Jump to content

RudaMaRysia

Member
  • Content Count

    189
  • Joined

  • Days Won

    4

RudaMaRysia last won the day on January 15

RudaMaRysia had the most liked content!

Community Reputation

849 Excellent

3 Followers

Recent Profile Visitors

1,520 profile views
  1. Pewnie to też zależy od przewodnika 😉 Na Mnichu byłam z innym i zupełnie inne mam odczucia 😉
  2. na dziko gdzieś w krzakach pewnie 😄😉 Ale zbaczamy z tematu, więc wrzucam jeszcze mój zachodzący zimowy dzionek 😉
  3. Zawsze można pomarudzić przewodnikowi, że wolniej, że nogi bolą, albo coś w ten deseń 😉 Co nie zmienia jednak faktu, że tempo jest przez nich narzucane 😕Usłyszałam w pewnym momencie, że własnie pogoda może się zmienić - ale kurcze nic nie wskazywało na to, a prognozy były naprawdę bardzo dobre. W innym momencie, usłyszałam, że za wolno idziemy i wszyscy nas mijają hah! Zamiast chłonąć otaczające nas piękno gór, pędziliśmy jak kozice jakieś 😛 Jeszcze się nie zastanawiałam nad inną drogą, ale wiem, że jest ich trochę 👍
  4. Zośka, Ty z Krywaniem masz tak jak ja z Wołowcem. Ze 3 razy byłam i nigdy nie widziałam zachodnich Tatr, tak jak o nich mówią Ci, którzy je widzieli 😅 A ponoć są przepiękne 😉
  5. Spaliśmy wtedy w ukochanej Roztoce. 🥰 Pobudka o 3:30 i zejście na Palenicę, gdzie o 5:00 czekał już nasz przewodnik. Zapakowaliśmy się do jego auta i w drogę! Naszym przewodnikiem był Edi, min. zawodowy ratownik TOPR, także wiedzieliśmy, że na pewno jesteśmy w dobrych rękach 😄 Dojechaliśmy do Tatrzańskiej Polanki, a potem trzęsącym się a'la busem, do Śląskiego Domu. Tam chwilka na jakieś szybkie śniadanko, toaletka i w drogę ... w góry, na najwyższy szczyt Karpat! Wyruszyliśmy około 7:00 spod hotelu w kierunku Polskiego Grzebienia. Sierpniowa pogoda była cudowna, słońce jeszcze nisko, fajny chłodek, lekki wiatr, nic tylko iść ... Za Stawem Wielickim zaczęliśmy nabierać wysokości. Po kilku chwilach, zeszliśmy ze znakowanego szlaku i rozpoczęliśmy podejście pod Wielicką Próbę. Będąc już pod ścianą, ubraliśmy uprzęże i kaski oraz związaliśmy się liną. Tam nagrałam jedyny super extra szybki filmik, gdyż przewodnik już nas popędzał do wspinaczki. Zaczynał się pierwszy etap wspinania. Uczucie towarzyszące mi wtedy, pamiętam bardzo dobrze, ponieważ uwielbiam dotykać dłońmi tatrzańską skałę. Czułam się w swoim żywiole, intuicyjnie chwytałam się skały, co raz bardziej nabierając wysokości. Po około godzinie wdrapywania się, przeszliśmy na drugą stronę grani, gdzie znaleźliśmy się na Przełączce nad Kotłem. Tutaj nad Gerlachowskim Kotłem, z łatwością pokonywaliśmy zbocze Małego Gerlacha. Co jakiś czas mijały nas zespoły prowadzone przez innych przewodników, głównie słowackich. Doganialiśmy ich, a ze względu na duży ruch, Edi wybrał jednak trudniejszą technicznie drogę, obfitującą w dość mocne ekspozycje. Mogliśmy wszystkich ominąć i tym samym przeżyć jeszcze lepszą przygodę! Trawersowaliśmy zbocza Małego Gerlacha i co jakiś czas wspinaliśmy się w górę, czy schodziliśmy w dół. Po kilku takich wejściach i zejściach, po skale, przy dużej ekspozycji, która była naprawdę spora, weszliśmy na szczyt i grzecznie czekając na swoją kolej, dotknęliśmy krzyża... Widoki ze szczytu oczywiście przepiękne! Ale pamiętam, że panorama nie zachwyciła mnie tak jak widok z Rysów, który uważam jak dotąd za najpiękniejszy, jaki widziałam. A może przytłoczył mnie ogrom Jego Wysokości? Lodowy, Durne, czy Łomnica były za daleko, a do innych bliższych szczytów, jakieś 200 metrów niżej i też miałam wrażenie, że są sporo dalej. Egoistycznie, po prostu lubię mieć górki dla siebie „na wyciągnięcie dłoni”, dlatego pewnie takie miałam odczucia 😊 Na szczycie było z nami o zgrozo - jakieś 15 osób! Co i tak nie przebija, ilości ludzi w sezonie letnim, na naszym najwyższym szczycie 😉 Obowiązkowo wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej, umieszczonej w metalowej skrzynce i po około 30 min., podziwiania, wzdychania i cykania fotek, ponownie związani liną, zaczęliśmy zejście Batyżowiecką Próbą. Potem Edi powiedział, że byliśmy jedyni, którzy tak długi czas spędzili na szczycie. Inne zespoły po zrobieniu pamiątkowej foty, od razu schodziły. Pomyślałam - nie ma mowy, żebym po 5 min. od wejścia miała od razu schodzić! Batyżowiecka Próba dała nam wiele pozytywnych emocji, ale załatwiła mi kolana. Nie ma co się dziwić, gdyż samo zejście po skałach, to jakieś 500 m ciągłego, stromego parcia w dół. Kilka umieszczonym klamer, po pionowej ściance, dostarczyło nam lekkiego dreszczyku emocji. Gdyby jednak ich tam nie było, myślę że konieczny byłby zjazd po linie, a to dopiero emocje! Dolina Batyżowiecka jest przepiękna, a otaczający ją masyw Gerlacha i inne szczyty, robią przeogromne wrażenie. Szliśmy dalej w dół doliny, po drodze mijając Staw Batyżowiecki. W górze słońce tak nie dokuczało jak w dolinie, a nam niestety kończyła się woda. Przemierzając kolejne metry, z każdą upływająca chwilą, robiło się coraz cieplej, była godzina 13. Na szczęście do celu było już blisko i po jakimś czasie, dostrzegliśmy w dole Śląski Dom. Obowiązkowe piwko przed hotelem, smakowało wybornie i nawet nie zwróciłam uwagi, że miało 3,5% 😉 Czekaliśmy jeszcze na a'la busa. Kilka innych przewodników witało się z naszym i wtedy usłyszeliśmy słowa skierowane, do Ediego - Witamy najlepszego topografa Tatr! Spojrzeliśmy na siebie nawzajem, dumnie się uśmiechając, że to właśnie Edi prowadził nas na legendarny Gerlach. Wyprawa dobiegła końca i wróciliśmy do Roztoki. Tam przynajmniej miałam swoją Fortunkę, którą opiłam naszą zdobycz 😉 Ps. Celowo użyłam wcześniej słowa wycieczka, ponieważ jak to z reguły bywa na zaplanowanej wycieczce, na nic więcej czasu nie ma, oprócz trzymania się kurczowo planu. Tak było również wtedy. Przewodnik nadał dosyć duże tempo, dlatego nie zrobiłam wielu zdjęć z podejścia, nad czym mega ubolewam. Myślę, że jeśli kogoś marzeniem jest, wejść na Gerlach, to wybranie przewodnika jest najłatwiejszą opcją, nie mylić z najtańszą 😉 Taka przygoda, to jednak spory wydatek, ale i tak sądzę, że warto. Gdybym mogła jednak wejść jeszcze raz, to poszłabym bez przewodnika, ale wtedy inną drogą. Ta którą szliśmy jest niestety, drogą tylko na wejścia przewodnickie. Z górskim pozdrowieniem! Mili ✌️
  6. Ten szary, to chyba "Drzazga" 🥰 I jeszcze jest "Bryndza" 😄 A niedawno był tam taki inny koteczek, cały bielusienki, niestety zginął 😞😭
  7. To ja sobie przycupnę tu, żeby się napatrzeć na te cudowności! 😮🥰 Ja chce w Tatry! 😭😄
  8. O taak! To też jest bardzo dobry argument, przemawiający za zimowym wędrowaniem 😄
  9. Dokładnie coś za coś 😉 A najważniejsze, że nie ma takich tłumów jak latem 😄 Można sobie iść w spokoju szlakiem i nie słyszeć nic, prócz odgłosów natury 🥰
  10. .. rozrzucone kijki i plecak. Spojrzał na swoje umorusane ciuchy i przetarł głowę całą mokrą od śniegu. Spojrzał też na Rudą, która z rozbawioną buzią, krzyknęła z góry. - Jak będziesz chciał następnym razem, znów sprawdzać co w kosówce piszczy, to uważaj, gdzie stawiasz kijki! Nic Mnichowi nie pozostało, jak tylko wstać, otrzepać się ze śniegu, gałązek kosówki i pójść za Rudą, która kierowała się w kierunku Buli pod Rysami. W końcu ją dogonił i dalej szli już razem ...
  11. Hejka! Nie wiem jak Wy, ale ja się już zimy doczekać nie mogę! 🥰⛰️❄️ Pozdrawiam wszystkich zimolubnych łazików! 😄❄️
  12. Dla mnie takim miejscem jest Schronisko w Starej Roztoce. Tam zazwyczaj nocuję, stamtąd wyruszam na szlaki i tam kończę swoje wędrowanie 😉 Czy zdarzyło Wam się pojechać w Tatry i ich nie zobaczyć? Ps. Bo mi tak 😄
  13. Jejku jak cudownie!!! Moje marzenie - znaleźć się w górach ponad chmurami.., a tu jeszcze o wschodzie słońca, no coś pięknego!
  14. Wchodzę raz do parku, a było to na Palenicy i słyszę jak kobitka idąc już z powrotem, rozmawia przez telefon i mówi : "Noo byłam ... no w tym Morskim Oku ... kurde daleko no ... ale dobrze, że chociaż asfalt położyli! ..." 😮
  15. Heja! Witajcie ponownie górskie łaziki! Dawno mnie tu nie było, dlatego postanowiłam się przywitać 🙂 Pozdrowionka! Mili ✌️🙂
×
×
  • Create New...