Jump to content

Zośka

Member
  • Content Count

    1,561
  • Joined

  • Days Won

    44

Posts posted by Zośka

  1. @Fibi te wycieczki były super ale reszta już nie bardzo. Spod Krywania przegonił mnie deszcz i chyba już powoli tracę motywację i nadzieję na widoki ze szczytu. A drugi tydzień upłynął na moczeniu w termach, zwiedzaniu zamku, jazdy kolejką z parowozem i krótkich wycieczkach na Karb i do Piątki bo deszcz padał albo do południa albo po....

    Aha. Jeszcze był Turbacz i Lubań. Chyba tez mam jakieś fotki do pokazania?

    • Like ! 2
  2. Opcje na ten dzień były dwie- Rysy od słowackiej strony albo Koprowy Wierch. Wszystko miało zależeć od od tego czy idziemy sami czy dołączą do nas znajomi ale jak zwykle zależało od czegoś zupełnie innego i tym razem nie była to mgła ani chmury ale czynnik ludzki. Ale po kolei...... Znajomi przyjechali w Tatry tylko na dwa dni i tylko po to żeby wejść na Rysy a ponieważ wcześniej byli tylko na Kopie Kondrackiej zaproponowaliśmy im słowacki wariant wejścia jako łatwiejszy i mniej oblegany przez turystów. O 6.00 zaparkowaliśmy auto na parkingu Popradske Pleso i wyruszyliśmy zdobywać najwyższy szczyt Polski. Droga do jeziora minęła szybko a pogoda zapowiadała się wspaniała więc humory mieliśmy bardzo dobre i liczyliśmy że nic nam ich nie zepsuje........ Pierwszy zgrzyt pojawił się jeszcze na asfalcie przy początku szlaku na Rysy i Koprowy Wierch a mianowicie grupa około 50 osób z psami wchodząca na szlak. Nie wiem czy to był jakiś Dzień Psa czy jakieś specjalne wyzwanie ale te psy w ogóle nie były uwiązane tylko biegały między właścicielami i między innymi turystami skutecznie utrudniając marsz. Tak było aż do rozejścia szlaków a tam ( o zgrozo ) czekała jeszcze jedna grupa ludzi również z psami a część z nich już podążała w kierunku Rysów. Tak naprawdę to nie wiem czy szli na Rysy czy do schroniska ale przestała mi się podobać opcja wejścia na Rysy i zaproponowałam wycieczkę na Koprowy. Po krótkiej naradzie wszyscy zgodnie stwierdziliśmy że to dobry pomysł i mniej więcej po 1,5 godz. marszu podziwialiśmy już widoki ze Szczytu. Na szczycie spędzamy ok. godziny bo śniadanie w takim otoczeniu smakuje wspaniale a widoki można by oglądać jeszcze długo. Po zejściu w okolice stawów jesteśmy zaskoczeni ilością ludzi którzy przychodzą tu, rozkładają się przy wodzie i "piknikują". Dobrze ze nie wchodzili na szczyt bo tłok byłby przeogromny. My robimy postój przy Popradskim Plesie i oczywiście pijemy Kofolę której smak jest niby wszędzie taki sam a jednak w każdym miejscu smakuje troszkę inaczej. Jest jeszcze wcześnie i próbuję namówić moich towarzyszy na wejście na Przełęcz pod Osterwą ale oni są tak najedzeni że planują tylko długi odpoczynek na ławce i podziwianie widoków z pozycji horyzontalnej. My jednak znacznie lepiej czujemy się w pozycji wertykalnej i zostawiamy naszych znajomych pozwalając im dokończyć sjestę i gramolimy się pod Osterwę. Słowo gramolimy jest jak najbardziej adekwatne bo ludzi schodzących i wchodzących jest jak mrówek w mrowisku. Mniej więcej w połowie drogi jakaś pani doznaje kontuzji nogi, robi się zamieszanie a ja po raz drugi dzisiaj zarządzam odwrót. No cóż, nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli, dwa wycofy ale jeden szczyt zdobyty i to nam musi wystarczyć. Piękne widoki i wspaniałe towarzystwo powodują że bilans jest jednak dodatni.

    DSC_5917.JPG

    DSC_5920.JPG

    DSC_5943.JPG

    DSC_5944.JPG

    • Like ! 14
  3. @Fibi świetna trasa. Nigdy nie byłam w czeskich Karkonoszach. Właściwie to nigdzie nie byłam oprócz Śnieżki i Szrenicy. Oczywiście odwiedziłam też Samotnię i byłam mile zaskoczona atmosferą tego miejsca. W Tatrach tylko Roztoka może jej dorównać klimatem i jedzeniem?

    • Like ! 2
  4. 22 minuty temu, Mateusz Z napisał:

    Jak ja byłem w poprzedni weekend to punkt 7:00 policja Słowacka zajechała na mostek przy granicy. Pewnie od września wzmożą kontrolę

    A ja przez prawie dwa tygodnie codziennie przejeżdżałam granicę w Jurgowie i nikogo nie było. Tylko buda stała...pusta.

    • Like ! 1
    • Thanks 1
  5. Na Jagnięcym Szczycie byłam chyba cztery lata temu i obiecałam sobie że jeszcze na pewno wrócę na niego . I wróciłam. Z kwatery w Jurgowie wyjechaliśmy dopiero o szóstej bo pół godziny zajęło mi szukanie antyperspirantu który schował się nie wiadomo gdzie i dopiero moja bystrzejsza połowa wypatrzyła go pod fotelem. Teraz można było jechać bez obawy że po kilkugodzinnym marszu będziemy odstraszać nie tylko komary ale także innych turystów, Po drodze zaliczyliśmy jeszcze sklep ze świeżutkim pieczywem i właśnie w sklepie spotkaliśmy pana Zbyszka. Usłyszał naszą rozmowę i zapytał czy mógłby zabrać się z nami samochodem bo kolega z którym miał jechać zrezygnował. Oczywiście zgodziliśmy się bez wahania bo pan który przedstawił się jako Zbyszek z Malborka od razu wydał nam się bardzo sympatyczny i nie mogliśmy zostawić go w potrzebie. Na parkingu "Biała Woda" było już sporo aut ale ostatnio go powiększyli i o tej godzinie nie było jeszcze problemu z parkowaniem. Jak przystało na dobrze wychowanych ludzi zaproponowaliśmy panu Zbyszkowi wspólny marsz ale machnął tylko ręką i powiedział " wy młodzi to pędzicie a ja mam rozrusznik serca i tylko bym wam zawadzał". Po przebraniu się i kilku minutach rozmowy ruszyliśmy w kierunku Zielonego Stawu Kieżmarskiego a nasz towarzysz został żeby zjeść śniadanie i dopiero wyruszyć za nami. Droga przez las jak zwykle się dłużyła ale po dojściu do schroniska widoki wynagrodziły wszystko. Postanowiliśmy zjeść śniadanie przy schronisku i własnie kończyliśmy jeść kiedy przyszedł pan Zbyszek. Troszkę się zdziwiliśmy że tak szybko tu dotarł ale w sumie to droga nie jest specjalnie wymagająca a przy stawie można zregenerować siły. Jeszcze większe zdziwienie wzbudziła prośba pana Zbyszka o wspólne wejście na Jagnięcy. Szczerze mówiąc to trochę się bałam tego wchodzenia bo...po pierwsze pan Zbyszek to straszna gaduła i w aucie prawie nie dopuścił nas do głosu a po drugie skoro ma rozrusznik to chyba choruje na serce i może mu się coś stać. Okazało się że moje obawy były niesłuszne bo pan Zbyszek wystartował jak sprinter z bloku startowego i zobaczyliśmy tylko napis VIBRAM na podeszwach jego butów. Rozrusznik ? Chyba akumulator ! Zasuwał tak aż do samego szczytu a my za nim bez ani jednej przerwy. A na szczycie stwierdził że siły już nie te i przeprosił że nie szedł szybciej. Nic nie odpowiedziałam bo byłam zbyt zajęta łapaniem oddechu i udawaniem że wcale się nie zmęczyłam. Oj, dobrze ze znalazł się ten antyperspirant?Teraz bałam się tylko że zaraz zarządzi odwrót i zaczniemy biec w dół ale szczęśliwie postanowił coś zjeść a my mogliśmy zrobić kilka zdjęć. Powrót był szybki ale na szczęście pan Szybki Zbyszek już wiele nie mówił bo chyba dopadło go lekkie zmęczenie i po kolejnym postoju przy stawie i zjedzeniu deseru już wolniejszym tempem zeszliśmy na parking. W aucie jeszcze trochę porozmawialiśmy a nasz teraz już dobry znajomy Zbyszek stwierdził że wycieczka była super i musimy jeszcze gdzieś razem wyskoczyć. Wysiadając z auta spojrzał na mój leżący na podłodze antyperspirant i  powiedział że też takiego używa i stopy ma zawsze suchutkie?. Stopy ? Spojrzałam na opakowanie i zamarłam.......antyperspirant do stóp!!! No cóż...z braku laku...?

    Kilka fotek z wycieczki?

    DSC_6005.JPG

    DSC_6014.JPG

    DSC_6021.JPG

    DSC_6030.JPG

    DSC_5995.JPG

    DSC_6003.JPG

    • Like ! 9
    • Haha 9
  6. Pierwszy dzień urlopu miał być taki trochę na rozchodzenie nóg i dlatego postanowiliśmy pójść do Chaty Teryho i tam w pięknych okolicznościach przyrody pospacerować wokół stawów i posiedzieć na głazach. Nie spieszyliśmy się i dopiero o ósmej przyjechaliśmy na parking w Starym Smokowcu. Miejsca było nawet sporo i stanęliśmy jak najwyżej się dało czyli prawie pod samą kolejką. Na Hrebienok szliśmy sami bo większość ludzi wybrała wjazd kolejką. Niestety po wejściu okazało się że większość kolejkowiczów również podąża w tym kierunku co my i trzeba było przyspieszyć żeby móc delektować się odrobiną samotności. Szło się bardzo przyjemnie i nawet nie zauważyłam że goni nas gęsta mgła. Dopiero po dojściu do Chaty obejrzałam się i zobaczyłam że nie widać w ogóle doliny a mgła jest już dosłownie kilka metrów za naszymi plecami. No cóż, mogłam się tego spodziewać dlatego nie zmartwiłam się zbytnio tylko pobiegłam po zimną Kofolę żeby uczcić początek urlopu. Tak sobie siedzieliśmy, jedliśmy kanapki i popijaliśmy pyszną Kofolę. Ludzi było coraz więcej a mgły coraz mniej więc uzgodniliśmy że nie będziemy schodzić tą samą drogą tylko wykorzystamy słoneczną aurę i przejdziemy przez Czerwoną Ławkę. W tę stronę nie szło zbyt dużo ludzi i bardzo szybko udało nam się wejść na przełęcz. Schodzenie było mniej przyjemne bo teren trochę kruchy ale myśl o kolejnym kuflu Kofoli dodawała energii. W Zbójnickiej Chacie ludzi było o wiele mniej dlatego spędziliśmy tam kolejną godzinę na podziwianiu widoków i delektowaniu się górską atmosferą i piękną pogodą. W drodze powrotnej towarzyszył nam nosicz który schodził już drugi raz tego dnia a mimo to wcale nie wyglądał na zmęczonego. Po dotarciu do stacji kolejki zgodnie stwierdziliśmy że nie chce nam się schodzić i zjechaliśmy pierwszy raz w życiu kolejką?.

    Kilka fotek z wycieczki. 

    DSC_5862.JPG

    DSC_5867.JPG

    DSC_5874.JPG

    DSC_5883.JPG

    DSC_5895.JPG

    Resized_20210726_113652.jpeg

    • Like ! 14
×
×
  • Create New...