Jump to content
Luk_

Główna grań Słowackich Tatr Zachodnich, cz. 1/3

Recommended Posts

Posted (edited)

Pod Tatrami lądujemy wraz z Igorem i Piterem w drugiej połowie czerwca ubiegłego roku. Pogodowo to nie był dobry strzał 😛 Parę dni wcześniej obserwowałem radary i kamerki - mimo burzowych prognoz dni były ładne i zachęcające do wędrówek. Mimo, że burze w prognozach były dalej obecne to stwierdziliśmy "Dobra, jedziemy, może się nie sprawdzą". Oczywiście jak przyjechaliśmy prognozy zaczęły się sprawdzać. Co do godziny. Ironia losu. Tak czy siak pierwszego dnia udało nam się obskoczyć Świnicę i Kościelec, drugiego dnia burze, trzeciego wlecieliśmy na zachód słońca pod Ciemniakiem (to też są ciekawe historie, może je kiedyś też opiszę 😄). Wracając do meritum - od ostatniego wypadu pod Ciemniak minął dzień. Burze i deszcz przechodziły non stop nie dając choćby promyka, promyczka, promieniunia nadziei na jakąkolwiek ciekawą trasę. Zbliża się ostatni dzień pobytu, zerkamy na prognozy. Ma nie padać! Tylko prawdopodobnie też nic nie zobaczymy przez chmury 😛Rzucam chłopakom pytanie: "Jaką trasę robimy?". W odpowiedzi słyszę "Od rana do wieczora, chcemy się do*ebać!". I takie odpowiedzi to ja lubię 😄 Odpalam apkę w tel, ciągnę kreskę by wyszło coś ambitnego. Z połączonych kropek wyszła traska: Siwa Polana - Grześ - Rakoń - Wołowiec - Rohacze - Trzy Kopy - Hruba Kopa - Banikov - Banikovskie Sedlo - Rohackie Plesa - Tatliakova Chata - Sedlo Zabrat - Rakoń - Siwa Polana. 38,1km, 2700m przewyższenia - do zrobienia! Dni w czerwcu długie, więc można napierać. Poszliśmy spać około północy,  pobudka jakoś 3:30 + 5 minut standardowej drzemki, pakowanie wszystkich gratów do auta i ruszamy do wylotu Najbardziej Znienawidzonej Doliny. Jakoś około 4:20 rozpoczynamy wędrówkę - pogoda dla koneserów, nad głowami zawieszone chmury. No cóż, idziemy. Niestety, Igor w nocy nic nie spał, więc szedł wolniej. Wraz z Piterem zrobiliśmy jedyną słuszną rzecz - poszliśmy swoim tempem zostawiając go 😛 Po godzince z minutami meldujemy się pod schroniskiem i czekamy na spowalniacza. Po kolejnych  5 minutach dociera nasz kompan, rzucam do niego:

- To co idziemy?

- Nie nie, potrzebuję przerwy.

- No dobra, odpocznij chwilę🙄

Podładował 10 minut energię i ruszamy. Pogody brak (a raczej widoczków), więc motywacja taka 5/10. Niewyspany Igor znowu spowalniał, więc standardowo poszliśmy dalej 😛 Po około godzince meldujemy się na Grzesiu, a widoki zapierają dech w piersiach! Pięknie malują się Rohacze, Trzy Kopy, Banikov!

IMG_20190623_063123.thumb.jpg.e66beee2b31149ecc36754260607e789.jpg

Na dodatek wiatr tak mroził 4 litery, że zarzuciłem wszystkie warstwy termo jakie miałem przy sobie + rękawiczki. Po dłuższej chwili z ostrego cienia mgły wyłania się Igor, my z Piterem rzucamy hasło "Biesiadę czas zacząć!", wyciągamy termos, kanapki i inne łakocie, a w tym czasie Igor już leży na plecaku ze sklejonymi oczami. Tak nam się go żal zrobiło, że myśleliśmy czy nie iść dalej, ale przykryliśmy go ładnie jeszcze kurtką, by się nam chłopak nie wyziębił. Trochę z Piterem pośmieszkowaliśmy, ale wyszliśmy z założenia, że może jak się trochę wyśpi to będziemy mogli iść szybciej. W ogóle to byliśmy zdziwieni, jak człowiek może spać, gdy jest naprawdę zmęczony. Temperatura była na oko mniejsza niż 10 st. C, a on drzemał sobie w najlepsze na gołej ziemi. Po przebudzeniu stwierdził, że nawet wygodnie mu było 😛 Tak czy siak po godzince spania ruszyliśmy dalej na Rakoń. Widoki tak jak wcześniej - obłędne.

IMG_20190623_074157.thumb.jpg.3562c232fd6678ba60f54a074ded2358.jpg

Na ostatnim podejściu pod Rakoniem znowu nasz śpioch zaczął się oddalać, więc standardowo - wraz z Piterem poszliśmy swoim tempem. Ponownie Igor po chwili dotarł i... ułożył się do snu. Tak nam zleciała kolejna godzina😂 W końcu udało nam się go obudzić i ruszamy na Wołowiec.

IMG_20190623_081718.thumb.jpg.2e4f484285e66965226327a6644d3ec6.jpg

Wejście poszło całkiem sprawnie, więc zapada decyzja - II śniadanie! Rozkładamy nasz obóz i szok! Robi się coraz jaśniej, morale rosną w oczach. Spoglądam w górę - już widać obrys tarczy słońca! Czyli wierzchołki tych chmur są maksymalnie kilkadziesiąt metrów nad nami! Może coś będzie widać! Już witamy się z gąską, wyciągamy krem do opalania, smarujemy się nim (tak serio to zrobiliśmy, choćby po to by poczuć ten zapach i poczuć się jak na gorącej plaży😂), już odliczamy sekundy by zobaczyć błękit nieba i... przychodzi grubsza chmura, która to przykrywa. 😑 Koniec opalania, możemy zwijać manatki. Pakujemy się, zaczynamy zejście w kierunku Jamnickiego Sedla. I wtedy, w końcu, uśmiech losu! Chmurki delikatnie się podnoszą, na tyle, że dostrzegamy zarys Rohacza Ostrego i fragmenty Doliny Jamnickiej i Rohackiej, morale szybują w górę, aparaty w dłoń, robimy parę zdjęć po czym siadamy i podziwiamy (skąpe, bo skąpe) widoki. Po chwili jednak, przychodzi ponownie chmurwa i to wszystko zasłania. No cóż, trzeba iść dalej.

IMG_20190623_092028.thumb.jpg.07c8a2f548295ba789a512cf064b307f.jpg

IMG_20190623_092649.thumb.jpg.6471c1c9dbf12af36f1080b84c7822c4.jpg

IMG_20190623_092655.thumb.jpg.1571abf5db8f72e725fb9f4503b51fe3.jpg

Rozpoczynamy podejście, siadamy okrakiem na rohackim koniu, później przechodzimy przez niezbyt wysoki kominek, pod którym ktoś zostawił kij z gałęzi (zabrałem go ze sobą) i po chwili meldujemy się na szczycie. Widoki jak na Grzesiu, jednak, co chwilkę odsłaniają się góry, więc pomykamy dalej. (Film poniżej nagrany na takiej ukośnej płycie, to nie Rohacki Koń. Szlak przechodzi na lewo poniżej tej płyty, co ogarnąłem, jak już na nią wszedłem 😛).

IMG_20190623_104118.thumb.jpg.96e2b7f51ff8963897b42c650f9f6ac4.jpg

Po ok. 45 minutach docieramy na Rohacza Płaczliwego. Nazwa bardzo adekwatna do pogody - gdyby zaczął wtedy padać deszcz to by naprawdę było "płaczliwo" 😛 Ku naszemu zdumieniu znowu wiatr trochę przegnał chmurki. Na tyle, że widzieliśmy Żarską Przełęcz i zbocza Smreka.

IMG_20200219_212653.thumb.jpg.9e0e3252d7036e54398df84aefa27368.jpg

Chłonęliśmy te widoki jak szaleni jedząc "obiad" - nieśmiertelna kiełbasa + chleb (w ogóle to ciekawe, rzadko wsuwam kiełbasę, ale w górach wchodzi mi wybitnie), żelki i batony. W tym czasie Igor robił to co do niego należało - zapadł w kolejną (na szczęście ostatnią😌), tego dnia drzemkę. Tak nam upłynęła kolejna godzina. Dobra, dochodzi południe, więc ruszamy dalej! Schodzimy z "płaczliwego" Rohacza Płaczliwego, a w międzyczasie znowu naszła chmura. Igor łącznie podczas tej wędrówki wyłapał już 3h snu (w sumie tyle co ja i Piter spaliśmy w nocy), więc zasugerowałem, żeby ruszył d*pę, bo nie mamy całego dnia. W odpowiedzi usłyszałem, że dalej spać mu się chce, ale już mu lepiej. Tak czy siak poszliśmy dalej z Piterem, ale delikatny wjazd na ambicję zadziałał. Po chwilę Igor nas dogonił i pozostałą część tripa szliśmy już razem 😛 Powoli dochodzimy do Smutnego Sedla, następnie zaczynamy podejście na Trzy Kopy. I tu się zaczyna cała zabawa. Łańcuchy ciągną się tutaj niemalże kilometrami. Jeden się kończy - kolejny zaczyna. Oczywiście, nie wszędzie są potrzebne, ale jednak w wielu momentach bardzo przydatne. Non stop idziemy góra, dół, góra dół. Która to kopa z Trzech Kop - nie mamy zielonego pojęcia. Widać tyle co nic, nie wiemy ile jeszcze przed nami, więc ten odcinek ciągnie się niemiłosiernie. W końcu wyciągam mapkę w telefonie, lokalizacja ON i analizuję izohipsy. Rozmowa w tym czasie wygląda mniej więcej tak:

- Chłopaki, teraz w górę, ale zaraz w dół.

- Za ile?

- Za 10 minut mniej więcej.

Po 10 minutach: 

- Łukasz, za ile ta część w dół?!

- No nie wiem, za jakieś 10 minut!

Kropka powoli leci po mapie.

- Łukasz, miało być w dół!

- To powinno być ostatnie podejście!

I tak w koło Macieju 😛 Dodam jeszcze, że Igor to taki trochę "fan" łańcuchów. On od zawsze powtarzał "No ja lubię łańcuchy, można się trochę poczuć jak wspinacz". W pewnym momencie kończy się to żelastwo, idziemy 3 minuty po w miarę równej ścieżce, aż zza chmury wyłania nam się kolejne podejście - obite łańcuchami. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak Igor wtedy się zatrzymuje, patrzy na nie i krzyczy: "K*rwaaaa, pie****one łańcuchy!" 😂 Także we wszystkim trzeba mieć umiar 😄 

IMG_20190624_074010.thumb.jpg.6697a07330a10d4c2f3dfe8feaa78797.jpg

W końcu jakoś po 13 udaje nam się dotrzeć do Hrubej Kopy. Najciekawszym elementem panoramy był Krzyż zbudowany z nart i kijków. Czas nam ucieka, więc zmierzamy na 4. najwyższy szczyt Tatr Zachodnich - Banikov (swoją drogą, mega mi się podoba ta nazwa). Schodzimy kawałek w dół, metry powoli lecą, jednak przedostatniego naszego szczytu nie widać. Całe szczęście, że nie ma tu aż tyle tych fragmentów po łańcuchach, więc idzie się sprawniej. Według mapy to powinien być krótki odcinek, ale dla nas to niekończąca się opowieść. Ponownie wyciągam telefon. W teorii ostatnie 10-15 minut. Szczęśliwie mniej więcej w tym czasie udaje nam się dotrzeć. Jest takie mleko, że gdyby nie ludzie na szczycie i przewrócony szlakowskaz to nie wiedzielibyśmy, że na nim jesteśmy. Wyciągamy szamkę, chwilka odpoczynku. Zerkam na mapę:

- Dobra chłopaki, teraz serio już tylko w dół. Według izohips chwila moment i dojdziemy na Banikovską Przełęcz. Jakieś 10-15 minut i jesteśmy.

Pakujemy nasz bufet i niespiesznie ruszamy w dół zielonym szlakiem. Schodzi się przyjemnie. Mija 10 minut, przełęczy nie widać. Pada pytanie:

- Łukasz, miała być przełęcz!

- No pewnie jeszcze chwilka i jesteśmy!

Schodzimy więc dalej. Nagle teren się wypłaszcza, żadnego odbicia zielonego szlaku w stronę Doliny Rohackiej nie widać, a co więcej! - zielone znaki każą nam się znowu wspinać w górę!

- Łukasz, ku*wa, miało być w dół!

Sam już trochę zdezorientowany wyciągam po raz kolejny telefon, włączam lokalizację i czekam, aż niebieska kropka zaczyta się na mapie. Po chwili wszystko stało się jasne.

- Chłopaki XD mamy problem. Poszliśmy zielonym szlakiem ale nie w tą stronę XD. Musimy wrócić na Banikova i odbić w lewo.

W odpowiedzi usłyszałem tylko krótkie "Ja pier*olę, znowu pod górę...". Cóż było począć - zwrot o 180 stopni i z motywacją sięgającą dna doliny mozolnie zaczęliśmy się cofać. Po około 15 minutach dostrzegliśmy szczyt Banikova, zaczęliśmy trawersować jego zbocze w lewo i po chwili wyszliśmy na docelowy szlak w kierunku Banikovskiego Sedla. Teraz poszło z górki. Po kilkunastu minutach zobaczyliśmy charakterystyczny czerwony daszek szlakowskazu. Doszliśmy do niego, pogratulowaliśmy sobie, upewniliśmy się czy na pewno TO zejście jest TYM zejściem i w dół, do Rohackich Ples (Plesów? nieważne, Stawów😛). Fajna droga zakosami po której dosyć szybko wytracało się wysokość. Mijaliśmy płaty śniegu, które na szczęście nie zalegały na szlaku (prócz jednego płaskiego miejsca). W końcu udaje też nam się wyjść z chmurwy, dzięki czemu widzimy nasz kolejny punkt trasy - rozejście Pod Hrubą Kopą.

IMG_20190623_155455.thumb.jpg.3efce553507295f5489f06cbc6a02117.jpg

Na kilkadziesiąt metrów przed nim wchodzimy na skały by ominąć śnieg (bo kto wie jakie licho pod nim się kryje?). Po dotarciu do szlakowskazu, wlatuje małe co nieco, jednak chłopakom powoli kończy się woda. To oznacza, że lecimy już tylko na oparach z mojego bukłaka - nasz koniec jest bliski 😛 Ruszamy dalej - mijamy rozejście Pod Trzema Kopami i rozpoczynamy, hehe, podejście. Lubię podchodzić, ale w tym momencie wiele bym dał by te Stawy były jednak niżej niż my, a nie wyżej 😂 Mozolnie pniemy się w górę , całe szczęście, że już nie w chmurze, także chociaż możemy popatrzeć na Dolinkę. W końcu docieramy do Stawów (a raczej do pierwszego z nich - Wyżniego Stawu Rohackiego). Co mogę o nich powiedzieć - jest naprawdę pięknie. Cicho i spokojnie. Naprawdę dziko, trochę jak w jakiejś baśniowej krainie albo innych Bieszczadach. 

IMG_20190623_163956.thumb.jpg.8f6358107a1379305515b9335f426c52.jpg

IMG_20190623_164103.thumb.jpg.480167e6ea6f021a6fff95ac0b7be383.jpg

W zasięgu wzroku żadnej duszy, także w pięknych i pochmurnych okolicznościach przyrody wlatuje kolejny batonik. Kaczki chyba też były głodne, bo zaczęły do nas podchodzić, ale myślę, że dieta złożona ze snickersa nie jest tym, co kaczkom służy. Dalej już tylko w dół ku ogólnej uciesze 😄 Przechodzimy obok Pośrednich Stawów Rohackich, a następnie schodzimy do Niżnego Stawu Rohackiego.

IMG_20190623_164935.thumb.jpg.a9427e1a50e45e3e0aa93a9764ec2446.jpg

Mijamy chatkę THSu - wspominałem o niej na forum w dziale "Tatry Słowackie" - w której myśleliśmy czy by się nie skryć przed deszczem, bo właśnie zaczęło przelotnie padać. Było jednak całkiem  wcześnie (jakoś koło 17), więc poszliśmy dalej. Swoją drogą z chęcią mógłbym mieć domek letniskowy w takich okolicznościach przyrody co ta chatka. Tak czy siak właśnie ruszył wyścig z czasem - my czy pragnienie, bo ostatnia kropla z mojego bukłaka wylądowała w moim żołądku. Na szczęście do schroniska było już bliżej niż dalej, a co więcej - na jakieś 10 minut przed schroniskiem można było uzupełnić wodę z czegoś na kształt wodopoju z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Nie ma to jak zimniutka, świeża, górska woda 😋 Jeszcze chwilka i dotarliśmy do Tatliakovej Chaty - położona w pięknej scenerii nad Stawem. Wparowaliśmy do środka, zaczęliśmy Wielkie Narodowe Suszenie przemoczonych ubrań, ale bufecik otwarty - żal nie skorzystać. Zerkamy w menu - ceny całkiem podobne jak w schroniskach w Polsce, można płacić w złotówkach, ale z przelicznikiem, że  1€ = 5 zł. Z tego co pamiętam to Piter brał jakieś parówki z chlebem, ja wziąłem rosół. Porcje jak w słoiku Bobovity, smacznie nie było, a mój "rosół" z rosołem wspólny miał tylko kolor. Tyle dobrze, że chociaż posiłki były ciepłe, dzięki czemu odnowiliśmy zapasy energii. Naładowani i troszkę wysuszeni opuściliśmy po prostu WSPANIAŁY (jak macie opcję, to bierzcie własne jedzenie😏) Bufet Rohacki i zaczęliśmy podchodzić pod Sedlo Zabrat. Po posiłku moc wróciła 😄 Bez zbędnego ociągania na przełęczy byliśmy po 40 minutach wchodząc z powrotem w chmurwę.

IMG_20190624_030424.thumb.jpg.37d42de302fe751d62c8bf88fa6731d6.jpg

Na przełęczy od razu w prawo - kierunek Rakoń. Wiało niemiłosiernie. Z nudów zaczęliśmy sobie krzyczeć do siebie, bo i tak nikt nas by nie usłyszał 😛 Podejście na ostatni szczyt strasznie się dłużyło. Pi razy drzwi po 45 minutach meldujemy się na Przełęczy Zawracie i rozpoczynamy zejście do Wyżniej Znienawidzonej Doliny. Tuż przed schroniskiem Wspólnota 8 Wsi jak zwykle rozwaliła szlak totalnie. Ponad 30+km zrobiłem suchą stopą, ale oni mnie nie zawiedli. Chlupało mi w bucie, aż do Siwej Polany. Schronisko minęliśmy około 21:00 więc już przykryte chmurami niebo ciemniało. Na szczęście teraz tylko szeroka autostrada do auta 😄 Na 2km przed końcem przyszedł deszcz. Ale nie przelotny. Lało konkretnie. W tej sytuacji, jak to mamy w zwyczaju, nie czekając na Igora, poszliśmy z Piterem swoim tempem. W aucie mycie stóp pozostałą wodą z bukłaka 😛, zmiana skarpet obuwia, ubrań i nocna jazda na 450 km. Głodni jak niedźwiedzie postanowiliśmy zrobić postój gdzieś za Zakopcem. Zatrzymaliśmy się na stacjo-mcdonaldzie. Pamiętam jak półprzytomny (słońce zasżło, więc mój organizm zaczął kłaść się spać bez udziału mojej woli) zamówiłem wtedy jakąś kanapkę na Orlenie. Uwielbiam jak sprzedawcy się wtedy dopytują "a może napój, a może kawa, a może guma do żucia, a kartę stałego klienta pan ma?", a ty, jedyne o czym marzysz, to po prostu ta kanapka.

W planach mieliśmy zmieniać się co jakiś czas, by za kierownicą nie zasnąć. Pierwszy kierował Piter - dociągnął nas pod Kraków, ale chętnych na zmianę było brak, więc zaliczyliśmy drzemkę na parkingu. Później była kolej Igora - dociągnął aż za Rzeszów, po czym zmiana. Ostatnia część trasy należała do mnie, więc z Igorem otwieramy drzwi, wysiadamy i zgięci w pół (nogi ewidentnie oberwały 😛), zamieniliśmy się miejscami. W końcu szczęśliwie dotarliśmy 🙂 Ale sen w łóżeczku po czymś takim jednak wymiata 🙂

Tak się zakończyła pierwsza część wycieczki po słowackich Tatrach Zachodnich. Sorki za skąpą ilość zdjęć z tej trasy, ale mleko jest średnio fotogeniczne 😄 A co do czasu przejścia. Od auta do auta trasa nam zajęła jakieś 18h (w tym 3h spania 😄), a Garmin pokazał 43+ km nabite, także nie wiem co jest dokładniejsze - mapa czy Garmin. Mam nadzieję, że i tym razem fotorelacja się podobała.

W przyszłości opiszę drugą część przejścia słowackich Tatr Zachodnich - od Siwego Wierchu do Salatina. A ostatnia, trzecia część nie wiem kiedy się pojawi, bo w tym celu muszę przejść odcinek Salatin - Banikovskie Sedlo 😛Pawdopodobnie będzie to pierwsza trasa jaką zrobię, gdy wrócę w Tatry 😄 

P.S. Spokojnie, nie zostawialiśmy naszego śpiocha samemu sobie. Zawsze na niego czekaliśmy na szczycie, a gdyby się nie pojawił to byśmy po niego wrócili 😛 A jeśli faktycznie by nie miał sił to byśmy zawrócili 😉

P.S. 2. Podobno na tej trasie jest dosyć spora ekspozycja, czego nie mogę potwierdzić, ani zaprzeczyć, gdyż po prostu wiele nie widziałem 😂

Edited by Luk_
  • Like ! 5
  • Wow 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Świetna wycieczka i relacja. Uśmiałam się nieziemsko 😄

Chyba skorzystam z patentu Twojego kolegi na spanie w górach. To musi być ciekawe przeżycie. Rozumiem odczucia na temat kiełbasy- w górach zawsze jem konserwę turystyczną, chociaż normalnie to nie ruszyłabym tego. Szkoda trochę tej pogody....

  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Luk_, aż się boje Twojej kolejnej relacji. Coś czuje, że pół dnia będziemy ją czytać 😂🤣

A tak zupełnie serio, masz chłopie talent. Nie zmarnuj go 😀

Gratuluję, pasji, zdjęć i kondycji niejeden mógłby Ci pozazdrościć. Prawdziwy z Ciebie Tatroman. Wróć. Tatromaniak miało być 😂

  • Like ! 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No @Luk_ jedyne co jestem w stanie napisać to WOW !👍 Pozamiatałeś tu na forum. Taka trasa, tyle kilometrów a Ty piszesz jakbyś był na spacerze. Naprawdę wielki Szacun dla ciebie i kolegów (a ten śpioch to chyba jakiś kosmita). Ja w tym czasie to chyba połowę tej trasy bym zrobiła nie mówiąc już wcale że za kółko bym nie wsiadła. Masz tę Moc 👍

Mówiłeś że pisarz z Ciebie żaden a tu wychodzi z Ciebie niezły literat. Czyta się rewelacyjnie!

  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Fibi Cieszę się, że zapewniłem trochę dopływu dopaminy 🙂 Też lubię sobie drzemnąć w miłych okolicznościach przyrody - odpoczynek jest naprawdę przedni 😀 A co do tej kiełbasy - w górach mam tak jak Ty 😂 Rzeczy których nie jem za dużo na codzień wyjątkowo zaczynają mi smakować w górach 🙂

@Mnich Moderator następna powinna być krótsza (ze względu na kontuzje kumpla), ale będzie bardzo ciekawy towarzysz podróży w tej opowieści 🙂 Dzięki wielkie za miłe słowa! 😀

@Zośka, faktycznie kumpel trochę gorzej znosi zmęczenie (u mnie najgorzej jest w nocy, póki świeci słońce nawet bez snu czuję się świetnie), ale akurat wtedy miał też sporo stresu - stąd pewnie ten brak snu i ostre spowalnianie na szlaku 😀 Spacer na pewno to nie był. Jeśli ktoś jest "widokofilem" jak ja to trasa w takich warunkach była lekkim wyzwaniem dla psychiki 😁Dziękuję również za miłe słowa 🙂 Staram się oddać rzeczywiste odczucia i emocje w możliwe najbardziej realny sposób 😀

Edited by Luk_
  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Luk_ czytam już drugi dzień Twoją relacje 😏 jest naprawdę świetna👏  Pierwszy szacun za samą trasę i styl w jakim ją przeszliście a drugi, za styl w jakim to opisałeś👍 Brawo, naprawdę gratuluję! Masz fajnych kupli do takich wypadów!

  • Like ! 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drugi dzień?! Aż tak bardzo się rozpisałem?! 😀 Dziękuję bardzo za miłe słowa 🙂 a co do kumpli - to fakt. Mamy mniej więcej stałą ekipę, która jeździmy w góry. Każdy ma  niezłą kondycję, dużą dawkę poczucia humoru i, co chyba najważniejsze, dobrą psychę do słabych warunków 😀

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Luk_ napisał:

Mamy mniej więcej stałą ekipę, która jeździmy w góry. Każdy ma  niezłą kondycję, dużą dawkę poczucia humoru i, co chyba najważniejsze, dobrą psychę do słabych warunków 😀

I to jest najlpsze! Dobra ekipa w górach jest na wagę złota👍

  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Zośka @vatraDokładnie 👍 Prościej też rozdzielić ekwipunek czy jedzenie na tyle osób. No i dużo raźniej 😀 Idąc samemu ciężko sprawić by działo się coś zabawnego, a tak sytuacje kreują się same 😄 Chyba z każdego dnia z wyjścia z kumplami jestem w stanie przywołać jakąś ciekawą historię 🙂

  • Like ! 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Luk_ napisał:

@Zośka @vatraDokładnie 👍 Prościej też rozdzielić ekwipunek czy jedzenie na tyle osób. No i dużo raźniej 😀 Idąc samemu ciężko sprawić by działo się coś zabawnego, a tak sytuacje kreują się same 😄 Chyba z każdego dnia z wyjścia z kumplami jestem w stanie przywołać jakąś ciekawą historię 🙂

Z kumpelami czasami chodzisz, czy tylko z kumplami? 😛 

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Luk_ napisał:

Chyba z każdego dnia z wyjścia z kumplami jestem w stanie przywołać jakąś ciekawą historię 🙂

To przywołaj i napisz, naprawdę ciekawie się czyta.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Mnich Moderator cóż, nigdy żadna kumpela nie wyraziła chęci wyjścia ze mną w góry 😁 poza tym nie wiem czy by ze mną wytrzymały 😂

@vatra na pewno kolejne opowieści się pojawią 🙂 przyjemności trzeba dozować 😁 no i spisanie np. tej historii trochę czasu zajmuje (wraz z poprawą błędów, które i tak nadal wyłapuje, trwało to ok. 4h) 😛

 

Edited by Luk_
  • Like ! 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...