Jump to content

staroń

Member
  • Content Count

    192
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Posts posted by staroń

  1. 12 minut temu, Luk_ napisał:

    Bardzo dużo osób narzeka właśnie na ten czerwony szlak z Kościeliskiej na Ciemniak, a wg mnie jest bardzo przyjemny.

    Ja go zawsze robiłem podczas zejścia z Ciemniaka, w drugą stronę się nie zdarzyło. Tak pomyślałem wczoraj, że warto dać mu szansę, ale właśnie pod górę, więc może kiedyś, jak będzie okazja, się spróbuje 🙂 

    • Like ! 1
  2. 16 dzień czerwca  zapowiadał się bardzo pogodnie a w połączeniu z wolnym dniem od pracy stanowił wręcz idealną okazję do odwiedzin w ukochanych Tatrach. Mam co prawda opłacony nocleg w Zakopanem od najbliższej niedzieli, jednak prognozy nie są na razie nazbyt optymistyczne...obawiam się, że znów wyjdzie na to, że spontaniczne jednodniowe wypady mają dużo większy sens niż dłuższy wyjazd planowany z wyprzedzeniem...no ale jak inaczej wyjechać na kilka dni niż zgłaszając urlop dużo wcześniej? Ale tu nie o tym... 🙂 


     Budzik nastawiłem na 4:30, normalnie byłaby to jakaś nieludzka pora na pobudkę, ale nie w przypadku gór, oj nie 🙂 kawa, spakowanie samochodu i w drogę 🙂 po drodze śniadanie, krótka wizyta na stacji i koło 7:15 przekraczam kasę w Dolinie Kościeliskiej. Prawie 3 godziny na nogach, ciało obudzone, można biec 🙂 Dawno nie byłem w Kościeliskiej a to taaaka przyjemna dolinka...szum potoku, poranny wiatr, może trochę za mocny, ale z drugiej strony nieźle pobudzający...te 6 km nie dłużyło się zupełnie. Po 35 minutach melduję się na Hali Ornak...w sumie nie wiem po co 😄 cykam fotkę i ruszam z powrotem do rozwidlenia szlaków chwilę przed schroniskiem...

     

    0001.JPG

     Przy rozwidleniu skręcam w prawo, jak się później okazało za bardzo w prawo 🙂 ciało obudzone, ale umysł chyba jeszcze nie...po kilku minutach ogarniam, że obrałem nie ten kierunek, doskonale przecież wiem, że przez Dolinę Tomanową prowadzi zielony a nie czarny szlak...rzut oka na mapę i wszystko jasne, nad Smreczyński się nie wybieram! Trzeba wracać, choć w sumie szkoda, bo nad tym stawem nie byłem ze 20 lat...cóż, może następnym razem 🙂 ten zielony szlak jest bardzo spoko, kiedyś chodziłem tylko czerwonym bo wydawał się krótszy, ale wiązał się tylko ze złymi emocjami 🙂 zielony za to różnorodny, najpierw przez las, delikatnie pnie się w górę więc znów podbiegam, potem mozolnie do góry, ale idę w dobrym nastroju. Wraz z nabieraniem wysokości za plecami wyrastają szczyty Tatr Zachodnich, ciesząc oko. 
     

    0003.jpg

    0004.jpg
     

    Blisko Chudej Przełączki chwila grozy, coś brązowego pojawia się poniżej szlaku, na szczęście kozica 😛 A za nią całe stado.... Zeszłoroczne spotkanie z niedźwiedziem totalnie zabiło we mnie poczucie beztroski w górach, jak sam napieram z rana pod górę, to czasem za co drugim drzewem czai się misiek...kozica też mi niegdyś krwi napsuła, więc również traktuję ze sporym dystansem, krwiożerczych świstaków jeszcze nie spotkałem, więc te najchętniej (nie krwiożercze, te zwykłe) bym widział na szlaku, no ale ciężko o taki obrót spraw każdego dnia 🙂 Tak czy inaczej w całości docieram na Chudą Przełączkę i od razu kieruję się na Ciemniak, który osiągam przed 10:00 czyli dużo szybciej niż mapowe wskazania. 

    Na szczycie jem drugie śniadanie a po nim zaczynam wycieczkę przez Czerwone Wierchy, gdzieniegdzie leży śnieg, na podejściu na Małołączniak znów spotykam kozicę, której moje towarzystwo chyba nie odpowiada, widoki powalają więc wyciągam aparat - tryb zdecydowanie spacerowy, aczkolwiek przy podejściach cisnę bez chwili wytchnienia. Niecała godzina i jestem na Kondrackiej Kopie, odpoczywam i podejmuję decyzję. W pierwotnym planie był od razu szlak na Kasprowy, jednak chęci, siły i pogoda pozwoliły na małą wycieczkę fakultatywną 😄 

     

    0006.jpg

    0007.jpg

    0008.JPG

    00010.jpg

     Giewont - symbol Zakopanego, góra znana przez wszystkich, nawet tych, którzy niespecjalnie wiedzą, gdzie są te Tatry. Byłem raz, pięknego kwietniowego popołudnia, zaraz przed zachodem słońca, wtedy było pusto, teraz po raz drugi melduję się pod krzyżem - ludzi trochę, ale bez przesady, spore tłumy na Kondrackiej Przełęczy, tym lepiej, że biegnę tudzież szybko idę, zostawiłem te tłumy w tyle 🙂 przy wejściu jestem sam, idzie gładko, przy zejściu trochę więcej towarzyszy przy łańcuchach, ale w dobrej odległości ode mnie, nikt nie wyrywa żelastwa jak np przed rokiem na Świnicy, jednym słowem kulturka. Złe wrażenie z pierwszego wejścia (a raczej zejścia) w 2017 zatarte, ale wydaje mi się, ze wtedy nie było tych łańcuchów? Pewnie dodane po tej tragicznej burzy albo przy innej okazji, jak się mylę to poprawcie. 
     

    00012.JPG

    00012a.JPG

    00013.JPG

    00015.JPG

    00016.jpg

    Wracam na dwukierunkowy szlak i idę znowu na Kopę, inaczej się nie da. Trochę to daje w tyłek, mam już w nogach 20 km, przewyższenia nawet nie wiem, bo uszkodziłem pasek w smartwatchu i wylądował w plecaku, ale zbliżam się do 1.8-2 tys...wycieczka na Giewont trwała 2 godziny, koło 13 jestem więc z powrotem na Kondrackiej Kopie, pozwalając sobie na dłuższą przerwę.

    00016a.JPG

    00017.jpg

    0017a.JPG

    00018.jpg
     
    Czas iść na ten Kasprowy...gładko docieram na Przełęcz pod Kopą Kondracką, szlakowskaz mówi 1:40h, patrzę na zegarek, a właściwie telefon - 13.30, niby dobrze, ale z tego co kojarzę to w zeszłym roku o 15:00 zamykali restaurację i robili ozonowanie - raz mnie nawet prawie zaozonowali przez przypadek... 😄 a miałem sporą chęć z restauracji skorzystać, więc ruszyłem przed siebie - lekki plecak i biegowe buty zrobiły swoje - po godzinie jestem na szczycie 🙂
     

    00019.JPG

    00020.JPG

    00021.JPG

    00022.JPG

    00023.JPG

    00024.JPG

    00025.JPG

    0025a.jpg

    0025b.jpg

    0026a.jpg

     Na Kasprowym pozwoliłem sobie na spory chillout - ludzi było sporo, ale mam swój sposób, słuchawki na uszy i zapominam o świecie 🙂 - dopiero po godzinie ruszyłem dalej 🙂 w 40 minut zbiegłem na Halę Gąsienicową, robiąc tylko krótkie przerwy na kilka fotek. Przy wejściu na Halę powtórzyłem zabieg sprzed 2 tygodni - siadam na uboczu, znów słuchawki idą w ruch i tak rozmyślam 15-20 minut, jeśli kiedyś spotkacie dziwnego gościa pasującego do opisu to mogę być ja 😛 Potem nie zostaje nic innego jak ruszyć szybko w stronę Kuźnic - uwielbam ten odcinek przez Boczań, szczególnie jego wyremontowaną niedawno końcówkę, gdzie można cisnąć, ile ma się ochotę 🙂 do punktu końcowego docieram w 40 minut, jeszcze tylko truchtem na Dworzec bo inaczej nie zdążyłbym na busa...

    00027.JPG

    00028.JPG

    0028a.jpg

    00029.JPG

    00030.JPG

    0031.jpg

     Chwilę po 18 jestem znów na parkingu w Kirach, wsiadam w auto, tankuję kawę i wracam do Krakowa, rozmyślając, jak dobrze wyszedł ten dzień 🙂 po powrocie zgrywam ledwo żywy zegarek - 36 km w 10,5 godziny, ok. 2400 m przewyższenia - całkiem nieźle, jest ogromna satysfakcja, że powoli osiągam swój cel, którym jest nieco szybsze przemierzanie szlaków, w końcu w normalnym tempie w tym czasie zrobiłbym co najwyżej Czerwone Wierchy 🙂 a tu w bonusie jeszcze Giewont i Kasprowy:) Wkrótce kolejne trasy, nie mogę się doczekać 🙂

    • Like ! 11
    • Thanks 1
    • Wow 1
  3. @Luk_ szacunek, mega trasa 🙂 tak jak pisałem niedawno, też chcę zrobić coś podobnego, ale muszę jeszcze kilka krótszych tras zaliczyć 🙂 o Bystrej nie myślałem, ale wkrótce mam nadzieję zrobić Starorobociański z Chochołowskiej, to może zobaczę jak się będzie cisnęło w tamtym kierunku.. tylko raz byłem na Bystrej i pamiętam, że długo się szło, ale wtedy było mega gorąco i trochę inna kondycja była 🙂 zobaczymy, tak czy siak po ostatniej wycieczce, gdzie z Siwej Polany przez Grzesia, Rakoń, Wołowiec, Jarząbczy na Kończysty dotarłem w 4h z małym kawałkiem, jest ochota na więcej takich wypraw 🙂 

    ...a bieg Chochołowską bardzo dobrze wtedy przyjąłem, gorzej wracając, szczególnie końcówka asfaltem...ale miałem w nogach 25 km i 1,5 km przewyższenia więc może się już nie chcieć nogom 🙂 

    • Thanks 1
  4. Żeby nie dublować niepotrzebnie tematu napiszę tutaj 🙂 Dziś znów dane mi było wybrać się z Siwej Polany na Grzesia, dalej na Rakoń i Wołowiec a w związku z dobrym czasem wejścia i piękną pogodą, postanowiłem pójść za ciosem i przejść ulubioną pętelkę przez Jarząbczy, Kończysty i Trzydniowiański i z powrotem na Siwą...ostatnio wspomniałem, że mam w planach sporą trasę po Tatrach Zachodnich i i ta wyprawa pokazała mi, jakie są realne czasy przejścia poszczególnych odcinków...w sumie nie jest źle 🙂 Łaciate Tatry są przepiękne, dobrze, że śniegu już niewiele, przez prawie 30 km trasy jedynie na podejściu na Wołowiec i przed wierzchołkiem Kończystego było trochę bardziej biało - przyda się kilka miesięcy letnich warunków, tęskniłem za tym 🙂 

     

    0010.JPG

    0020.JPG

    0030.jpg

    0031.JPG

    0040.JPG

    0050.JPG

    0060.JPG

    0061.JPG

    0062.JPG

    0070.JPG

    0080.jpg

    0085.JPG

    0090.jpg

    0091.jpg

    0092.jpg

    0093.jpg

    0095.jpg

    • Like ! 9
  5. ...a wczoraj  bardzo ładnie było nad Morskim Okiem 🙂 wybrałem się, mimo długiego weekendu, nie potrafiłem odpuścić takiej pogody 🙂 na parking zajechałem koło 8.30, uznałem, że to najwyższy czas, by spróbować zrobić tę trasę biegiem 🙂 9.30 byłem już na miejscu, wyprzedziłem te tłumy, które zajechały dużo wcześniej na parking, więc nad samym jeziorem było względnie spokojnie. Potem spacerek nad Czarny Staw, wracając ledwo przeszedłem przez ten tłum, który w końcu dotarł, istna masakra, no ale nie ma co się dziwić, wolny dzień plus pogoda zrobiły swoje 🙂 w związku z tym, że zbiegłem z powrotem asfaltem, miałem jeszcze sporo czasu, żeby zahaczyć o Rusinową Polanę i dłużej odpocząć. Trening dobry, może w końcu znalazłem sposób na monotonię tego asfaltu?

    1622832457821.thumb.jpg.265ac8307cca9f18ba38996c00ed6cd5.jpg1622832457823.thumb.jpg.c8659a84f4056ed2d1f246f2321ea76e.jpg
     

    1622832457818.jpg

    1622832401872.jpg

    DSC02449.JPG

    1622832401866.jpg

    1622832401875.jpg

    DSC02502.JPG

    • Like ! 13
  6. Biegowo, ale w miejscach, w których ma to uzasadnienie 🙂 nie potrafiłbym przebiec w całości takiej trasy czy nawet jej połówki - raz, że zabrakłoby mi sił, dwa, za dużo po drodze pięknych widoków, okazji do zrobienia fotki, odpoczynku w towarzystwie malowniczych szczytów, będzie więc pewnie część biegowa i część spacerowa 😄 a biegową robię właśnie po to, żeby ta część spacerowa mogła być odpowiednio długa, coby się nie zajechać i czerpać z gór to, co najlepsze 🙂

    • Like ! 2
  7. 17 minut temu, Luk_ napisał:

    a ten sprawdzian formy do jakich większych wyzwań ma służyć? 😀

    Kilka tras na pewno się znajdzie, czekam tylko aż zejdzie śnieg...ale takim nadrzędnym celem jest trasa od Siwej Polany przez Grześ, Rakoń, Wołowiec, Jarząbczy, Kończysty, Starorobociański - to już w sumie robiłem, ale chcę tę wycieczkę rozszerzyć o Iwaniacką Przełęcz, Halę Ornak i Czerwone Wierchy przez Tomanową 🙂 

    • Like ! 1
  8. Na 26 maja zapowiadane było piękne okno pogodowe, niestety nie miałem szans wybrać się tego dnia w Taterki.  Postanowiłem pojechać dzień później, mimo, że prognozy nie były już tak łaskawe. Wybór padł na Gąsienicową z racji bliskości schroniska, które dałoby dach przed deszczem, do tego część trasy chciałem spróbować "na szybko" jako przygotowanie do większych wyzwań a szlak przez Boczań nadaje się do tego idealnie, zarówno w górę, jak i w dół. I tak, bez większych przerw, dotarłem do Hali po niecałej godzinie licząc od okolic Ronda Jana Pawła II, myślę, że całkiem nieźle 🙂 Pogoda była bardzo przyjemna, przepiękne, kojące wszelakie nerwy widoki na ośnieżone szczyty sprawiły, że zwolniłem i to znacznie, przechodząc w tryb spacerowo-odpoczynkowy 🙂 Podszedłem więc trochę w stronę Kasprowego, potem wróciłem nad Zielony Staw i dalej, w stronę Karbu. W górę się jednak nie piąłem, nie to było w planie. Po dłuższym odpoczynku nad stawem, który o tej porze roku jest przepiękny, wróciłem na Halę, gdzie spędziłem dodatkowe minuty wpatrując się w malowniczy krajobraz 🙂 prawie 3 godziny w Dolinie zleciały nawet nie wiem kiedy. Zaczęło lekko kropić, więc uznałem, że to czas, aby wracać, chociaż siedziałbym tam w nieskończoność...znów włączyłem tryb biegowy i tym razem w dół na parking zeszło niecałe 45 minut. Gdy wsiadałem do samochodu, zaczęło poważniej padać, wstrzeliłem się więc idealnie 🙂 wyjazd do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania, ale zdecydowanie nie żałuję, że jednak zwlokłem się z tego łóżka 😄 

     

    01.JPG

    02.JPG

    03.jpg

    05.JPG

    06.JPG

    07.JPG

    08.jpg

    09.jpg

    10.jpg

    11.JPG

    12.JPG

    13.JPG

    • Like ! 9
  9. Dzisiaj akurat spontanicznie trafiłem do Chochołowskiej i przy okazji na Grzesia i był to bardzo miły spacer - czyli nie taka zła ta Dolina 😛 Staram się doceniać każdy szlak, którym idę, w Tatrach niewiele uważam za naprawdę wredne odcinki a Chochołowska na pewno do takowych nie należy. Mogłaby być nieco krótsza, ale kiedy jestem sam, lubię sobie podbiec, w towarzystwie nieciekawe i niewidokowe momenty, przegadam. Dzisiejsze widoki były przepiękne, uwielbiam ten kontrast, wiosna na dole, zima na górze, piękne 🙂 

     



     

    DSC02085.jpg

    DSC02101.JPG

    DSC02103.JPG

    DSC02106.JPG

    DSC02109.JPG

    DSC02113.JPG

    DSC02115.JPG

    DSC02120.JPG

    DSC02124.JPG

    • Like ! 10
  10. 23 godziny temu, jaaga76 napisał:

    @staroń taka wycieczka to jak wygrana w totka - piękna pogoda, pusto i jeszcze te krokusy....🥰

    Tak myślałem, że w tygodniu przed majówką będzie pusto, staram się nie jeździć w weekendy i faktycznie, parking pusty, ludzi na szlaku mało, płynna jazda z i do Krakowa, pięknie 🙂 do tego pogoda sztos, praktycznie codziennie ją sprawdzam i takie wyjazdy z reguły są spontaniczne, jeżeli tylko są dobre prognozy i akurat wolny dzień 🙂 a krokusów w sumie się nie spodziewałem 😛 więc ładny bonus na koniec wycieczki. Myślałem jeszcze, żeby zahaczyć o Kalatówki, tam też sporo krokusów, z tego, co widziałem po zdjęciach, ale jednak wybrałem szlak przez Dolinę Białego,  mam do niej ogromny sentyment i staram się tam być, jak tylko się da 🙂 

    • Like ! 1
  11. Nie przepadam za zimą/wiosną w Tatrach - nie zrozumcie mnie źle,  góry pokryte śniegiem prezentują się genialnie i te widoki nie mają sobie równych w ciągu całego roku, jednak możliwość doświadczania tego piękna jest w moim przypadku, no co poradzić, przynajmniej na razie, mocno ograniczona przez brak odpowiedniego przygotowania, sprzętu i doświadczenia. Czekam wiec z utęsknieniem na taki moment, kiedy szlaki są w miarę suche i można cisnąć, ile wlezie 🙂 jakoś wtedy czuję się pewniej. Kropka 😛 Ale ileż można czekać...maj za pasem a tu perspektyw na letnią pogodę brak, więc trzeba się ruszyć i brać, co jest 🙂 Dlatego w końcu postanowiłem po dłuższej przerwie wrócić w Tatry i sprawdzić, czy się za bardzo nie zasiedziałem w ostatnich miesiącach 🙂 Wybór padł na szczyty względnie niewysokie, ale jak najbardziej widokowe - Sarnią Skałę, Nosal i WIelki Kopieniec - w sam raz na wiosenny rozruch i rozpoczęcie, mam nadzieję, obfitego w wyprawy sezonu. 

    Około 9 zaparkowałem w okolicy Ronda Jana Pawła i ruszyłem na Sarnią Skałę przez Dolinę Strążyską. Od samego początku ujęła mnie cisza i spokój na szlaku, ludzi praktycznie brak, czy to w Dolinie Strążyskiej czy to pod Siklawicą, której nie omieszkałem odwiedzić przy okazji wizyty na Polanie Strążyskiej


    Po powrocie na Polanę Strążyską skierowałem się w stronę Sarniej Skały - teoretycznie w zimie czas pokonywania odcinków ulega wydłużeniu, jednak w wielu przypadkach przy użyciu raczków jest odwrotnie - tak jak od samego początku, tak i teraz, udało się dotrzeć na szczyt mniej więcej dwa razy szybciej, niż mówią mapy.

    Widoki ze szczytu fenomenalne, wiele razy byłem na Sarniej, ale to była zdecydowanie czołówka warunków.

    Przy zejściu do Doliny Białego znów przydały się raczki - większość mijanych przeze mnie ludzi ich nie używała, nie zamierzam drążyć tematu, co kto lubi ::) 

    Po drodze na Nosal trafiła się stacja benzynowa! 😛 taki komfort na trasie 🙂 naładowany kawową energią ruszyłem na szczyt, który osiągnąłem po 18 minutach, słabo, ostatnio było 16 😛  na górze konkretna lampa, ostre słońce świetnie kontrastowało z białymi szczytami.

    Po krótkim odpoczynku na Nosalu, czas ruszyć w stronę Kopieńca. Na początku sucho, przy leśnym podejściu na Polanę Kopieniec znów sporo zmrożonego śniegu. Wcześniej, na Polanie Olczyskiej trafiło się trochę krokusów, tak bardzo wyczekiwanych tej wiosny. Na samym Kopieńcu pozwoliłem sobie na dłuższy odpoczynek i podziwiane kolejnych obłędnych widoków - niby w jakiejś odległości od gór, ale czuć ich bliskość 🙂 

    Przy powrocie trafiła się istna krokusowa uczta - te z Olczyskiej to nic w porównaniu do dywanu z okolic Toporowej Cyrhli 🙂 





     



     

    1.jpg

    2.jpg

    3.jpg

    4.jpg

    5.jpg

    6.jpg

    7.jpg

    8.jpg

    9.jpg

    91.jpg

    93.jpg

    94.jpg

    95.jpg

    96.jpg

    97.jpg

    • Like ! 11
  12. W ogóle zima to inny świat, nawet zwykłe drzewo, obok którego normalnie przeszłoby się obojętnie, w połączeniu ze śniegiem tworzy piękny obraz. Dawno nie miałem takiej satysfakcji z podejścia przez Boczań np ? tym bardziej że schowane pod śniegiem kamulce minimalizują potrzebę patrzenia pod nogi i można skupić się na otoczeniu ? 

    • Like ! 1
  13. Dnia 26.11.2020 o 11:22, Mateusz Z napisał:

    A tu Babia wygląda jakby leżała u podnóża Tatr. Zdjęcie z podejścia zimowego na Ciemniak

     

    Prawda, dziś patrzyłem na Babią wracając przez Skupniów Upłaz i przypomniało mi się zdjęcie sprzed roku, kiedy z Beskidu też wydawała się, jakby leżała tuż za Kasprowym ? 

     

    Kasprowy 01.JPG

    • Like ! 4
    • Wow 1
  14. Po listopadowym wypadzie w Tatry Zachodnie nastąpił okres górskiej posuchy,  trochę przez pogodę, trochę przez pracę (koniec roku bywa intensywny dla handlu), dwa miesiące to jednak zdecydowanie wystarczająco dużo czasu i z początkiem stycznia zacząłem myśleć nad choćby krótką wizytą gdzieś wyżej niż rodzinny Kraków. Najlepsze wycieczki wychodzą spontanicznie - w sobotę spojrzałem na prognozę i uznałem, że warto zarezerwować poniedziałek na wyjazd - początkowo miała być Babia Góra, ale w ostatniej chwili padło na Tatry. Plan? Gąsienicowa a potem się zobaczy.  Warunki okazały się na tyle sprzyjające, że zahaczyłem o Kasprowy i Czarny Staw Gąsienicowy - co prawda mogłem przyjechać wcześniej niż 9.30 i wyjechać później niż 15.30 i wykorzystać ten dzień jeszcze bardziej, ale myślę, ze po przeziębieniu, jakie ostatnio przeszedłem to i tak całkiem nieźle wykorzystany czas.  Było pięknie i co tu więcej mówić? Trzeba czekać na kolejne warunki zbliżone do dzisiejszych ? 

     

    DSC01658.JPG

    DSC01704.JPG

    DSC01718.JPG

    DSC01724.JPG

    DSC01728.JPG

    DSC01743.JPG

    DSC01763.JPG

    DSC01768.JPG

    DSC01773.JPG

    DSC01805.JPG

    DSC01807.JPG

    DSC01813.JPG

    DSC01848.JPG

    DSC01852.JPG

    DSC01857.JPG

    DSC01861.JPG

    DSC01872.JPG

    DSC01883.JPG

    DSC01887.JPG

    DSC01888.JPG

    DSC01894.JPG

    DSC01897.JPG

    • Like ! 14
  15. Prawie dwa miesiące minęły od mojej ostatniej wizyty w Tatrach,  ciągle coś stawało na przeszkodzie, jednak po sobotniej wizycie na Turbaczu powiedziałem "dość" i uznałem, że nie ma co odwlekać, czas w końcu się wybrać, tym bardziej, że pogoda w ostatnim czasie mocno zachęca do wycieczek. Nawet nie musiałem się jakoś bardzo zastanawiać nad celem wyprawy - po lipcowej trasie Grześ - Rakoń - Wołowiec - Jarząbczy  - Kończysty - Starorobociański zamarzyło mi się jeszcze raz w tym roku wybrać  w tamte rejony.  Około godziny 8 zameldowałem się  więc na parkingu na Siwej Polanie i pełen energii ruszyłem w stronę Polany Chochołowskiej. Powoli staje się to tradycją, że odcinek ten pokonuję podbiegając, dzięki czemu lepiej zniosłem poranne przymrozki panujące w dolinie.  Po dotarciu do schroniska, bez zbędnego przedłużania, zacząłem wdrapywać się na Grzesia, na którego szczycie świeciło już przyjemnie słońce, dając nadzieję na ciepły, pogodny, pełen wrażeń dzień.  Co bardzo mi się spodobało to fakt, że po drodze praktycznie nie spotkałem ludzi (zwierząt też na szczęście nie ?) - przykładowo na Wołowcu siedział tylko jeden Słowak z psem... niesamowite, patrząc na tłumy, z jakimi w naszych górach można mieć czasem do czynienia. Tak samo było przez resztę wycieczki - ta cisza i spokój, do tego praktycznie bezchmurne niebo i piękna kolorystyka gór o tej porze roku, tworzyły razem niesamowitą całość - dokładnie tego oczekuję po jesieni na łonie przyrody ? Myślę, że nie mogło być lepiej - trochę szkoda, że nie udało się "zahaczyć" o Starorobociański Wierch, ale patrząc na obecną długość dnia i tak  fajnie, że wracając przez Trzydniowiański Wierch dotarłem z powrotem na parking przez zachodem słońca. Nawet powrót nie był zbytnio dokuczliwy - nie wiem, czy to kwestia małej przerwy od Tatr, pogody czy czegoś jeszcze innego, ale nieważne - cała wycieczka udała się znakomicie i to jest najważniejsze. Jeśli ktoś jeszcze nie był w Zachodnich o tej porze roku to czas nadrobić zaległości - jest super ? 

     

     

    DSC01310.JPG

    DSC01322.JPG

    DSC01341.JPG

    DSC01381.JPG

    DSC01383.JPG

    DSC01400.JPG

    DSC01403.JPG

    DSC01422.JPG

    DSC01433.JPG

    DSC01444.JPG

    DSC01467.JPG

    DSC01484.JPG

    DSC01498.JPG

    DSC01518.JPG

    DSC01541.JPG

    DSC01565.JPG

    DSC01587.JPG

    DSC01598.JPG

    DSC01600.JPG

    • Like ! 13
  16. Mój najbardziej epicki wycof miał miejsce w lipcu tego roku. Razem z grupką znajomych przyjechaliśmy na kilka dni w Tatry i chcąc skorzystać z pięknej pogody pierwszego dnia wybraliśmy się na Kasprowy przez Gąsienicową. Kumpel z dziewczyną zawrócili przed szczytem ze względów zdrowotnych, my poszliśmy dalej. Po odpoczynku na Kasprowym uznaliśmy, że można wrócić do Kuźnic przez Halę Kondratową - co prawda nieco dłużej , ale znaliśmy nasze możliwości, tempo, nawet jeśli przyjdzie prognozowany deszcz to po drodze jest w razie czego schronisko. I wszystko by się udało, gdyby nie...kozice ? Byliśmy jakieś 15 min od Przełęczy pod Kopą Kondracką, gdy na naszej drodze pojawiła się kozica z młodym, które hasało sobie beztrosko w okolicy ścieżki,. Każda nasza próba przejścia tamtędy spotykała się ze sporą dezaprobatą matki, która na nas kwiczała, syczała i szykowała się do ataku, gdy tylko zrobiłem jakikolwiek krok do przodu. Gdyby zeszła jakoś niżej, może by się udało, ale nie, po kilkunastu chyba minutach uznaliśmy, że nie ma wyjścia, trzeba zawrócić ? kto wie, jak zachowa się taka zagrożona kozica...musieliśmy wrócić na Kasprowy, pod szczytem złapał nas już oczywiście prognozowany deszcz, który pewnie spokojnie można było ominąć. Z Kasprowego zjechaliśmy kolejką, koniec historii ? 

    Moja towarzyszka uchwyciła spotkanie z tym krwiożerczym stworzeniem na zdjęciu...


    107209571_766060890799359_905713737438795066_n.jpg.55e33bb8d96c32a9368f1819fc6f01b8.jpg

    A na Kasprowym też było ciekawie, poza nami była tam parka, chłopak i dziewczyna, którzy twierdzili, że nie mają ani dokumentów ani pieniędzy, ale chcą zjechać kolejką, bo jego "noga trochę boli". Nie umieli płacić telefonem, nie ogarniali co to blik, nic. Gość chodził w kółko i pytał czemu nie ma zasięgu ? w końcu...zjechali za darmo, my oczywiście za bilet zapłacić musieliśmy ? 

    • Haha 8
  17. Super trasy, przy takim doborze atrakcji nic dziwnego, że kuzynka chce wrócić w góry ? niestety, podczas tygodnia w Tatrach ciężko ustrzelić ładną pogodę non stop, grunt to nie poddawać się i dobrać trasy odpowiednie to warunków ? Giewont chodzi za mną całe lato - ale jakoś zawsze coś staje na drodze ? czekam za to na jesienny Czarny Staw pod Rysami, zawsze wygląda fajnie, ale jesienią jest magiczny...widzę, że Wy trafiłyście jeszcze na tę "letnią" odsłonę ? 

    • Like ! 3
  18. Ze szczytu mam niewiele z telefonu, więcej robiłem aparatem, ale nie wziąłem kabelka, żeby na bieżąco zgrywać na laptopa ?

    Jak wrócę i znajdę czas i jak będzie o czym pisać, to wrzucę jakąś relację ? 

    IMG_20200908_115921.jpg

    IMG_20200908_114327.jpg

    • Like ! 8
    • Wow 2
×
×
  • Create New...