Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/18/2020 in Blog Entries

  1. Drugi krąg wtajemniczenia – Mnich i Cubryna Od chwili wyjazdu z Tatr w 1961 roku pilnie przygotowuję się do następnego sezonu. Trenuję koszykówkę w Łódzkim Klubie Sportowym, w domu mam prymitywną, ale praktyczną siłownię, bardzo dużo czytam na tematy górskie. Zaliczam teoretyczny kurs wspinaczkowy i wstępuję do Koła Łódzkiego Klubu Wysokogórskiego. Kompletuję najprostszy sprzęt turystyczny i trzydziestopięciometrową linę asekuracyjną, z sizalu, a jakże. Gdyby dziś wymienić wszystkim wspinaczom poliamidowe liny na sizalowe lub z manili to wielu przepłaciłoby to zapewn
    6 points
  2. Jedna z najbardziej rozległych i najpiękniejszych dolin Tatr Wysokich. Szlak turystyczny biegnie wzdłuż potoku Białka na Polanę pod Wysoką, skąd oczywiście można kontynuować wędrówkę do przełęczy Rohatka i dalej do Doliny Staroleśnej lub na Polski Grzebień, Małą Wysoką i do Doliny Wielickiej. Dolina Białej Wody ze swoim alpejskim krajobrazem i bajecznie piękną, różnorodną roślinnością jest tatrzańskim cudem! Ale ja nikogo nie zachęcam do tego, żeby właśnie tam wybrać się na spacer!? Nie zamierzam nikogo przekonywać, że może to być doskonała alternatywa dla zmęczonych turystycznym rozgardiasz
    4 points
  3. Jest początek marca, piękna słoneczna pogoda a Tatry kolejny raz przykryte grubą warstwą świeżego śniegu. W głowie roi się od górskich planów, pomysłów, marzeń i tego wszystkiego co może i powinno wydarzyć się w tym roku w Tatrach. Przeglądam mapy, zdjęcia, filmy, zbieram wiadomości o miejscach w których jeszcze nie byłam. Na sobotę 14 marca umawiam się ze znajomą na zimowe wyjście na Grzesia. Potem kolejne szczyty w Zachodnich, wymarzony Koprowy, Krywań, Sławkowski... No i oczywiście wiosna w Tatrach, krokusy na Chochołowskiej, wiosenne wodospady, czyli to co najpiękniejsze przede mną! T
    2 points
  4. Przyznam szczerze, że jestem trochę jak niedźwiedź! Buszuję w Tatrach od wiosny do jesieni. Natomiast kiedy pojawiają się pierwsze oznaki zimy, zapadam w jakiś stan hibernacji naturalnej, która objawia się okresowym zanikiem aktywności górskiej! Wtedy zaszywam się na forum Tatromaniaka i podziwiam genialne foty tych, którzy mają szczęście i umiejętności poruszania się po górskich szlakach w warunkach zimowych. A jest co podziwiać! Zdarza się jednak, że i ja czasem się przebudzam! Wyruszam zwykle na jakąś łatwiejszą trasę (Rusinowa Polana, Kopieniec Wielki i takie tam) sprawdzając dokładnie war
    2 points
  5. Lubię nocne powroty. Gdy bazą było schronisko w Roztoce to powroty takie latem zdarzały mi się często, a późną jesienią i zimą były codziennością. Przed laty Ala wymyśliła kapitalny slogan reklamowy dla Roztoki: Z Roztoki wszędzie blisko! To stwierdzenie zawiera w sobie pewien szyfr, dla spacerowicza z Roztoki wszędzie jest daleko, dla tatrzańskiego zaś długodystansowca to punkt na mapie Tatr, z którego można wyruszyć na szereg długich wyryp o różnym stopniu trudności. Przykładowo wymienię dwie skrajne. Łatwa pętla o charakterze spacerowym wiedzie przez Łysą Polanę i Tatrzańską Kotli
    2 points
  6. Poemat pedagogiczny (ale nie Makarenki). Część II. Zaczynam ekspresowe szkolenie Krzyśka, idziemy na Żółtą Turnię, wyszukuję odpowiednią formację skalną, nauka zakładania stanowiska i podstaw asekuracji. Kolej na naukę zjazdu, rzecz jasna w kluczu. Instruktaż, dwa zjazdy w moim wykonaniu w celu zademonstrowania optymalnej techniki i przychodzi kolej na Krzyśka. Wchodzi w klucz, po czym wycofuje się: muszę jeszcze raz po czytać o zjeździe w podręczniku! Nowickiego i Dobrowolskiego rzecz jasna, bo to rok 1968. Przeczytał ze trzy razy, założył klucz, skoczył i wypuścił linę z jedne
    2 points
  7. Poemat pedagogiczny (ale nie Makarenki). Część I. Rok 1953, pułkownik armii brytyjskiej i niezły alpinista John Hunt kieruje zwycięską wyprawą na Mount Everest. Po powrocie z wyprawy zostaje Sir Johnem Huntem. W 1966 roku spędzamy dwa tygodnie na taborisku usytuowanym na Wyżniej Polanie Mięguszowieckiej. Słowacy z sąsiedniego namiotu w słotny dzień opowiadają nam, jak w ubiegłym roku pilotowali Johna Hunta i jego podopiecznych obozujących na tym taborze. Mimo niepogody dzień w dzień ruszali na wspinaczkę, dobre ubrania, nienasiąkają
    2 points
  8. Zaćma i góry plus raz jeszcze szkolenie towarzysko-rodzinne. Będąc na V roku fizyki UŁ jesienią 1967 roku znalazłem się wraz z kolegą (też Jurkiem) w zaczątku Pracowni Komór Iskrowych, mieszczącej się w zgrabnym budyneczku łódzkiego oddziału Instytutu Badań Jądrowych w Świerku przy ulicy Uniwersyteckiej 5, kierowanej przez duszę-człowieka i fizyka, dr Ryszarda Firkowskiego, niestety nieodżałowanej już pamięci, promotora zarówno mojej pracy magisterskiej, jak i doktorskiej. Z miejscem tym byłem mniej lub bardziej związany przez następne lat dziewiętnaście. Pora teraz wyjaśnić niezorient
    2 points
  9. Od razu powiem, że wszystkie krokusy widoczne na zdjęciach nie kwitną w Dolinie Chochołowskiej ale w Gorcach. Te z najbardziej znanej, krokusowej doliny Tatrzańskiej, chyba pierwszy raz od wielu lat, zażywają błogiego spokoju i beztrosko delektują się ciszą jaka zapanowała na pustych, zamkniętych szlakach turystycznych. Na szczęście szafran spiski czyli krokus kwitnie nie tylko na kilku uprzywilejowanych polanach w Tatrach ale można go podziwiać również w Gorcach, na Pilsku i Wielkiej Raczy w Beskidzie Żywieckim, na Leskowcu i w Beskidzie Wyspowym. Szafran spiski ma ciemnozielone, wąskie i
    1 point
  10. Z pewnością każdy prawdziwy Tatromaniak przyzna, że piękny słoneczny weekend lub dłuższy urlop, oczywiście najlepiej spędzić na górskich szlakach zdobywając choćby kilka ulubionych szczytów. Jeżeli jednak z różnych powodów chwilowo jest to niemożliwe, pogoda nie daje się okiełznać, lub po prostu w czasie urlopu pod Tatrami chcemy zrobić sobie malą przerwę od wysokogórskiej wspinaczki, być może warto poszukać jakiegoś ciekawego miejsca na Podhalu, Spiszu czy Orawie gdzie można odpocząć, zrelaksować się i przy okazji coś zwiedzić. Jednym z takich miejsc gdzie warto wybrać się na spacer zupełnie
    1 point
  11. Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część V. Czwartej nocy spada śnieg, rano jest zimno i ponuro, ale wreszcie przestaje lać. Śniadanie, chwila namysłu i ruszamy w górę Doliny Litworowej z zamiarem wejścia na Rohatkę. Góry są wyludnione, niewielu turystów napotykamy. Na Rohatce wiążemy się liną i rozpoczynamy wspinaczkę granią Małej Wysokiej. Droga dwójkowa czyli łatwa, Tadek radzi sobie świetnie, choć skały są śliskie, a temperatura niska, marźniemy na stanowiskach. Dobrze, że ostatniego dnia pobytu w MOku zrobiliśmy trójkową drogę Robakiewicza na Mnichu. Nie z
    1 point
  12. Rodzinne wspinanie, rok 1976. Część IV. O kruszyźnie na Cubrynie ciąg dalszy. Moja córka Magda schodziła kiedyś, wracając ze wspinaczki prawym zachodem Abgarowicza i to w czwórkowym zespole: Tata, nie bierz nikogo na Abgarowicza, idź tam sam. Dla niezorientowanych: droga ta, nieco trudna (I) wyprowadza z Zadniej Galerii Cubryńskiej na zachodnią grań Cubryny – do jej wierzchołka pozostaje wtedy jeszcze całkiem sporo wędrówki. Gdy kończy się płytowa część tego zachodu po przejściu kilku czy kilkunastu dalszych metrów wyłamują się pode mną dwa skalne bloczki, rzecz jasna
    1 point
  13. Zielone ludziki nad Czarnym Stawem. W swoim czasie, dawno, dawno temu niemile zaskoczył mnie listonosz przynosząc mi wezwanie na ćwiczenia wojskowe, gdy zaczynałem się już pakować w Tatry. Rad nie rad pojechałem do Grudziądza do stacjonującego tam pułku chemicznego. Zameldowałem się w pułku i wyfasowałem polowy mundur oraz tylko dwie gwiazdki, bo takowych ponoć zabrakło. Nie mając zamiaru degradować się do stopnia chorążego przypiąłem je do jednego naramiennika pozostawiając drugi „gołym” i poszedłem przejść się po terenie pułku. Idę sobie, a tu na kontrkursie pojawia się starszy sierż
    1 point
  14. Miłośnikom wejść przeróżnych, a poza szlakowych polecam Kronikę Wyryp Rozmaitych zamieszczoną w pierwszym numerze Taternika wydanym we Lwowie 1 marca 1907. Kronika turystyczna za rok 1905. 15./I. Prof. Dr. Karol Jordan i Janusz Chmielowski z przewodnikami: Klimkiem Bachledą, Janem Franz’em sen. i Pawłem Spitzkopfem na Szczycie Gierlachu. Wchodzono »Żlebem Karczmarza*, schodzono do Doi. Batyżowieckiej (I. wyjście w zimie). i./V I. Dr. Alfred Martin (sam) przechodzi ze Sławkowskiego Szczytu granią (nowa droga) na Przełęcz Sławkowską. 3./VI.
    1 point
  15. Godzina 5:40. Budzę się, o dziwo, samemu. Budziki nastawione na 6:00 i 6:15, ale czuję się w miarę "wyspany" - o ile to możliwe mówiąc po niecałych 5h snu ? Stwierdzam, że nie ma co dosypiać, bo mogę obudzić się totalnie zmulony. Wstaję. Wlatuje śniadanko. Jajecznica, kanapki z serem, herbatka. Za oknem piękne, błękitne niebo. Termometr wskazuje 10 st. C. Eh... Gdyby taka temperatura panowała cały dzień? Na drogę przygotowuję sobie jeszcze kanapki i jabłuszko. Wody w bukłaku dwa litry - niewiele, ale styknie, bo dużo schronisk będę mijał po drodze. W trosce o moje zjechane po przedwczorajszy
    1 point
  16. Jak się drzewiej wspinało – patenty. Część II. W czasach, gdy zaczynałem się wspinać wiązanie się liną w pasie wyszło już na szczęście z mody, w czym zapewne miał swój udział wypadek zespołu Biel – Żuławski podczas akcji poszukiwania „Mojżesza” czyli Stanisława Grońskiego w masywie Mont Blanc. Lawina seraków „zabetonowała” Wawrzyńca w szczelinie, a lina zawiązana w pasie Staszka Biela zmasakrowała mu wnętrzności. Nastąpiła era wiązania się „nad biustem”, o czym zawsze początkujące we wspinaniu się koleżanki lojalnie uprzedzaliśmy: zawsze nad, nigdy pod. Zamieszczam parę zdjęć z
    1 point
  17. Przysłop Miętusi. Gdy przeciętny turysta podążając ścieżką nad Reglami lub idąc z Gronika wchodzi na siodło Przysłopiu Miętusiego to urzeka go panorama Czerwonych wierchów , ale nie wie, jaka jest historia tego miejsca. Przysłop to w języku Wołochów przełęcz, a Wołosi to pasterze przemieszczający się ongiś wzdłuż łańcucha Karpat, Przysłop Miętusi, bo niejaki Miętus z Cichego dawno, dawno temu otrzymał przywilej wypasania tu owiec. Około roku 1935 rozpoczęło tu, nieco poniżej siodła działalność maleńkie schronisko przebudowane z jednego czy dwóch pasterskic
    1 point
  18. Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część IV. Zbliża się koniec sezonu, Darek wraca do Warszawy, a Ewa, Andrzej i ja wsiadamy na Łysej Polanie do autobusu jadącego do Popradu. W Popradzie kupujemy linę – już wykonaną z nowoczesnego włókna, 10 mm średnicy i 60 m długości. Ale wciąż nie mamy haków i karabinków. Poprad, Szczyrbskie i Popradzki Staw, sześcioosobowy pokój w górskim hotelu, a mamy za sobą noce w sianie bez śpiworów na strychu starej, góralskiej chałupy i prycze we Franz Hilton Hotel w MOku. Teraz czekają na nas puchowe kołderki na wygodnych tapczanikach, bia
    1 point
  19. Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część III. Wejście na Mnicha „przez Płytę” nie sprawia „warszawskiej ekipie” problemów – na wierzchołku chwila zastanowienia. W 1962 TOPR, a właściwie Grupa Tatrzańska GOPR zamontowała w Tatrach w paru miejscach stałe haki wykonane z pręta stalowego z koluchem, osadzane na ołów. Jeden z nich umieszczony nad przełączką między wierzchołkami służył mi w następnych latach jako hak zjazdowy – wystarczyło przewlec linę przez jego „oczko”. Ale z głównego wierzchołka trzeba zejść na przełączkę, co może być okazją do zanurkowania we wschodnią ścianę
    1 point
  20. Morskie Oko i Popradzki Staw. Część II. Zjawia się wreszcie warszawska ekipa, Ewa, Darek i Andrzej. Darek i Andrzej byli ze mną rok temu na Mięguszu, Ewa ze znakowanych szlaków nie schodziła. Mam następujący plan: Mnich i Mięgusz na początek jako przygotowanie na Słowację. Mnich pozwoli im oswoić się z ekspozycją i trudnościami, na MSW pójdziemy najkrótszą drogą z Bańdziocha przez Siodełko w Filarze i Zachodem Janczewskiego na zachodnią grań. Będzie tam wszystko: ekspozycja, trawki, szuter, kruszyzna i lita skała – to się nam po południowej stronie grani przyda. Jak się okaże, że
    1 point
  21. Morskie Oko i Popradzki Staw 1964 Część I. Pierwsza połowa lat sześćdziesiątych – inna bajka niż dziś. Dostęp do Słowacji utrudniony, obowiązywała konwencja turystyczna, na mocy której można było otrzymać rocznie dwie przepustki opiewające na sześć dni pobytu każda plus jeden dzień na powrót. Alternatywą było z jednej strony uczestniczenie w oficjalnym obozie klubowym lub chodzenie „na zielono” i spanie w kolebach. Poza tym Śleboda, nikt praktycznie nas nie ścigał za schodzenie ze szlaku, miejsc w schroniskach i samych schronisk znacznie więcej, ceny relatywnie niższe od obecnych
    1 point
  22. Morskie Oko i Roztoka. Koniec czerwca 1960 roku – jako czternastoletni, wyrośnięty ponad wiek chłopak wysiadam z rodzicami z nocnego pociągu na zakopiańskim dworcu. Ojciec podchodzi do pierwszego z brzegu fiakra (taksówek przed dworcem brak) i prosi o zawiezienie do kogoś, kto ma do wynajęcia pokój na parę tygodni. I tak trafiamy do starych, drewnianych zabudowań w kształcie litery U na samym początku Drogi do Walczaków, do pani Katarzyny Walczak, która długo będzie mi „matkować” w Zakopanem. Poznaję Walczaków, Krzeptowskich, Matejów. Pomagam od czasu do czasu w gazdówce,
    1 point
  23. Chyba kiedyś skutecznie udało mi się przekonać samą siebie, że w zimie w górach chodzić nie potrafię! Jeżeli wyszłam na Halę Kondratową i nie wpadła na mnie żadna lawina to powinnam posiadać jakiś stopień zimowej satysfakcji? i to już wystarczy! Tak było do czasu zanim znalazłam się na Forum Tatromaniaka. Teraz, siedząc wieczorami z filiżanką mojej ulubionej zielonej herbaty, przeglądam po sto razy wpisy i zdjęcia z zimowych wyczynów moich forumowych kolegów i koleżanek? Wreszcie za którymś nieziemsko pięknym zdjęciem i kolejnym super ciekawym opisem zimowej przygody z górami, zaczęła w mojej
    1 point
  24. Wspomnienia. Halina Krüger i Wanda Rutkiewicz były prekursorkami wspinania się na trudnych drogach i w górach wysokich w samodzielnych zespołach kobiecych. Halina wraz z Anią Okopińską zdobywa światowy rekord wysokości zespołu kobiecego na Gasherbrumie II (8035), Wanda wchodzi na Everest jako pierwsza europejska alpinistka, jest główną kandydatką do kobiecej Korony Himalajów. Niestety podczas kobiecej wyprawy na K2, w nisko położonym na wysokości zaledwie 6700m obozie II Ania Okopińska stwierdza rano z przerażeniem, iż Halina nie żyje. Wystarczyła jedna noc, aby rozwinął się śmier
    1 point
  25. In memoriam Niestety, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski dołączyli do długiej listy tych himalaistów, którzy pozostali na zawsze w górach. Rok 1941, Szwajcaria. W małym hoteliku w Winterthur mieszka dwóch kaprali podchorążych z 2 Dywizji Strzelców, która w wyniku klęski Francji przekroczyła granicę szwajcarską i została tam internowana. Owi dwaj kaprale to Jerzy Hajdukiewicz i Jan Sawicki, ci sami, którzy w lipcu 1939 roku pokonali Klimkowy Żleb. Przepisy o internowaniu są wówczas jeszcze bardzo surowe, Hajdukiewicz z Sawickim mogą tylko marzyć o
    1 point
  26. Krótki wstęp do parapsychologii górskiej – część II. Kiedyś uważano, iż wracanie do schroniska lub namiotu po zapomnianą rzecz przynosi pecha na wspinaczce. Schyłek wspinaczkowego lata 1968, Hala Gąsienicowa. Razem z Jankiem z Bydgoszczy mamy ochotę na Komin Drege’a na Granatach. W ostatniej chwili zmieniamy plany ze względu na niezbyt pewną pogodę, zamieniamy formację wklęsłą na wypukłą, decydujemy się na Filar Staszla na Zadnim Granacie. W Murowańcu Janek zamienia niechcący swój plecak na plecak kolegi, który podszedł z taboru do schroniska, aby znaleźć partnera na Zamarłą. O taką zami
    1 point
  27. Krótki wstęp do parapsychologii górskiej – część I. W 1964 roku, dwa lata po śmierci autora, ukazuje się Komin Pokutników pióra Jana Długosza, taternika i alpinisty, który na pewien czas stał się legendą swojego środowiska. Nie był fenomenalnym wspinaczem, ale miał serce i głowę do rozwiązywania problemów, jak ongiś nazywało się w taternickiej gwarze wytyczanie nowych dróg na trudnych formacjach skalnych. Wprowadził w Tatry technikę osadzania w skale nitów, dzięki której rozwiązano na początek dwa problemy – lewą połać Kazalnicy i środek wschodniej ściany Mnicha czyli pokonano
    1 point
  28. Ciekaw jestem, ilu narciarzy przekraczających Żleb Marcinowskich wie i pamięta o tragedii, jaka tam się wydarzyła przed laty. Tu przytaczam ciekawy tekst z Internetu. 321góry Forum górskie Góry - Historia, kultura, sztuka - Czy ktoś pamięta Dom Polaka? Iwona S - 2006-05-02, 07:57 Temat postu: Czy ktoś pamięta Dom Polaka? O istnieniu Domu Polaka dowiedziałam się Sie od Ojca. Ilekroć wchodziliśmy na Kasprowy, Ojciec zatrzymywał się i wskazując na miejsce byłego schroniska, mówił: tu stal kiedyś Dom Polaka. Zabrała go lawina.
    1 point
  29. Lawiny. Lawiny – temat jak rzeka, rzeka śniegu. Znawcy tego tematu lubili ongiś nadawać swoim opracowaniom górnolotne tytuły, jak na przykład Lawiny – biała zagadka przyrody (Stefan Myczkowski, Wierchy, rok XXVI). Dziś unika się takich sformułowań, bo wiemy na ten temat znacznie więcej i to w ścisłej, matematycznej formie. Konia jednak z rzędem albo i dwa temu, kto potrafi przewidzieć, gdzie, kiedy i z jakim skutkiem. Pierwszy wypadek lawinowy już dziś mieliśmy – ale złamana noga to niewielki rachunek. Dla mediów katastrofy lawinowe to, jakby powiedział Moryc We
    1 point
  30. Fatum Z przyzwyczajenia śledzę warunki w Tatrach, podobnie, jak to czyniłem w Łodzi na parę tygodni przed zimowym wyjazdem w Tatry. Mały komentarz na ten temat. Codziennie ogłaszany jest przez TOPR komunikat lawinowy, ale komunikat ten daje jedynie uśrednioną ocenę zagrożenia lawinowego nie oddając z natury rzeczy rzeczywistego zagrożenia w danym miejscu i w danym czasie. Taką ocenę trzeba wypracować samemu, a jej podstawą jest znajomość terenu i warunków, w jakich w ostatnim okresie czasu kształtowała się pokrywa śnieżna. Margines błędu jest niestety dość szeroki, a jak twierdzą wybitni
    1 point
  31. Kwietny biwak. W latach dziewięćdziesiątych bardzo polubiliśmy z Alą przejście przez grań główną Tatr z Tatrzańskiej Kotliny do Jaworzyny Spiskiej przez Przełęcz pod Kopą. Ten idylliczny, górski spacer ma swoje niebagatelne zalety estetyczne, bo wiedzie przez kwietne latem łąki Wspólnej Pastwy, Przednich i Zadnich Koperszadów okraszone piękną panoramą doliny Kieżmarskiej, jest to inny świat w porównaniu z surowym pięknem większości dolin Tatr Wysokich. Wielokrotnie zdarzało się nam, iż przechodząc przez piękne miejsca w Tatrach czuliśmy żal, iż musimy się spieszyć, aby zdąż
    1 point
  32. Wspomnienie o Klimku. Część II. Wróćmy do Doliny Jaworowej, rano, piątego sierpnia dochodzi według relacji Jarzyny do sprzeczki między Szulakiewiczem, a Bizoniem, ten ostatni rezygnuje ze wspinaczki i schodzi na dół. Pozostała dwójka rozpoczyna wspinaczkę. Początkowo idą tak, jak bracia Komarniccy rok później, ale w środkowej partii ściany kierują się bardziej wprost ku wierzchołkowi w sposób mniej więcej odpowiadający drodze Slámy, co sprawia, iż wchodzą w znacznie trudniejszy teren. Być może mgła nie pozwoliła im na właściwą ocenę trudności ściany podszczytowej. Po pokonaniu
    1 point
  33. Wspomnienie o Klimku – Część I. Czwartego sierpnia 1910 roku w Dolinie Jaworowej układają się do snu trzej taternicy – Józef Bizoń, Jan Jarzyna i Stanisław Szulakiewicz, członkowie Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie, założonego w 1906 roku na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Józef Bizoń to jeden z prekursorów narciarstwa sportowego w Polsce i działacz AKT. Osiemnastoletni Jan Jarzyna, świeżo upieczony student Politechniki Lwowskiej to bardzo utalentowany narciarz, w marcu tego roku podczas I Międzynarodowego Dnia Narciarzy w Zakopanem wygrywa dwie konkurencje pokonując m
    1 point
  34. Jaworowa – część II. Zwijam namiot, pakuję plecak i ruszam dalej. Blisko podstawy progu, jakim podcięte jest następne piętro doliny zatrzymuję się na dłużej. Powodem jest stado kozic, które wykorzystując nieobecność turystów o tak wczesnej porze pasie się w pobliżu ścieżki, siadam na kamieniu, zapalam fajkę i na zmianę przypatruję się to kozicom, to ścianom Jaworowego Muru dobrze podświetlonym porannym słońcem. Stara jak taternictwo rozrywka intelektualna, wybieranie w myśli różnych sposobów przejścia tych urwisk. Medytacje te przerywa pojawienie się kilku pojedynczych
    1 point
  35. Trzeci krąg wtajemniczenia – Mięguszowiecki (1963). Matura i egzamin wstępny na fizykę na Uniwersytecie Łódzkim przeszły bez historii i w połowie lipca znalazłem się w Tatrach, gdzie zacząłem grać swoje standardy. Drugiego sierpnia wyruszam na przydługi spacer w Tatry Zachodnie. Ze Skibówek per pedes do Drogi Pod Reglami i nią aż do Kir, Doliną Kościeliską na Halę Ornak, skąd na Iwaniacką Przełęcz, Ornak i Starorobociański Wierch, skąd schodzę przez Kończystą nad Jarząbczą i Trzydniowiański Wierch do Doliny Chochołowskiej, a potem Kir, gdzie wsiadam do autobusu, aby wrócić na Skibówk
    1 point
  36. Pochwała Babiej Góry – ona najbardziej przypomina Tatry. Babia Góra w lapidarnym ujęciu podręcznikowym: Najwyższy szczyt w polskich Beskidach i najwyższy poza Tatrami. Jedyny masyw górski w Polsce, za wyjątkiem Tatr, charakteryzujący się prawie kompletnym układem pięter roślinności z reglem dolnym, górnym, piętrem kosodrzewiny i piętrem halnym(alpejskim). To ostatnie zredukowane do mniej więcej 75 metrów, brak jedynie piętra turniowego. Układ pięter jest na tyle wyrazisty, iż wpisano Babią do rejestru rezerwatów biosfery UNESCO. Na północnym zboczu wcale pokaźne, jak na Beskidy
    1 point
  37. Czerwone Wierchy jesienią. Część II. Wędrując z Przysłopu Miętusiego na Małołączniak raz jeszcze patrzę na środkową i najwyższą partię Doliny Miętusiej. Piękne polany poprzedzają próg zasypany ogromnymi wantami porośniętymi starodrzewem, to Wantule, jedna z największych osobliwości tatrzańskich długo podsycająca dyskusje specjalistów od rzeźby górskiej. Eugeniusz Romer (1871 – 1954), twórca nowoczesnej kartografii i sława polskiej geografii, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, a później Uniwersytetu Jagiellońskiego twierdził, iż Wantule są efektem zlodowacenia, blo
    1 point
  38. Czerwone Wierchy jesienią. Część I. Pierwsza niedziela października 2011 roku. W niedzielę nikt w Podsarniu nie wykonuje żadnych prac poza zwykłymi, codziennymi obrządkami w gospodarstwie – my też się do tej tradycji stosujemy, ale w Tatry ruszyć można, to już nie sezon, może zbytniego tłoku tam nie będzie. Ruch na drodze niewielki, po czterdziestu minutach jazdy parkuję samochód w Kirach. Mam z dawnych lat sentyment do Czerwonych Wierchów, przez wiele lat je omijałem, wróciłem w nie za sprawą Mieszka. Chcę przejść przez Przysłop Miętusi, Kobylarz, Małołączniak i Kopę Kondracką
    1 point
  39. Przyczynek do atawistycznych lęków i tatrzańskiego lasu Trzeciego dnia na Starorobociańskiej Równi wysunąłem się ze śpiwora o piątej piętnaście, wpół do siódmej ruszyłem w drogę ku Siwej Polanie. Na jednej z polan napotkałem dwóch górali, którzy właśnie podjechali tam traktorem, aby zająć się wycinką drzew. Zdziwili się bardzo, iż o tak wczesnej porze schodzę na dół, wytłumaczyłem im pokrótce, w czym rzecz. Dalsza rozmowa przybrała dość szczególny tok. Przyznali, iż czasem nocują tutaj, gdy roboty wiele, ale samemu to tak bojno, nie baliście się wilka? Wystarczająco dobrze znam
    1 point
  40. Początek sezonu Nadszedł czas, aby rozpocząć kolejny, pięćdziesiąty drugi sezon tatrzański. Wsiadam do busa w Podsarniu i jadę do Nowego Targu, tam przesiadam się do autobusu jadącego do Zakopanego, potem kolejny bus i jestem już na Siwej Polanie. Piwo z sokiem, drugie śniadanie i wsiadam do chochołowskiej kolejki, aby oszczędzić mojemu kręgosłupowi dźwigania niezbyt lekkiego plecaka przez najnudniejszy fragment drogi, która mnie dzisiaj czeka. Tu krótkie objaśnienie – w swoim czasie władze PRL-u zapomniały wykupić tereny w Dolinie Chochołowskiej od ich prawnych właścicieli co z
    1 point
  41. ak to z dziewczynami w Tatrach bywa. Część II. Propozycja czy licentia poetica? Dwa dni po wycofie z grani Cubryny wychodzimy na spacer do Doliny za Mnichem we troje, Gaba, Janusz i ja. W dolince Janusz stwierdza, iż ma pewien pomysł i rusza samotnie w stronę Mnichowych Stawków. Gaba i ja podchodzimy na Wrota Chałubińskiego przygarniając po drodze jakąś samotną dziewczynę. W wietrze i mgle, moczeni do czasu do czasu gęstą mżawką, w temperaturze bliskiej zeru pniemy się granią na Szpiglasowy Wierch. Gdy stoimy na wierzchołku silniejszy podmuch wiatru rozgania na chwilę mgłę i ukazują
    1 point
  42. Jak to z dziewczynami w Tatrach bywa… Część I. Czytelnika Kroniki może zastanawiać, dlaczego tak dużo opowieści dotyczy zdarzeń, które miały miejsce w terenie rozciągającym się od Doliny za Mnichem poprzez Cubrynę i Mięguszowiecki aż po Przełęcz pod Chłopkiem. Odpowiedź jest prosta, autor Kroniki należy do tych tatrafilów, którzy bardzo wysoko cenią sobie otoczenie Morskiego Oka. Dodać do tego należałoby coś, co już se nevrati – niezapomnianą atmosferę MOka w czasach komuny, dającą nam wówczas, słusznie czy niesłusznie, poczucie swoistej eksterytorialności. Polecam pod tym wzglę
    1 point
  43. Jak złamałem granicę państwową. W 1954 roku podczas zjazdu z jednej z igieł grani Pośredniego Mięgusza nad Wyżnią Przełęczą Mięguszowiecką wypada z klucza zjazdowego Adam Milówka – jest ciężko ranny i niestety nie przeżyje tego wypadku. Rozpoczyna się chaotyczna akcja ratunkowa przebiegająca w bardzo ciężkich warunkach atmosferycznych z opadami śniegu włącznie. W akcji tej zginie kolejny wspinacz, Tadeusz Westwalewicz odpadając z blokiem ze ścianki, która dziś nosi jego imię na Drodze po Głazach (lepiej ją omijać górą w banalny sposób) Z MOka wyrusza z pomocą dwud
    1 point
  44. Mieszko i Czerwone Wierchy (2009) Część III i ostatnia. Prezentowany tu sposób opowiadania o wspólnej z Mieszkiem wyrypie dobrze koresponduje z nią samą, gdy perć jest łatwa i nie wymaga koncentracji to najczęściej się gada w marszu wspominając niegdysiejsze przewagi i klęski. Od czasu do czasu opowiada się też jakieś górskie makabreski, co po pierwsze ma aspekt dydaktyczny, a po drugie tłumi własny lęk przed tym, co się w górach zawsze może zdarzyć bez względu na doświadczenie i umiejętności. Ktoś kiedyś na łamach Taternika opowiadał, jak podczas prelekcji o wspinaniu i górach
    1 point
  45. Mieszko i Czerwone Wierchy (2009) Część II. 10 sierpnia przychodzi pora na zachodnią połać Czerwonych Wierchów i wejście na najwyższy ich wierzchołek, Krzesanicę. Krótka analiza, mamy dwa szlaki do dyspozycji, pierwszy z nich wiedzie z Hali Ornak przez Halę Tomanową, drugi z Polany Zahradziska przez Halę pod Piecem. Oba szlaki łączą się nieopodal Chudej Turni na bocznym ramieniu Ciemniaka. Przez wiele lat drugi z tych szlaków cieszył się niechlubną sławą najbardziej nudnego i mozolnego podejścia na Czerwone Wierchy, co starsi bywalcy tych okolic wspominają zwłaszcza korzenie smr
    1 point
  46. Mieszko i Czerwone Wierchy (2009) Dylemat: gdzie zabrać Mieszka w Tatry? Szczyt sezonu, droga do Morskiego Oka w remoncie, wypady z Roztoki odpadają. Pięć Stawów i Hala Gąsienicowa to nienajlepsze miejsce, na Orlej Perci łatwo oberwać kamieniem albo całym ceprem, na biwakowy proceder Mieszko jest jeszcze za mały. Jaki masyw w Tatrach Polskich poza Tatrami Wysokimi jest najciekawszy – bez wątpienia Czerwone Wierchy. A więc działanie z doskoku, wczesny wyjazd z Podsarnia samochodem, zaparkowanie go na Groniku lub w Kirach, pętla na Czerwonych Wierchach i powrót do samochodu. W tym
    1 point
  47. Aforyzmy Mieczysława Świerza – odcinek IV i ostatni. Ale nie odgrażając się ciąg dalszy opowieści wkrótce nastąpi. Cztery lata później lina zwana kablem przydała mi się naprawdę. A było to tak. Hala Gąsienicowa, spędzamy ten sezon na taborisku [obozowisko taternickie] nazywanym powszechnie Rąbaniska. Hala wita nas długim okresem niepogody, czas wypełniamy miłym życiem obozowym i turystyką. W końcu pogoda się poprawia i możemy zacząć się wspinać. Na drugą wspinaczkę w sezonie wybieramy popularną setkę czyli drogę numer 100 w przewodniku Paryskiego, wiodącą zachodnim żebrem Zadniego
    1 point
  48. Siła argumentu. Czworo, tak na oko studentów wybiera się tam, gdzie być nie powinni, bo popołudnie jest bardzo lawinowe. Tzw. rzeczowe argumenty nie skutkują, ruszają. Gdy są już w odległości kilkunastu kroków rzucam za nimi: Tylko dziewczynę zostawcie, bo ładna i szkoda jej. Zawrócili. Warto wrócić jeszcze do aforyzmów Mieczysława Świerza opublikowanych na łamach Taternika w 1925 roku. Największą trudnością drogi skalnej jest określenie jej trudności. Aż do końca lat sześćdziesiątych stosowano w Tatrach, i nie tylko, sześciostopniową skalę trudności( I – VI ), przy czym
    1 point
  49. Wybieram się na emeryturę” – te słowa słyszy się najczęściej z ust ludzi w pewnym, nic nikomu nie ujmując, wieku. Ja zastąpiłem te słowa stwierdzeniem: „Wybrałem wolność !”, wypowiedziałem je parokrotnie, nawet na pożegnalnej dla mnie Radzie Wydziału. Skąd te słowa ? Nie byłem tu zbyt oryginalny, góry nieodmiennie kojarzą się z wolnością dla tych, którzy zostali obdarzeni przez Opatrzność tym, co starzy górale nazywali ongiś maturą do gór. Góry kojarzyły mi się z wolnością od zawsze, a to za sprawą mojego wuja Czesława, który w 1945 roku osiadł był w Karpaczu. Byłem dzieckiem wychowywanym w c
    1 point
  50. Oczekując na moment, kiedy Słowacy otworzą po zimie Tatry zastanawiam się, od czego by tu w Tatrach zacząć sezon 2008. Wygodnie i miło byłoby znaleźć się w poczciwej Roztoce, ale oznaczałoby to zderzenie się z tłumem ludzi na asfalcie prowadzącym do Morskiego Oka i licznymi wycieczkami podchodzącymi do Pięciu Stawów. A od tłumu odzwyczaiłem się w Podsarniu, oj odzwyczaiłem. Wiele lat wyruszałem, jak inni, w Tatry wiosną korzystając z dobrodziejstwa tzw. długiego, majowego weekendu. Ale po serii różnych zdarzeń nazwałem ten czas Wielkim Wiosennym Redykiem. Dlaczego? O tym za chwilę. Prze
    1 point
×
×
  • Create New...