Jump to content

Matsu

Member
  • Content Count

    15
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

31 Excellent

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. A tak nieco poza tematem, bo widzę tutaj nadużywanie cytowanie. Dla ogólnej przejrzystości forum sugeruję nie cytować całych (niekiedy długich) wiadomości tylko ten fragment, do którego chcemy się odnieść - na dłuższą metę to strasznie ułatwia dyskusję 🙂
  2. Ten temat to trochę wsadzenie kija w mrowisko, bo od zawsze (od czasu jak wymyślili buty wysokie i chodzenie po górach) była, jest i będzie wojna w tym temacie. Nawet gdyby istniały pancerne buty wysokie i ważyły po 400g to znalazłyby się osoby, które preferują niskie buty 😉 Ot, cała filozofia. To jest troszkę przesadą 🙂 Kto w takim razie może głosować i kto jest kompetentny? Może przy rejestracji na forum powinna być selekcja? Może osobne forum dla zwolenników niskich butów i osobne dla tych, którzy wybierają wysokie? Trochę słabo, bo musiałbym się zarejestrować na obu 🙂 Tutaj posłużę się Twoim cytatem: Nie mam zamiaru nakręcać kłótni, ale to wszystko się trochę kupy nie trzyma i jesteś bardzo zaszufladkowany na zasadzie Tatry - wysokie buty, wszystkie inne - niskie. Podejście na Śnieżkę (ostatni odcinek), czy Orlicę (oczywiście zależy od szlaku) nie należy do najłagodniejszych, gro niskich gór po 700-900 metrów wysokości ma podejścia z osuwającymi się kamieniami, szlak ze Szrenicy w kierunku Śnieżnych Kotłów i dalej to kamienie, które potrafią być śliskie (szczególnie te ogloniałe, które zamokły). W każdej z tych sytuacji można sobie skręcić kostkę w niskich butach. Kiedyś sobie nie wyobrażałem iść w Tatry, czy inne góry w niskich butach (kilka sezonów męczyłem model za kostkę, który był naprawdę lekki!), ale od jakiegoś czasu zdarza mi się po górach biegać w niskich, trailowych Salomonach. Byłem w nich też dość wysoko (Kościelec, Świnica) i nie odczułem absolutnie żadnego niebezpieczeństwa, żadnego poślizgu, żadnego złego postawienia nogi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wszystko może być "do czasu". Ale znam też takie przypadki z własnego doświadczenia i jeżdżenia ze znajomymi, że mokre kamienie to przeszkoda także w wysokich butach i dobrą podeszwą (głównym problemem jest psychika, a im bardziej ostrożnie starasz się stawiać nogi tym (moim zdaniem) mniej ostrożnie je tak naprawdę stawiasz, a każdy minimalny zjazd i brak stabilności nakręca całą nerwowość sytuacji). Tu tkwi clue - dlatego są osoby, które wchodzą na Giewont, czy Rysy w klapkach/sandałach i wychodzą z tego bez szwanku, a są niezwykle doświadczone osoby, które z wysokimi butami, kaskiem, uprzężami i liną giną na Rysach, OP, MSW, czy w ogóle w górach wyższych. Tydzień temu byłem w Alpach i widziałem osoby wchodzące na 3600+ po lodowcu, śniegu i śliskiej skale zarówno w niskich butach, jak i wysokich butach BEZ RAKÓW. Głupota? Pewnie tak. Brak doświadczenia? Pewnie tak. Pech? Nie, bo z tego co wiem wszyscy szczęśliwie zeszli. Można chodzić po wysokich górach z wysokimi butami po najtrudniejszych szlakach, a zejść do nizin, założyć trampki i skręcić nogę - cóż, zdarza się, więc przykład Pana Adama Bieleckiego trochę nietrafiony. Małe podsumowanie z mojej strony: Na początku chodziłem tylko w wysokich butach (naprawdę lekki model, więc nie mogę powiedzieć, że u mnie chodziło o wagę), ale od kilku sezonów preferuję niskie. Nie uważam, żeby miało to bezpośredni i znaczący wpływ na bezpieczeństwo. Trzeba jednak rozróżnić niskie buty podejściowe/trailowe od niskich butów na co dzień, bo różnica tu jest naprawdę niebagatelna - ot choćby trzymanie stopy, sposób wiązania, czy jakość podeszwy (wytrzymałość, odporność na ścieranie, trzymanie skały). Ktoś chce chodzić w wysokich, bo czuje się bezpieczniej? Bardzo proszę, chwała za świadomy wybór. Ktoś chce chodzić w niskich, bo wygodniej i lżej? Bardzo proszę i chwała za świadomą decyzję. Ktoś, chce nosić dwie pary, żeby być przygotowanym na wszystko? Bardzo proszę i gratuluję podjęcia świadomej decyzji. I naprawdę proszę nie oceniajmy innych po tym, czy w górach nosi takie, czy inne buty, bo nie znamy tej osoby, nie wiemy jakie ma doświadczenie, czy myśli tylko o sobie, czy jest społecznikiem. Kiedyś góry jednoczyły, a obecnie tworzy się coraz więcej podziałów i to naprawdę w tak drobiazgowych sprawach 🙂 Powodzenia, szczęścia i bezpieczeństwa na szlaku (nieważne w jakich butach!)
  3. Czerwone Wierchy na raz to fajna opcja, bo zamiast jednego masz cztery 2-tysięczniki za jednym strzałem 😄 Ostatnio szedłem np. z Hali Kondratowej na Przełęcz pod Kopą Kondracką, stąd na chwilę na Kopę (15-20 minut) - tu zawróciłem i poszedłem w kierunku Kasprowego (dalej poszedłem na Świnicę, ale to zostaw sobie na później 🙂). Polecam, bo to naprawdę bardzo fajny odcinek (nieco ekspozycji, ale myślę, że na tyle, żeby się oswoić; do tego cudne widoki i mało ludzi (na ok 10-15 minut przed Kasprowym zaczynają się tłumy, ale poza tym spotkałem może 5 osób na całym odcinku)). Taką wycieczką masz i Kasprowy, i dwutysięcznik (co prawda jeden z najniższych, ale jest 😄). Z łatwych dwutysięczników mogę polecić także Szpiglasowy Wierch - łatwe dojście Ceprostradą od Moka, nieco trudniejsze od Piątki. Z tego co pamiętam był to mój pierwszy dwutysięcznik 🙂
  4. Zdjęcie można zmniejszyć poprzez dwukrotne kliknięcie w nie (wtedy podaje się wymiary). Zgodzę się jednak, że ludzie są z natury leniwi i raczej nie będzie się wszystkich chciało zmniejszać ręcznie, więc przychylam się do opcji zmniejszenia domyślnego rozmiaru zdjęć 😉
  5. W aplikacji wybierasz jaki bilet (N/U, 1-, 7-dniowy, grupowy itp.), podajesz liczbę biletów, podajesz PIN i zatwierdzasz. W razie kontroli na terenie parku w aplikacji w dziale "Kontrola biletów" masz swój bilet (numer, kod QR, datę zakupu, datę ważności itp.). Nigdzie go nie odbijasz, nikomu nie pokazujesz przy wejściu (chyba, że Cię poproszą 🙂), a inni niech sobie pożerają wzrokiem - kto mądrzejszy lub ciekawszy to zapyta i na przyszłość sam skorzysta (mniej papieru, mniej śmieci, mniej czasu straconego w kolejce, mniej nerwów) 🙂
  6. Będąc w Norwegii trafiłem na 3 dni ulewy, po pierwszym dniu buty przemokły mi kompletnie, a zamiast reklamówek owinąłem skarpety folią NRC (oczywiście kawałkami, a nie całą) - coś niesamowitego! Dawało to radę przy 0 stopni, jak i przy 10-15, fajna izolacja termiczna (nie gotowałem się, a o marznięciu w ogóle zapomnij), a skarpety nie przemokły. Zawsze w plecaku mam zapakowaną, nową folię NRC, a w kieszonce w pasie biodrowym mam jedną już odpakowaną właśnie na takie sytuacje do pocięcia na mniejsze kawałki. Myślę, że jako rękawiczki też by się taka opcja sprawdziła (pewnie dużo zabawy z owinięciem palców), ale jeszcze nie miałem potrzeby wypróbowania 🙂
  7. Ja może z daniem innej beczki - ostatnio schodząc ze szlaku już w kierunku dworca naszła mnie straszna ochota na pizzę, a wiadomo, że jak człowieka na coś najdzie to nie odpuści. Zaszedłem do La Playa Beach Bar & ChillOut Lounge na ul. T. Chałubińskiego i... dawno nie jadłem tak smacznej pizzy! Zapewne duży wpływ na walory smakowe miało zmęczenie, głód i parcie na włoskie danie, ale na pewno tam wrócę i sprawdzę 🙂
  8. Ratunek, Mapa Turystyczna, Windy i SkyCash, żeby nie stać w kolejce po bilety do TPN 😆
  9. Nic tak nie relaksuje mięśni jak dobry basen, więc jeśli jesteśmy po intensywnym chodzeniu, mamy bazę w Zakopanem lub okolicznych miejscowościach i zanosi się deszczowy/burzowy dzień to termy lub coś w tym stylu w okolicy to u mnie numer 1 😄
  10. Jeśli na początku naszej trasy mamy do dyspozycji wrzątek (jest dostępny w schronisku bez kuchni/kuchnia już jest otwarta/mamy swój palnik) to na śniadanie bardzo mi podchodzi moja własna mieszanka z płatków owsianych, rodzynek, suszonej żurawiny, orzechów, wiórki kokosowe, suszone morele i Bóg jeden wie co jeszcze! Często dodaję kawałek batona, czekolady, miodu itp. Jest to o tyle elastyczne, że do płatków owsianych każdy może dosypać to co komu najbardziej podchodzi 🙂 Na trasie raczej nie jem za dużo (więcej piję), ale jakaś konserwa, czy batony/czekolada zawsze jest w plecaku. Zdarzało mi się brać bochenek chleba, smarowidło i pomidory, ale ostatnio od tego odszedłem. Zwykle wyrypkę kończę w schronisku, więc obiad/kolacja/obiadokolacja obowiązkowo w schronie, a do tego bardzo często deser (najczęściej w postaci szarlotki 😄)
  11. Tak się właśnie spodziewałem, a z racji, że VII-/VII+ to okolice mojej życiówki to szkoda "piłować cyfrę" w Tatrach zamiast czerpać ogromną przyjemność ze wspinania. Od życiówek to są skały i panele 😄 Oczywiście z friendami jestem zaprzyjaźniony od czasu kursu tradowego, jednak jest to dość drogi sprzęt na moją kieszeń, więc póki co zostaje mi wspinanie sportowe i powolne kompletowanie szpeju tradowego 🙂
  12. Byłem na Glocku w piątek - pogoda na tyle przyjazna, że szło się niesamowicie przyjemnie, a na tyle nieprzyjazna, że chmury dość mocno ograniczyły widoczność na szczycie. Jeśli chodzi o samo wejście na Grossglockner to do schroniska na 2800 (i ciut wyżej do ok. 2900/3000) przejście absolutnie bezproblemowe (skała, momentami niewielkie odcinki śniegu, bo akurat od rana nieco popadało). Później fragment idziemy lodowcem, który akurat na Glocku jest mało spektakularnym i mało niebezpiecznym (oczywiście nie można lekceważyć!). Szczelina w zasadzie jedna, przed którą i tak odbijamy w mikstowy teren. Podejście lodowcem na wspomniany mikst dość strome, ale raki i czekan/kije w zupełności załatwiają sprawę. Po mikście jest ferratka bez większych trudności, po czym dochodzimy do schroniska na 3450. Stąd pole śnieżne do ok. 3600/3650 (momentami duże nachylenie, więc po opadach ostrożnie, żeby nic nie podciąć!) Na ok. 3600/3650 dochodzimy pod skały prowadzące na Kleinglockner. Stąd do samego szczytu Grossglocknera mamy teren wspinaczkowy (PD+) i miejscami sporą ekspozycję na grani, więc trzeba się z tym oswoić, żeby nie spanikować na górze (są też punkty asekuracyjne, więc w zespole lina i spokojnie można się asekurować). W niedzielę z kolei wybraliśmy się na Grossvenediger i tutaj już nieco inna bajka - nie ma terenów wspinaczkowych, ale jest za to lodowiec z prawdziwego zdarzenia z dość sporą ilością szczelin, więc wskazana umiejętność asekuracji na lodowcu, hamowania czekanem i wyciągania ze szczelin (u nas obyło się bez takich przygód 🙂). Startujemy z parkingu na wysokości 1080 m, więc do pokonania mamy prawie 2600m przewyższenia na szczyt! Dla wprawionych na pewno da się zrobić "na raz", ale polecam rozbić na dwa dni (z parkingu dochodzimy do schroniska na ok. 2550 (5h marszu) i tu nocujemy przed atakiem szczytowym - polecam wcześniejszą rezerwację! My poszliśmy bez, zaszliśmy na miejsce ok. 23 i prawie odbiliśmy się od drzwi. Udało nam się jednak dogadać z "bossem" i dostaliśmy glebę). Droga do schroniska to pierwsze 2,5h lekki trekking praktycznie po płaskim Później 0,5h lekkiego podejścia i ostatnie 1,5-2h już mocne zyskiwanie wysokości Rano wystartowaliśmy o 6, na szczycie byliśmy o 10 i zeszliśmy z lodowca o 12 (cały dzień lampa, szczeliny zaczynały się mocniej otwierać, więc jeśli zapowiadają Wam lampę to dla bezpieczeństwa polecam wyjść wcześniej!) Poza tym trasa technicznie bardzo łatwa (samo podejście) i względnie mało strome. Z ciekawostek - można zdobyć szczyt bez raków, widzieliśmy takich na ostatnim podejściu oraz na szczycie 🙂 Zdecydowanie nie polecam takiej głupoty - uważajcie na siebie! Z racji całodniowej lampy widoki ze szczytu były nieziemskie Jeśli ktoś z Was wybierałby się na któryś z w/w szczytów i miał jakieś pytania dawajcie znać - na ile będę mógł to pomogę 🙂
  13. Kasę obowiązkowo (nawet jeśli masz wszystko opłacone z góry i nie zamierzasz jeść w schronisku to z doświadczenia wiem, że takie plany lubią się zmieniać :)) Jedzenie - obowiązkowo tzw. szturm żarcie, czyli batony, czekolada, niektórzy preferują także kabanosy na szturm. Ponadto zależy jak długa wycieczka i czy masz schroniska po drodze - wtedy albo bierzesz puchy, bochenek chleba, liofile, czy gorące kubki, zupy z paczki i inne przysmaki (co kto lubi 🙂). Z liofilami jest taki problem, że potrzebujesz wrzątku, a na krótkich trasach nie każdy jest zwolennikiem (nie każdy jest posiadaczem) noszenia butli z gazem i palnika turystycznego - wrzątek można dostać w schronisku, ale czy nie lepiej wtedy uderzyć w obiad schroniskowy zamiast liofili? Tych się jeszcze w życiu najesz, jeśli zechcesz uderzyć w wyższe góry niż Tatry 😉 Warto także mieć termos i ciepłą herbatę, bo potrafi postawić na nogi niekiedy lepiej niż baton! Jeśli chodzi o ubranie to chciałbym zakwestionować nieco stwierdzenie: Niby pogoda w górach potrafi się szybko zmieniać, ale skrajne skrajności są raczej anomaliami niż codziennością, więc "wszelkie" to spora przesada 😄 W kwestii ciuchów to polecam minimalizm jeśli chodzi o podstawę (nawet na kilkudniowe wycieczki) tzn. 2x koszulka (najlepiej lekka, szybkoschnąca, która się dobrze kompresuje w plecaku), 2x bielizna, 2x skarpetki i do tego w małym opakowaniu płyn do prania (potrzeba do tego samodyscypliny i codziennego prania, ale warto, bo kolejne pary ciuchów to dodatkowe kilogramy w plecaku 🙂). Pozostałe ciuchy to już kwestia tego co posiadasz, jaką masz odporność na chłód itp. Mi na sezon wiosna-jesień w zupełności wystarcza bluza termoaktywna (jako pierwsza warstwa), cienka bluza poliestrowa i softshell z kurtką. Zdecydowanie bardziej polecam iść w kierunku 3-4 cienkich warstw, aniżeli jednej grubej puchówki - po pierwsze łatwiej skompresować, a po drugie dużo większa elastyczność i zakładasz co chcesz, a nie działasz zero-jedynkowo i w przejściowych momentach pogodowych albo się gotujesz, albo marzniesz 🙂 Jeśli chodzi o obowiązkowe, dodatkowe wyposażenie na takie wyrypki to koniecznie czołówka (z zapasowymi bateriami), folia NRC, chusta 8w1, mapa (🙂), przydatny może być też scyzoryk oraz warto wyposażyć się w mini apteczkę (wrzucić kilka plastrów (na odciski oraz zwykłe), bandaż elastyczny, tabletki (p-bólowe, węgiel leczniczy/stoperan, magnez/minerały)). Pakowanie plecaka może przyprawić na początku o ból głowy, ale warto zrobić sobie listę rzeczy, które chce się zabrać, później przemyśleć, czy na pewno jest to niezbędne/czy da się to obejść, po każdym wyjeździe wykreślać to co się absolutnie nie przydało itp. Jeśli Twój plan zakłada dwa noclegi z rzędu w tym samym schronisku to pomyśl co można zostawić w pokoju/przechowalni, żeby tego nie nosić. Przy kilku dniach wędrówki naprawdę każdy kilogram na plecach robi różnicę, więc warto optymalizować jego wagę i nie brać nadmiaru. W kwestii pakowania trening czyni mistrza, więc trenuj (a nigdzie tak nie wyrobisz sobie nawyku i zawartości plecaka, jak jeżdżąc w góry, więc do dzieła... 😄). Nie wiem też jaki masz plecak, ale warto także zaopatrzyć się w nieco "mniejszy". Im większy mamy plecak, tym więcej miejsca, tym bardziej kusi dorzucić "coś jeszcze", a to już jest zgubne 🙂. Mi np. wystarcza 30l plecak na kilkudniowe wędrówki (z karimatą oraz ze śpiworem i kurtką w środku), a czasami i tak biorę za dużo 🙂. ZDECYDOWANIE 🏔️!
  14. Dołączam się do pytania :) Czy w Tatrach coś obitego w granicach załóżmy do V/VI się znajdzie, czy raczej wszystko na własnej? Nie jestem zwolennikiem obijania obszarów górskich, ani pięknych rys tradowych, ale jeśli już coś jest oringowane/ospitowane to chętnie bym się wstawił na początek przygody ze wspinaniem w Tatrach :) Z góry dzięki za wszelkie wskazówki i informacje!
×
×
  • Create New...