Jump to content

s k

Member
  • Content Count

    3
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

11 Good
  1. Wybierający się na wycieczkę, której fragmentem miał by być żółty szlak wiodący wzdłuż Doliny Borowieckiej Liptowskiej ( Tatry Zachodnie - Słowacja) niechybnie natkną się na nieprzewidziane, miejscami znaczne utrudnienia w postaci konieczności przejścia przez drewniane mostki. Niektóre z nich są obecnie w dość tragicznym stanie technicznym a jednego praktycznie już niema. Belki są spróchniałe i oślizłe, bez barierek. Jeden czy drugi mostek można obejść brodząc po wodzie albo pobocznymi wertepami. Niestety są i takie, których przejście to "być albo nie być" naszej wycieczki a w przypadku kiedy żółty szlak jest naszym wieczornym powrotnym, możemy nie zdążyć tego dnia wrócić ma nocleg do cywilizacji gdy się nie odważymy na ich przejście. Z czym się to wiąże można się domyśleć. Ponadto próba przejścia może się skończyć utratą zdrowia, a może i życia. Szlakiem tym przechodziłem w drodze powrotnej w środę 11-09-2019. Na szlaku, ani z jednej ani z drugiej strony nie spotkałem się z informacją przestrzegającą przed taki stanem rzeczy. Oglądając załączony filmik można sobie bliżej wyrobić własny pogląd na to co wyżej opisałem. 2019-09-11 Dol. Bobrowiecka - mostki.mp4
  2. Generalnie wszystkie dostępne drogi poza szlakowe możliwe do przejścia z przewodnikiem wysokogórskim w trybie konwencjonalnym są łatwe. Oczywiście występują na nich pewne miejsca nieco trudniejsze, i bardziej eksponowane gdzie jest uzasadnione zastosowanie nadzwyczajnych zabiegów asekuracyjnych, bowiem owe drogi nie posiadają sztucznych ułatwień lub istniejące ułatwienia (jak np. przy pokonywaniu w zejściu, lekko przewieszonego, wyposażonego w klamry kilkumetrowego progu w Batyżowieckim Żlebie w masywie Gierlachu ) mogą nie stanowić pełni bezpieczeństwa. Notabene bez istnienia tych ułatwień przejście dróg, o których mówimy nie byłoby w takim trybie w ogóle możliwe. Dodatkową trudnością, innego już rodzaju, która towarzyszy takim przejściom jest poruszanie się w nieoznakowanym terenie, Ale po to właśnie m. in. mamy przewodnika :). W świetle tego co wyżej napisałem stosowana przez przewodników na owych drogach t. zw. asekuracja lotna ( w zasadzie nie dająca żadnej gwarancji bezpieczeństwa) przez lwią część drogi, stanowi jedynie dodatkowe utrudnienie a nawet dodatkowe niebezpieczeństwo przez np. możliwość zaplątania stóp w linę wlokącą się często po ziemi z uwagi na nierówne przecież chwilowe tempo marszu poszczególnych członków zespołu podążającego głównie bardzo nierównym terenem. W miejscach gdzie musimy użyć rąk dla utrzymania równowagi całkowicie przestajemy kontrolować lokalizację odcinka liny przed nami. Poza tym bardzo krótkie, bo około pięciometrowe odstępy miedzy punktami liny, do której jesteśmy przywiązani mogą powodować niekontrolowane szarpnięcia wzajemne skutkujące utratą równowagi itp. Ale cóż, takie są przepisy, tak to ktoś ustalił i już. Trudno się dziwić przewodnikom, że się do nich ściśle stosują no bo przecież przewodnik bierze na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie swoich klientów w terenie zakazanym dla swobodnego poruszania się. Z moich doświadczeń w/w negatywne strony "wspinaczki" z przewodnikiem w powiązaniu z tym na co powyżej zwrócił uwagę sickboy777 - tempo narzucane przez przewodnika (no bo im szybciej przejdziecie to tym szybciej zakasuje - trudniej to inaczej zinterpretować, wnet byś nie miał czasu żadnego zdjęcia zrobić na trasie) powodują w dużym stopniu utratę radochy z przebywania w górach, poczuciu wolności, którego obcowanie z górami powinno dostarczać, kontemplowaniu widoków i przyrody. No ale komuś może zależeć wyłącznie na "zaliczeniu" wtedy pozostałe aspekty są nieistotne. Ale dość tego przydługawego wstępu :). Zawsze mam dylemat gdy przyjdzie mi doradzać w jakie miejsca w górach się wybrać. Każde jest w jakimś sensie wyjątkowe , piękne i warte polecenia., inne w zależności od pory doby, roku a nawet kierunku przejścia. Byłem na około dziesięciu szczytach na które nie prowadzą szlaki a dostępnych z przewodnikiem wysokogórskim. Wspomnę tu może o Lodowym Szczycie, który jest jednym z najchętniej odwiedzanych celów no bo to przecież trzeci co do wysokości szczyt Tatrzański prezentujący się swoim potężnym masywem już z dużych odległości. Od Chaty Teryho idzie się zachodnią stroną Doliny Pięciu Stawów Spiskich aż prawie pod Śnieżny Szczyt. Końcówka stromym, sypiącym się piargiem. Następnie w lewo, Szerokim trawiasto - skalisto - żwirowym zachodem schodzonym bardziej niż niejeden szlak, na przełęcz Ramię Lodowego (2500 mnpm). Tutaj dopiero zaczyna się właściwa "wspinaczka". Grań o deniwelacji 130 m i długości około 400 m. Czyli nie bardzo stroma. Można ją przyrównać do niektórych odcinków Orlej Perci. Skała mocna, chropowata, pewnie dająca się chwycić, wystarczająco urzeźbiona. Ogólnie mówiąc - łatwa, eksponowana, ale generalnie dość szeroka przez co nie powodująca nadmiernych emocji, niemniej zmuszająca tu i ówdzie do pomocy sobie rękoma. Jedynym miejscem trudniejszym jest Lodowy Koń znajdujący się w odległości kilkudziesięciu, może stu metrów od wierzchołka Lodowego Szczytu. Odcinek prawie poziomy wąskiej grani o długości ~ 20m Nie tyle sam graniowy odcinek jest trudny co zejście z niego na szczerbinkę ścianką o wysokości 2,5 m. Obustronna duża ekspozycja Konia i trudniejsze z niego zejście powoduje raczej konieczność dodatkowej asekuracji w tym miejscu. Poniżej trzy zdjęcia Lodowego Konia. Dwa przedstawiają widok Konia z obu stron grani a jeżeli umiesz zrobić zeza to spoglądając na to "podwójne" zobaczysz Konia w 3D.
  3. Remont kolejki jest zaplanowany od 23 września do końca listopada. Zejście ze Świnickiej Przełęczy z uwagi na lęk wysokości trzeba, jak tu sugerują - odpuścić. Szlak jest w górnym odcinku trochę trudniejszy i co ważniejsze w przypadku szanownej Mamy deczko eksponowany. Już samo przejście Beskidu - zejście na Przełęcz Liliowe może dostarczyć lekkich emocji. Poza tym aby dojść na Świnicką Przełęcz trzeba by się było wspiąć 120 metrów na Skrajną Turnię średnio stromym odcinkiem szlaku. Po zejściu z Przełęczy Liliowe do dolnej stacji kolei Gąsienicowa będzie do pokonania na Przełęcz Karb deniwelacja około 250 metrów. Jest to jednak odcinek bardzo łagodnie się wznoszący. No i po zejściu z Małego Kościelca do Hali Gąsienicowej, przy założeniu chęci zejścia do Kuźnic, czeka Was jeszcze "wspinaczka" kilkadziesiąt metrów na Królową Rówień co pomimo małej deniwelacji bywa dla kończących całodzienną wędrówkę nie lada wyzwaniem :).
×
×
  • Create New...