Jump to content
Luk_

"Biegiem" na Kościelec

Recommended Posts

Posted (edited)

Hmm... jak tu zacząć tą historię... Chyba najlepiej od dnia poprzedniego 😉

Dzień przed opisywaną wyprawą wraz z kumplami ogarnęliśmy wschód słońca na Czerwonych Wierchach. 1,5h snu w nocy i pobudka, później Czerwone z Giewontem i powrót do Kir przez Dolinę Małej Łąki i Przysłop Miętusi. Kolejne 3h snu, pobudka o 18. Przede mną ostatni dzień w Tatrach z ekipą, więc toczymy dyskusję co by tu zrobić. Z moich ust pada propozycja pobudki o 5 rano i wyjście na Ornak bądź Małołączniak przez Kobylarzowy Żleb. Stawka zostaje podbita w sposób, który mnie zaskakuje. Jeden z ziomków proponuje pobudkę o 4 rano. Świry. Jeszcze 3 dni temu o 7:40 nie mogliśmy wstać 😛 Pierwotna wersja staje na tej godzinie czwartej, więc możemy zacząć imprezę. Wlatują browarki, po chwili flaszka zostaje otwarta. Wraz z kolejnymi godzinami czas pobudki przesuwa się. Na początku na piątą, później na szóstą, a około 1 w nocy już żaden członek ekipy nie myśli o wstawaniu 😂 Chwila przed drugą powoli dopada nas zmęczenie i czas spać. Ja już półprzytomny myślę co by tu zrobić, tak w miarę rano i żeby zdążyć przed godziną 12, na którą tak pi razy drzwi zaplanowaliśmy powrót. Ooo, Kościelec jest blisko. Mimo tego, że zasypiam niemalże na stojąco to pakuję resztę swoich gratów do walizki, biorę prysznic i nastawiam budzik na 6:30. Szanse na powodzenie swojego jutrzejszego tripa oceniam realnie na 30/70. Stwierdzam, że jeśli jakimś cudem wstanę i będę miał choć trochę naładowanej baterii to spróbuję. Jeszcze prysznic i kilkanaście minut po 2 zasypiam.

Okno w pokoju usytuowane jest mniej więcej na wschód, więc około 5:30 w pokoju już jest jasno, a promienie słońca chcąc nie chcąc powoli budzą mój organizm. Budzik dzwoni punktualnie, idę go wyłączyć. Spaaaać. Chwila rozkminy. Wracać do łózia czy iść? Cóż, zrobiłem już 3 kroki, spróbuję. Schodzę do lodówki po jogurt pitny, otwieram bułki maślane i przeżuwam to moje wykwintne śniadanie. Tępo patrzę się w ścianę, w końcu podświadomość każe sprawdzić mi jeszcze prognozy pogody i radary. Eh, wszystko wygląda w porządku, moja ostatnia wymówka została skazana na porażkę. Patrzę na swój plecak, jeszcze nie wypakowany po wczorajszej wyprawie na wschodzik. Dolewam wody do bukłaka, miałem wrzucić magnez, ale nawet tego mi się nie chciało. Wyrzuciłem tylko bieliznę termoaktywną ze środka, rękawiczki. W plecaku kumpla leżały jeszcze nieotwarte żelki więc mu je podwędziłem. Spakowany jestem, więc czas działać.

Wychodzę z pensjonatu. Przede mną parę minutek rozgrzewkowego  biegu do Toporowej Cyrhli. Yyyy... biegu? Ciągnę nogę za nogą, jest cholernie ciężko. W końcu jakimś cudem melduję się przy znaczniku. Dogrzewam trochę stawy i mogę ruszać. Do Psiej Trawki szlakowskaz pokazuje 1h 10min. O matko, jak to daleko. Jestem ciekaw ile mi wycieczka zajmie więc zerkam na zegarek w telefonie. 7:23, kijki w dłoń, czas start.

IMG_20200816_072206.thumb.jpg.3e6223394c58997f0dedd3bfafbeb99b.jpg

Na początku podejście po betonowych płytach. Liczę, że mnie to rozbudzi, ale hehe. Nie tym razem. Do punktu poboru opłat jest łagodne nachylenie, powinienem to spokojnie przetruchtać, no ale nie dzisiaaaj. Robię jakiś marszobieg, może jednak mój organizm zechce ze mną współpracować. Umieraaaam 😂 Energii mam jakoś 2/10. Ledwo daję radę, tak słabego dnia do wysiłku chyba jeszcze nie miałem. Jest na tyle późno, że muszę zapłacić hajsik przy wejściu na szlak, na szczęście - bez kolejki.  Posuwam się dalej na przód w końcu mijam rozejście szlaków na Polanę Kopieniec i Psią. Teren przyjemny, ale ja ledwo daję radę. Po lewej wycięty las, więc mam jakieś widoki.

IMG_20200816_073908.thumb.jpg.4f176eb7adbd4ae7cf1ca183ea5bcce6.jpg

W końcu zaczyna się pierwsze, porządne podejście, na którym jestem blisko wyzionięcia ducha 😑 Później kawałek w dól, następnie znowu w górę i po chwili szlak odbija ostro w lewo i łączy się z czarnym szlakiem z Brzezin. To już Psia? Nieee, jeszcze szlakowskaz pokazuje 15 min. No chyba żart. Truchtam, a na oczach chyba mam zawieszone ołowiane ciężarki. W końcu po niecałych 30 minutach od Toporowej melduje się na tej Psiej Trawce. Zerkam na szlakowskaz. 1:20 do Murowańca? 1:20?! Chyba ich pogięło! Szacuję swój czas w tym stanie na ok 40 min, ale nadal wydaje mi się to wiecznością.

IMG_20200816_075207.thumb.jpg.3cf162fff76fb41ff51553ef57d9b92b.jpg

Ruszam dalej tym swoim świńskim truchtem w kierunku Hali Gąsienicowej. Ta droga to jakiś hardkor, wystające kamienie zmuszają do koncentracji. O matko, jak ten czas wolno leci. A mogłem spać. O tak, pospałbym. Mijam jakieś mostki, koparki i inne pojazdy. Ludzi bardzo mało na szlaku, na to też liczyłem. Po jakiś 25 minutach przebija mi się widok. Widzę Żółtą Turnię, a po chwili majaczy też Kościelec. Chyba z tej drogi z Brzezin prezentuje się najbardziej imponująco. "Cholera, jak on jest daleko i jak wysoko... 😞 Chyba do jutra tam nie wejdę 😞 " myślę sobie z cudem pokonując kolejne metry.

IMG_20200817_163013.thumb.jpg.eec2c88aee9f1046f65dbed92e90117b.jpg

Ta kamienista droga powoduje, że zaczynam tworzyć swoją własną kategorię kamieni: kamień płaski, na którym mogę postawić stopę, kamień płaski na którym nie mogę postawić stopy, kamień wypukły, kamień wklęśły, kamień wyślizgany, kamień szorstki, kamień duży i kamień mały, kamień mokry i kamień zapiaszczony. Do tego są kamienie, które się ruszają, takie co się nie ruszają i małe kamyczki. Po tych największych bądź tych najmniejszych staram się poruszać by było jak najbardziej stabilnie. Jakoś to idzie.

IMG_20200816_080450.thumb.jpg.af4c3b9276e3faaf3c82981efc553a3f.jpg

W końcu dochodzę do zakrętów, na której z kamiennej drogi tworzy się taka kamienno-ziemna, po której idzie się naprawdę przyjemnie. W końcu mają też okazję popracować moje rączki na kijkach. Nie wiem jak, ale docieram do Murowańca. Jest godzina 8:33, moje przewidywania okazały się słuszne. Czas na kolejny checkpoint - Karb. Jak to dalekooo. 

IMG_20200816_083406.thumb.jpg.2636457006b259732a03cb86735a5490.jpg

Biorę łynia wody i idę. Truchcikiem posuwam się dalej, czuję że organizm delikatnie, delikatniusio się rozbudził. Samopoczucie wskakuje na liczbę 3 w mojej 10-cio stopniowej skali. Super, w takim tempie po 15 będę zdatny do użytku. Odbijam w lewo na Czarny Staw Gąsienicowy, szlakowskaz pokazuje jakieś 30 minut, więc w teorii powinienem być po około 15. Na tym odcinku ludzi dużo więcej, więc zaczyna się ich omijanie. Raz z lewej, raz z prawej, jakoś to idzie. W końcu pod zboczami Małego Kościelca zaczynają się duże płyty, przez co biegnie się po tym niemalże jak po równym terenie. Oczywiście trwa to jakieś 20 metrów, ale lepszy rydz niż nic. Widoki zaczynają się robić fajne, więc cykam fotę. Przy okazji zauważam pomnik Mieczysława Karłowicza, który zmarł w lawinie schodzącej ze zboczy Małego Kościelca w 1909 roku.

IMG_20200817_163056.thumb.jpg.4af1065b7e461374b29bd539b5064110.jpg

W końcu widoczne z dołu dwa zakosy i melduję się nad Czarnym Stawem.

IMG_20200817_163128.thumb.jpg.f6b77779456fa18b135152e93610d136.jpg

Mam lekki delay, moje obliczenia nie były prawidłowe, bo jest 8:51. Ale już bliżej niż dalej, zerkam na Karb i Kościelec. O matko, jak to daleko, chyba nawet do jutra tam nie dojdę. Odbijam w prawo i ruszam na Karb. Widzę już te pie*rzone zakosy. Jak tyle ich tam naciukali to wiem, że będzie ostro pod górę. Poza tym ten szlak chyba lata świetności ma już za sobą, bo jest dużo takich fragmentów, gdzie trzeba dać napraaawdę wysoki krok. Nie na to liczyłem 😞 Moje ciało dalej nie chce ze mną współpracować, więc takie uniesienie nogi chyba pochłania ze 100 kalorii. Jakimś cudem, ledwo żywy doczłapuję się na grań skąd tylko chwilka jest na przełęcz Karb. W końcu docieram na niego o 9:13, biorę łyka wody, robię fotkę i myślę nad jakąś przekąską, aby mieć siłę. Eeee, dobra, zjem te podkradzione żelki już na Kościelcu 😛 

IMG_20200816_091310.thumb.jpg.a4ea7dadc45c20ec81f3e1ea7980acf0.jpg

Po minutce rozmyślań stwierdzam, że idę. Pamiętam, że rok temu udało mi się wejść z Karbu na Kościelec po długim postoju w 26 minut i chyba 20 sekund (taki sprawdzian sobie wtedy zrobiłem 😄). Tym razem stwierdzam, że jak dojdę w 30 to będzie cud. Mega cud. Był "Cud nad Wisłą" to może i mnie się uda. "Cud nad Kościelcem." A raczej pod. Ale chociaż ładnie brzmi. Odpalam stoper i ruszam. To znaczy siła woli rusza, bo nogi to raczej zostały w łóżku. Wspomagany kijkami przemierzam stopień za stopniem. Jeden zakos, drugi zakos, trzeci. "Łooo panie, chyba nie dam rady". Łyczek wody, idę, w tym czasie dzwoni kumpel:

- Łukasz, za ile będziesz na dole?

- Mordko, podchodzę na Kościelec, tam chwilę odpocznę i jak zacznę schodzić to zadzwonię.

Przypadkowo zerkam na stoper,  a w rubryce minuty jest już dziewiątka. Zerkam w dół. Jak ten Karb blisko. Zerkam w górę. Nieeeeeeee, jak ten wierzchołek daleko 😞Chyba nawet w godzinę tam nie dotrę. Idę dalej, starając się nie patrzeć w górę, aby się nie dołować. Kościelec jak to Kościelec, są w miarę płaskie zakosy jakieś luźne kamienie i płyty. Docieram pod ten kominek, na szczęście w miarę bez kolejki. Pamiętałem z ostatniej wyprawy, że on jest jakoś w połowie, a tu niemalże początek 😞 Idę dalej ledwo dychając, oczy jak ciężkie były tak są nadal. W końcu przejście po płycie, później taka pochyła płyta na której nie za bardzo są chwyty. Ale za to są do niej kolejki. Nie chcąc zbytnio czekać, idę jakąś ścieżką i podchodzę w górę zupełnie ją omijając. Patrzę w górę (złamałem swoje postanowienie). Szczyt trochę bliżej, ale chyba nadal w innej galaktyce. Staram się cisnąć dalej, w końcu ścieżka z płyt zamienia się w takie skalne podejście, parę podciągnięć pod szczytem i uf... jestem. Godzina 9:39, a stoper równo wybił dwudziestą piątą minutę. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale udało mi się to zrobić szybciej niż rok temu. Przechodzę trochę dalej od wierzchołka, kładę kijki, plecak, wyciągam żelki i wcinam je z widokiem na Orlą Perć i Świnicę. Pogoda póki co niezła, widzę też chmurkę nad Żółtą Turnią. Mimo wszystko czas na zasłużony odpoczynek, bo poza zdjęciami i momentami na ogarnięcie przebiegu szlaku się nie zatrzymywałem. Jak zwykle pogadałem sobie z paroma osobami, po czym zacząłem się pakować.

IMG_20200817_163722.thumb.jpg.01696d53de9b62ae90c0c3911db5df21.jpg

IMG_20200816_095705.thumb.jpg.890ae7f98f210bf1f34f22ca1fc85c13.jpg

Ze szczytu Kościelca ruszam przed 10:10 uprzednio dogadując się z kumplami czy mam stawić się w Kuźnicach czy Brzezinach. Mówią, że Brzeziny, mi to obojętne więc się zgadzam. Samopoczucie podskoczyło do zawrotnych 4 punktów 😛 Schodząc widzę już dużo więcej ludzi niż te 40-50 minut temu, więc co chwila z moich usta pada "Przepraszam. Przepraszam, mogę przodem? Dziękuję. Przepraszam. Spokojnie, niech pani zejdzie sobie ostrożnie", itp. W sumie zabawne, że ludzie czują taką presję, gdy ktoś ich wyprzedza, więc zawsze staram się ich uspokoić, aby nie pędzili. W końcu każdy ma swoje tempo 🙂 Na Karbie melduje się po 24 minutach, czyli niewiele szybciej niż wchodziłem. Z powrotem granią i w prawo w dół, w kierunku Czarnego Stawu. Zerkam na szlak. Dobra, wyciągam kijki, nie chce mi się dzisiaj skakać. Marszotruchtem lecę w dół po tym rozwalonym szlaku. Swoją drogą zastanawiałem się, czy nie zlecieć z Karbu w lewo w kierunku Zielonego Stawu, ale byłoby trochę dłużej, a ja nie chciałem by chłopaki na mnie jakoś długo czekali. Na zejściu mijam ludzi, których minąłem na czarnym szlaku do Hali, a rozpoznali mnie chyba po tym, jak pani się mnie wystraszyła, gdy nadbiegłem. Taki ze mnie cichobiegacz, że chyba mnie nie usłyszała 😛 Jeszcze raz przeprosiłem i pognałem w doł. W końcu zameldowałem się dzisiaj po raz drugi nad Czarnym, zrobiłem jeszcze jedno fotko szczytów, które powoli pokrywały już chmury. W lewo i można wrzucić trójkę na mojej skrzyni biegów.

IMG_20200816_104945.thumb.jpg.e5ce3f01ab42edfdc1965e695bf0e456.jpg

Zbiega się w miarę komfortowo, omijając co rusz ludzi. Znowu zbocza Małego Kościelca, rozejście szlaków w kierunku Kasprowego i w końcu Murowaniec. 11:02, z Kościelca w 55 minut. Nie jest źle. Czuję delikatne ssanie w żołądku więc robię chwilkę przerwy na bułeczkę maślaną i telefon do kumpli.

- Będę za jakieś 45-50 minut jak coś.

- Ok, w razie czego chwilę na nas poczekasz.

Rozpoczynam dalszą część truchtu, ale naglę słyszę śmigło. Oho, TOPR w akcji. Przelatują nad głową i zmierzają gdzieś w kierunku Orlej Perci. Wydaje mi się, że polecieli dalej, w kierunku Szpiglasa bądź Rysów, ale nie jestem pewny, bo trochę widok mi zasłaniały drzewa i kłębiące się nad górami chmury. Początek biegu bardzo przyjemny, zbiegam dosyć szybko po tych zakosach. Po chwili znowu zaczynają się te kamienie więc trochę muszę zwolnić. Raz z lewej, raz z prawej, jakoś to idzie. Ludzi na szlaku więcej niż jak szedłem, szlak ten jednak nie jest zbyt popularny. Mijam Psią Trawkę o 11:35, na szlakowskazie 35 minut do Brzezin, więc powinienem być około 11:50. Zbiegam w dół, widzę rozejście na Toporową. Szlak od tego miejsca jest mniej kamienisty. Albo inaczej, przeważają kamienie na których nie trzeba aż tak się skupiać. Albo ja po prostu jestem o te dwa punkty bardziej rozbudzony i nie zwracam na to aż takiej uwagi.

220830416_IMG_20200816_112215(1).thumb.jpg.3ee18ac3e3cca70797dab746aa482773.jpg

Jeszcze mostek, dwa zakosy i jestem! Brzeziny, godzina 11:48, nie wiem jak ale się udało. No i ostatni dzień w górach wykorzystany. Miał być Ornak bądź Małołączniak, wyszedł Kościelec 🙂 Także mimo ogromnego styrania po małej ilości snu i imprezce,  udało się coś jeszcze z tego dnia wyrywać. Teraz tylko czekam na mój transport i można wracać do domu 😉

Łącznie przebyty dystans to 20,4km, czas całowity 4:25, a odliczając przerwę na Kościelcu i oglądanie TOPRu to 3:40. Jak na moją dyspozycyjność tego dnia to chyba nie mam co narzekać, ale fakt pozostaje faktem, że pod górę szło mi mega wolno 😞 

 

Edited by Luk_
  • Like ! 9
  • Wow 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na kacu się dobrze idzie :) Tempo masz zawrotne, wycieczka fajna. Zdjęcia super. 22 minuty (jak nie szybciej) na Karb?? Przecież tam się nie da tak szybko po tych schodach wysokich :D 

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Co do kaca to coś w tym jest, bo z dwa lata temu, po srogiej imprezie, następnego dnia trzasnąłem swoją ówczesną życiówkę 😂 ale tym razem akurat chyba bardziej zmęczenie i brak odpowiedniej regeneracji najbardziej odczułem 🙂

Nie, nie, na Karb z Kościelca 24 😛Gdyby nie korki i miałbym moją normalną dyspozycja to myślę, że w niecałe 20 minut by się udało 🙂

Edited by Luk_
  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Luk_ no teraz to już przegiąłeś na maxa😬 Taki czas i to na kacu ? Przecież ja przez ciebie wpadnę w kompleksy i po górach przestanę chodzić😭 Nawet wejść by mi się nie udało w tym czasie a Ty w "te i nazad...." ! Ja już chyba muszę na emeryturę 😉

Oczywiście wielkie gratki i dodatkowy punkt za zejście Suchą Wodą bo to masakra jest👍🏻

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nieee, kaca nie było 🙂 ale chyba jak wstawałem to jeszcze jakiś niewielki promil mógł być. Ale naprawdę niewielki 🙂

No tak... przestaniesz chodzić, bo... zaczniesz biegać 😉 Sama zobaczysz! 😜

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, Luk_ napisał:

 

No tak... przestaniesz chodzić, bo... zaczniesz biegać

Tak tak....a zaraz potem się obudzę i doczłapię na Kościelec w 8.25 godz. albo coś tędy 😂

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

E tam 😛 jakbyś raz spróbowała, to by Ci się spodobało 🙂 to naprawdę uzależnia 😉

  • Like ! 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Boję się uzależnień😉 Zresztą wszyscy nie mogą biegać, ktoś musi czytać i podziwiać 😀

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To też prawda 🙂 Przecież ja biegam tylko po to, by to opisać tutaj na forum 😂 Gdyby nie forum to bym nie biegał 😛 ba, nawet w góry bym nie chodził 😂

  • Haha 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Zośka napisał:

Boję się uzależnień😉 Zresztą wszyscy nie mogą biegać, ktoś musi czytać i podziwiać 😀

Święta racja @Zośka!!! 😂

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@jaaga76Właśnie człowiek, człowiek. Ten "bieg" to był jeden wielki kryzys 😂 normalnie jakieś kryzysy w górach mam no to nie wiem... Po kilku godzinach czy po którymś tam kilometrze. A tu od samego początku do końca byłem w dołku 😂 Masakra, ale mimo wszystko cieszę się, że dzień udało mi się wykorzystać 🙂

  • Like ! 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, Luk_ napisał:

@jaaga76Właśnie człowiek, człowiek. Ten "bieg" to był jeden wielki kryzys 😂 normalnie jakieś kryzysy w górach mam no to nie wiem... Po kilku godzinach czy po którymś tam kilometrze. A tu od samego początku do końca byłem w dołku 😂 Masakra, ale mimo wszystko cieszę się, że dzień udało mi się wykorzystać 🙂

@Luk_ normalny człowiek zalega pod drzewkiem i sie regeneruje 😂😂😂

A tak na poważnie: podziwiam 🙂👏👏👏

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki 🙂

Normalny, ale góroholizm sprawia, że człowiek odchodzi od zmysłów 😛

  • Like ! 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Luk_ napisał:

 

Normalny, ale góroholizm sprawia, że człowiek odchodzi od zmysłów 😛

Znam ten stan, ale chyba nic na świecie nie zmusi mnie biegania po górach.... choć z drugiej strony: biegasz więcej zwiedzasz 🙂🙂🙂 , więc kto wie....

  • Like ! 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

No o to chodzi 😛 Raz spróbujesz i to Cię pochłonie 😉 zobaczysz 😛

Życie dzieli się na dwa etapy: to przed bieganiem po górach i to po pierwszym biegu 😛

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sucha Woda to taka Chochołowska Tatr Wysokich 😛 Podziwiam kondycję! Mi akurat na kacu chodzi się mega ciężko, dlatego w górach piję tylko pół piwa dziennie 😄

A koledzy dlaczego nie poszli  z Tobą?

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oo, oo, o! Podoba mi się to porównanie! Skradło moje serce! 😂 Ale na szczęście Sucha Woda jest dużo, dużo krótsza 🙂

też nie pije dużo, no ale trzeba było. A z reguły to jakiś browarek na koniec dnia albo seteczkę na szczycie 😁 Całego piwa nie chce mi się wnosić 😛

A koledzy nie poszli chyba głównie dlatego, że to by był kolejny dzień z minimalną ilością snu. No i na pewno z nimi przed 12 byśmy nie pojechali. Jeszcze jednego pytałem rano, gdy się obudził, czy nie chce iść, ale nie było entuzjazmu 😛 No trudno, ale naprawdę mieli we wcześniejsze dni wymagające trasy 🙂 Na pewno nie mieli lekko 😂

  • Like ! 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Luk_ale żeś przeleciał pieronem po tych górach. 🙂 Może kiedyś złożysz  swoje opowiadania w książkę?

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Luk_ napisał:

@wjesna a zostaniesz moim wydawcą? 😛 Ooo, albo wrzucę na sklep Tatromaniaka 😂

Obiecuje, że kupię.

 

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może kiedyś, na emeryturze 😁 Poza tym wszystko jest tutaj, na forum 😛 a jak mi się kiedyś będzie bardzo nudzić to mogę te wszystkie historie, te spisane i nie, skleić do pdfa 😛

  • Like ! 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Luk_ napisał:

Może kiedyś, na emeryturze

Wiadomo, że nie teraz. teraz biegaj, żebyś potem miał co opowiadać.

  • Like ! 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, wjesna napisał:

Wiadomo, że nie teraz. teraz biegaj, żebyś potem miał co opowiadać.

A my czytać 🙂👍

  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...