Jump to content

staroń

Member
  • Content Count

    127
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by staroń

  1. Zobaczymy, jak się moja przygoda potoczy 🙂 biegam dopiero od lutego, także jestem na początku, mam nadzieję, ciekawej drogi 🙂 ale racja, bieganie po prostym i to jeszcze w mieście, nie należą do najciekawszych dla oczu. Dlatego jak zwiększę dystans to się zaczną wycieczki, także w góry, taki jest plan 😉
  2. @Luk_ super sprawa! Na początku roku kumpel mi powiedział, że warto się zainteresować bieganiem, a skoro chodzę po górach to bieganie po górach to już w ogóle odlot. Zacząłem krótsze trasy (tak do 10 km póki co) po mieście a podczas ostatniego wyjazdu z nastawieniem na bieganie zdobyłem Sarnią Skałę i Halę Gąsienicową. Wiem, że blisko i niewysoko, ale jak na początek to myślę, że ok miejscówki 🙂 a co najważniejsze, spodobało mi się i chcę to kontynuować w miarę możliwości 🙂Twoja trasa jest na liście "do zrobienia", ale muszę jeszcze trochę potrenować wytrzymałość 🙂
  3. Nie ma, nie ma, jak dobrze pójdzie to za 2 tygodnie z kawałkiem powinienem na Kościelec zawitać, więc miło, że już letnio 🙂
  4. Większość aparatem - Sony RX-100, super kompakt na moje amatorskie potrzeby 🙂 tu forum jeszcze ucięło rozmiar zdjęć, ale i tak są ok 😛 Nie ma zupełnie 🙂 maleńko śniegu było na szlaku w dół do Zielonego Stawu, ale to dosłownie 4 kroki 🙂 W większą konsternację wprawiło mnie za to to miejsce 😄
  5. Na czerwcowy wyjazd czekałem z wyjątkowym utęsknieniem, zamknięcie Tatr i hoteli sprawiło, że przepadły mi wyjazdy w marcu i kwietniu a co za tym idzie - w górach na dłużej nie gościłem od 5 miesięcy, co dla mnie jest wiecznością 🙂 Odliczałem dni, planowałem trasy i... ostatnie słowo, jak zwykle, miała pogoda. W Tatrach aura jest kapryśna, lecz w najczarniejszych koszmarach nie spodziewałbym się, że tak się sprawy potoczą. No dobra - zarówno rok, jak i dwa lata temu, gościłem w Zakopanem w podobnym okresie i było mokro, ale z reguły po czasie wychodziło słońce, a nawet jeśli nie, to było coś widać. Tym razem, widoczność była przez cały tydzień znikoma. Gdyby nie to, że podczas wycieczek szło się pod górę, można by było stwierdzić, że wcale w górach się nie jest, nie było ich widać zupełnie, przez większość czasu nie widziałem nawet pół góry, choćby Gubałówki 😛 I gdy już straciłem praktycznie nadzieję na cokolwiek, nadszedł czwarty dzień wyjazdu, który trochę "uratował" cały pobyt. Co ciekawe, tego dnia, postanowiłem dłużej pospać. W poprzednie dni nastawiałem budzik na wczesne pory, jednak widoki zza okna (a raczej ich brak) sprawiały, że przewracałem się na drugi bok i dopiero później ruszałem na szlak na spacer czy pobiegać. Tym razem budzika nie nastawiłem i mógł to być wielki błąd. Zupełnym przypadkiem obudziłem się bowiem o 4.30 i półprzytomnymi oczami spojrzałem w stronę okna, gdzie...zobaczyłem niebo! oraz blask wschodzącego słońca. Jeszcze tylko szybkie spojrzenie na kamerki w Internecie i dosłownie 10 minut później byłem w drodze na szlak. Zupełnie spontanicznie, bez planu, idę przed siebie, póki pogoda się nie zepsuje. Nogi chyba chciały obudzić resztę, bo skierowały mnie na Nosal, zwykle nocuję dosłownie 5 minut od wejścia na szlak, który dosyć szybko pnie się w górę, ale dzięki temu jest dobry na rozruch i obudzenie się. No i szybko, bo już może po 30 minutach, stanąłem na wierzchołku, w końcu widząc góry 🙂 Dobrze, że wybrałem tę opcję, myślałem jeszcze chwilkę o pójściu w stronę Hali Kondratowej, jednak tam konkretne widoki zaczynają się po dość długim spacerze, poza tym kamulce z podejścia do Kalatówek to niekoniecznie było to, czego chciałem doświadczyć z samego rana :) Z Nosala najbardziej naturalną opcją wydała mi się wycieczka w stronę Hali Gąsienicowej. 2 dni wcześniej szedłem tam we mgle przez Boczań i mimo okropnego błota, szło się dosyć szybko, podążyłem zatem tą samą drogą. Po wyjściu z lasu złapała mnie lekka niemoc, spowodowana zapewne krótkim snem, skromnym śniadaniem i wycieczkami z poprzednich dni. Krótki odpoczynek zbiegł się z nadejściem sporej ilości białych obłoków, które, muszę przyznać, w połączeniu z górami, mają swój urok 🙂 Przy okazji doświadczyłem zjawiska, które do tej pory znałem ze zdjęć i opowieści. Przesądny nie jestem, ale dla świętego spokoju ponoć lepiej zobaczyć to jeszcze co najmniej dwa razy 😛 Widoków z Hali Gąsienicowej nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać i wychwalać. Jest to chyba najczęściej odwiedzanie przeze mnie miejsce, ale zawsze zachwyca na nowo. Szczególnie lubię jej odsłonę późną wiosną, kiedy na szczytach jest jeszcze trochę śniegu, wygląda to szczególnie malowniczo, zarówno z samej Hali, jak i położonego nieopodal Czarnego Stawu Gąsienicowego. Dawno mnie tam nie było, więc po niespełna 25 minutach byłem już nad wodą. Podczas odpoczynku nad stawem uznałem, że dobrą opcją jest wejść na Karb. Spojrzenie na Czarny Staw zawsze cieszy oczy, z samej przełęczy widać też bardzo dobrze malowniczą Zieloną Dolinę, czuć też potęgę Kościelca. Poza tym - na Karb zawsze wchodziłem od strony Zielonego Stawu a schodziłem do Czarnego, przyszedł czas wypróbować drugą opcję. Wejściu towarzyszyło pojawienie się po raz kolejny białego obłoku wokół mnie i po raz kolejny komponował się kapitalnie z otoczeniem 🙂 Wejście od strony Czarnego Stawu bardzo przyjemne, lubię tak szybko nabierać wysokości, zejście trochę niepewne ze względu na ostatnie opady - skała była dosyć śliska, ja w testowych butach, szlak w pewnym momencie dosłownie zniknął pod większym niż zwykle potokiem 😛 Krótki odpoczynek nad niezwykle spokojnym, emanującym ciszą, Zielonym Stawem i jak się okazało, trzeba było wracać, gdyż na rozwidleniu szlaków w stronę Kasprowego, zaczęło padać. Doświadczałem już burz w górach i jak je zapowiadają a zaczyna się robić nieciekawie, to mam tendencję do kierowania się w dół, nie w górę 🙂 Gdy dotarłem z powrotem do okolic Murowańca, wszystko spowiła już gęsta mgła. Ta wycieczka, mimo, że relatywnie krótka, na pewno na długo zostanie w mojej pamięci. Te kilka godzin okna pogodowego pokazały, że nie warto się poddawać i czasem oplaca się bardzo wcześnie wstać 🙂 Szkoda tylko, że to były jedyne widoki, jakie ujrzałem podczas tygodnia spędzonego pod Tatrami. Pocieszam się faktem, że wkrótce znów ruszam na południe, oby wtedy pogoda dopisała, Odliczanie czas zacząć - 16 🙂
  6. Niestety, później pogoda wróciła do normy 😄 Co nie zmienia faktu, że zamiast kolejnego szarego dnia, wyszla bardzo przyjemna wycieczka 🙂 🙂 Plan był taki, że idę przed siebie i zobaczę na co pozwoli pogoda 🙂 z tego kilkugodzinnego okna pogodowego wyszła wizyta na Nosalu, Gąsienicowa, Czarny Staw, Karb i Zielony Staw. Miałem oczywiście ochotę na więcej, ale zaczelo padać i nie chciałem kombinować z Kasprowym i dalej. I tak nieźle jak na fakt, że wyszło to wszystko zupełnym przypadkiem 🙂 jak wrócę do domu i zgram zdjęcia z aparatu to wrzucę mała relacje 🙂
  7. Nie musiałem czekać 3 tygodni, dziś jak na razie pięknie 🙂
  8. Dzisiejsza Kondratowa. Widoków brak, ale klimacik jest 😛
  9. A dzisiaj takie oto spotkanie.
  10. Dzisiaj Gąsienicowa tak mnie przywitała... cóż, za 3 tygodnie kolejny wyjazd, może wtedy warunki dopiszą i znów zachwycę się Dolina w pełnej okazałości 🙂
  11. Pozdrowienia 🙂 na Sarniej niestety nie było sensu robić zdjęć, Giewont widziałem tylko oczyma wyobraźni 🙂 moze być kiepsko z widokami w tym tygodniu, ale i tak cieszę się z powrotu na szlak 🙂
  12. staroń

    Sarnia Skała

    Sarnia Skała jest dobra na każdą okazję :) 20 lat temu była pierwszym "poważnym" :) zdobytym o własnych siłach szczytem :) 3 lata temu była celem jednodniowego wyjazdu z Krakowa, kiedy na trudniejsze wierzchołki nie było kondycji, teraz jest świetnym miejscem na rozruch, lekką trasę podczas dłuższego wyjazdu, zapoznanie znajomych z pięknem Tatr. Jutro ruszam po raz kolejny w nasze najwyższe góry a Sarnią obrałem jako pierwszy cel, by "przywitać" się z Tatrami po dłuższej przerwie :) i to, mam nadzieję, biegiem :) Pogoda zdecyduje, na ile będę mógł sobie pozwolić przez najbliższe 6 dni :)
  13. Zdarzyło mi się iść tamtędy we wrześniu zeszłego roku po wcześniejszym dotarciu do Piątki z Kuźnic przez Zawrat. Pogoda i godzina były na tyle dobre, że postanowiłem wrócić przez Świstówkę, bo zawsze coś stawało na przeszkodzie, żeby tamtędy przejść. A zdecydowane warto, super widoki. Podczas najbliższej wizyty w Dolinie planuję znów wrócić na ten szlak 🙂 zdjęcia mam tylko z telefonu, bo podczas tamtej wyprawy padł aparat a powerbanka też zapomniałem 😛
  14. Lubię czasem usiąść i przejrzeć zdjęcia z konkretnego wyjazdu, przypomnieć sobie, jak to było, jakie emocje mi wtedy towarzyszyły. Dziś trafiłem do folderu ze zdjęciami sprzed prawie roku, kiedy to pod koniec czerwca wybrałem się w Tatry na kilka dni. Plany były ambitne, jednak większość z nich zweryfikowała bezlitosna pogoda. Przez pierwsze dwa dni tak lało, że cudem udało się wybrać na krótki spacer do Doliny Strążyskiej (nocowałem akurat przy wejściu do tejże doliny). Kolejny dzień też nie powalał warunkami, chociaż, nauczony doświadczeniami poprzednich wyjazdów, czerpałem z niego to, co najlepsze. Ostatniego dnia, gdy już pogodziłem się z beznadziejnością sytuacji, trafiły się jednak warunki idealne. Aż za idealne, takiego słońca i opalenizny się nie spodziewałem 😄 udało się więc zrealizować najważniejszy plan wyjazdu, a mianowicie wejście na Kozi Wierch. Niby wysoko, ale w moim odczuciu, bardzo przyjemnie, bez najmniejszych problemów dotarłem na szczyt, jest to zdecydowanie jedno z tych miejsc, które bez chwili namysłu polecę każdemu, widoki nieziemskie. W lipcu powtórka, mam nadzieję 🙂
  15. staroń

    Tęcza w Tatrach .

    Prawie 2 lata temu po tym jak burza zaskoczyła wszystkich w Piątce...i po około 3 godzinach udało się doczekać wypogodzenia i wrócić na parking.
  16. Było blisko 😉 no właśnie wziął się znikąd. Akurat podczas chwili przerwy nie patrzyłem w dół w stronę Jaworzynki, skąd przyszedł, Możliwe, że gdybym to zrobił, to ja bym był na miejscu tej dwójki bo pewnie gdzieś tam siedział już wcześniej.
  17. A dziś szlak cud miód! Pierwszy raz po remoncie bez sporej warstwy śniegu. Ocena bardzo podskoczyła. @Kamžík dobrze, że nie widziałem Twojego posta wcześniej bo nie byłbym pewien czy iść dzisiaj tamtędy a tak zero błota praktycznie 🙂 Chociaż odpowiadając na pytanie z tematu - raczej dalej Jaworzynka w drodze na, początek spokojny więc luz, potem można się zmęczyć, rozgrzać mięśnie, potem do Murowańca luz i potem znowu pod górę 😉 aczkolwiek przez Boczań też szybko się dziś szło, więc pewnie będę mieszał szlaki 😉 Natomiast z powrotem nowy Boczań jak najbardziej, lepiej dla moich kolan po całym dniu, w przeciwieństwie do starego 😉
  18. Ok, czwartek się kończy, więc i po wycieczce 🙂 Padło na opcję bliższą memu sercu 🙂 Hala piękna jak zwykle, po drodze ludzi jak na lekarstwo, przy Murowańcu też praktycznie pustki, kilka osób co najwyżej. Na drogach też spokój, dawno mi się tak dobrze nie jechało, może to kwestia towarzystwa, może nowych fragmentów Zakopianki, przez które trasa jest nieco mniej uciążliwa, może radości, że wracam w Tatry 🙂 pewnie wszystkiego po trochę tak na prawdę. Mogłoby być nieco cieplej, szkoda też, że nie można było wstąpić do schroniska na coś ciepłego, ale nie to jest najważniejsze. Ważne jest to, że znów poczułem ten spokój, który towarzyszy praktycznie każdej wizycie w górach, nawet tej najprostszej (ze względu na obuwie kumpla i śnieg na szlaku do Zielonej Doliny i na Kasprowy, odpuściliśmy dalszą wycieczkę). Niby wyjazd jak każdy inny. Na Hali Gąsienicowej byłem wielokrotnie, teoretycznie górski dzień jak co dzień. Jednak po drodze wydarzyło się coś, co zostanie w mojej pamięci na długo... Otóż szlak przez Boczań., miejsce: Skupniów Upłaz, do Przełęczy między Kopami dosłownie kilka minut. Chwila przerwy w jednym z miejsc widokowych, szybko coś jemy, parę zdjęć Giewontu (jedno wrzucam poniżej) i czas iść dalej, na nasze miejsce podchodzi chłopak z dziewczyną. Kilkadziesiąt metrów dalej słyszę rumor z tyłu, odwracam się, widzę, wspomniana para zeskakuje po skałach, jakby się potknęła, sekundę później słyszę ryk i wielkie cielsko NIEDŹWIEDZIA przelatuje przez grań i zbiega na drugą stronę. Wyglądało to przerażająco, szczególnie, że nie tak wyobrażałem sobie to spotkanie, gdzieś tam ma się tę świadomość, że można go spotkać, ale tak rozjuszonego/przestraszonego? Z bardziej bezpiecznego miejsca poczekałem na nich i zapytałem, jak to się stało, ponoć wyłonił się znikąd,stanął z nimi twarzą w twarz (pyskiem w twarz 😄 ) i ruszył w ich stronę. Skąd się tam wziął, nie mam pojęcia, z Przełęczy ktoś to pewnie widział, ale szczerze, byłem tak oszołomiony, że nie zapytałem tam obecnych turystów. Przy Murowańcu już ich nie widziałem, możliwe, że zeszli z powrotem, bo dziewczynę trochę bolała noga.Jeśli ktoś z czytających forum to widział, dajcie znać, sytuacja co najmniej dziwna według mnie, dobrze, że zakończona dosyć szczęśliwie. No ale nie polecam... Garstka zdjęć:
  19. Czwartek to nie weekend, więc może będzie ok 🙂 w ogóle gór i weekendów staram się ze sobą nie łączyć, właśnie przez tłumy, a praca na szczęście na to pozwala, żeby wyskoczyć gdzieś w tygodniu 😉 I tak i nie 😄 Szedłem w styczniu jak szlak był schowany pod śniegiem, więc tak czy siak było gładko 🙂 ale widziałem zdjęcia po remoncie, stąd mój pomysł pójścia tamtędy. Bo Jaworzynką to mój mało górski kumpel na pewno by nie dał rady 🙂 Dziękuję za sugestie, zobaczę jak się sytuacja rozwinie. Nawet jeśli nie tym razem to powrót w Tatry po dłuższej przerwie jest tylko kwestia czasu (i pogody 😛), co mnie bardzo cieszy 🙂
  20. Jak teraz wygląda szlak przez Boczań? Macie zdjęcia? W czwartek planuję się z kumplem gdzieś wybrać, on mówi Turbacz, ja bym wolał w Tatry 😛 z jednej strony on nie ma żadnego doświadczenia tatrzańskiego, z drugiej Gąsienicowa nie jest wymagająca. Tylko nie wiem jak to teraz tam wygląda po drodze, bo sama Hala na kamerkach wygląda ok. Sam bym poleciał chociażby dziś, bez zastanowienia a tak wolę zapytać, żeby potem nie słuchać narzekań kumpla 😛
  21. Uwielbiam ten zakątek 🙂 podoba mi się to, że w odróżnieniu od Hali Gąsienicowej, zwykle jest po prostu pusto. 2 lata temu podczas czerwcowego wyjazdu, kiedy pogoda płatała figle, właśnie nad Zielonym Stawem uznałem, że w sumie, mimo słabej widoczności, takie góry też są bardzo spoko 🙂
  22. U mnie sezon górski zaczyna się gdzieś w marcu/kwietniu a kończy październik/listopad. Z zimą jest tak, że na jednodniowe wypady nie bardzo mi się opłaca jechać te 100 km w te i 100 we wte bo dzień jest krótki a dłuższe wolne wolę zostawić na cieplejsze miesiące 🙂 plus nie czuję się jeszcze specjalnie na siłach, żeby szaleć po zaśnieżonych szczytach. W tym roku zrobiłem wyjątek i wybrałem się w styczniu i było pięknie 🙂 Zimą to zupełnie inne miejsce, nie żałuję ani trochę, że pojechałem. Na dodatek ten wyjazd to jak do tej pory jedyny w 2020 r., całe szczęście, gdyby nie to to przez tę całą kwarantannę i bez gór byłbym już zupełnym wrakiem emocjonalnym 😄 Dalej jednak uważam, że w swoim żywiole jestem jak jest już ciepło i z małą ilością śniegu, jeśli już. Wrzesień jest najlepszy, co roku jak dotąd dopisuje pogoda, jest mniej ludzi, super po prostu. Jeżdżę też często w czerwcu, ale tu z kolei nie mam szczęścia do pogody, za miesiąc znów wyruszam, może tym razem szczęście się do mnie uśmiechnie 🙂
  23. staroń

    Giewont

    Ja na Giewoncie byłem raz, 3 lata temu, podczas pierwszego od lat dłuższego wyjazdu w góry, wchodziliśmy od Hali Kondratowej przez Przełęcz pod Kopą Kondracką. W tamtych czasach człapaliśmy po szlakach tak powoli, że na szczyt dotarliśmy gdzieś koło 17 a że był wrzesień to o tej godzinie na wierzchołku już praktycznie nie było ludzi. Dzięki temu, gdy słyszę "Giewont", nie widzę tych słynnych kolejek na szczyt, tylko nasuwają się same dobre emocje. Wszak po raz pierwszy miałem okazję poznać potencjał widokowy tych okolic (choć mogło być trochę mniej chmur) oraz dotknąć tatrzańskich łańcuchów 🙂 Od tamtego czasu Giewont mijałem wielokrotnie, ale nie zdecydowałem się na ponowne wejście. Na pewno jeszcze tam zawitam, ale zapewne wcześnie rano, żeby dalej nie kojarzyć tego miejsca z tłumami 🙂
  24. Wiem, że już tu było (i też coś wygrało 🙂), ale, jak do tej pory najbardziej je lubię, mimo, że nie zrobione w Tatrach a ponad nimi 🙂
  25. ...A po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój... Deszczowo i burzowo było 2 lata temu podczas mojego pierwszego samotnego wyjazdu w Tatry. Nie poddałem się i wyszedł super wypad. Dziś, gdy nad nami burza i chmury, nie poddawajmy się również, a znów będzie super 🙂 Spokojnych Świąt i czasu, który po nich nastąpi!
×
×
  • Create New...