Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 05.11.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Jeśli ktoś wybiera się w Tatry z Krakowa 7, 8, 9, 10 lub 11 listopada i dysponuje miejscem w aucie, proszę dać znać. Mam pięć dni wolnego i chętnie bym się wybrał na jeden do pięciu dni, zanim dyktatura sanitarna zamknie nas w domach pod pretekstem walki z wirusem i fałszywą pandemią.
    1 punkt
  2. To, że promil niektórych narodów umiera na chorobę, która nawet z punktu klinicznego nie różni się niczym od znanych już chorób nie znaczy, że mamy pandemię. A już tym bardziej to, że niektórzy lekarze czy ratownicy histeryzują, nie znaczy, że mamy pandemię. "Swiadkom pandemii" z góry dziękuję.
    1 punkt
  3. Hmm... można i tak ?
    1 punkt
  4. Miłośnikom wejść przeróżnych, a poza szlakowych polecam Kronikę Wyryp Rozmaitych zamieszczoną w pierwszym numerze Taternika wydanym we Lwowie 1 marca 1907. Kronika turystyczna za rok 1905. 15./I. Prof. Dr. Karol Jordan i Janusz Chmielowski z przewodnikami: Klimkiem Bachledą, Janem Franz’em sen. i Pawłem Spitzkopfem na Szczycie Gierlachu. Wchodzono »Żlebem Karczmarza*, schodzono do Doi. Batyżowieckiej (I. wyjście w zimie). i./V I. Dr. Alfred Martin (sam) przechodzi ze Sławkowskiego Szczytu granią (nowa droga) na Przełęcz Sławkowską. 3./VI. Tenże wychodzi (sam) od Przełęczy Lodowej na Mały Lodowy Szczyt (nowa droga). i i ./V I . Ernest Dubke z przewodnikiem Janem Franz’em sen. schodzi nową drogą ze szczytu Pośredniej Grani do Pięciu Stawów Spiskich. 6./VTI. Alfred Grosz, Jerzy Gretzmacher, Alfred Thern i Koloman Rumancsik przechodzą (bez przewodnika), jako pierwsi, przez Przełęcz Litworową (między Szczytem Wielickim 2320 m. a Szczytem Litworowym 2431 m.) z Dol. Wielickiej do Doi. Litworowej. 9./VII. Ernest Dubke i Hans Wirth z przewodnikiem Janem Franz’em sen. wychodzą z Doi. Mięguszowieckiej, jako pierwsi na »Basztową Przełęcz* (pomiędzy Zadnią Basztą a Hlińską Turnią 2334 m ), po czem okrążywszy Hlińską Turnię po stronie Dol. Młynicy, wydostają się na przełęcz między Hlińską Turnią a Szczyrbskim Szczytem; stąd najprzód granią a później koło grani, po stronie Dol. Hlińskiej postępując — wychodzą na Szczyrbski Szczyt, a następnie na turnię 2246 m. Powróciwszy na przełączkę między turnią 2246 m. a Szczyrbskim Szczytem, schodzą z niej nad Stawek Kolisty w Doi. Młynicy (wycieczka w całości nowa). 10 ./VII. Maksymilian Broske z przewodnikiem Janem Hunsdorferem sen. wychodzi na zachodni i na główny (najwyższy, środkowy) szczyt »Wideł « (pierwsze wyjście). 2 3 /VII. Prof. Dr. August Otto z przewodnikami: Janem Franz’em sen. i Janem Breuerem jun. wychodzi na Łomnicę od Zielonego Stawu Kieżmarskiego przez Niemiecką Drabinę (od 100 lat przeszło w zapomnieniu znajdującym się) szlakiem Dawida Frólicha. 26./VII. Janusz Chmielowski, Prof. Dr. Karol Jordan, Dr. Adam Kroebl, Dr. Stanisław Krygowski i Prof. Tadeusz Łopuszański z Klimkiem Bachledą, Jakóbem Bachledą, Jędrzejem Marusarzem, Janem Stopką Ceberniakiem i Janem Karpiem schodzą z Żabiego Szczytu Wyżniego (2252 m.) do Stawu Czeskiego (nowa droga). 27.VII. Janusz Chmielowski, Prof. Dr. Karol Jordan i Dr. Adam Kroebl z Klimkiem Bachledą i Jakóbem Bachledą, przechodzą z Dol. Czeskiej do Dol. Rumanowej przez Przełęcz Rumanową« (między Gankiem a Wysoką ; pierwsze przejście). 28./VII. Ciż sami, z tymiż przewodnikami, a ponadto z Jędrzejem Marusąrzem, schodzą nową drogą ze »Żłobistego Szczytu« 2433 m. (po niem.: Martha Spitze) w stronę Żelaznych Wrót. 28./VII. Klimek Bachleda i Jakób Bachleda wychodzą na niezwiedzony przedtem »Zachodni Szczyt Żelaznych Wrót«. 2g./VII. Janusz Chmielowski i Prof Dr. Karol Jordan z Klimkiem Bachledą i Jędrzejem Marusarzem wychodzą nową drogą na Zmarzły Szczyt 2400 m. (granią od Przełęczy pod Drągiem). 29./VII. Janusz Chmielowski z Jędrzejem Marusarzem wychodzi na niezwiedzony przedtem Kościółek 2273 m. (dwiema drogami). 30./VII. Janusz Chmielowski z Klimkiem Bachledą schodzi z Wielickiego Szczytu wprost nad Zmarzły Staw pod Polskim Grzebieniem (nowa droga). 3./VIII. Włodzimierz Boldireff i Stanisław Porębski wychodzą (bez przewodnika) z Dol. Niewcyrki na grań Hrubego Wiechu pomiędzy punkty: 2362 i 2370. 5 /VIII. Zygmunt Klemensiewicz i Roman Kordys przechodzą (bez przewodnika) z Kościelca granią na Turnię Zawratową. l i ./V I I I . Dr, Alfred Martin z Janem Breuerem jun. znajduje nową drogę od północy na przełęcz pomiędzy Żółtym Szczytem a północno-zachodnim wierzchołkiem Pośredniej Grani (po niem.: »Katharinen Spitze«) i z przełęczy tej jako pierwszy schodzi do Dol. Staroleśnej. 1 3 ./VIII. Tenże z tym samym przewodnikiem wychodzi na oba wierzchołki niezwiedzonej dotąd ^Szarpanej Turni«*) (około 2523 m.) w południowo- wschodniej grani Wysokiej (po niem.: „Moritz Dechy Sp.). 14./'VIII. Tenże z tym samym przewodnikiem przechodzi ze Szczytu Rumanowego granią na Przełęcz Gankową (nowa droga). 14 /VIII. Roman Kordys i Zygmunt Klemensiewicz wychodzą od Zmarzłego Stawu pod Zawratem na Przełęcz Mylną jako pierwsi turyści (bez przewodnika). 15./VIII. Dr. Alfred Martin przechodzi (sam) z Polskiego Grzebienia granią na Gierlach (pierwsze całkowite przejście tej grani). I7'./VIII. Janusz Chmielowski i Kazimierz Bizański przechodzą z Klimkiem Bachledą przez Przełęcz Żabią (najniższe wzniesienie w grzbiecie między Rysami a Mięguszowieckiemi Turniami) od Czarnego Stawu nad Morskiem Okiem do Żabich Stawów Mięguszowieckich (nową drogą). 23./VIII. Zygmunt Klemensiewicz i Jerzy Maślanka wychodzą (bez przewodnika) z Doliny Mięguszowieckiej nową drogą na »Basztową Przełęcz'1 a następnie na niezwiedzoną przedtem Zadnią Basztę. Schodzą do Dol. Młynicy. 16 ./V III. Tadeusz Hickiewicz i Antoni Jakubski przechodzą ze Stanisławem Stopką od Rakuskiej Przełęczy granią poprzez Mały Kiezmarski Szczyt (2520 m.) na Szczyt Kiezrmarski (2556 m ) (nowa droga). *) Wiadomość o istnieniu nazw „Szarpana Turnia« i »Złobisty Szczyt« zawdzięcza uprzejmości p. Dra Stanisława Eljasza Radzikowskiego. 27./VIII. Roman Kordys i Jerzy Maślanka przechodzą (bez przewodnika) od ^Przełęczy pod Zieloną« (2038 m.) po części samą granią, po części zaś koło grani (po stronie Dol. Rówienek) na Mały Szczyt Jaworowy (2386 m.), z którego schodzą nową drogą do Doi. Staroleśnej-. i i ./IX. Janusz Chmielowski z Klimkiem Bachledą i Jędrzejem Marusarzem schodzi z Rysów granią zachodnią na Żabią Przełęcz (nowa droga). 1 1 . /IX. Katarzyna Broske i Szymon Haberlein przechodzą (bez przewodnika) od Przełęczy pod Chłopkiem (2304 m.) granią (nowa droga) na Żabią Turnię Mięguszowiecką (2338 m.), tj. szczyt drugi na zachód od Żabiej Przełęczy, z którego schodzą do Żabich Stawów. 12 ./IX. Ciż sami wychodzą (bez przewodnika) na »Żabiego Konia" (Szczyt przedtem niezwiedzony, leżący tuż na zachód od Żabiej Przełęczy). 12 /IX. Janusz Chmielowski z Klimkiem Bachledą i Jędrzejem Marusarzem schodzi ze Szczytu Ganku poprzez środkowy i niższy jego wierzchołek na Przełęcz Rumanową (nowa droga; pierwsze zejście ku północy). 15 ./IX. Katarzyna Broske, Maksymilian Bróske i Szymon Haberlein wychodzą (nowa droga) na Szczyt Spiczasty*) od strony południowej tj. z Doliny Staroleśnej i schodzą zeń granią wschodnią (również nowa droga) na Białą Ławkę. 29./XII. Janusz Chmielowski z Klimkiem Bachledą i Józkiem Bachledą wychodzi na Kasprowy wierch (I. wyjście w zimie). Redagując umieszczoną powyżej »Kronikę«, będącą dalszym ciągiem »Kronik“ drukowanych poprzednio w »Pamiętniku Tow. Tatrz.«, mogłem wobec wielkiej obfitości materyału uwzględnić jedynie wycieczki nowe, t. j. wyprawy na szczyty lub przełęcze, przedtem niezwiedzone, oraz nowe drogi na szczyty i przełęcze, już znane. Z wycieczek zimowych podległy rejestrowaniu tylko wyprawy przedsięwzięte w ogóle.
    1 punkt
  5. Przysłop Miętusi. Gdy przeciętny turysta podążając ścieżką nad Reglami lub idąc z Gronika wchodzi na siodło Przysłopiu Miętusiego to urzeka go panorama Czerwonych wierchów , ale nie wie, jaka jest historia tego miejsca. Przysłop to w języku Wołochów przełęcz, a Wołosi to pasterze przemieszczający się ongiś wzdłuż łańcucha Karpat, Przysłop Miętusi, bo niejaki Miętus z Cichego dawno, dawno temu otrzymał przywilej wypasania tu owiec. Około roku 1935 rozpoczęło tu, nieco poniżej siodła działalność maleńkie schronisko przebudowane z jednego czy dwóch pasterskich szałasów goszcząc tatrzańską wiarę dość długo, bo jeszcze w 1974 roku w nim spałem. Nocleg zapewniało taki, jak w czasach Towarzystwa Tatrzańskiego, Towarzystwa Tatrzańskiego, jeszcze nie Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Ze schroniskiem tym związana była przede wszystkim osoba Stanisławy Staszel-Polankowej (1912 – 1988), nieoficjalnej mistrzyni świata w narciarstwie z 1929 roku, ośmiokrotnej mistrzyni Polski, ratowniczki TOPR, kurierki na trasie Zakopane – Kraków – Warszawa w czasie okupacji, sanitariuszki baonu Kiliński A.K. w powstaniu Warszawskim, damy Krzyża Walecznych. Dwie izby, w pierwszej stół i ławy, zaplecze kuchenne, serwowany przepyszny piernik z wodą źródlaną zaprawioną sokiem malinowym bez konserwantów. W drugiej izbie prycze, początkowo na sześć miejsc, później na więcej. Schronisko PTT na Hali Pysznej zostało zniszczone ogniem haubic podczas niemieckiego natarcia na oddział partyzancki stacjonujący w Dolinie Kościeliskiej. Zastąpiło je otwarte w roku 1948 schronisko na Hali Ornak liczące wówczas 95 miejsc noclegowych. Trzecim punktem noclegowym w rejonie Doliny były pokoje nad restauracją Harnaś w Kirach. Tak dla przykładu – w 1950 roku Hala Ornak udzieliła 7305 noclegów, Przysłop 699, Harnaś 635. Przez szereg lat Przysłop był bazą nie tylko dla turystów, ale i grotołazów – z oczywistego względu, do jaskiń było z niego bardzo blisko. Owce pasły się na dnie Doliny Miętusiej, w Litworowej i Mułowej, na Twardym Upłazie i na stokach Małołączniaka. Z Przysłopem Miętusim wiąże się też epizod górniczy – w 1840 roku w tym rejonie poszukiwano rud miedzi i srebra, wcześniej w Dolinie Mietusiej powstały dwie sztolnie, z których wydobywano limonit zawierający około 10 – 12 % żelaza. Najbogatsze były rudy w rejonie Tomanowej, do 30 % Fe. Do końca okresu wydobywanie rud w Tatrach Polskich, a więc do roku 1880 uzyskano łącznie do 200 ton żelaza. Wydanie X, ostatnie kompletne przewodnika „Po Tatrach” Tadeusza Zwolińskiego polecało w tym rejonie dwie wycieczki „poza szlakowe” do Wielkiej Świstówki przez Wantule i Małą Świstówkę ze zwiedzeniem Piwnicy Miętusiej. Cały ten teren to moje chłopięce terminowanie i przyzwyczajanie się do samotnych wyryp: Wantule, obie Świstówki, Dziurawe, Dolinki Litworowa i Mułowa. Pożegnanie z Przysłopem – z górskiego notatnika: 14.08.1974 Nocleg na Przysłopie; 15.08.1974 Przysłop – Kira Miętusia – Hala Pisana - Wąwóz Kraków – Zadnie Kamienne – Jaskinia Lodowa w Ciemniaku – Przełączka pod Chudą Turnią – Dolina Mułowa – Kozi Grzbiet - Krzesanica – Ciemniak – Piec – Wołowy Żleb – Wyżnia Rówień Upłaziańska – Przysłop i nocleg. Atmosfera wieczorów na Przysłopie była niepowtarzalna, siadywaliśmy na drewnianym tarasie i wpatrując się w ciemniejące kształty wierchów prowadziliśmy długie rozmowy. To już se ne vrati, a szkoda. Czego najbardziej żałuję, ano tego, że nie zdecydowałem się w tamtych czasach na wejście w ścianę Kazalnicy Miętusiej. To wspaniała ściana – zamieszczam o niej skan z przewodnika Włodka Cywińskiego. Stare zdjęcia różnych autorów wzięte z Internetu. 5.webp
    1 punkt
  6. Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część V. Dzień piąty nad Popradzkim Stawem. W piękną pogodę wyruszamy we troje kierując się ku Dolinie Batyżowieckiej. Krótki odpoczynek nad Batyżowieckim Stawem, podejście w górę doliny i już pniemy się ku Batyżowieckiej Próbie. Nikt poza nami nie podchodzi na Gerlach, ani nikt z niego nie schodzi więc szybko osiągamy wierzchołek. To jeszcze nie czasy tłumnych wejść na „Króla Tatr” – na wierzchołku zastajemy tylko kilka osób. Dziewięć lat później postanawiam pokazać czternastoletniemu braciszkowi mojej małżonki, jak się po Tatrach chodzi w stylu à la ksiądz Stolarczyk. Łysa Polana, Dolina Białej Wody i biwak w kolebie w Dolinie Kaczej. Dolina Litworowa, Polski Grzebień, Dolina Wielicka i kolejny biwak – w małej, przytulnej kolebie w Dolinie Batyżowieckiej. Rano jemy śniadanie, zostawiamy depozyt w kolebie i hajda na Gerlach przez Batyżowiecką Próbę. Na wierzchołku dość tłoczno, zabawa się zaczyna, gdy naraz ponad trzydzieści osób decyduje się na schodzenie do Batyżowieckiej. Wówczas komendę nad całością przejmuje wiekowy już przewodnik ze Spisza znający słowacki, czeski i niemiecki. Ale narodowości w tej zgromadzonej ad hoc grupie jest ze sześć albo i więcej. W skrajnym przypadku przewodnik wydaje komendę po niemiecku, ktoś tłumaczy to na angielski, a kolejna osoba na hiszpański. Gdybym całą tę ekskursję sfotografował, a zdjęcie zamieścił na FB to w oczy rzuciłoby się to, iż nikt na głowie nie miał kasku ani liną nie był związany. Ale przezorny zawsze ubezpieczony – biorąc poprawkę na wiek Andrzeja wrzuciłem do horolezki linę, tak na wszelki wypadek, gdyby np. pogoda nagle się załamała. Wieść górska głosi, iż sam Guyla Komarnicki, jeden z najlepszych w swoim czasie wspinaczy idąc na Rysy od południa tez na wszelki wypadek Line do plecaka wrzucił mając lat już ponad osiemdziesiąt. Trzeci biwak i po własnych śladach wracamy się na Łysą. Dzień szósty. Większość poprzedniego dnia spędziliśmy z Andrzejem bez koszul, a o kremach z filtrem UV nikt jeszcze tu nie słyszał. Skutek wiadomy, w nocy trapią nas dreszcze i gorączka, rano mowy nie ma o wzięciu plecaka na grzbiet, starujemy zatem na lekko na Krywań. Droga nudna, krówska perć, ale widoki piękne. Krówska perć, bo podobno jeden ze słowackich vodców założył się z kumplami o okrągłą sumkę, iż krowę na Krywań wprowadzi i zakład ten wygrał. Między Bogiem, a prawdą jestem skłonny w to uwierzyć, bo za zamierzchłych czasów poznałem możliwości krów Jaśka Murzańskiego pasących się na Morskim Okiem – możecie mi wierzyć, jedynka nie stanowiła dla nich problemu. A szopy miały tam, gdzie dziś jest tabor – na Starych Szałasiskach. W drodze powrotnej raczymy się piwem w Szczyrbskim, aż zapada zmrok. Baterie w tamtych czasach miały wyjątkowo małe pojemności, żarówki w latarkach żarły prąd, jak się patrzy, a zatem obywaliśmy się bez nich paląc w kolebach wyłącznie świeczki i tłukąc się po perciach po ćmoku. Ujmujemy się pod łokcie i przez Dryganta ruszamy na ostatni już nocleg w Popradzkim. Andrzej co jakiś czas potyka się o jakąś wystającą wantę, a ja co pewien czas spadam z perci – Ewa jest miotana na przemian raz w lewo raz w prawo. I tak się kończy ten sezon.
    1 punkt
  7. Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część IV. Zbliża się koniec sezonu, Darek wraca do Warszawy, a Ewa, Andrzej i ja wsiadamy na Łysej Polanie do autobusu jadącego do Popradu. W Popradzie kupujemy linę – już wykonaną z nowoczesnego włókna, 10 mm średnicy i 60 m długości. Ale wciąż nie mamy haków i karabinków. Poprad, Szczyrbskie i Popradzki Staw, sześcioosobowy pokój w górskim hotelu, a mamy za sobą noce w sianie bez śpiworów na strychu starej, góralskiej chałupy i prycze we Franz Hilton Hotel w MOku. Teraz czekają na nas puchowe kołderki na wygodnych tapczanikach, białe firanki, balkon i prysznic z ciepłą wodą. Na dole kelnerzy w smokingach z białymi serwetami na przedramionach, czaj w platerowanych dzbanuszkach i porcelanie, ale na to już nas nie stać, gotujemy obiadokolację na balkonie zapominając niestety o tym, iż przed chwilą wzięliśmy gorący tusz, co już nocą odczujemy. Nazajutrz dzień bez historii, to znaczy bez żadnych emocji wchodzimy na Wysoką przez Pazdury z Wagi, a schodzimy przez Złomiska, co samo w sobie jest górską, estetyczną ucztą. Dzień trzeci – pogoda się psuje, a jest to czas nie goretexu, a brezentu, zwiedzamy zatem Symboliczny Cmentarz pod Osterwą i Szczyrbskie Pleso. Dzień czwarty. Ewa jest niedysponowana, zostaje w schronisku, a Andrzej i ja ruszamy do Złomisk mając pewien plan. Tu mała dygresja. W zakopiańskim światku i nie tylko znany był szeroko Konstanty Stecki, człowiek wielu talentów – między innymi przewodnik i grotołaz oraz popularyzator Tatr, który niejedną książkę dla młodzieży popełnił o tej tematyce. W jednej ze swoich książek opisał, jak to drzewiej ze swoimi przyjaciółmi cierpiąc na brak wszelakiego haczywa wybrał się śladami W.H.Paryskiego et all, który to Mistrz tatrzańskiej topografii szwendał się po masywie Ganku podczas głębokiego załamania pogody usiłując się ze ściany wyplątać. Jak wieść gminna głosiła WHP zostawił podczas tej eskapady niejeden hak w ścianie, a Konstanty miał na te haki apetyt. Jak to przeczytałem to ryknąłem donośnym śmiechem, bo ruszyliśmy z Andrzejem na Galerię Gankową nie tylko w celach krajoznawczych lecz także po haki. Zaczęliśmy rzecz jasna od Gankowej Przełęczy i Ganku, zeszliśmy z powrotem na znany wszystkim tym, którzy się tam włóczą zachód i przetrawersowaliśmy na Wschodnią Rumanową Przełęcz, gdzie po ocenieniu ekspozycji jako słusznej związaliśmy się na wszelki wypadek liną. Po kilkunastu minutach byliśmy już na Galerii Gankowej, na której krawędzi myśli o szukaniu haków na ostatnim wyciągu dróg tam wyprowadzających kompletnie nam z głowy wyparowały. Z Gankiem jest tak – niby łatwo i prosta orientacja, a jednak… . Jakieś cztery lata temu pewien doświadczony skądinąd przewodnik PTT pomylił żleb Gankowej przełęczy ze żlebem spadającym z Pośredniej Gankowej Przełączki, różnica istotna – zamiast 0+ trudności II lub V. Razu pewnego spałem samotnie na Polanie pod Wysoką, koło północy obudziły mnie jakieś dziwne dźwięki i światła, ale nie chciało mi się wychodzić z namiotu. Rano ze zdziwieniem dostrzegłem stojący na skraju taboru Land Rover Defender i dwa rozstawione namioty. Okazało się, iż przybyła ekipa młodych chłopaków z sudeckiego GOPR-u mająca zamiar wejść przez Pustą Ławkę na Galerię Gankową, z niej na Wschodnią Rumanową Przełęcz, przetrawersować do żlebu spadającego z Gankowej Przełęczy i wejść na Ganek. Zapytali mnie, czy zajmie im to sześć czy może osiem godzin – odpowiedziałem, aby nie liczyli, że Zejda poniżej ośmiu. Wyruszyli o ósmej rano, a wrócili po północy wywołując u mnie pewne emocje, czy nie zalarmować Horską Służbę. Ale ostatecznie poszło ich sześciu i cokolwiek sprzętu ze sobą zabrali, co mnie koniec końców uspokoiło, choć nie do końca. Na Ganek nie dotarli, pomylili żleby i pięć godzin się wycofywali. Na zdjęciach kolejno: Korona Wysokiej z Ganku, na Ganku, Gerlach z Galerii Gankowej, na Galerii Gankowej.
    1 punkt
  8. Morskie Oko i Popradzki Staw 1964. Część III. Wejście na Mnicha „przez Płytę” nie sprawia „warszawskiej ekipie” problemów – na wierzchołku chwila zastanowienia. W 1962 TOPR, a właściwie Grupa Tatrzańska GOPR zamontowała w Tatrach w paru miejscach stałe haki wykonane z pręta stalowego z koluchem, osadzane na ołów. Jeden z nich umieszczony nad przełączką między wierzchołkami służył mi w następnych latach jako hak zjazdowy – wystarczyło przewlec linę przez jego „oczko”. Ale z głównego wierzchołka trzeba zejść na przełączkę, co może być okazją do zanurkowania we wschodnią ścianę i ciężką robotę wyhisowania delikwentki lub delikwenta z powrotem na grań. Ponadto różnie bywało ze zjazdami nowicjuszy w kluczu Dulfera. Jest takie stare powiedzenie: kursant wszystko potrafi – wypuścić linę z rąk, chwycić za węzeł Prusika podczas takiego wypadnięcia itp. Postanowiłem zatem sprowadzić towarzystwo pod blok szczytowy bez zjazdu wariantem opatentowanym przez Starego Mistrza Paryskiego bodajże w roku 1947, a już trzykrotnie na żywca przeze mnie wypróbowanego w poprzednich dwóch sezonach. Ze stanowiska pod wierzchołkiem w dół na północ wielkimi płytami przeciętymi potężną szczeliną aż na kolejne, wygodne stanowisko z blokiem, potem krótki trawers w lewo i po czym przez 4 ½ metrową ściankę na wielką platformę, a dalej to już łatwo. Jak ktoś ma 4 tomik WHP to może sprawdzić tę kombinację wariantów 529 J, 533 Z, 530 A. Na dobrą sprawę trudności nie odstają zbytnio od jedynki, dwójkowa jest ewidentnie owa ścianka, zresztą czwórkowa w wejściu, co stanowi pewien ewenement. Wariant nie tylko prosty i dogodny, ale i bardzo efektowny ze względu na spacer po północnej ścianie Mnicha. Wejście na MSW najkrótszą drogą to jest z Bańdziocha Czerwonym Żlebkiem na Siodełko w Filarze, kawałek filarem, a potem wariantem Janczewskiego to wyrypa bez historii. Cała filozofia takiego wejścia bez asekuracji liną (liną, bo po prawdzie to z asekuracją „własnym ciałem”, gdzie zachodziła taka potrzeba) to dokładne sprawdzanie chwytów i stopni, wskazywania ich wodzonym połączone w niektórych miejscach z puszczaniem ich przodem lub zabezpieczaniem „od dołu” na trawersach. I ustawiczna kontrola, czy jakiegoś błędu nie popełniają. Na tej drodze zdarzały się mi i całkiem nietypowe przygody. Razu pewnego na filarze na środku małej, trawiastej platforemki przywitała mnie łasiczka, oboje byliśmy bardzo zdziwieni. A w zejściu na południowym siodełku (2340m npm), gdzie Droga po Głazach łączy się z obejściem grani od Hińczowej napotkałem stadko kozic. One poszły w prawo (orograficznie) ku Hińczowej, a ja w lewo ku Chłopkowi.
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...