Skocz do zawartości

jaaga76

Użytkownik
  • Postów

    2 652
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    113

Odpowiedzi opublikowane przez jaaga76

  1. Po wczorajszych Rysach 2/3 mojej załogi nawet słyszeć nie chciało o jakiejś bardziej ambitnej wycieczce 🙄. Stanęło więc na Osterwie. W sumie nie byłam tam kupę lat, widoki tamtejsze bardzo sobie cenię, a i okazja do powtórki z topografii całkiem niezła... (taka racjonalizacja).

    Do Popradzkiego Plesa, podobnie jak wczoraj, doprowadził nas czerwony szlak. Pora nie była wczesna, ale ludzi na szlaku garstka. Nie tracąc czasu skierowaliśmy się na żółty szlak i brzegiem stawu doszliśmy do drogi na Symboliczny Cmentarz Ludzi Gór. Zawsze mnie to miejsce nostalgicznie nastraja, a z drugiej stawia do pionu przypominając o pokorze i myśleniu w górach... Po pół godzinie ponownie byliśmy na jeziorem. Brzegiem doszliśmy do miejsca, gdzie zaczyna się szlak na Osterwę. Załoga poszła odpoczywać pod schroniskiem, a ja na Przełęcz. Potraktowałam podejście treningowo i po 50 minutach byłam na górze. A tam zrobiło się "zośkowo" i choć czekałam cierpliwie, po 40 minutach nadal było bez zmian. Korciło wejście na bliską Tępą..., ale grzecznie bez widoków zeszłam do Siostry i Szwagra. Wróciliśmy zielonym szlakiem. 

    Dzień skończył się przecudownym spotkaniem z @vatra i @Krzysiek Zd

     

     

    20240624_085958.jpg

    20240624_093129.jpg

    20240624_094143.jpg

    20240624_095841.jpg

    20240624_100345.jpg

    20240624_101348.jpg

    20240624_111527.jpg

    20240624_111727.jpg

    20240624_115931.jpg

    20240624_120433.jpg

    20240624_130837.jpg

    20240624_125604.jpg

    20240624_121649.jpg

    • Lubię to ! 6
    • Dziękuję 1
  2. Bardzo cichutko (żeby nie zapeszyć) powiem, że... nie padało, nie pada i na deszcz się nie zapowiada...  😍

    Dziś w planie były Rysy - nie żebym jakoś bardzo pragnęła tam znowu wejść, ale skoro obiecałam Siostrze i Szwagrowi, to nie wypadało odmówić. Zatem równo o 6.00 wyruszyliśmy ze Szczyrbskigo Plesa, żeby po godzinie zameldować się w Popradzkim Plesie. Cała drogę na widoki nie było szans, bo raz że najpierw las, a potem bardzo nisko chmury. Dopiero kolo 8.00 zaczęły się robić widoki. Na szlaku mimo niedzieli jakoś super tłoczno nie było. Zaskoczył mnie śnieg pod "bramką" z chorągiewek (bo, że za Chatą pod Rysami będzie, to byłam pewna). Bardzo się tam przydały raczki i kije. Osoby bez nich zaliczaly efektowne "dupozjazdy".

    Ps. Dla fanów toalety pod Rysami - została odbudowana, efekty węchowe zostały🙃.

     

    20240623_065817.jpg

    20240623_071005.jpg

    20240623_083351.jpg

    20240623_083953.jpg

    20240623_084601.jpg

    20240623_092410.jpg

    20240623_094544.jpg

    20240623_094548.jpg

    20240623_102005.jpg

    20240623_112604.jpg

    20240623_112614.jpg

    20240623_112901.jpg

    20240623_143342.jpg

    • Lubię to ! 7
    • Dziękuję 1
  3. No nie mam sensu tworzyć następnego wątku... rok minął, a ja dalej chodzę w deszczu 😅 już nie wiem, czy się śmiać czy płakać.... 

    Dzis dzień na rozchodzenie. Mam moją Siostrę i Szwagra, więc muszę ostrożnie.... plan jest taki, że Furkotną podchodzimy do schroniska i dalej idziemy na Przednie Solisko. Prognozy są maskaryczne, ale do 11.00 powinno być ok. Powinno... Po 8.00 burza i deszcz zawraca nas z Furkotnej. Nic na siłę - schodzimy do Szczyrbskiego Ples. Oczywiście po godzinie się przejaśnia. Opcje są dwie: Jaskinia Bielańska lub ... jeszcze jedna proba Soliska. Mamy godzinne, góra półtoragodzinne okno. Nie myśląc wiele wsiadamy na wyciąg. Zaczynamy podchodzić i znowu zaczyna lać i burza... No i wiadomo co było dalej... mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, bo moja Siosta musi się zameldować na Rysach.

    20240622_082728.jpg

    20240622_101537.jpg

    20240622_102808.jpg

    20240622_112112.jpg

    20240622_113743.jpg

    20240622_113821.jpg

    20240622_114817.jpg

    • Lubię to ! 6
    • Dziękuję 1
  4. 16 minut temu, J@n napisał:

    nie chcę Tobie popsuć planów ale luty nie jest klimatycznie najlepszy

    (koleżanka była w tym roku i na 6 dni pobytu przez 5 padał deszcz)

    No właśnie doczytałam, że styczeń i luty to tak se.... więc chyba raczej kwiecień (bo marzec to narciarski czas).

    • Haha 1
  5. 5 godzin temu, Pablo P napisał:

    górzysta ze wspaniałą roślinnością. Poniżej kilka górskich zdjęć.

    Napiszesz trochę informacji praktycznych, np. miejsce startowe, propozycje szlaków? 

     

    Foty super! 

    • Lubię to ! 1
  6. Pogórze Kaczawskie, nazywane też Krainą Wygasłych Wulkanów, mijaliśmy wiele razy jadąc w Karkonosze, czy Sokoliki. MImo obietnic "że następnym razem się zatrzymamy", do wczoraj były nam zupełnie nieznane. Nasza wycieczka zaczęła się dobrze po 7.00 w stolicy Wielkopolski. Dobra droga i brak ruchu pozwolił nam już po 10.00 podziwiać uroki doliny Kaczawy. Punktem startowym były Organy Wielisławickie i Wielisławka. Oczywiście szukając dojazdu "pozwiedzaliśmy" prywatne podwórka, ale Lokalisi okazali się wyrozumiali i zawsze służyli radą. Okazało się, że pod Organy można dojechać, z czego nie skorzystaliśmy "porzucając" auto gdzieś po drodze. Organy okazały się bardzo ciekawą i urokliwą formacją. Wiele lat temu był tu kamieniołom, ale uroda tego miejsca była doceniana już w XVIII wieku. Ponieważ godzina była wczesna postanowiliśmy wybrać się na spacer wytyczoną wokół Organów ścieżką dydaktyczną. Zachęciła nas persktywa spojrzenia z góry... i w sumie byłoby ok, gdyby nie to, że ścieżka była beznadziejnie oznaczona i szybko znaleźliśmy się na jakim single tracku.... po kwadransie zrobiliśmy odwrót w kierunku samochodu, żeby blisko niego... znaleźć zejście ze ścieżki😅... podjęliśmy rękawice raz jeszcze, by ... znowu się zgubić... na szczęście było widać jakiś szczyt. Okazało się, że to Wielisławka. W jej otoczeniu są ruiny średniowiecznych grodzisk oraz pozostałości schroniska Willenbergboude. Jest też sporo sztolni (trzeba uważać!),  bo wzgórze było obszarem całkiem intensywnej działalności górniczej. 

    Kolejny punkt na naszej drodze był dość zagadkowy bowiem opisywany  na mapie jako Brama 1622... przyznam, że spodobała mi się fota owej bramy i była faktycznie imponująca. Na miejscu okazało się, że prowadziła ona do kiedyś pewnie pięknego dworu (pałacu) w Starej Kraśnicy. Znowu zaliczyliśmy wjazd na prywatne podwórko, ale zwiedzanie było ograniczone do zerkania przez wielki płot. Obiekt znajduje się w prywatnych rękach i niestety chyba nie będzie udostępniany. Szkoda, tym bardziej że wygląda na juz mocno nadgryziony zębem czasu 😟.

    Ruszyliśmy dalej. Tym razem jechaliśmy do Proboszczowa, by ruszyć z niego na szczyt Ostrzycy. Może 500 metrów wysokości nie robi wrażenia, ale jej położenie (samotny stożek) i budowa geologiczna bez wątpienia robi wrażenie. Zostawiliśmy auto na parkingu pod kościołem, z którego jest jakie 2 km do górki, ale jeśli ktoś czasu nie ma, albo pogoda taka sobie, to można podjechać dużo, dużo blizej, bo prawie pod samą Ostrzycę. Idąc z centrum wsi pokibicowaliśmy w lokalnej  strefie kibica, ale przed wszystkim oglądaliśmy polne maki rosnące wzdłuż szutrowej drogi. Samo wejście ma Ostrzycę to przemiły spacerek, ale zakończony wspinaczką po bazaltowych schodach wśród niewielkich gołoborzy. Ze szczytu przepiękna panorama sporej części Sudentów i okolicy. Spędzamy z dobre pół godziny na szczycie, ale nasze brzuchy zaczynają się dopominać o obiad. 

    Zanim jedna coś na ząb mam w planie jeszcze jedną atrakcję - zamek Wleń (Lenno). Zamczysko góruje nam miejscowością, która szczególnie szczęścia nie miała w przeszłości, bowiem nawiedzały ją na przemian pożary i powodzie, a także epidemie i kolejne wojny... Co ciekawe dawniej Wleń był znamy z targów gołębi. My wybieramy zielony szlak i mozolnie, kolejny juz raz tego dnia pniemy się do góry, by po kwadransie dotrzeć do ruin. Kupujemy bilet, dostajemy miniprzewodnik i idziemy zwiedzać, widząc oczami wyorbraźni kuchnię, kaplice, ale też coś na kształt ochronki dla dzieci. Idziemy na wieże i znowu podziwiamy panoramę. Teraz jest pięknie, ale coś nam podpowiada, że widowiskowo musi być też jesienią, kiedy okoliczne wzgórza rudzieją... Zamek dobrze się zachował, mimo tego że z uwagi na swoje strategiczne położenie został wysadzony. Na Rynek wracamy żółtym szlakiem. Nie spotykamy na nim nikogo - miasteczko wymarłe... mecz trwa.

    Plan zrealizowany - jedziemy na obiad do Złotoryji, ktora okazała się bardzo przyjemnym miasteczkiem. 

    O 21.00 meldujemy się w domu. 

    To był nasz kolejny wypad na Dolny Śląsk. Nasza fascynacja tym regionem nieustannie się pogłębia...Plany na kolejny wypad już są. Podczas całej naszej wyprawy towarzyszył nam żółtym szlak, który wiedzie przez niemal cała Krainę Wygasłych Wulkanów.

    20240616_111248.jpg

    20240616_111906.jpg

    20240616_114108.jpg

    20240616_111530.jpg

    20240616_211758.jpg

    20240616_123310.jpg

    20240616_123005.jpg

    20240616_123501.jpg

    20240616_123615.jpg

    20240616_145138.jpg

    20240616_143334.jpg

    20240616_131200.jpg

    20240616_132234.jpg

    20240616_134123.jpg

    20240616_133740.jpg

    20240616_134546.jpg

    20240616_140513.jpg

    20240616_153204.jpg

    20240616_154224.jpg

    20240616_154231.jpg

    20240616_154259.jpg

    20240616_155326.jpg

    20240616_155330.jpg

    • Lubię to ! 6
    • Dziękuję 1
  7. 24 minuty temu, Zośka napisał:

    A ja chyba we wrześniu. Dzisiaj słyszałam w radio że w wakacje ponad milion osób wybiera się w Bieszczady. A kiedyś było tam tak spokojnie i prawie bezludnie.

    To było w czasach mchu i paproci... albo w listopadzie 20 lat temu... ten milion to i tak pięć razy mniej niż w Tatry ( tak się pocieszam...). Na szczęście w Biesach wciąż jest wiele miejsc, gdzie ludzi jest mało...

    Koniec września to magiczny czas w Bieszczadach. Wybarwione buki i te trawy... 😍 i ryczące jelenie...

     

    • Lubię to ! 1
×
×
  • Dodaj nową pozycję...