Jump to content
Sign in to follow this  
Luk_

Główna grań Słowackich Tatr Zachodnich, cz. 2/3

Recommended Posts

Posted (edited)

Plecaki spakowane, autko zatankowane, kierunek - Tatry.

Kolejny trip zaczyna się o 18:30 dnia 22 września 2019r. Mniej więcej o tej porze wyjeżdżamy wraz z Kacprem z Warszawy. Podróż mija szybko, ja skupiony na drodze, Kacper na książce. Około 23:00 dojeżdżamy do Zakopca na parking pod skocznią. Darmowy! 😄 Wysiadamy z auta, jest piękne bezchmurne niebo oraz chłodne i rześkie powietrze. Aż nie chce się wierzyć, że za mniej niż 10 godzin będzie padać. Czekamy na ostatniego członka tej wyprawy - Mateusza, który też śmiga autkiem i melduje się jakieś 30 minut po nas. Zbijamy piąteczki, chwila gadki i robimy przepak do jego bagażnika, bo wiadomo, mniejsze spalanie = lepiej 😄 Przed północą wyruszamy w stronę Kościeliska i stacji BP, na którym dokupujemy trochę szamki - żelki, batoniki i inne hotdogo-kanapki. Posilamy się na miejscu, ładujemy się z powrotem do auta (normalnie zawsze jedna osoba podróżuje w bagażniku, ale tam nie było miejsca 😜) i przez Chochołów opuszczamy Polskę. Prowadzi nas GPS, do celu niecałe 2 godzinki. Patrząc nad Tatry widzę powoli nasuwające się chmury altocumulus. Kurde, chyba deszczu nie unikniemy. Podróż mija przyjemnie, Kaper śpi, Mateusz prowadzi i ze mną rozmawia. Po przekroczeniu granicy, chwilę jazdy prosto, później skręt w lewo, mijamy jakieś zabudowania. Prócz nas nikogo na drodze. Po chwili ogarniamy, że jesteśmy na totalnym zadupiu. Naprawdę nic nie jedzie, ostatnie budynki to chyba były z 10min temu. Śmiejemy się, że to chyba najgorsze miejsce do rozkraczenia się samochodu, bo na ewentualną pomoc czekalibyśmy do świtu 😄 A co dopiero zimą! To byłaby prawdziwa walka o przetrwanie 😛 Mijamy Liptovski Mikulas i Tatralandię, a po chwili skręcamy w lewo w kierunku wsi Jałowiec. Jedziemy dalej po wiejskich drogach, mijamy jakiś (chyba) magazyn i de facto za nim kończy nam się asfalt. Z Matim mamy chwilę konsternacji.

- Wiesz co, Mati,  to chyba nie tu.

- Też mi się tak wydaje.

- Chyba zjeba*em. Tą pinezkę na mapie walnąłem mniej więcej w okolicy, ale nie bawiłem się w dokładne wyznaczenie pozycji początku szlaku😛

Ustawiłem więc tym razem Rozejście na Tokarinach. Słyszymy krótkie polecenie "Zawróć", więc potulnie się słuchamy. Wjeżdżamy na dobrą drogę, mijamy jakiś rozjazd na którym skręcamy w prawo. Widać niewiele, ale poruszamy się dalej drogą utwardzoną. Nagle przejeżdżamy przez jakąś bramę, stoi tu budynek, w środku jakieś posągi z kamienia, ogólnie WTF, to jakiś ośrodek kultu czy co? (teraz sprawdziłem, że to był  hotel 😛).

- Łukasz, to chyba nie ten parking XD

- Chyba nie 😄 Musimy stanąć na tej zatoczce, którą minęliśmy przy tym rozjeździe.

Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy! Jest grubo po 2, nie mamy w planach żadnego wschodu słońca (który jest koło 6:30) czy coś, więc decydujemy się na kimacza. Wyciągamy śpiwory specjalnie przygotowane na tą okazję (baliśmy się, że może być zimno), delikatnie uchylamy okno by był przewiew i kimka. Komfort spania w aucie, jak to w aucie, jakieś 2/10 😛 Ponadto Mati ma baaardzo szczelne auto 😄 Z doświadczenia wiem, że w samochodzie potrafi się robić dosyć zimno, a u niego było tak ciepło, że ten śpiwór to w sumie był tylko dla picu 😛 Budzik dzwoni jakoś przed 6, Kacpra trzeba trochę szturchnąć by zechciał wstać, ale opuszczamy naszą sypialnię. Niebo jaśnieje, przyjemny chłód powietrza. Czas na śniadanko. Herbatka z termosa + małe co nieco. Następnie przebieramy się do wyjścia w góry, więc zakładamy termoaktywki, bluzy i klapki. W międzyczasie, gdy kolejna porcja herbatki stała na dachu przychodzi... kot. Śmiejemy się, "oho, pewnie wyczuł naszą kiełbasę" (którą jak zawsze miałem w plecaku 😜). Kotek (nie jestem ekspertem, ale myślę, ze miał coś około 6-12 miesięcy) w ogóle się nas nie bał. Cały czas tylko chodził wokół nas i "miau, miau, miau". My oczywiście, jako rozsądni turyści, nie dokarmiamy dzikich zwierząt, więc o naszej szamce to mógł tylko pomarzyć. W końcu się spakowaliśmy, kot w tym czasie stwierdził, że to dobry moment na wypróżnienie się koło auta. Zrobiliśmy jeszcze foty tęczy o wschodzie słońca(na zdjęciu widać jej fragment po prawej stronie) i ruszamy. A kot z nami.

IMG_20200629_160201.thumb.jpg.4bfe0fcb7a3b3f1bfac80f5db451f5dc.jpg

Na początku idziemy wygodną asfaltową drogą w kierunku Babek. Powoli dogrzewamy mięśnie, skręcamy w lewo i dochodzimy do jakby takiego osuwiska. Idziemy dalej, ale szlak nam "dziczeje". Mówię do chłopaków:

- Chłopaki, widzieliście ostatnio jakieś niebieskie oznaczenie szlaku?

Chwila zamyślenia.

- Nie.

- Kurde, chyba musimy się cofnąć.

Cofamy się z 3 minuty, a tam na drzewie jest niebieski znaczek i odchodzi jakaś ścieżynka od niego. To chyba tędy 😛 Schodzimy z asfaltu, wchodzimy w las. Droga pnie się całkiem przyjemnie pod górę. Idziemy, a za sobą słyszymy co chwilę "miau, miau". No cóż, nasz mały kompan chyba też ma ochotę na spacer. Ciekawe czy był już na Banikovie? W pewnym momencie dochodzimy do rozejścia. Oczywiście, jak to u Słowaków, wszelkich wskazów co do drogi brak. No dobra, stosujemy starą, plemienną metodę - jedna osoba w jedną stronę, druga w drugą. Ja żadnego oznaczenia szlaku w zasięgu wzroku nie widzę, ale po chwili Kacper woła, że znalazł. W tych Tatrach Słowackich jednak trzeba się pilnować 😛 Tak w ogóle te szlaki u naszych sąsiadów są bardzo mało zadbane. Strasznie pozarastane, czasem to aż niemalże trzeba łamać gałęzie kosówki by móc iść dalej. Widzimy też już ścianę deszczu nad zachodnią częścią Tatr Niżnych.

IMG_20200629_160227.thumb.jpg.b374bccf40ee5fa042c161fdad18b935.jpg

W takiej sytuacji podejmujemy jedyną i słuszną decyzję - czas na II śniadanko. Znowu wlatuje herbatka i inne łakocie. Wtedy też mały towarzysz utwierdził mnie w przekonaniu, że mu chodziło o tą kiełbasę - zaczął wchodzić mi do otwartego plecaka leżącego na ziemi, więc musiałem się pilnować, by swojego dobytku nie stracić 😛Szamki od nas nie dostanie, ale odcięliśmy denko pustej butelki i nalaliśmy mu trochę wody by uzupełnił płyny. Zanurzył język z 3 razy i tyle. Niewdzięczny. Ruszamy dalej, kot zamiast pomagać (upolowałby nam czy coś) to bardziej przeszkadza, bo biegnie do przodu, nagle idzie w bok, a później nas dogania wchodząc w nogi. Zastanawiamy się, ile wytrzyma, w drodze już 1,5h, powoli dochodzimy do kosówki, a on dalej z nami. W pewnym momencie mijamy otwartą przestrzeń i nie słyszymy już "miau, miau".

IMG_20200629_160258.thumb.jpg.ed9551c0404e035964ec2b4a9422304a.jpg

Chwila namysłu - trochę chłodno, co by tu robić. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy po tego kota i zaliczy tripa w Tatrach Zachodnich. Przecież go nie zostawimy. Cofam się, z naprowadzaniem wzrokowym chłopaków udaje się go zlokalizować. Pierwsza misja naszego Rescue Teamu udana. Nikt jednak kota nie zamierza nosić na rękach, więc wykombinowaliśmy, że umieścimy kotka w plecaku, by sobie odpoczął. Mój plecak i Matiego był za mały, ale plecak Kacpra - idealny. Niósł w nim dużo naszych ubrań (w stylu kurtki itp, bo do naszych by się już nie zmieściły), więc powinno mu być miękko i wyodnie. Zrobiliśmy mu "gniazdko" z moich spodni, po czym zapoznaliśmy kota, z regulaminem, że jak zleje się na moje spodnie to zostanie wykastrowany 😛 Nie wiem czy to był "on" czy "ona", ale za takie przewinienie na pewno w plecaku by już nie siedział 😂.

IMG_20200629_160332.thumb.jpg.aa71b071adcb1ec1f46c26938e56672a.jpg

Szedł tak z 10 minut, ale stwierdził, że chyba ma dosyć i wyskoczył. Stwierdziliśmy, no dobra, idziemy dalej, jednak mały towarzysz cały czas szedł za nami zostając coraz bardziej w tyle. Kolejna decyzja - doładujemy go. Wyciągam kiełbasę, aby miał trochę więcej energii, zjadł ją, po czym został załadowany do plecaka ponownie. Znowu chwilę posiedział i wyskoczył. Stwierdzamy, dobra do 3 razy sztuka. Kot znów się oddala, robimy przerwę na krótką szamkę. Czworonóg dostał znowu trochę jedzenia, wody i ponownie został umieszczony w plecaku (byliśmy już powyżej 1500m n.p.m., więc naprawdę nie chcieliśmy go zostawić), ale stwierdził, że woli iść. Cóż, zostawał coraz bardziej w tyle odskakując co chwilę gdzieś w bok, więc nasze drogi się rozeszły.

650181446_IMG_20200615_235648(1).thumb.jpg.f471e1d220343ef622d1389039edc676.jpg

Po chwili przyszedł pierwszy deszcz, podczas którego mieliśmy przerwę. Zaczęło padać tak, że byliśmy zmuszeni założyć kurtki przeciwdeszczowe. Morale spadło naprawdę nisko, bo co to za przyjemność, gdy leje, ale wzięliśmy się w garść i ruszamy dalej. Mijamy Ostrą i w końcu go widzimy - Siwy Wierch! Cóż, ładnie prezentuje się ten szary wierzchołek. Foteczka, podziwianie widoczków i zejście. Widzimy kolejny nasz cel - Przełęcz Palenica. Kurde, jak to nisko. Tyle w dół... Trudno, idziemy, taki urok gór. Zejście po łańcuchach po mokrej skale nie jest może zbyt szybkie, ale ważne by było bezpiecznie 🙂 - ogólnie początkowy fragment zejścia jest dosyć stromy. Dochodzimy do przełęczy, znów leje. Czuję delikatne obtarcie na stopie, więc oprócz przerwy na jedzenie jest też przerwa dla medyka. Mamy też poważny dylemat, gdyż kontuzja kolana Matiego odradza się coraz bardziej. O ile podejścia nie sprawiają mu dużego problemu, tak schodzenie jest walką. Po naradzie Mati stwierdza, "no dobra, spróbujmy", więc ciśniemy dalej w kierunku Brestovej. Idzie się monotonnie, co chwila w deszczu, w chmurze, co jakiś czas tylko ukazują nam się widoki.

IMG_20200629_160109.thumb.jpg.44c3d0eb5381ef4b6d9f28ea249ecd46.jpg

IMG_20200629_155943.thumb.jpg.310cc06cdabd8e6c0247dc007e32d243.jpg

Robimy przerwę - stawiam kijki na krzyż i rozkładam na nich zimową kurtkę, którą w międzyczasie założyłem i zmoczyłem. Widoki mocno średnie, jednak trzeba przyznać jedną rzecz - tak intensywnej czerwieni w Tatrach jak na zboczach Brestovej to nie widziałem.

1957450740_IMG_20190928_182656(1).thumb.jpg.d1878edf3b33a740412eb2cbbf90dcd4.jpg

Po 15 minutach zaczęło się robić zimno, więc dla rozgrzewki przemieszczamy się w stronę Salatyna. W deszczu, chmurwach i niskiej temperaturze docieramy na jego wierzchołek, jest mniej więcej 15:30. Z pogarszającą się kontuzją Matiego wiemy, że nie dojdziemy do planowanego Banikovskiego Sedla. W takim razie decydujemy się na odpoczynek i podziwianie (niezbyt bogatych) widoków.

IMG_20200629_155847.thumb.jpg.bb242df191818a5cb097f1702dd267d3.jpg

Około 15:50 Mati zaczyna schodzić i idzie naprawdę powoli... To co on robi w 3 minuty my z Kacprem przechodzimy w minutkę. Widać, że każdy krok sprawia mu ból, a zwłaszcza na tym początkowym, bardziej stromym zejściu. Dwa razy w życiu zastanawiałem się poważnie nad wezwaniem pomocy - pierwszy raz zimą na Pilsku, gdy schodząc myślałem, że zaraz stracę palce u rąk z zimna, a drugi właśnie wtedy. Ubezpieczenie mieliśmy wykupione, ale summa summarum dusza wojownika mojej mordki wygrała. Stwierdził, że nie odpuści. I nie odpuścił 🙂 Próbowałem go dopingować, w dole było widać jakąś szerszą ścieżkę, mówiłem mu, że to droga (to tak wyglądało 😛)  ale okazało się, że to potok. Po ponad godzince powoli docieramy do granicy lasu i wchodzimy w nasuwającą się z dołu chmurwę.

IMG_20200516_171100.thumb.jpg.a7f84d54d8eb1901c0b88c1c2c45e617.jpg

Po kolejnych 45 minutach dochodzimy w końcu do doliny Parzychwost, gdzie skręcamy w prawo. Całość tej Doliny Jałowieckiej wygląda naprawdę dziko, więc wypatrujemy potencjalnych innych drapieżników niż my (głównie misiów 😀). W końcu, grubo po 19, w świetle czołówek udaje nam się dojść z powrotem do parkingu. Kminimy co dalej - początkowo mieliśmy szukać noclegu w Popradzie i spotkać się tam z ostatnim członkiem ekipy, ale podobny dystans mieliśmy do Zakopca, w którym prościej nam było zjeść coś ciepłego, znaleźć nocleg i uzupełnić prowiant, także zdecydowaliśmy, że czas wrócić do Polski. Po 21 meldujemy się w restauracji, gdzie w końcu jemy pierwszy, ciepły posiłek, a w międzyczasie dociera do nas Piter.

Niestety, z powodu kontuzji nie udało się dokończyć całej grani, ale cóż, co odwlecze to nie uciecze 😛 Będzie chociaż 3. część tej opowieści. Na początku planowaliśmy wystartować z Przełęczy Huciańskiej, by była to faktycznie cała grań Tatr Zachodnich, ale podobno na początku tam nie jest zbyt ciekawie, a i powrót w tamto miejsce byłby bardziej skomplikowany. A co do samej trasy - spotkaliśmy jedną osobę i widzieliśmy dwie za nami. Także było naprawdę dziko i bezludnie. Jeśli ktoś lubi takie klimaty to na pewno słowacka część Tatr mu podpasuje 🙂 

Cała trasa: Bobrovecka Vapenica - Babki - Siwy Wierch - Brestova - Salatin - Parichvost - Bobrovecka Vapenica

Edited by Luk_
  • Like ! 11

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz widzę, że to była kokieteria, że niby "pisarz z Ciebie żodyn", bo z Ciebie jest wieszcz forumowy! Historia z kotem jest super, szkoda że nie chciał z Wami iść. Do mnie często przyczepiają się psy na szlakach, czasem nawet chce się im iść na szczyt, ale nigdy jeszcze nie spotkałam kota górołaza😁 Dlaczego wozicie jednego w bagażniku, nie rozumiem 😜?

  • Like ! 6

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Haha 😁 Też w pewnym momencie miałem nadzieję, że przejdzie z nami całość, zwłaszcza że doszedł tak daleko. Jestem ciekaw co z nim dalej, czy wrócił, czy zdziczał 😛 Wracając, mieliśmy nadzieję, że może wrócił na parking i go spotkamy, ale tak się nie stało 😞 A swoja drogą, psa towarzysza też już miałem 😛 ale w Beskidach.

Z tym bagażnikiem to taki żarcik 😛 Jeszcze nikt tak nie jechał, ale w przyszłości... Kto wie 

😁

Edited by Luk_
  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Luk_ fajna ta Twoja powieść w odcinkach ale tym razem Ty i Twoi kumple macie drugoplanowe role 😉 Całe show skradł Wam kot 😜 scena i publiczność jego !

Szkoda że nie zdobył szczytu ale tak sobie myślę że może to był kot przewodnik ? Bo z początku tak trochę się Wam pobłądziło i on chyba pomyślał "poprowadzę chłopaków bo jeszcze się zgubią " 😀

A trasa fajna. Jeszcze nią nie szłam.

Edited by Zośka
  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znam swoje miejsce w szeregu, wiem, że z takim bohaterem jak kot nie wygram 😁 Szkoda, że nie chciał zostać w plecaku. Z nami zwiedziłby kawał świata 😁 

A w ten sposób o tym nie myślałem 😂 A w bok w takim razie odskakiwał by nam pokazać jakieś ciekawe miejsca! 😛 Może go jeszcze kiedyś spotkam pod Gerlachem czy innym szczytem 😄

Koniecznie wypróbuj, idzie się naprawdę przyjemnie. Sam mam w planach zrobić ta traskę z rozszeszerniem Baraniec, ale tym razem biegowo 🙂

  • Like ! 2
  • Wow 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Luk_Chociaż bardziej prawdopodobna jest wersja z kiełbasą...dostał zjadł i poszedł szukać innych "żywicieli " 😃

Edited by Zośka
  • Like ! 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo możliwe 😁 A, zapomniałem jeszcze wspomnieć! Na tym parkingu jeszcze mysz złapał, więc głodny być nie powinien 😄

Raz też mieliśmy taką sytuację zimą w Beskidach, że pies przyszedł z dwoma Paniami, po czym się do nas dokleił. I w 3/4 zejścia minęliśmy się z panem a pies za nim z powrotem na górę 😂 Miał nabity kilometraż w łapach 😛

  • Like ! 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak go zmęczyła wycieczka z dwoma paniami że po prostu szukał męskiego towarzystwa 😄

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Luk_, fajna relacja, mam tylko jedno ale. Trochę mało tekstu, czy następnym razem mógłbyś nie być taki oszczędny w słowach i napisać 2-3 razy więcej 😂😀

Tak na 2-3 godziny czytania? 🙂

 

  • Like ! 2
  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Haha bardzo śmieszne 😛 to by książka już mi wyszła 😄 Planuje opisać zimowy trekking, może to połączę w jedno to wyjdzie na pewno więcej 🙂 Ale spisanie 4 czy 5 dni w górach będzie wyzwaniem 😛

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, Luk_ napisał:

Haha bardzo śmieszne 😛 to by książka już mi wyszła 😄 Planuje opisać zimowy trekking, może to połączę w jedno to wyjdzie na pewno więcej 🙂 Ale spisanie 4 czy 5 dni w górach będzie wyzwaniem 😛

Przynajmniej tyle ma wyjść. Mowa oczywiście nie o całości, ale pierwszym rozdziale 😛 

książka.jpg

  • Like ! 1
  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Luk_ napisał:

@Mnich Moderator ale będę potrzebował wydawcy! Zostaniesz nim? 😛

A tak poważnie, ta relacja była krótsza niż ostatnia!

Właśnie dlatego tak nad tym ubolewam! Bo talent do pisania to Ty chłopie masz! I tak zupełnie serio, czekam na więcej, więcej, więcej 🙂

  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki wielkie, takie słowa bardzo motywują, by przelewać taką ilość tekstu z głowy na papier 😀 Może jakiegoś skrybę zatrudnię 😜

@Mnich Moderator a kiedy jakiejś Twojej relacji się doczekamy 😉?

  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Luk_ napisał:

Dzięki wielkie, takie słowa bardzo motywują, by przelewać taką ilość tekstu z głowy na papier 😀 Może jakiegoś skrybę zatrudnię 😜

@Mnich Moderator a kiedy jakiejś Twojej relacji się doczekamy 😉?

Ja to z natury bardzo oszczędny w słowach jestem, małomówny, skryty w sobie. No i nie mam tak zgrabnego i lekkiego języka, jak Ty 🙂

  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

No tak, tak, widać, że Ty introwertyk jesteś. 😂 Spróbuj 🙂Na pewno każdy chce też posłuchać Twoich historii 😉 Pisz tak jak umiesz 😀

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Luk_ jest co czytać, ale im więcej szczegółów z wycieczki tym lepiej... jak są przeplatane humorem to i można się pośmiać 😂 a u Ciebie i z dodatkiem zabawnych historyjek (kotek w plecaku był słodki), +  superowe FOTKI = wyższy Level piśmiennictwa 😉

Pisz dalej...

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Staram się przytoczyć jak najwięcej szczegółów, ale nie wszystkie mogę 😜i czasem też nie ma co opowiadać, bo po prostu nic się nie dzieje 😀 Na odcinku Brestova - Salatin nie działo się praktycznie nic, dlatego te dwa szczyty zmieściłem niemalże w jednym, krótkim akapicie.

A co do kota... Wiedziałem, że skradnie całe show 😜 Równie dobrze mógłbym skończyć historię na tym, że uciekł i pewnie też większości by się podobało 😂 Kto by się tam przejmował Siwym Wierchem, Brestovą czy Salatinem. Przy takim bohaterze góry nie mają znaczenia 😂

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Luk_ nie ironizuj 😉🤣 GÓRY mają moc to dzięki tej scenografii wydarzyła się historia/zagadka z kotem 😁😋🐈 

PS "dobry pisarz" to  "piszę"  nawet jak nic się nie dzieje 😃😉 

Jest spoko 😉

A próbowałeś juz swych sił tutaj w Tatrzańskiej opowieści??? 🤗

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też zauważyłem że inaczej mi się pisze o tripach, na których jestem wyspany 😀 Pamiętam dużo więcej, szczegółów, historii i sytuacji. No i też towarzysze są bardziej "żywi" gdy są wypoczęci 😛

Mówisz o tej w dziale Hyde Park? Szczerze powiedziawszy to nie przepadam za takiego typu zabawami, a jak coś do mnie nie przemawia, to się nie udzielam 😀 A poza tym jak puszczę swoją wyobraźnię luzem to tam zaraz by się pojawiły elfy, smoki, turyści w klapkach i inne stworzenia nie z tego świata 😀

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie marnuj talentu 😂

i turyści z parasolami ... jak na Sławku ostatnio😂 ale oni przynajmniej nie byli tak mokrzy jak ja w kurtce przeciwdeszczowej... 😂 nie miałam sił robić fotek nawet tak było mi zimno 😉🤣 nie wspominając o mokrym telefonie którym to robię fotki ... 

  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale widzisz 😄 Oni mieli parasole, Ty nie i kto na tym lepiej wyszedł? 😁 Poza tym po co chodzić w górach, gdy pada, to nie ma sensu 😛 A tak poważnie jeśli masz w miarę pojemny plecak i niezbyt ciężki to polecam mieć jakąś bluzkę/bluzę czy termoaktywkę zawiniętą w reklamówkę 🙂 (najlepiej i jedno i drugie). Jak przestanie padać, to fajnie założyć coś suchego na siebie 🙂 Od razu samopoczucie idzie w górę 🙂

  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest bardzo dobry pomysł i stwierdziłam, że od teraz biorę do plecaka jeszcze pelerynę foliową, bo nawet najlepsza deszczówka w końcu przemoknie ... 🤬

Po co się chodzi w deszczu po gorach??? - Ponoć to romantyczne 😂

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

No cóż... romantyk ze mnie żodyn, więc tymi kategoriami na deszcz nigdy nie patrzyłem 😛 

A co do deszczu... Może coś takiego 😄?

spacer.png

Edited by Luk_

Share this post


Link to post
Share on other sites

Świetny opis. Masz Chłopie talent 🙂

ps. Kot - bohater "drugiego" planu :-))

  • Like ! 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...