdzie jeszcze wcześniej nie byłem, więc liczyliśmy na udaną wyprawę. Poranny dojazd do Palenicy bez większych problemów, szybko omijamy bramki i po około 40 minutach marszu meldujemy się przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Pogoda dopisywała, było ciepło i słonecznie, więc w stosunkowo szybkim czasie zameldowaliśmy się w schronisku w "Piątce". Po drodze, wraz z innymi osobami, jesteśmy świadkami "interwencji" śmigłowca TOPR pod Przełęczą Krzyżne. Dopiero potem miało się okazać, że to, co wzięliśmy za ratowanie jakiegoś turysty okazało się ... ćwiczeniami TOPRowców 🙂 I całe szczęście, lepiej tak, niż na odwrót. Ania, która wcześniej nie była na czarnym szlaku od strony Doliny Roztoki była oczarowana widokami na Dolinę oraz na Orlą Perć. W sumie - nie ma czemu się dziwić. Ze schroniska udajemy się wkrótce w stronę dalszej części Doliny Pięciu Stawów, standardowo przechodzimy przez mostek i niebieskim szlakiem wędrujemy u podnóży Orlej Perci. Doskonale widoczny jest Kozi Wierch, z drugiej strony roztacza się przed nami panorama masywu Miedziane, Szpiglasowej Przełęczy oraz samego Szpiglasa. Wykorzystujemy okazję, żeby porobić trochę zdjęć. W pewnym momencie zaczyna nam towarzyszyć charakterystyczne ćwierkanie jakiegoś ptaszka, które - w miarę jak zaczynamy podchodzić pod górę, w stronę Zadniego Stawu - słychać przez około pół godziny. Dopiero po czasie włączając "jutuby" zorientowałem się, że prawdopodobnie słyszeliśmy nie ptaka, a po prostu świstaka 🤣 który wydaje odgłosy podobne do czegoś, co można wziąć omyłkowo za ptasie ćwierkanie. No cóż ... człowiek uczy się całe życie 😉 Idziemy dalej i powoli dochodzimy w okolice Zadniego Stawu. Pogoda zaczyna się zmieniać, powoli się chmurzy, ale na szczęście nie urodził się z tego żaden deszcz ani burza. W okolicy Zadniego Stawu spotykamy kozicę, więc nadarza się kolejna okazja do zrobienia kilku zdjęć sympatycznemu stworzeniu (które niespecjalnie bało się ludzi). Po kolejnych około 40 minutach mozolnej wędrówki meldujemy się w końcu na Zawracie, co jednocześnie oznacza mój debiut na Orlej Perci 🙂 Na Przełęczy razem z naszą trójką jest około 20 osób. Natalia i Ania fotografują Zadni Staw i Orlą Perć i Tatry Słowackie, a ja wykorzystuję okazję, żeby zrobić kilkanaście kroków w dół i poobserwować panoramę Zawratowego Żlebu, Zmarzły Staw i Czarną Dolinę Gąsienicową. Widoki niesamowite, ale chyba jednak obawiałbym się iść tamtym szlakiem (obojętnie, w górę czy w dół) 🙂 Potem uzupełniamy brakujące kalorie i próbujemy ustalić (z pomocą książeczki z panoramami) jakie szczyty widać z Zawratu. Na Przełęczy spędzamy pewnie trochę ponad pół godziny. Schodzimy tym samym niebieskim szlakiem w stronę Doliny Pięciu Stawów. Tym razem już w dół, tak więc bez zadyszki 😉 Niedaleko Zawratu spotykamy sympatyczne dziewczyny z Łotwy pytające o drogę do Zakopanego. Też schodzą z Zawratu, ale na nasze pytanie, czy chcą wracać tą samą drogą którą weszły zdecydowanie i chórem odpowiadają "no way!!", więc szybko się orientujemy, że weszły od strony Czarnego Stawu Gąsienicowego 😆 Odtąd towarzyszą nam w stronę schroniska w Piątce, bo ze zrozumieniem przyjmują info, że czeka je wprawdzie droga dłuższa, ale zdecydowanie bezpieczniejsza. Znacznie poniżej Zadniego Stawu spotykamy też rodziców z niespełna dziesięcioletnią córką i ... robimy kolejny dobry uczynek, uświadamiając im, że przed godziną 16.00 jest już za późno na wejście z tego miejsca na Zawrat. Na szczęście rodzice zrozumieli powagę sytuacji i zawrócili - chociaż głowa rodziny była do tej pory przekonana, że spokojnie przed zmrokiem zejdą z małym dzieckiem Zawratowym Żlebem (ubrani w buty na "przysłowiowy wuef", ojciec z torbą sportową przewieszoną przez ramię) 😉 W schronisku w Piątce szybki posiłek i gorąca czekolada, a potem znowu w stronę zejścia czarnym szlakiem do Doliny Roztoki. Ludzi już znacznie mniej, powoli zaczynamy odczuwać trudy wycieczki, ale nikomu z naszej trójki uśmiechy nie schodzą z twarzy. Przy skrzyżowaniu szlaków w Dolinie Roztoki widzimy jeszcze ukrytego w krzakach lisa. Po przejściu Doliny Roztoki znowu meldujemy się przy Wodogrzmotach, a po kolejnych 40 minutach marszu wsiadamy w busa do Zakopanego 🙂 kończąc ten udany wycieczkowy dzień. Z Anią znam się już od ponad roku ("połączył" nas wspólny niebieski szlak na Małołączniak), ale bardzo miło było nam obojgu poznać Natalię, czyli forumową Vatrę. Takie spotkania są najlepszym dowodem na to, że jak się naprawdę chce, to wystarczy wykonać kilka telefonów i wspólna tatrzańska wycieczka urzeczywistnia się w bardzo krótkim czasie - tym bardziej, że Natalia ma Tatry na wyciągnięcie ręki przez cały rok. Natalia okazała się też największym "paparazzi" spośród całej naszej trójki, bo z całą pewnością zrobiła najwięcej zdjęć. Niektóre z nich widzicie poniżej, tak więc miłego oglądania! 🙂
  16. 9 points
    Nie minęły 2 tygodnie od ostatniego wyjazdu a już pojawiła się okazja do następnego 🙂 3 dni wolnego, optymistyczne prognozy pogody, znajomi z zaklepanym noclegiem, nic tylko spakować plecak i ruszać, co tez, bez dłuższego namysłu, uczyniłem 😉 Pobudka we środę nad ranem i jazda - plan na ten dzień zakładał pętelkę po Tatrach Zachodnich, zameldowałem się więc na parkingu na Siwej Polanie, ubrałem buty do biegania i ruszyłem... muszę przyznać, że to fajna sprawa pokonać Chochołowską dużo szybciej niż to przewiduje szlakowskaz, bowiem około 40 minut od wyruszenia z parkingu byłem już na Polanie 🙂 zaczęło się przejaśniać, odbyłem więc krótką wizytę w schronisku i kierunek Grześ, Rakoń a na koniec Wołowiec. Tę część zrobiłem biegowo, wyszło chyba całkiem nieźle jak na początkującego, całość z Siwej Polany i kilkoma przerwami zajęła mi ok 3 godziny 😉 po nieco dłuższej przerwie skierowałem się w stronę Jarząbczego Wierchu, tutaj już normalnym tempem, szedłem bowiem po raz pierwszy tą trasą, wolałem skupić się więc na widokach, miałem też sporo czasu. Droga na Jarząbczy baaardzo mi się podobała, widoki przepiękne, samo podejście dość mozolne, góra od strony Wołowca prezentuje się znakomicie, choć sprawia wrażenie trudnej do pokonania. Przyznam, że się zasapałem, ale miałem już za sobą ponad 15 km i krótką noc, więc wybaczam sobie 😛 Panorama ze szczytu warta jest jednak każdego wysiłku. Na Jarząbczym spędziłem nieco czasu, zanim ruszyłem w dalszą drogę, obejmującą jeszcze dwa szczyty - najpierw Kończysty a potem Starorobociański Wierch. Na tym drugim niestety warunki się pogorszyły, najwyższy polski szczyt Tatr Zachodnich przykryła spora ilość chmur, więc widoków szalonych nie było. To nic, na pewno jeszcze tam wrócę, jak nadarzy się okazja 🙂 jeszcze tylko droga na Siwy Zwornik a stamtąd prosto do Chochołowskiej, znienawidzonym od pierwszego przejścia szlakiem. Tym razem było nieco lepiej, bo nie było tyle błota, jednak i tak raczej nie polubię tej drogi, ze względu na początkowy, kamienisty odcinek. Na Siwą Polanę dotarłem po ok 9h od startu, zmęczony, ale bardzo zadowolony z pokonania ponad 30 km trasy i ponad 2 tys m przewyższeń 😉
  17. 9 points
    Moi Drodzy, oto rzecz, nad którą pracowałem przez ostatnie kilka miesięcy, a dziś wreszcie mogę ją oddać w Wasze ręce! Vademecum Tatrzańskie: http://sklep-tatromaniak.pl/…/297-vademecum-tatrzanskie.html Prawdziwa gratka dla tych, którzy chcą poznać Tatry nieco lepiej. "Vademecum Tatrzańskie" to zbiór informacji o wybranych kilkudziesięciu miejscach w polskich Tatrach z uwzględnieniem zarówno zagadnień geograficznych, jak i wielu ciekawostek. Merytoryczną treść dopełnia mnóstwo zdjęć oraz opracowania topograficzne. Po kliknięciu na którąkolwiek z opisanych panoram przeniesieni zostaniecie do strony, na której zobaczycie ją w większej rozdzielczości. W niektórych miejscach taki zabieg zastosowano również w odniesieniu do ciekawych artykułów, które rozszerzają informacje zawarte w Vademecum. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Compass zamieszczono ponadto wycinki map, które pozwalają łatwiej „odnaleźć się” w opisywanym rejonie. Mam nadzieję, że liczący aż 162 strony e-book pozwoli Wam poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą polskich Tatr i odkrywać je w sposób jeszcze bardziej świadomy. Nad tworzeniem tego Vademecum spędziłem wiele, wiele godzin...dlatego cieszę się ogromnie, że nadszedł TEN DZIEŃ, w którym ogląda ono wreszcie światło dzienne Szczegóły i zamówienia TUTAJ
  18. 9 points
  19. 9 points
    Sobotni wschód widziany z Wołowiny Jak i niedzielny z Przełęczy Kondrackiej
  20. 9 points
    @Gieferg filmik super serio, fajna muza a kapelusz to wymiata 🤩 @Zośka i @Luk_ musze wam powiedzieć, że nie chciałabym z wami w gory śmigać bo byscie mnie zgubili jak tak biegacie 😂 za czas 💪 Ja na Rysach byłam 28.07 w to słoneczne okienko pogodowe i tu moja zguba ( bo mimo ze wyszłam o 5:30 z Palenicy myślałam, że wcześnie) to troche tych ludków szło w tym samym kierunku.... na szczęście w żadnej kolejce nie stałam.... ale tłoczno było! Szlak wszyscy znacie więc bez rozpisywania będzie, mnie jednak te Mięgusze to się podobały - piękne są te ściany więc przyjrzałam im się dokładniej 😁 akurat to, że się idzie w cieniu dla mnie to była zaleta tego szlaku bo nie chciałabym tam wchodzić w pełnym słońcu... atrakcją są łańcuchy i brak nudy takiej "technicznej" pomimo powtarzalnego widoku. Ze szczytu jednak widoki sakramencko piękne 😍, ludzi pełno więc trzeba było się nagimnastykować aby uchwycić coś czyściutkiego bez "obcych" w tle 😂 Zejście na SK, gdyż ludzi po polskiej było już tyle że schodzenie było by koszmarem... od słowacji już na Rysy wchodziłam więc wiedziałam ze szlak widokowo - bajka 🤩 i słońca schodząc było tam tyle, że tęskniłam za chmurami, ręce pantenolem ratowałam więc + za cień po naszej stronie 😉
  21. 9 points
    Czwartkowy ( 23.07 ) wschód słońca z Wysokiego Wierchu w Pieninach - widok na Beskid Sądecki.
  22. 9 points
    W ramach rozgrzewki przed wrześniowym spotkaniem zorganizowaliśmy szybki, spontaniczny trip po Taterkach. Nasze ambitne plany pokrzyżowała, niestety, pogoda, ale trochę sobie podreptaliśmy. Zawsze twierdziłem, że od samego wejścia na szczyt ciekawsza jest prowadząca nań droga 🙂 Na załączonym obrazku Mnich, a tuż za nim, w białej koszulce Tatromaniaka (a jakże!) człowiek dusza - czyli nasza forumowiczka @Kacha. Autorką zdjęcia jest nasza sympatyczna koleżanka @vatra
  23. 9 points
    Pamiętajcie, na Grzesia się wspinamy, a po Orlej spacerujemy 🤣
  24. 9 points
    Kolejnego dnia dzień wyborów i odpoczynek. Następnie w poniedziałek cała trasa Drogi nad Reglami. Kuźnice, Sarnia Skała, Strążyska, Małej Łąki, Kościeliska, Hala Stoły, Chochołowska. Szlak trochę nudnawy, dużo idzie się w lesie, ale na pochmurny dzień jaki miałem, wycieczka super! (Giewont w tle 😛 )
  25. 9 points
    Siedzi baca przed chatką, przed nim spory kloc drewna i mała kupka wiórów. Obok przechodzi turysta i pyta:- Baco! Co tam strugacie?- Ano, cółenko sobie strugom.Turysta poszedł w góry. Następnego dnia rano znowu przechodzi przed chatką. Ten sam baca siedzi przed mniejszym już klockiem drewna i struga. Przed bacą spora górka wiórów. Turysta znowu pyta:- Baco! Co tam strugacie?- Ano, stylisko do łopaty sobie strugom.Trzeciego dnia turysta przechodzi tą samą drogą. Baca siedzi przed chatką, w rękach trzyma niewielkie drewienko, przed nim kopiec wiórów, niemalże zasłaniający strugającego bacę. Turysta ponawia pytanie:- Baco! A co strugacie dzisiaj?- Jak nic nie spiepse, to wykałackę ... 🙂
  26. 8 points
    Planowane od lat tatrzańskie wakacje, które miały zapoznać córę z kilkoma kluczowymi lokalizacjami w Tatrach długo stały pod znakiem zapytania ze względu na całą sytuację z koronawirusem, ale ostatecznie w czerwcu zapadła decyzja, że jednak jedziemy. Podobnie jak rok temu w Karkonoszach, także i tym razem w sześcioosobowym składzie. Prognozy jeszcze w dniu wyjazdu były nie za dobre - na 10 dni spodziewanych było całe trzy bez deszczu, więc już następnego dnia po przyjeździe zdecydowaliśmy się na poranne wyjście w góry, choć pogoda miała się zepsuć już koło południa. Deszcz złapał nas na zejściu ale nie zmoczył jakoś bardzo i... był to ostatni deszcz na szlaku podczas tego wyjazdu. Potem nastąpił calusieńki tydzień super-pogody (z jednym nieco bardziej pochmurnym dniem jednak również bezdeszczowym). Z zaplanowanych tras odpadła nam tylko Gęsia Szyja zastąpiona połową Czerwonych Wierchów, żeby córa weszła sobie w końcu na jakiś dwutysięcznik. Jako że był to wyjazd z dzieciakami (moja córa - 9 lat i znajomych - 12 lat), rozkład przewidywał dni odpoczynku i z początku tylko dwie dłuższe wycieczki. Tak to po kolei wyglądało: Dzień 1 - Wielki Kopieniec, zejście w deszczu do Cyrhli, reszta dnia na mieście/kwaterze Dzień 2 - miało padać, więc poszliśmy tylko do Doliny Strążyskiej do Siklawicy - nie padało. Dzień 3 - Dolina Pięciu Stawów - Świstówka - Morskie Oko - na zejściu do morskiego straszne tłumy na szlaku, jedyny minus tego dnia. Dzień 4 - Znowu miało padać ale nie padało, w tym dniu zrobiliśmy sobie odpoczynek i spacerek na Antałówkę. Z rana wydawało się, że córa złapała kontuzję kolana, ale okazało się, że to tylko chwilowy problem i godzinkę później już o nim zapomniała. Dzień 5 - Dolina Kościeliska, Wąwóz Kraków (i łańcuchowy chrzest bojowy dla dzieciaków, było trochę emocji w Smoczej Jamie), Smreczyński Staw Dzień 6 - ten bardziej pochmurny dzień - Hala Gąsienicowa (przez Boczań)/Czarny Staw Gąsienicowy/Mały Kościelec/Karb/Zielony Staw Gąsienicowy zejście Jaworzynką już w pełnym słońcu Dzień 7 - odpoczynek Dzień 8 - nasi towarzysze stwierdzili, że z różnych przyczyny mają dość i poszli na Nosal, do nas dołączyła dwójka zawodników rezerwowych i poszliśmy na Małołączniak przez Przysłop Miętusi, potem na Kopę Kondracką i powrót przez Dolinę Małej Łąki. Dzień 9 - epilog w postaci spacerku na Bachledzki Wierch i Antałówkę z widokiem na Tatry i pakowanie walizek. W pełni udane wakacje 🙂 I kilka fotek:
  27. 8 points
    To już moja piąta wycieczka na Krywań i jeszcze nigdy nie udało mi się przywieść fajnych zdjęć bo albo deszcz albo grad albo zapomniałam włożyć karty do aparatu. Tym razem miało być ciepło, słonecznie i idealnie do zrobienia super fotek do fajnej relacji. No właśnie...miało być ale wyszło jak zwykle. Nie wiem dlaczego za każdym razem pomimo sprawdzania prognoz i wielkiego wysiłku włożonego w wybranie tych najbardziej optymalnych godzin na wyprawę zawsze kończy się mgłą, chmurami i brakiem widoków. Przez tyle lat już się przyzwyczaiłam do chodzenia we mgle i nawet to polubiłam ale fajnie byłoby chociaż raz mieć lampę i świetne fotki ze szczytu. No cóż.....może następnym razem😉
  28. 8 points
    Odwiedziłam schodząc z Rysów na Słowację symboliczny cmentarz ofiar Tatr, bardzo ciekawe i takie wyciszające miejsce. Przy chacie nad popradzkim stawem idziemy żółtym szlakiem az na sam cmentarz.
  29. 8 points
    Kicuś w Roztoce 🤗 Kawy mu się chciało 😁
  30. 8 points
    Zobaczyłem tego mema w jakichś dzisiejszych internetach, zakrztusiłem się kolacją ze śmiechu i nie mogłem się powstrzymać, żeby nie wkleić tego tutaj 😆
  31. 8 points
    Cześć Wszystkim! Jestem Andrzej, już od jakiegoś czasu czytam wpisy i w końcu postanowiłem się przywitać! 🙂 Jestem z okolic Poznania, w Tatry póki co jeździłem raz w roku w sezonie letnim, ale mam silne postanowienie żeby zwiększyć tą częstotliwość. Miło Was wszystkich poznać 🙂
  32. 8 points
    @jaaga76 @Luk_ @Fibi a to tak w temacie...😉
  33. 8 points
    Kolejny dzień zapowiadał deszcze popołudniu, więc rano szybka wycieczka na Giewont od Małej Łąki, Grzybowiec, Giewont, i żółtym szlakiem z powrotem.
  34. 8 points
    Wczoraj pierwszy raz w życiu, dotarłam wreszcie do Roztoki (nie mogę się nadziwić że nie byłam tu nigdy) 😉😂 Piękne miejsce, mieliście rację że Roztoka jest super👍 Ma klimat schroniska, to prawda! Bardzo ciekawie to wygląda bo jest środek sezonu, nad Mokiem tłumy a tu kilka kroków dalej i cisza spokój, trochę ludzi, miła obsługa no i pyszne jedzonko😍 Borowikowa jest ekstra👍
  35. 7 points
    na dziko gdzieś w krzakach pewnie 😄😉 Ale zbaczamy z tematu, więc wrzucam jeszcze mój zachodzący zimowy dzionek 😉
  36. 7 points
    Super fotki, a widok jest z tego miejsca obłędny 😍 w zaszłym roku tez miałam tam piękną pogode. A 28 lipca też łazikowałam po tatrzańskich graniach 😁 nogi powiodły mnie na Rysy 🤦‍♀️ ( było tam jak na krupowkach) ale widoki ze szczytu klasa 😍 A to moje zeszłoroczne wspomnienia z Koziego 🤩
  37. 7 points
    No proszę! Po chmurach wnioskuje, że do Piątki dochodzicie koło 10. Też byłem w ten dzień na Zawracie, tyle że przeszedłem na Kozią przełęcz i również zszedłem do Piątki. Na przełęczy byłem po 8. Fajna wyprawa.
  38. 7 points
    Macie przepiękne zdjęcia! Ode mnie wschód słońca z Rusinowej Polany - zdjęcie typu "z komórki" 😉 . Polecam mocno, bo droga jest łatwa i krótka, a i można się załapać na dojenie owieczek i świeże mleko 🙂
  39. 7 points
    Wodospad Skok w Dolinie Młynickiej. Bardzo ładne miejsce👍
  40. 7 points
    O, tak ! Często te filmy są kręcone z perspektywy kamerki na głowie i poza kamieniami niewiele na nich widać. A często jak wizualnie jest lepiej to podkład muzyczny doprowadza do szewskiej pasji. Bo albo muzyka rodem z horroru(żeby podkreślić straszność np. Orlej), albo dyskotekowe umpa-umpa, które do Tatr pasuje jak kwiatek do kożucha i psuje całą przyjemność z oglądania😐
  41. 7 points
    Takie tam z weekendowego wypadu.
  42. 7 points
    Poczytaj opis szlaku z bloga "Góry wg Hemli i Wojtusia", kopczyki są ale przydaje się orientacja w terenie, trudności 0+
  43. 7 points
    Już nie wiem jak się schować - gdzie nie spojrzę, wszędzie turyści.
  44. 7 points
    Wczoraj... 😏 tak sobie stał...
  45. 7 points
    Miłe spotkanie w drodze na Przełęcz pod Chłopkiem niedaleko Czarnego Stawu 🙂
  46. 7 points
    E-mail wysłany do informacji TPN (pisownia oryginalna): Mam pytanie w związku z artykułem „Uwaga na niedźwiedzie”. Czy jeżeli turysta posiada gaz łzawiąc/pieprzowy to czy można spróbować w ostateczności go użyć? Chodzi mi czy „technicznie”może to zadziałać na tak duże zwierzę czy tylko je rozwścieczy jeszcze bardziej oraz czy nie wyrządzimy niedźwiedziowi zbyt dużej krzywdy, to znaczy czy da radę dolecieć do pobliskiego strumienia omyć pysk itp… Leżę 😅🤣
  47. 7 points
    To proszę perełkę jeszcze, Sławkowski i Staroleśny ponad chmurami.
  48. 6 points
    Kto nie ryzykuje nie pije szampana 😂
  49. 6 points
    A może z Małej Łąki? Trasa widokowa, rano w Groniku zaparkujesz bez problemu, jednakże słowo rano jest tu kluczowe. 5:00 to naprawdę dobra godzina na rozpoczęcie spokojnej wędrówki, bez tłumów i martwienia się o wejście na szczyt. Jest to weekend blisko 19.08, wiec mogą się już tam pierwsi pielgrzymi pojawić. Przy okazji zapraszam do obejrzenia filmu, jak wygląda wejście na Giewont bez ludzi 🙂
  50. 6 points
    Witajcie. W dniach 13-15 lipca odwiedziłem wraz z Małżonką Słowackie Tatry Wysokie. W planach był wschód z okolic Sławkowskiego Szczytu, Koprowy Wierch i na deser Krywań. Wszystko z powyższego zostało zdobyte, jednak pogoda dawała sporo do życzenia. Przestawiam Wam krótką relację z owego wypadu. Poniedziałek przyjazd do Starego Smokowca flixbusem o 00:52. Nocne wejście na Sławkowski Szczyt. Niestety pogoda odebrała całą przyjemność z podziwiania widoków, a prognozy były wręcz idealne - lampa i niezbyt gorąco. Miał być piękny wschód, a była śnieżyca i lód... Na wierzchołku meldujemy się chwile po 5:00. Do wysokości 2300 było całkiem znośnie. Powyżej deszcz zamieniał się w śnieg, pojawiło się oblodzenie w postaci gołoledzi - przeźroczystej warstwy lodu. Niby góra prosta, a jednak było każdy krok stawiać ostrożnie w takich warunkach. Na szczycie byłem drugi raz i ostatni, szczerze więcej tam nie pójdę! Wyjątkiem będzie zima, przy -30 stopniach i bezchmurnej pogodzie. Kilka zdjęć z wejścia/zejścia. Środek lipca, a zima w pełni :D Krzyż na szczycie W górach chmury, na dole słoneczko Popołudniem dołącza do nas dwójka znajomych. Umawiamy się na wtorek na 4:30 i idziemy na Koprowy. Dochodząc do punktu spotkania, okazuje się, że samochód jest zamrożony, szyby w szronie... Któż latem wozi ze sobą skrobaczkę do szyb?? No nic, czekamy aż odtaje i jedziemy do Szczyrbskiego jeziora. Parking i witaj przygodo! Pogoda o poranku jest wyśmienita. Rześko, słonecznie, acz chłodno. Po pieprzonym Sławkowskim doskwiera mi ból kolana. Im wyżej tym gorzej. Nad Hińczowym stawem przerwa, na kolanko poszła maść, bandażyk i przeciwbólowce. Coś niedobrego się zaczęło dziać. Mimo kontuzji weszliśmy na wierzchołek Koprowego. Widoki z podejścia jak i ze szczytu są przepiękne. Niestety nie mieliśmy idealnej lampy, acz gra chmur powodowała ciekawe wrażenia wizualne. Zejście okazało się koszmarem dla mojego kolana. Musiałem obrać technikę schodzenia jedną nogą, tak aby nie zostawiać zbyt dużego ciężaru na kontuzjowanej kończynie. Wydłużyło to maksymalnie czas zejścia, ale się udało bez interwencji HZS :) Przy Popradzkim stawie ból odpuścił (nie wiem czemu....) i zejście już po prawie płaskim było okej. Kilka fotek z wyprawy: Paprocie w lipcowym słońcu Lekki mrozek złapał przy mostku nieopodal Popradzkiego jeziora Grań Baszt Grań Baszt i Mały Hińczowy Staw Od lewej Szczyrbski Szczyt, Furkot, Hruby i jego przeogromny mur Widok na Czubrynę i Miegusza Wielkiego Znów Baszty Ciemnosmreczyńskie Stawki Pierwszy plan Szpiglas i Miedziane. Z tyłu po lewo w chmurach Świnica, Kozi i Orla Perć. Otoczenie Hińczowego Stawu - Mięguszowieckie Szczyty Wyprawa kończy się szczęśliwie, wszyscy (już) cali i zdrowi wracamy się wyspać :) Na środę zaplanowałem wyprawę na Krywań. Tym razem zbiórka 4:05 :) Samochód nie zamarzł, ruszamy do Szczyrbskiego. Droga do Jamskiego dłuży się z rana niemiłosiernie. Krok za krokiem, niby płasko a jakoś dziwnie męczy. Pogoda dopisuje, jest słonecznie, ale jakieś chmurki się na niebie pojawiają. Przed jeziorem Jamskim skręcamy w prawo. Mozolna ścieżka prowadzi schodkami pod górę. Po jakimś czasie są pierwsze widoki na Krywań, Tatry Zachodnie oraz Niżne. Trasa robi się naprawdę nieźle widokowa. Do żlebu krywańskiego nie ma żadnych trudności. Chwila przerwy i ruszamy dalej. Po kilku minutach do przejścia jest ciekawa półka skalna. Lekka ekspozycja, trudności brak. Nie ma co, ciśniemy na szczyt. Pod szczytem znajdują się dwie ciekawsze, lekko trudne w średniej ekspozycji rynienki. Pokonujemy je i lądujemy na szczycie narodowej góry Słowaków. Niestety pogoda nie dopisała, szczyt był w chmurach. Widoki mocno ograniczone. Chociaż Krywań sam w sobie jest górą ciekawą do zdobycia. Tym razem nie narzekam, kilka fotek, piwko i ruszamy na dół. O zejściu nie ma co się rozpisywać, schodzimy tą samą drogą :) Poniżej również kilka zdjęć z wędrówki: Wschód słońca nad Szczyrbskim jeziorem. W drodze na Krywań. Zielone Krywańskie jezioro. Duma Słowaków Jakieś tam widoczki się odkrywają. Teriańskie jezioro, Niewcyrki i Hruby lekko w chmurach. Panorama z zejścia - okolice Małego Krywania Na Tatry Zachodnie Cała wyprawa była dość ciekawa, trochę wymagająca kondycyjnie. Udało się wejść na wszystkie z zamierzonych szczytów. Szkoda mi bardzo fatalnej pogody na Sławku i niezbyt dobrej na Krywaniu. Z pewnością Kopra i Krywań odwiedzę jeszcze raz, może przepiękną jesienią.
×
×
  • Create New...