Jump to content
Gieferg

Jak nie wszedłem na Przełęcz pod Chłopkiem - 13.09.2020

Recommended Posts

9b6a5f1354214289.jpg

Przymierzałem się do tego od dwóch lat, miała być Przełęcz pod Chłopkiem, a może i coś więcej, a wyszło jak wyszło.

12.09.2020 - coś nie grało przez cały dzień, jakieś niewyraźne obawy, że na tym wyjeździe coś się stanie. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Wyszło, że przed wyjazdem o 2 w nocy pospałem może z godzinę, w samochodzie nic.

13.09.2020 - nieco po 5 rano desant na Palenicy, półtora godziny później jesteśmy na Morskim Oku, jakieś nieśmiałe symptomy sensacji żołądkowo-jelitowych, ustają gdy ruszamy w stronę Czarnego Stawu, podejście jak zwykle idzie jak po grudzie, zawsze w tym miejscu się zastanawiam gdzie ja chcę w ogóle wejść, skoro tak zdycham na tych schodkach - to samo było rok temu przed Rysami, to samo teraz. Chwila oddechu przy stawie, idziemy dalej. Utrzymać tempa mojego kompana nie mam szans, więc idę swoim, dochodzimy do żlebu, jakoś niezgrabnie mi to idzie, brak snu zapewne robi swoje. Potem się rozkręcam, jest lepiej, ale tylko do czasu gdy dochodzimy do stromego odcinka przed klamrami. Tam dopadają mnie te same mysli co z wczorajszego dnia i pierwszy raz w Tatrach, gdy spoglądam za siebie zadaję sobie pytanie: "Człowieku, co ty odwalasz?". Mimo to nie daję za wygraną, wchodzę w standardowy dla takich miejsc tryb ostrożny, każdy ruch analizuję jak szachista, krok za krokiem do góry, ale coraz częściej pojawia się myśl "Jak ją stąd do cholery zejdę?". Klamry i łańcuch, spoko, lubię tę górską biżuterię. Kawałek dalej kumpel zamiast iść szlakiem ścina zakole, czego nie zauważam i lezę zanim. Buty zaczynają się niebezpiecznie ślizgać i w pewnym momencie stwierdzam, że ani wte ani we wte, a za chwilę "fuck this shit, I'm out". Cofam się parę kroków ze słowną pomocą idącego za mną zawodnika (dzięki :)), kumpel pyta czy idę dalej, stwierdzam, że na tę chwilę nie idę i że chyba poczekam sobie tutaj. Parę minut później zauważam, co było nie tak z odcinkiem wyżej i nabieram ochoty by jednak iść dalej, jak na złość, wtedy znowu odzywają się dolegliwości z rana tylko bardziej nasilone... (jeśli zagląda tu dziewczyna od No-Spy - dzięki za to i dobre słowo, nie wiem co mi tam bardziej pomogło, ale pomogło). Przez kolejne minuty zastanawiam się czy schodzić, czy czekać, po chwili stwierdzam jednak że wypadałoby czym prędzej schodzić. Co się okazuje - zejście z tego miejsca idzie mi dużo sprawniej niż wejście, nie towarzyszy mu żadne większe niż standardowe poczucie zagrożenia, więc w sumie nie było się czym przejmować, do tego poczułem się już lepiej lecz mimo to nastrój do kontynuowania wycieczki bezpowrotnie przepadł.

Przy okazji - żadna z do tej pory zaliczonych tras (lista w sygnaturce) nie była dla mnie tak stresująca, żadna nawet nie była blisko.

Schodzę do Czarnego Stawu, po drodze dogania mnie kumpel, który zdążył wejść na MSC i schodzimy do Morskiego. W pewnym momencie pechowo stawiam stopę i do teraz czuję to w kolanie. O 15-tej jesteśmy na parkingu.

Cóż, nie wyszło, pierwszy wycof z innych powodów niż pogoda, czy to moja granica możliwości, czy tylko nie ten dzień, trudno powiedzieć (ale to drugie na pewno). 

Na chwilę obecną nawet nie wiem czy mam tam ochotę wracać, ale zobaczymy co przyniesie kolejny sezon.

 

PS. Pierwsza wycieczka od 2017 na którą nie zabrałem kapelusza i efekty od razu widać 😕

 

Edited by Gieferg
  • Like ! 9

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gratuluję podjęcia mądrej decyzji. To jest zawsze trudne, kiedy zbieramy się nieraz cały rok, albo i dwa na jakąś wyprawę, ale rozum podpowiada, że należy jednak zawrócić. Góry nie uciekną, a niezrealizowany cel wycieczki będzie powodem, że na pewno tam jeszcze wrócisz! Czasem się zdarza gorszy dzień, czasem to choroba, czasem po prostu wstaniemy złą nogą i jakoś cały dzień nic nie wychodzi. Myślę, że dobrze zrobiłeś, bo to jednak trudna trasa (nie byłam tam co prawda, ale tak wynika z opowieści), więc i duża koncentracja się przyda, no i zdrowie przede wszystkim. No i nie zapomnij kapelusza następnym razem! 😄

  • Like ! 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kapelusza nie wziąłem bo wziąłem kask, jakoś tak wydawał się bardziej potrzebny 😄

Decyzja była dość trudna, ale w tym konkretnym momencie wszystko zdawało się przemawiać za tym, że nie należy iść dalej. W sumie nawet gdy poczułem się lepiej, trudno było stwierdzić, czy za pół godziny znowu coś się nie zacznie dziać. Oczywiście nie zaczęło i do końca dnia poza kolanem już nic mi nie dolegało (ani nawet śpiący nie byłem) mam więc wrażenie, że wszystko mogło wynikać z nerwów. Dzisiaj już mam ochotę iść tam znowu 😆

PS. kolano przestało już boleć, tylko parę odcisków jeszcze zostało 🙂

Edited by Gieferg
  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Gieferg napisał:

 Dzisiaj już mam ochotę iść tam znowu 😆

 

No i to jest najlepszy z objawów górskiej "choroby". Podjąłeś słuszną decyzję i trzymam kciuki żeby następnym razem wszystko poszło zgodnie z planem. 

  • Like ! 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Gieferg napisał:

Kapelusza nie wziąłem bo wziąłem kask, jakoś tak wydawał się bardziej potrzebny 😄

Decyzja była dość trudna😆

🙂

Współczuję i gratulacje decyzji na pocieszenie powiem że pogodę dziś mieliśmy ,, marzenie" i jutro też ma być więc masz jeszcze szansę. A to kilka fotek.

IMG_20200914_135527310_HDR.jpg

IMG_20200914_141022293_HDR.jpg

IMG_20200914_135231773_HDR.jpg

IMG_20200914_125405323.jpg

  • Like ! 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szans w tym roku to już nie mam, bo to był jednodniowy wypad z dojazdem 180 km, a kolejnego w najbliższym czasie tak łatwo nie zorganizuję.

  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 minut temu, Gieferg napisał:

z dojazdem 180 km

Tylko tyle? Ja, to gdybym miała tyle km w Tatry, to co tydzień bym łazikowała po szlakach 😍😉

@Gieferg szkoda, że się nie udało, ale myślę, że intuicja Ci podpowiadała dobrze ☝️ W górach myślę, że dobrze jest wsłuchać się w siebie, gdy ma się wątpliwości i głos z tyłu głowy podpowiada, żeby się wycofać. To była dobra decyzja 👍 Powodzenia następnym razem! 💪👣🙂

  • Like ! 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrząc na to teraz, gdy już wiem jak się rozwinęła sytuacja podejrzewam, że gdybym się nie cofnął, to bym wszedł, ale w momencie podejmowania decyzji samopoczucie miałem takie,  że ryzykowanie dalszego podejścia wydawało się bardzo kiepskim pomysłem. Chyba z pół godziny tam przesiedziałem, zastanawiając się co robić.

Cytat

Tylko tyle? Ja, to gdybym miała tyle km w Tatry, to co tydzień bym łazikowała po szlakach

Problem w tym, że ja z tych co to ich nigdy nie ciągnęło, żeby prawko zrobić. Dopiero jak zacząłem chodzić po Tatrach zacząłem to rozważać, ale nadal kompletnie się nie widzę w roli kierowcy. Poza tym i tak samemu po górach nie lubię chodzić, więc trzeba znaleźć kogoś do towarzystwa, a na tego typu szlaki jak ten, jest póki co tylko jeden chętny. I teraz weź tu zgraj wolne skoro on pracuje w tygodniu, a ja czasem w weekendy, czasem w tygodniu. We wrześniu został jeden taki termin, ale rozmijają się nam górskie plany, tak więc dla mnie tegoroczny sezon tatrzański już się skończył. Trzy jednodniówki i 10 dni urlopu w Zakopcu - nie narzekam, szczególnie, że w związku z pandemią byłem przygotowany nawet na to, że Tatr w tym roku nie zobaczę 🙂

 

Edited by Gieferg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogę dopisać swoją opowieść? ,,Jak nie weszłam na Bystrą i Błyszcz" Perypetie na szlaku sprawiły, że na Siwej Przełęczy byliśmy dopiero o 15 z butelką 0,33wody na dwoje. Zejść niżej po wodę ze strumienia, wrócić i pójść dalej na Bystrą wydawało mi się już nie do zrobienia i zostało niezrobione. 

7 godzin temu, RudaMaRysia napisał:

W górach myślę, że dobrze jest wsłuchać się w siebie, gdy ma się wątpliwości i głos z tyłu głowy podpowiada, żeby się wycofać. To była dobra decyzja 👍

Czy to by znaczyło, że gdy pojawiają się wątpliwości to szalę zawsze trzeba przeważyć na ich stronę? Jak odróżnić chwilową słabość od rzeczywistej niemocy? 

1 godzinę temu, Gieferg napisał:

Patrząc na to teraz, gdy już wiem jak się rozwinęła sytuacja podejrzewam, że gdybym się nie cofnął, to bym wszedł, ale w momencie podejmowania decyzji samopoczucie miałem takie,  że ryzykowanie dalszego podejścia wydawało się bardzo kiepskim pomysłem. Chyba z pół godziny tam przesiedziałem, zastanawiając się co robić.

Bo potem zostaje takie właśnie gdybanie i żal, że może się za wcześnie odpuściło. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem w tym, że w momencie gdy się decyduje, zwykle się jednak nie wie tego, jakie będą efekty decyzji. Potem możemy się dowiedzieć i żałować.

Po pierwsze - brzuch mnie bolał w sposób, który może zwiastować różne nieszczęścia - potem przestał, ale skoro odzywał się rano, odzywał się po kilku godzinach, to mógł się odezwać znowu i nie było sposobu, żeby to przewidzieć.  Teraz w ogóle mam wrażenie, że to było z nerwów, które mnie już od poprzedniego dnia męczyły. Żona się w sposób widoczny martwiła tym, że się tam wybieram (choć nie próbowała zniechęcać), to też nie pomagało.

Po drugie - zamiast myśleć o tym, jak wchodzić (i np zauważyć, że ładuję się w miejsce, przez które w ogóle nie należało iść, a które  było tą kroplą przepełniającą czarę), za dużo myślałem o tym,  że kiepsko mi się widzi schodzenie odcinkiem, który właśnie przebyłem, albo jeszcze dokładanie do niego. Tymczasem z góry schodziło parę osób i ci co dopiero wchodzili pytali ich jak tam dalej jest - w odpowiedzi słyszeli że "gorzej", zrezygnował jeden gość z którym się mijałem kilka razy, para która gdzieś niżej zostawiła nastoletnią córkę (i plecaki) poszła jeszcze kawałek, ale za chwilę wrócili.   Oczami wyobraźni już widziałem jak mnie zbierają helikopterem i wpisują do kroniki TOPR jako gościa, który doznał blokady 😄 (choć nigdy wcześniej nie miałem żadnych tego typu problemów w górach) tymczasem zejście oczywiście okazało się zupełnie bezproblemowe.

Więc teraz wiem, że można było iść dalej, ale mam też świadomość tego, że w tamtym momencie wyglądało to na decyzję ryzykowną, a w górach z reguły staram się jednak postępować rozsądnie (co i tak nie zawsze się udaje - na Szpiglasowy Wierch z przełęczy poszedłem choć zaczynało padać - za chwilę przestało 🙂). Dlatego, choć oczywiście żałuję, że się nie udało, chyba nie mogłem w tym momencie zdecydować inaczej.

Trzeba więc to potraktować jako lekcję, wyciągnąć wnioski i kolejnym razem podejść na spokojnie.

 

 

Edited by Gieferg
  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, wjesna napisał:

Czy to by znaczyło, że gdy pojawiają się wątpliwości to szalę zawsze trzeba przeważyć na ich stronę? Jak odróżnić chwilową słabość od rzeczywistej niemocy? 

Myślę, że nie zawsze musimy podjąć decyzję o wycofaniu się, ale na pewno trzeba na spokojnie podejść do sprawy. Na tyle na ile można, jasno ocenić sytuację w jakiej jesteśmy. Góry weryfikują nasze błędy i albo mamy szczęście i się nam uda, albo nie ... Ale mogę powiedzieć tylko za siebie - wolę się wycofać i ewentualnie żałować niż, narazić się na coś gorszego. Parę razy zdarzyło mi się wycofać, głównie przez pogodę i nigdy nie żałowałam, wręcz przeciwnie, byłam mega dumna z siebie, że potrafiłam odpuścić, że mam ten "pstryczek stop" w głowie 🙂 Staram się w sumie nie żałować podjętych decyzji, tylko wyciągać wnioski na przyszłość 👍

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, RudaMaRysia napisał:

Staram się w sumie nie żałować podjętych decyzji, tylko wyciągać wnioski na przyszłość 👍

Chyba najlepszy sposób, nie rozpamiętywać i nie żałować podjętych decyzji. Taka sztuka też się w życiu przydaje.

 

3 godziny temu, Gieferg napisał:

Oczami wyobraźni już widziałem jak mnie zbierają helikopterem i wpisują do kroniki TOPR jako gościa, który doznał blokady 😄 

...a potem te komentarze pod informacją na fb, że po co żeś poszedł jak się boisz, że nieprzygotowany itp... aż przykro to czytać. 

3 godziny temu, Gieferg napisał:

Żona się w sposób widoczny martwiła tym, że się tam wybieram (choć nie próbowała zniechęcać), to też nie pomagało.

Tu się trochę uśmiechnęłam, że chcesz trochę winy na  żonę zwalić 😉 ale ja trochę wiem jak to jest, kiedy się jedno martwi o drugie.  Chodzę po górach z mężem, i wiem, że nie wszędzie pójdę nie dlatego, że nie dam rady lub że mąż nie da rady. Tutaj dochodzi jeszcze bardzo silna obawa o drugą osobę i trzeba to uszanować.

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też zwykle chodzimy razem. Bez niej byłem w Tatrach dopiero drugi raz. Sam się o nią martwiłem bardziej niż o siebie na Kościelcu czy Granatach, z tym że do szlaku na przełęcz jest z jakiegoś powodu zrażona bardziej niż do innych trudnych tras.  Z drugiej strony jak jej wczoraj pokazałem film z tego wyjścia (pewnie i tutaj wrzucę jakiś skrót), to widać było, że miałaby ochotę tam iść (a wolałbym, żeby nie szła - więc mamy remis).

Od przedwczoraj analizowałem całą sytuację i można by tu podać całą litanię czynników, które miały na to wpływ. Przykładowo - zazwyczaj robię za lidera ekipy, tego który wszystko planuje, tego, który prowadzi, tego, który musi czasem zaczekać na resztę bo nie nadążają. Ale tutaj, podobnie jak na Rysach, byłem tym co goni ze zwieszonym jęzorem za kimś, kto na takich trasach nawet się specjalnie nie spoci i musi ciągle czekać na mnie. A jak już zdążyłem się przekonać, nie ma to na mnie korzystnego wpływu zarówno pod kątem fizycznym (bo mimo wszystko próbuję utrzymać tempo i bardziej się męczę) jak i psychicznym. 

W sumie cała sytuacja mnie dość zaskoczyła, nie spodziewałem się wcześniej, że się poddam w taki sposób - bo faktem pozostaje, że jeszcze zanim się zaczęły sensacje żołądkowe, na drobnej zagwozdce pojawiło się nagle wspomniane wyżej nastawienie "fuck this shit, I'm out". 😲

Najbardziej wkurzający pozostaje fakt, że pewnie co najmniej rok poczekam, żeby spróbować jeszcze raz. Poprzedni wycof mogłem nadrobić już po trzech tygodniach... 

Edited by Gieferg
  • Like ! 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Gieferg napisał:

nie spodziewałem się wcześniej, że się poddam w taki sposób - bo faktem pozostaje, że jeszcze zanim się zaczęły sensacje żołądkowe, na drobnej zagwozdce pojawiło się nagle wspomniane wyżej nastawienie "fuck this shit, I'm out". 😲

Zacytuję Szymborską ,,tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"

 Rok zleci, a może Ci się uda jeszcze w tym roku. W końcu dlaczegóż by nie?

2 godziny temu, Gieferg napisał:

Sam się o nią martwiłem bardziej niż o siebie

No właśnie to jest to. Ta zdwojona obawa. 

Kiedyś jednak widziałam odwrotną sytuację i już wolę jak się ktoś o mnie przesadnie boi niż gdy ma mnie w nosie.  Najpierw schodził  on i ciężko mu szło. Potem ona. Nie mogła sobie poradzić w pewnym miejscu  i stanęła.On szedł dalej, czy zsuwał się dalej a jej pomagali ci, co czekali żeby wejść. Dosłownie trzymali je nogi i kładli na skałach. Takie niefajne to było, że on nie czekał, że choćby słowem nie dodał jej odwagi. 

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Te nasze "górskie przeczucia" są moim zdaniem naprawdę ważne - mogą uratować zdrowie, a czasem nawet i życie. Gratuluję mądrej decyzji 😉 

 

 

 

 

Edited by rapapacz
  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lepiej żałować, że się nie wyszło. Góry nie uciekną, najwyżej szlak będzie zamknięty 😉  Ja w lipcu też odpuściłem Świnice z powodu.... oblodzenia. Powtórzyłem ją teraz 13.09 i było super. Oczywiście wkurzony byłem w lipcu, ale strach był. Na miejscu wyglądało to gorzej niż na filmie, można było próbować, ale jakby się noga pośliznęła... no i jeszcze powrót tym samym szlakiem. Miejsce nad przepaścią, bez łańcucha. Przy suchych kamieniach ułatwienia niepotrzebne, ale wtedy na lodzie - nie odważyłem się.

  • Like ! 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Gieferg ja wychodzę z założenia, że widocznie tak miało być. Czasami lepiej żałować, że się nie wlazlo, niż to inni mają załowac nas ( albo po nas). Ja w górach słucham siebie... Jak nie to nie... przecież góry poczekają. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 15.09.2020 o 18:17, rapapacz napisał:

Te nasze "górskie przeczucia" są moim zdaniem naprawdę ważne - mogą uratować zdrowie, a czasem nawet i życie. Gratuluję mądrej decyzji 

Góry dają fajny wgląd w siebie. Można się sobą zaopiekować, spokojnie pomyśleć, pewne rzeczy przepracować, albo się najnormalniej w świecie zmęczyć. To czas dla nas. I trzeba z niego korzystać, również w przestrzeniach "paranormalnych"...

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Było spore pole do przemyśleń po tej wyprawie, w sumie pierwszy raz (nie liczę odwrotów pogodowych) się od czegoś odbiłem 😆   (choć analiza przyczyn tego stanu rzeczy to mocno skomplikowana sprawa, żona się tych rozważań nasłuchała tyle, że pewnie ma już dość ;)).    Zobaczymy jak wypadnie rewanż za rok.  

Na pewno przydałoby się do tego podejść inaczej niż na zasadzie "gonię za gościem z dużo lepszą kondycją, będąc po nieprzespanej nocy i z rozstrojem żołądka". Przynajmniej już wiem, że schodzenie od łańcuchów nie sprawia mi problemów (a to mi trochę psychicznie ciążyło).

 

Edited by Gieferg
  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Gieferg czasami trzeba brać co dają... im bardziej się pewne rzeczy rozkminia, tym więcej przyjemności się traci... dla mnie w górach zawsze szklanka jest do połowy pełna 🙂

Edited by jaaga76
  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...