-
Postów
3 034 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
133
Typ zawartości
Profile
Forum
Blogi
Wydarzenia
Treść opublikowana przez jaaga76
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 114
-
Naprawdę trudno odpowiedzieć na Twoją bardzo ogólną prośbę. Daj znać jak cześć Tatr Cię interesuje, czy masz jakieś doświadczenia w Tatrach, itd. Poza tym pomysłów na forum bez liku. Zerknij w wątek nasze wyprawy i coś wybierz. Chętnie odpowiemy na pytanie o ewentualne detale. PS. Oficjalnie gleba w schroniskach nie funkcjonuje. Zwykle jakieś wyrko się znajdzie i dla osoby bez rezerwacji. https://mapa-turystyczna.pl/#50.74016/15.77901/16
-
Cieszymy się, że masz ładny kask
-
Po 18 latach mieszkania nad morzem mogę tylko powiedzieć, że Bałtyk jest przereklamowany... I niestety z roku na rok jest gorzej.
-
Buty muszą być wygodne. Jak coś nie pasuje, to szukaj dalej. Czasami warto inna parę przymierzyć.
-
Pieniny - bliska i ciekawa alternatywa
jaaga76 odpowiedział(a) na Marta Andrzejewska temat w Inne góry
@barbie609 moder a nie masz wrażenia, że jakoś mniej ludzi w tym roku w górach ( poza Tatrami oczywiście) ??? Widać, że lubisz chyba wracać w te rejony- 762 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- pieniny
- spływ dunajcem
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
@Fibi i S. gratulacje! Fantastyczna wyprawa!
-
Zmęczyły nas rowery, więc w ostatni dzień dobijamy nasze piesze kilometry. Dzień ma być słoneczny, więc szukamy takiego szlaku, żeby jak najwięcej skorzystać. I tym sposobem wybieramy Szeroki Wierch. Rozpoczynamy wędrówkę w Wołosatem i już na początku szlaku jesteśmy mocno zmęczeni tłumem ludzi idących w górę. Umacnia nas to w postanowieniu ominięcia Tarnicy. Po godzince meldujemy się na przełęcz i po przerwie "coś na ząb" skręcamy w lewo, podchodząc pod Szeroki Wierch. Panorama jest godna. Fantastycznie widać Połoniny Caryńską i Wetlińską Otryt, Bukowe Berdo z Połoniną Dzwiniacką, a z drugiej strony m.in. Rawki Szkoda tylko, że mocno wieje i coraz więcej chmur nad nami. Słoneczny spacer pozostaje planem. Przejście połoniną zajmuje nam godzinkę. Kolejne półtora to spokojne zejście bukowym lasem do Ustrzyk. Tak na pożegnanie. PS. Ten piękny "robal" to biegacz zielonozłoty
- 22 odpowiedzi
-
- 9
-
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W Bieszczadach byś raczej szybko w jakimś rowie skończył...
- 22 odpowiedzi
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dzisiejsza trasa była zaplanowana pod pogodę. Od 15.30 miało padać i faktycznie tak się stało, więc czasu nie było dużo. Nasza trasa wiodła dziś do Majdanu, gdzie swoją stację ma kolejka bieszczadzka i Cisnej. Kilka lat temu mieliśmy okazję podróżować kolejką i polecamy, bo trasa jest bardzo ładna. Pierwsze kilometry naszej wyprawy to dojazd do Smerka, za którym skręcamy w lewo, by po krótkim podjeździe dojechać do naszej dzisiejszej trasy o wdzięcznej nazwie Fereczata. Trasa ciągnie się tzw. stokówkami wśród bukowych lasów i jest bardzo przyjemna. W sumie nawet trochę żałujemy, że nie wjechaliśmy na nią już w Wetlinie, ale cóż ... następnym razem. Po drodze o mały włos i bym wylądowała w rowie, bo w ostatnim momencie zauważyłam zaskrońca i uratowałam mu życie ostro skręcając. Dojeżdżamy do Majdanu spotykając po drodze parę rowerzystów i kilka osób zmierzających na Jasło. Poza tym pusto i uroczo. Z Majdanu jedziemy do Cisnej. W planie kawa i lody - te drugie były paskudne. Czas mija, chmury się zbierają, więc ruszamy w kierunku Dołżycy. Można oczywiście szosą prosto do Wetliny, ale dlaczego sobie nie uatrakcyjnić wycieczki? I takim sposobem przez najbliższe kilka kilometrów wspominamy się na przełęcz po drodze pełnej paskudnego tłucznia. Miłym zaskoczeniem jest kilka pustych retort, które oglądamy z zaciekawieniem. Tak na marginesie poza wypałem węgla dziś z retorty można napić się kawy. Podjazd daje się nam we znaki, więc z ulgą witamy przełęcz. Przed nami zjazd, po którym diagnozuję u siebie zespół człowieka wytrząśniętego. Zjeżdżamy do znanej nam już Kalnicy i dalej do Wetliny. Pierwsze krople deszczu spadaj, gdy bezpiecznie docieramy do domu. Długość dzisiejszej trasy to 40 km. Trudności technicznych brak, poza podjazdem na przełęcz, ale można ja spokojnie ominąć i jechać szosą.
- 22 odpowiedzi
-
- 7
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
To był żart, bo bukłaków nie mamy! Obiad i piwo zawsze po rowerach. W tym wypadku nie ma zmiłuj.
- 22 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W bukłaku i piliśmy do obiadu Oczywiście po rowerach! Żeby nie było. Na rowerze zawsze trzeźwo.
- 22 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
-
To jezioro
-
Przecież z południa naszego kraju bliżej nad cieplejsze morza z pewną pogodą.... Jaki sens gnać nad zimny Bałtyk?
-
@Artur S dodaję do górskiego "must have"
- 10 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- orawa
- niżne tatry
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
- 22 odpowiedzi
-
- 9
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Trzeci dzień. Wracamy na trasę w kierunku Cisnej, ale nie ona jest dziś naszym celem. W Kalnicy ponownie skręcamy w znaną nam już drogę, którą poprzednio jechaliśmy do Jaworzca. Tym razem jednak zmierzamy do Rezerwatu Sine Wiry. Podobnie jak poprzednio jedziemy wygodnym asfaltem, by po minięciu wioski Ług wjechać na szutrówkę. Dziś towarzyszyć będzie nam Wetlina i San. Droga nie nastręcza trudności, powoli się przyzwyczajamy do jazdy na wymagającej nawierzchni. Po drodze zatrzymujemy się na terenie wsi Zawój. Przypinamy rowery i pniemy się pod górkę na tereny dawnego cmentarza i cerkwi. I znowu tylko ruiny i okazałe drzewa są świadectwem dawnego życia. Robimy sobie chwilę przerwy. Widzę drogowskaz do ścieżki widokowej, ale nie starcza mi cierpliwości i wracam po 300 metach. Jak się okazuje zupełnie niesłusznie, bo ścieżka biegnie tuż przy Sanie i jest widowiskowa. Z rowerem raczej kiepsko bym tam było przejść. Schodzimy nad rzekę w następnym miejscu. Sine Wiry to piękne i popularne miejsce, o czym świadczy rosnąca z każdym metrem jazdy ilość ludzi. A jedziemy w dół. W planach mamy jeszcze zjazd do Łopienki, ale szybka kalkulacja czasu i kilometrów do przejechania powoduje, że pomysł odkładamy. Ruszamy asfaltem pod górę wśród pędzących samochodów. Nie jest to przyjemne. Droga prowadzi przez Terkę i Sakowczyk. Przed mostem ma Sanie skręcamy do miejscowości Rajskie. Kiedyś tętniąca życiem miejscowość wypoczynkowa wygląda jak wymarła. Po drodze naszą uwagę zwraca zardzewiałe urządzenie, które okazuje się pozostałością po działającej do lat 90 XX wieku kopalni ropy. Zaskakujące. Jedziemy dalej wzdłuż Sanu. Znowu masakryczną szutrówka, a przed nami jeszcze podjazd na Przełęcz Szczycisko. To chyba najgorszy fragment na naszych wyprawach. Z ulgą dojeżdżam do kolejnego mostu na Sanie, bo prowadzi na znaną już mam drogę do Kalnicy i Wetliny. Długość trasy to 56 kilometrów. Trasa jest trudna, głównie z uwagi na ostre podjazdy i zjazdy po szutrach. Dla mnie jej wartości obniża również jazda ruchliwą drogą. Lepszą alternatywą jest powrót przez Buk i Dołżycę.
- 22 odpowiedzi
-
- 7
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Polecam! Można to dołączyć ze spacerem na Sine Wiry.
- 22 odpowiedzi
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Coraz z tym gorzej i w Bieszczadach... Ale rowery sporo spokoju zapewniają.
- 22 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
No to jedziemy . Drugi dzień ma charakter nieco sentymentalny, bo będzie powrotem do miejsca, gdzie bywałam niemal trzy dekady temu... Z Wetliny ruszamy dziś w drugą stronę, czyli w kierunku Ustrzyk Górnych. Pierwszym punktem na mapie są Brzegi Górne, ale zanim tam dojedziemy czeka nas solidny, bo 3 km podjazd na Przełęcz Wyżnią. Jazda pod górę w deszczu nie jest przyjemna.... Na pocieszenie - jak się wjeżdża, to i się zjeżdza! I tak też się dzieje - 3 km pięknymi serpentynami w dół. Gdyby nie duży ruch na drodze, to pewnie byłby to mega fajny odcinek. W Brzegach skręcamy w kierunku Dwernika, mijając po drodze Nasiczne. Mamy nadzieję na zakup pączka, ale okazuje się, że sklep w Dwerniku nie działa od dwóch lat... Nie pozostaje nam nic innego, jak tuż za leśniczówką, skręcić w szutrową drogę, która przez nieistniejącą wieś Caryńskie zaprowadzi nas do akademickiego schroniska Koliba. To dziś zupełnie inne miejsce, niż to zapamiętane sprzed lat... Cóż... Czas nie próżnuje.... Zanim jednak dotrzemy do Koliby dość masakryczną drogą, jeśli chodzi o nawierzchnię, ale niezwykle urokliwą, mijamy tereny wsi Caryńskie. Dziś po liczącej ponad 500 mieszkańców wsi pozostało cerkwisko i kilka grobów. Podobno wiosną, nim trawa urośnie, można dostrzec miejsca stojących we wsi budynków. Dojeżdżamy do Koliby. Kiedyś stała tu prosta chałupa, dziś okazały budynek z bufetem i noclegami. Teren wokół mocno zaskakuje. Wylegujemy się przed schroniskiem, korzystając z okna pogodowego. Ale droga przed nami daleka. Nie chcemy wracać tą samą drogą. Kierujemy się na Bereżki. Teoretycznie miała być tam droga rowerowa. Teoretycznie, bo okazuje się końskim duktem... Błoto jest koszmarne. Na szczęście to tylko 2 km, ale dają się nam we znaki. Z ulgą witamy asfalt. Przed nami droga powrotna. Jedziemy do Ustrzyk. Jest pomysł na jedzenie, ale chmury nad Rawką przekonują nas do dalszej jazdy. Przed nami dwa podjazdy na przełęcze Wyżniańską (która jakoś nam umknęła) i już raz pokonywaną Wyżnią. Nie powiem, żebym się nie zmęczyła...., a do tego zaczyna lać. Kończymy w Wetlinie kompletnie przemoczeni, zmęczeni, ale mega zadowoleni. Długość trasy to 55 km. Sporo dość trudnych podjazdów, cześć po niezbyt wygodnych szutrach.
- 22 odpowiedzi
-
- 7
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Zgoda na kolejne w wakacje w Bieszczadach była natychmiast, ale perspektywa chodzenia znanymi szlakami nie wydawała się specjalnie nęcąca. Z pomocą przyszedł Tour the France, który z pasją oglądamy. I tak rowery przyjechały z nami, a my oglądamy Bieszczady z perspektywy siodełka... Dzień pierwszy przeznaczyliśmy na "rozjazd". Z Wetliny, w której mieszkamy, ruszyliśmy szosą w stronę Smerka i Kalnicy. W tej ostatniej odbijamy w prawo i wjeżdżamy w boczną asfaltówkę. Jedzie się przyjemnie. Rozglądamy się na boki, bo wzdłuż drogi poprowadzono szlak Bieszczady Odnalezione. Dzięki niemu utrwala się pamięć o dawnych wioskach i ich mieszkańcach. Na naszej drodze pierwszą wioską jest Jaworzec. Zanim jednak poszukamy jego śladów, bardzo mozolnie wspinamy się do schroniska Jaworzec. Ciche, spokojne i urokliwe miejsce. Zaczyna kropić więc zbieramy się dalej. W sumie niewiele brakowało, a byśmy nie zboczyli lekko z drogi. Na całe szczęście wrodzona ciekawość dała o sobie znać i już po chwili byliśmy na terenie dawnej wioski, z której dziś pozostały ruiny chaty i cerkwisko. Wokół pola, zdziczałe drzewa owocowe i pustka... Jeszcze dwie dekady z kawałkiem i minie 100 lat... Pogoda nas nie rozpieszcza. Jedziemy jeszcze kawałek w stronę wsi Łuh (Ług), ale coraz bardziej dokuczliwy deszcz zawraca nas w stronę Kalnicy i Wetliny. Długość trasy to 25 km. Trudności technicznych brak. Poza podjazdem na Jaworzec do schroniska (tu droga szutrową) przyzwoity asfalt. Cdn...
- 22 odpowiedzi
-
- 8
-
-
- bieszczady
- rower
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dużo szczęścia! I niech tak zostanie. Niestety wraz z kolejnymi milionami turystów Tatry coraz bardziej przypominają publiczna toaletę....
-
Bardzo chętnie, ale w innym składzie
-
Myślę, że przy takiej osobie i jej życiu nie ma szans na obiektywny obraz. W efekcie wszyscy w kółko powtarzają to samo.
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 114
