Obecnie chyba lepsza była z lutego zeszłego roku. Byłam sama na trasie prze 3/4 drogi. Miałam nowe buty i zrobiło mi trochę efekt imadła na łydkach. Padł mi też telefon (był cały potłuczony i dlatego) i nie sfilmowałam zimowej panoramy z Krzyżne. Ale byłam wtedy wściekła. Byłam tak zła, że z samej Krzyżne, w stronę Pańczycy, zjechałam na pupie, kontrolując prędkość czekanem. Po prostu stwierdziłam, że w takim afekcie zrobię to bezpiecznie i faktycznie tak było. Opatrzyłam sobie także obie nogi siedząc na czekanie na zboczu o nachyleniu 38 (?) stopni. No, ale i tak mocno bolało, więc dotarłam do Murowańca już w warunkach nocnych. To wszystko było dość zabawne. Nie mam zdjęć, tylko te dwa zrzuty ekranu. No i może po prostu film z samego smartfona - bo...
Jadąc robić sobie film z wyjścia w góry, zapomniałam kamery - a co! Słychać tu także mój nudny głos. A kamera smartfona robi z twarzy naleśnik, ale co zrobić...