Jump to content

Gieferg

Member
  • Content Count

    30
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

37 Excellent

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Gieferg

    Skrajny granat

    A niewykluczone, po poprzednim komentarzu przyszło mi na myśl inne miejsce, ale to może być to. Tu, albo moment wcześniej/ gdzieś tuż obok, nie pamiętam dokładnie.
  2. Gieferg

    Skrajny granat

    Z tym raczej nie mieliśmy problemu, ale na ostatnim odcinku niemal tuż przed szczytem Pośredniego było miejsce, w którym się na chwilę zacięliśmy - jedno z tych bardziej stromo-wspinaczkowych. Nie wiem w sumie jak to opisać, ale już pod koniec wspinaczki w miejscu gdzie za plecami miało się dość stromy spad wylazłem prosto na taki głaz, którego nie wiedziałem przez chwilę jak ominąć. W tym samym miejscu żona też się trochę zacięła. Ale w sumie to nie ma na Granatach niczego porównywalnie problematycznego z miejscem tuż pod szczytem Kościelca. Jedynie ekspozycja większa.
  3. Gieferg

    Skrajny granat

    Weszliśmy w lipcu tego roku. Plan zakładał wejście na Skrajny, przejście OP na Zadni i zejście zielonym szlakiem. I został w całości zrealizowany aczkolwiek przy podejściu na Pośredni był jeden moment, może nie krytyczny, ale z lekka problematyczny. Dobrze, że nie zdecydowaliśmy się w drugą stronę, bo z pewnością byłoby znacznie trudniej (zwłaszcza że niektórzy miewają problemy ze schodzeniem twarzą do skały). Tak czy inaczej najlepsza i najbardziej emocjonująca z moich dotychczasowych wypraw.
  4. Gieferg

    Świnica

    Wieprzek (jak tę górę określa kumpel) był w zeszłorocznej rozpisce i jako jedyny cel na liście nie został zralizowany :( W przyszłym roku leci jako pierwsza lub druga w kolejce.
  5. Do tej pory było domyślnie przez Boczań do góry, Jaworzynką w dół. A jak po remoncie to się zobaczy.
  6. Na Wołowiec (Przez Grzesia i Rakoń) poszliśmy z buta z parkingu (i to tego pierwszego z brzegu po tym jak się skręca do Chochołowskiej - człowiek uczy się na błędach), zabraliśmy na wycieczkę osoby, których wcześniej największym tatrzańskim dokonaniem był Kasprowy przez Myślenickie Turnie i zdaje się, że po wycieczce niektórzy byli w szoku :D O Od tamtej pory wycieczki w Tatry Zachodnie zaczynamy kolejką Rakoń. Szkoda nóg na asfalt.
  7. Jakimś wielkim miłośnikiem to może nie jestem, ale że Beskid Śląski mam najbliżej, to zwykle tam zaczynam sezon górski. Na wiosenną rozgrzewkę w sam raz, nadaje się na spacerki z dzieckiem, dotrzeć mogę stosunkowo szybko i jeszcze mam tam kogo odwiedzać. Zaliczyłem w ostatnich dwóch latach Błatnią, Klimczok, Szyndzielnię, Czantorię, Skrzyczne, Wielki Stożek, Trzy Kopce Wiślańskie i Równicę. Do tego w Beskidzie Żywieckim Babią Górę i Pilsko (które wspominam najlepiej z wyżej wymienionych). Kolejny sezon pewnie zacznę od Baraniej Góry, której jakoś jeszcze nie odwiedziłem.
  8. Czasem mi znajomy coś tam przebąkuje o Koronie, ale dla mnie koroną gór Polski lub po prostu Koroną Polski są... Tatry i nic poza tym. Spośród szczytów wchodzących w skład oficjalnej korony byłem na Rysach, Babiej, Śnieżce i Wysokiej w Pieninach, zaliczyłem jeszcze Skrzyczne i pewnie kilka innych szczytów jeszcze odwiedzę, ale jakoś mnie nie ciągnie podróżować po parę godzin, żeby potem wejść spacerkiem na jakiś 600 metrowy pagórek. Tak więc na zaliczenie całości się nie nastawiam.
  9. Ponoć mają tam szczury i karaluchy :P -------------------------- Mam sentyment do tych gór, bo dwa razy na wczasach z rodzicami tam wylądowałem, a Sokolica to moja pierwsza góra. Wróciłem tam z żoną w 2010 roku (Zaliczyliśmy wtedy Wysoką, Sokolicę i Trzy Korony) i ostatnio w 2017 żeby córka zaczęła chodzenie po górach od czegoś umiarkowanej trudności (ponownie Sokolica i Trzy Korony, a także Wąwóz Homole i rezerwat Biała Woda). Obowiązkowymi punktami programu przy obu ostatnich wyjazdach były także zamki w Czorsztynie i Niedzicy i oczywiście spływ Dunajcem. Poza Tatrami to właśnie tam ciągnie mnie najbardziej.
  10. Gieferg

    Babia Góra

    Byłem raz, pętla z Krowiarek z wejściem Percią Akademików i zejściem przez Sokolicę. Przyjemny spacerek z fajnym odcinkiem łańcuchowym, ale jak to mawiają, d... z wrażenia nie urwało.
  11. Klimat i obsluga takie, że weszliśmy i trzy minuty później już nas tam nie było :P Karkonosze po raz pierwszy odwiedziłem w sierpniu tego roku i, cóż, szału nie było. Wyjazd wyglądał tak: DZIEŃ 1 - pogoda niepewna, poszliśmy najpierw pod Wang, stamtąd do Samotni, brukowana droga nie za ciekawa, potem złapał nas deszcz i utknęliśmy w schronisku na 2,5h. Wrażenia takie sobie - tłum straszny, pomidorowej nie mieli. Zawsze mam problem co kupić dziecku do jedzenia i zazwyczaj ratują sytuację ruskie pierogi, niestety nie tym razem, bo ruskie pierogi w samotni to pierogi czosnkowe. Dziecko po jednym kęsie się zbuntowało, ja też nie jadłem, bo po czosnku mam kaca, więc żonie zostały dwa talerze. Potem zastanawiałem się czy to nie jakaś miejscowa tradycja, więc w kilku innych miejscach upewnialiśmy się czy pierogi ruskie nie są aby czosnkowe. W końcu przeszliśmy w deszczu do Strzechy, tam w końcu zjadłem pomidorową, wypogodziło się nieco, więc ruszyliśmy do Karpacza szlakiem, który się kończy wodospadem. Potem jeszcze anomalia grawitacyjna, jeszcze trochę deszczu i na kwaterę. DZIEŃ 2- prognozy były idealne więc poszliśmy na Śnieżkę - szlak czarny, powrót przez Łomniczkę (gdybym wiedział więcej o tych szlakach pewnie poszlibyśmy odwrotnie), w Śląskim Domu tłum jakiego jeszcze nie widziałem w żadnym schronisku, na Śnieżce rój ludzi (niedziela, cóż, samiśmy sobie winni), tabliczki mówiącej o jednokierunkowym ruchu na szlaku chyba nikt nie czytał bo z góry wciąż pchali się ludzie. Widoki fajne. Ominęliśmy Śląski Dom z zamiarem zjedzenia czegoś w schronisku Nad Łomniczką, jednak po dotarciu na miejsce jakoś straciliśmy apetyt i zjedliśmy dopiero w Karpaczu. DZIEŃ 3 - padało co chwilę cały dzień, więc zaliczyliśmy tylko muzeum klocków Lego i gier video i wieczorną partyjkę bilarda na kwaterze. DZIEŃ 4 - lepsza pogoda, więc pojechaliśmy do Szklarskiej z zamiarem wejścia na Szrenicę. Odpuściliśmy wodospad (tylko rzut oka z góry), ze względu na tłumy czekające w kolejce i koniecznośc wyrobienia się na bus do Karpacza. Trasa na Szrenicę od wodospadu aż do Hali totalnie nudna, dalej już lepiej dzięki widokom. Szczyt całkiem przyjemny, schronisko na nim także. Niestety nie wyrobiliśmy się z czasem, żeby jeszcze zahaczyć o widziane z daleka Trzy Świnki. DZIEŃ 5 - prognozy niby w porządku więc poszliśmy na Pielgrzymy i do Słonecznika, weszliśmy na Polanę szlakiem bez żadnej budki biletowej, więc moment z "Karkonoski Park Narodowy, kontrola biletów" był dość stresujący (choć niepotrzebnie), dalej Pielgrzymy - ładne, a ledwie parę kroków dalej mały wypadek skończył się zgonem aparatu Na szczęście nasi towarzysze poratowali nas fotkami. Przy Pielgrzymach mały deszczyk, przy Słoneczniku nieco większy deszczyk, a całą drogę nad kotłami Wielkiego i Małego Stawu ścigała nas ciemna chmura, która dogoniła nas jakieś 10 minut przed Strzechą fundując nam tym razem duży deszczyk. Tam zjedliśmy i gdy się wypogodziło poszliśmy nadrabiać filmowo i zdjęciowo widoki z okolic Samotni i Małego Stawu. Do schroniska tym razem nie zaglądaliśmy, za to leciały żarty o tym, że wali od niego czosnkiem. Stamtąd powrót do Karpacza. DZIEŃ 6 - Western City - jako fan Winnetou i westernów bawiłem się równie dobrze jak córa. Reszta towarzystwa także. DZIEŃ 7 - niepewna pogoda, więc spacerek leśno-skalistym szlakiem na prawo po przejściu zapory, obiad, przeczekanie deszczu na kwaterze i spacerek na Księżą Górę. DZIEŃ 8 - żona się pochorowała więc w niepełnym składzie wyskoczyliśmy na Skalny Stół, zahaczając po drodze o Krucze Skały. DZIEŃ 9 - muzeum zabawek i powrót na Krucze Skały, które poprzedniego dnia tylko oglądaliśmy. A potem popołudnie w mieście i pakowanie bagaży przed wyjazdem. Ogólne wrażenie z gór ok, było fajnie i w ogóle, ale do Tatr w ogóle nie ma co porównywać, a brukowane drogi po sam szczyt MOCNO mnie zniechęcają. Jeśli jeszcze tam wrócę (ale pieniędzy na to stawiać nie radzę), to raczej do Szklarskiej, z której można by zaliczyć jeszcze kilka interesująco się zapowiadających tras. Szczawnica i Pieniny jakoś bardziej przypadły mi do gustu. No i gdyby nie towarzyszące nam dzieciaki, pewnie obeszłoby się znacznie więcej, ale że nie chcę córy zniechęcać do gór, staram się żeby nie przedawkowała.
  12. Mogliby je zamienić miejscami 😉 Roztoka jest dość kiepsko położona, mało kiedy mi tam po drodze, Murowaniec wprost przeciwnie... Zmian na lepsze się nie spodziewam. Wprost przeciwnie.
  13. To nie miał być żaden argument na cokolwiek. Po prostu stwierdzenie faktu. Sam po Kościelcu chodziłem w tych butach już tylko po Beskidach i Karkonoszach. 😛
  14. Kusi. W sumie w chwili obecnej to dla mnie trasa priorytetowa, ale mało chętnych by się tam wybrać. W sumie tylko jeden, jak się uda zgrać terminy w przyszłym sezonie, może coś z tego będzie. Przyznam, że mam pewne obawy względem tego szlaku.
×
×
  • Create New...