Jump to content

Luk_

Member
  • Content Count

    1,010
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    19

Everything posted by Luk_

  1. @jaaga76 im większa pojemność i więcej wlejesz do środka tym dłużej termos będzie utrzymywał wysoką temperaturę 🙂 Także jeśli kupujesz, by korzystały z tego dwie osoby na raz i zależy Wam na gorącym posiłku to lepiej wziąć jeden termos litrowy niż np. 2x500ml 🙂
  2. Ale BF dopiero jutro 😛 W Polsce te wszystkie promocje to w 90% przypadków ściema 😉 Dla przykładu takie 30% w skalniku pojawia się dosyć często, nie tylko w BF 🙂
  3. @wjesna chyba zdecydowała się na zakup termosa obiadowego i chyba od Esbita 🙂 Może ona coś Ci podpowie 🙂
  4. Niestety nie mam zielonego pojęcia 😞 Podejrzewam, że końcowy fragment od Koprowej Przełęczy po szczyt powinien być już całkiem nieźle wytopiony, bo szlak przebiega głównie po grani, która jest nachylona w stronę południową bądź południowo-zachodnią. Nie ma też tam jakiejś szczególnej ekspozycji, także potencjalne płaty śniegu nie powinny sprawiać dużego problemu. Osobiście wg mnie bardziej newralgicznym fragmentem szlaku by były zakosy od Hińczowych na przełęcz. Tam jest dosyć stromo i ewentualny poślizg mógłby nie należeć do najprzyjemniejszych. Ale traktuj moje przemyślenia z dużym dystansem, bo późną wiosną mnie tam nie było 🙂 no i maj majowi nie równy 🙂
  5. Dzięki @jaaga76 🙂 Polecam Ci ten Koprowy na powstrzymanie rosnącego apetytu 🙂 Super szlak, super widoki, wszystko super 😛
  6. W skalniku z kodem BLACK_FRIDAY 30% rabatu + darmowa dostawa dla zamówień powyżej 50 zł 🙂
  7. Taaa. Lanie wody i te sprawy 😛 Ale na maturze pamiętam, że powołałem się na "Mikołajka" Rene Goscinny'ego 😄 Przeszła na 80-90% 😄 A na samym polskim z reguły albo drzemałem albo zajmowałem się czym innym, licealne lektury nie porywały delikatnie rzecz ujmując 😄 A w Tatrach akurat nie dane mi było się rozbiegać 😄 Tak stricte biegowo zrobiłem tylko dwie trasy... A w sumie to jedną, bo ta druga po imprezie to w sporej części była przechodzona 😛
  8. Ciężko opisać, wrzucę link do aplikacji 😀 Fajna zabawa 🙂 https://play.google.com/store/apps/details?id=com.simplicity.czolko A jak się gra... Przykładasz telefon do czoła i wyświetla się np. przysłowie. I reszta osób musi Ci udzielić podpowiedzi za pomocą opisu/rysunku/nucenia/pokazywania (zależy od opcji), tak by udało Ci się zgadnąć 🙂 Gra fajna, bo prosta i niewiele trzeba 😀 Jest też wersja papierowa, a od biedy można też na zwykłych kartkach wypisać takie zagadki i losować 🙂 Polecam 😀
  9. Dzięki @martuś 😀 Ale bez przesady jak się poruszam z osobami, które regularnie po górach nie chodzą to idziemy przeciętnym tempem 😀 Myślę, że nie miałabyś problemu z dotrzymaniem nam kroku 😀
  10. Jesteś kierowcą BMW, więc i tak nie uzywałabyś kierunkowskazów podczas wyprzedzania innych turystów na szlaku 😛
  11. Grawitacja nie, bieganie nie, góry zimą nie... Ale jesteś wybredna 😛 A jakbyś jadła tyle co ja i chodziła po jaskiniach... No nie wiem czy byś się przecisnęła w wąskich przejściach 😛
  12. To zależy też ile jesz 😀 jak za dużo to w pewnym momencie grawitacja zaczyna coraz bardziej przeszkadzać 😛
  13. No co poradzę, że w górach metabolizm przyspiesza 😂 ale faktem jest, że mam dużo zdjęć z gór jak akurat coś jem 😛 w końcu trzeba mieć siłę na zdobywanie kolejnych metrów, co nie 😎?
  14. Bez przesady to nie taka długa trasa 🙂 spokojnie byś weszła, my mimo wszystko robiliśmy dużo długich przerw. Do ogarnięcia dla przeciętnego górołaza na spokojnie 🙂
  15. Po wejściu na wschód słońca na Krywań dnia poprzedniego udało w nocy nam się złapać słuszną ilość ok. 7h snu. Wstajemy mniej więcej około 5:30 i wsiadamy do auta. Musimy dojechać do początku niebieskiego szlaku na Popradzkie Pleso, po to aby wejść na Rysy. I Koprowy. Ale najpierw Rysy 😛 Rysy – szczyt, którego fanem od strony polskiej nie jestem. Rozważaliśmy wejście z Palenicy Białczańskiej, ale pamiętam jak szedłem tamtędy rok temu. Od Czarnego Stawu non stop w cieniu, widoki też te same – Mięgusze, Miedziane, Szpiglas, Miegusze, Miedziane, Szpiglas, Mięgusze, Miedziane, Szpiglas, oszaleć można! Paręset metrów wyżej dochodzi jeszcze MOKo. Myślałem, ze ducha wtedy z nudów wyzionę. Z wysiłku też, bo czas nas wtedy gonił (nie polecam zbiegania z Rysów w butach trekkingowych, mięśnie ud miałem tak wtedy nabite, że z tydzień musiałem je rozluźniać 😛). Z tego też powodu i z braku możliwości przyjazdu na spontana (brawo TPN) wybraliśmy wariant od strony słowackiej. Chociaż w słonku się idzie, coś nowego, no i do tego mamy w planach Koprowy, na który specjalnie się nie nastawiam, bo widziałem jakie chęci były na dodatkową trasę w dniu poprzednim. A to tylko było tylko krótkie wejście na Krywań. Na parkingu jesteśmy koło 7, aut już cała masa, ale udaje nam się znaleźć miejsce. Wychodzimy, patrzymy… nie ma parkingowego! 5 eurasków (albo 3, już nie pamiętam) zaoszczędzone 😊 Na początku 4km asfaltu do rozejścia szlaków przy Popradzkim Plesie. Droga wygląda podobnie jak na MOKo – jest asfalt, więc można się poczuć jak na szlaku z Palenicy 😉 Na szczęście jest dwukrotnie krótszy. Widokowo też jakiegoś wielkiego szału nie ma – o ile początek to (chyba) wycięty/"wywiany" las, więc pięknie widać co jest przed nami, to im dalej tym wycięty las zmienia się w nie-wycięty las i głównie możemy popatrzyć na przebijającą Grań Baszt po lewej stronie co jakiś czas 😊. Na początku też fajnie się prezentuje wierzbówka kiprzyca. Jest jeszcze jeden element wspólny z drogą do MOKa – zygzaki 😉 Tylko u nas są skróty, a tam… Niby coś tam przedeptane, ale chyba szybciej jest asfaltem niż przedzierać się przez las. Koło 8:00 dochodzimy w okolice Popradzkiego Plesa. Widać też czerwony szlak na Osterwę po prawej stronie. Chyba najbardziej „wyzygzakowany” szlak w Tatrach. Ale Osterwa nie tym razem 😛 Zastanawiamy się chwilę, czy nie zejść na jakieś śniadanko do Popradzkiego (z chęcią bym się przyjrzał również, jak wygląda to jezioro), ale nie byliśmy jeszcze głodni, więc odpuściliśmy. Dalej poruszamy się czerwonym szlakiem. Las stopniowo zamienia się w kosówkę, więc coraz więcej widać. Decydujemy też, że jak znajdziemy jakąś fajną miejscówkę to zrobimy pierwszą przerwę na szamę. Po 20 minutach przechodzimy przez most nad Żabim Potokiem. Decydujemy się, że tutaj coś zjemy. Możemy też uzupełnić (polecam filtr turystyczny, fajna sprawa) wodę ziomkowi, gdyż jedna butelka przed chwilą mu poszła. Filtrowanie wody zajmuje nam na tyle długo, że pozostała część chłopaków naciska by ruszać (miła odmiana po wczoraj 😛). Nie ma co czekać – do rozejścia szlaków już blisko. Docieramy do niego po około 5 minutach i skręcamy w prawo. Przed nami jeszcze chwila płaskiego podejścia, ale jakieś 800m w pionie samo się nie zdobędzie, więc… 😉 Szlak zaczyna prowadzić zakosami w kierunku Żabiej Doliny Mięguszowieckiej w coraz bardziej stromym terenie. Niestety – na jakiś czas musimy się pożegnać ze słoneczkiem, które jeszcze o tej porze w te miejsca nie dociera. Z racji, że idę na krótki rękaw, a bez słoneczka zbyt ciepło nie jest to idę swoim tempem. Będę na nich czekał przy stawach w Żabiej. Chwilę po 9 docieram, wybieram najwygodniejszy kamień, wyciągam bluzę i zaczynam jeść. Po paru minutach dołączają do mnie moi towarzysze. Wspólnie zaliczamy drugie śniadanie w pięknej okolicy. Przed nami Żabi Koń, ŻTM i Wołowa Turnia. Po naszej prawej stronie widzimy kolejne zakosy i utrudnienia – prawdopodobnie tam znajdują się te sławne „schody na Rysy”. Zbieramy manatki i ruszamy. Po paru minutach zaczynamy podejście zakosami, by po chwilę dotrzeć do łańcuchów, klamer i tych metalowych „kratek”. Bałem się, że w szczycie sezonu w tym miejscu natrafimy na jakieś konkretne korki, kolejki, itp., jednak na szczęście nic takiego nie ma miejsca. Bezproblemowo sztuczne ułatwienia przechodzimy. Następnie kilkanaście minut podejścia i już wyłaniają nam się te kolorowe flagi rodem z Nepalu. Docieramy do schroniska pod Rysami, gdzie robimy kolejny jedzeniowy postój 😄 Moją uwagę przykuwa kabel idący od schroniska w dół, po kamieniach. Ciekawe co by się stało, gdyby tak go przeciąć… 😛 A poważnie, jestem ciekaw czy na całej swojej długości jest pociągnięty wierzchem, czy w dalszym fragmencie został zakopany. Kiedyś może spróbuję zejść wzdłuż niego, zobaczymy do jakiej Narnii mnie zaprowadzi 😄 Ludzi jak mrówek, co chwila ktoś nas mija, w większości Polacy. Kontemplujemy widoki konsumując żelki i herbatniki. Z tego miejsca najbardziej mi się podoba Kopa Popradzka, na której widzimy wspinających się ludzi. Wchodzę jeszcze do schroniska. Swoją drogą strasznie mi się wizualnie nie podoba. Najbardziej kojarzy mi się z przewróconą na bok lodówką z naklejonymi czerwonymi magnesami. Postanawiamy ruszać dalej, bo naprawdę już blisko. Z wysokości schroniska widać przełęcz Wagę, skąd tylko rzut beretem na Rysy. Po kilku minutach docieramy na nią skąd w końcu otwierają się kolejne piękne panoramy z widokiem na Ganek. Krzychu jednak stwierdził, że dla niego dalsza ścieżka na Rysy przebiega zbyt blisko przepaści. Zostaję z nim próbując go namówić, reszta ekipy rusza w tym czasie dalej. Skubany nie daje się przekonać, a po wczorajszym wyjściu na Krywań chciałem byśmy wszyscy weszli na górę. W odpowiedzi słyszę, że on poczeka i tak wysoko zaszedł, a czuje lęk wysokości. Czasami ze strachem nie wygrasz, więc ruszam samemu. Po minięciu dwóch zakosów zauważam jednak, że szlak odbija w kierunku bezpieczniejszego terenu. Odwracam się i wołam: - Chodź Krzychu, dalej to wygląda lepiej! Schodzę do niego by iść między nim a tymi najbardziej newralgicznymi miejscami tego szlaku. Doganiamy chłopaków, a że oni nie czują tak bardzo terenu to idziemy szybciej. Tutaj taka ciekawa dygresja – Krzychu na szlaku (a na pewno w Tatrach) był drugi raz w życiu, pierwszy był dnia poprzedniego 😛 Nigdy nie zwracałem uwagi na takie błahostki, którędy wybrać najbardziej optymalną drogę pod górę, najmniej sypką, itp., bo zawsze mi to przychodziło bardzo intuicyjnie, a zauważyłem, że niektórzy w ogóle mogą tego nie dostrzegać. Także wchodzenie wyglądało tak, że ja wchodziłem, i z perspektywy kilku metrów podpowiadałem mu jak ma iść. Ciekawe doświadczenie, trochę jak z dziećmi 😛 Docieramy do takiej przełączki gdzie po prawej mamy szczyt słowacki Rysów, po lewej – polski. Jest parę minut przed 11. W tym miejscu zostawiam Krzycha i idę na słowacki wierzchołek. Polski totalnie mnie nie interesuje. Tyle ludzi, że nie ma gdzie tam usiąść. Ja sobie siadam niedaleko krawędzi, tak by nikt z przodu przede mną i ustawioną kamerką nie przechodził. Mimo wszystko czuję się jak na targu, bo gwar jest wszechobecny. Marzy mi się teleport na Ganek z charakterystyczną Galerią Gankową, którą mam na wprost siebie. Ale on pięknie wygląda. I Łomnica. I Wysoka. I Lodowy. No po prostu jest cudownie. Mógłbym tam siedzieć cały. O ile bardziej lubię ścieżki Tatr Zachodnich to nie mogę odmówić piękna Tatrom Wysokim, których strzeliste wierzchołki wręcz powalają. Jak zawsze cudownie prezentuje się Krywań, Hruby i nasz następny cel - Koprowy 😉 Na szczycie spędzamy ponad 1,5 godzinki. Człowiekowi ruszać się nie chce, bo jest tak pięknie. Poza tym czuję, że Koprowy może nie wypalić. Liczę się z tym, że po prostu zejdziemy do auta, więc chłonę ten widok „na zapas”. Niestety, w końcu nadchodzi ten czas – dołączam do chłopaków i pytam: - To wchodzimy na Koprowy? Ku mojemu zdziwieniu słyszę: - No tak, zgodnie z planem. Jedynie Krzychu przebąkuje, że on najwyżej poczeka przy Popradzkim Plesie albo Hińczowych Stawach. Cóż, jego decyzja. Ruszamy wszyscy razem, ale ja i Krzychu poruszamy się szybciej, więc stwierdzamy, że poczekamy na resztę gdzieś niżej. Zerkam tylko co jakiś czas za siebie, by się upewnić, że są i nie pomylą drogi jak wczorajszego dnia na Krywaniu. Za Wagą mija nas uczestniczka jakiegoś obozu (harcerskiego czy coś). Pełen podziw, rzadko widuje się kobietę idącą, ale nie biegnącą, która porusza się szybciej niż facet 😄 Przy schronisku widzimy jak chłopaki schodzą z Wagi, więc idziemy dalej. Dochodzimy do sztucznych ułatwień, które pokonujemy ponownie bez żadnej kolejki i zygzakami w dół przemieszczamy się w kierunku Żabich Stawów, a konkretnie do brzegu Wielkiego Żabiego Stawu. Czas uzupełnić zapasy wody i uszczuplić zapasy żywności. Zaczynam żmudne i powolne filtrowanie wody do bukłaka (wyliczona była niemalże na styk, było jej zaledwie parę łyków). W międzyczasie dołącza do nas reszta. Na stół wlatują kanapki, nieśmiertelne żelki, nawet i konserwy mamy! Dodatkowo jest na tyle ciepło i bezwietrznie, że postanawiamy się poopalać. Standardowo dla takiej pory dnia tworzą się chmury nad górami. Mam tylko nadzieję, że zgodnie z prognozami nie będzie żadnej burzy. Albo mocnego opadu deszczu. Liczę też, że chmury w dużej mierze się rozpadną, bo słoneczko powinno z każdą minutką dostarczać coraz mniej energii. Po 30-40 minutowym odpoczynku decydujemy się iść dalej. Idziemy ponownie zakosami, ale tym razem w dół i dochodzimy do krzyżówki. Bez zbędnego ociągania się skręcamy w prawo, w stronę Koprowego. Patrząc przed siebie mam wrażenie, że na tym wzniesieniu przed nami (niestety nie mam zdjęcia tego skurczybyka 😛) są już Hińczowe Stawy. Oj, jak bardzo się myliłem… Zakosami docieramy na wysokość ok. 1800m skąd jest piękna panoramka na całą Dolinę Mięguszowiecką. Cykamy parę fot po czym zmierzamy dalej na zaplanowany postój nad Stawami. Po około 30 minutach jesteśmy nad największym z nich o pięknej nazwie Velke Hincovo Pleso. No cóż, fajne te Mięgusze, jednak fakt faktem, że większe wrażenie robią od polskiej strony. Teraz to raczej to są takie „pagóry”. Próbuję rozkminić przebieg ścieżki z MPpCh, ale o ile jest trochę wyraźna u góry to tak u dołu nie mam pojęcia jak biegnie. A może być to ciekawy skrót przy jakiś bardziej ambitnych wycieczkach. Niestety nad brzegiem jeziorka zostaje Krzychu, zmęczenie daje mu się we znaki, więc stwierdza, że poczeka na nas tutaj drzemając w ciszy i spokoju. Pomagam mu jeszcze przefiltrować trochę wody i ruszamy w kierunku Koprowej Przełęczy. Chyba trafiliśmy na dobrą porę, bo o ile za krzyżówką szlaku mijaliśmy sporo schodzących osób to teraz, w całej Hińczowej Dolinie ludzi jest może garstka. No i taką dolinkę to ja rozumiem. Mija się jakieś stawiki, po lewej góry, po prawej góry, przed tobą góry. Cisza spokój, górska ścieżka.. i to jest dolina! A nie jak jakaś Chochołowska, która w ogóle nie powinna się nazywać doliną, tylko ubojnią. Tak czy siak, docieramy do ostatniego stromego podejścia na dziś. Zakosy na Koprową Przełęcz. Już z daleka robiły wrażenie 😛 No ale co poradzić, trzeba iść. Doganiam chłopaków, bo ze względu na zdjęcia (fotograficzne i zdjęcie bluzy 😄) zostałem trochę w tyle. Dochodzimy na przełęcz i znowu przerwa na małe co nieco. Góry są najlepszą dietą-cud. Można jeść ile się chce, a waga i tak idzie w dół 😄 A widoki z przełęczy… Już są niezłe, a do szczytu w pionie mamy jeszcze z 200m. Chłopaki ruszają przodem, ja kończę pakować swój bufecik. Zerkam jeszcze na szlakowskaz. Na Koprowy 45 minut (a na mapie to się wydaje rzut beretem…) i idę. Mimo tego, że szczyt wydaje się być bliżej niż jest w rzeczywistości (jak zwykle musiał być zasłonięty przez jakiś pagór ten na zdjęciu poniżej) udaje mi się dotrzeć na szczyt po ponad 20 minutach. A na samym szczycie – oprócz jednego starszego pana-fotografa 60m - nikogo! I ta absolutna cisza. Aż bębenki w uszach nie wiedzą co mają ze sobą zrobić. O taki spokojny, bezludny Koprowy nic nie robiłem! No co zrobić, czas na kabanosy i kontemplację widoków. Widać z niego tyle, że głowa siada. Panorama ze szczytu wskoczyła zdecydowanie na podium wraz z panoramą z Krywania i Rysów. Na zdjęciu poniżej Mięgusze, Rysy, z których przydreptaliśmy, Wysoka i Ciężki. Tutaj na pierwszym planie Szpiglas i Miedzane, a w tle Świnica i Orla. W międzyczasie na szczyt dociera drugi kompan. Ostatni członek ekipy niestety nie wszedł na szczyt. Dosłownie na 5 minut przed wierzchołkiem doznał zjazdu energetycznego i opadł z sił. Także przycupnął na małej górce przed Koprowym i tam odpoczywał. Na szczycie spędzam 45 minut. Kilkanaście minut temu poszedł mój kumpel a chwile po nim pan-fotograf. W końcu całą górę miałem tylko dla siebie 😄 Gdy pan-fotograf zniknął mi na przełęczy stwierdziłem, że czas zwijać manatki, bo tak średnio podobają mi się chmury. Parę minut po 18, można ruszać. Gdy zrobiłem dosłownie pierwsze kroki spadły dosłownie 3 krople deszczu. „No dobra, spie*dalam w podskokach, bo burzowych doznań z ostatniego biegu w Beskidach powtarzać nie zamierzam”. Pierwszy fragment zejścia pokonałem dosyć czujnie (jedyny moment chyba na całe trasie, gdzie musiałem użyć rąk) i dalej potruchtałem w kierunku przełęczy. Na szczęście te krople chyba tylko tak postraszyły, więc mogłem zwolnić. Zbieg zakosami w kierunku Doliny Hińczowej jest całkiem przyjemny, ale bardziej się zajmowałem tym gdzie jest pan-fotograf. Przecież niemożliw… cooooo? On już prawie u podnóża? No byłem pod wrażeniem jego tempa. W jego wieku chciałbym poruszać się z taką werwą, bo prędkość naprawdę miał nieziemską. Od razu widać, że w górach na niejednym szlaku był. Mijając go wyraziłem swój ogromny podziw. Chyba zrozumiał, mimo bariery językowej 😄 Pół minuty dalej dołączam do chłopaków i razem schodzimy do brzegu Wielkiego Stawu. Czas na kolejną zmianę garderoby – założenie bluzy, którą przed zbiegiem zdjąłem. Jest za kwadrans 19, słońce nisko nad horyzontem postanawia, po raz ostatni tego dnia, zaszczycić promieniami dolinę. Około godziny 20 docieramy do krzyżówki przy Popradzkim Plesie. Proponuję jeszcze skoczyć nad brzeg, ale z braku chętnych zmierzamy w kierunku parkingu. Po 40 minutach udaje nam się dotrzeć do auta bez korzystania z czołówek. Z tego dnia byłem zadowolony, bo plan udało się zrealizować w 100%. Chociaż wolę, gdy udaje się zrealizować cały plan + jeszcze trochę. Zawsze to jakaś dodatkowa, nieplanowana atrakcja 😄 Następnego dnia mieliśmy w planach zrobić Bystrą dla rozluźnienia, jednak przez przechodzące co chwila burzo-deszcze postanowiliśmy tylko pobrowarkować na Rusinowej wieczorową porą i pograć w „Czółko” (jeśli nie znacie tej gry, to polecam, takie a’la kalambury 😄). P.S. Piwko w takim gronie i z widokiem na deszcz na grani smakuje naprawdę wybornie 😄
  16. To nie są czasem słowackie zachodnie z okolic Siwego Wierchu?
  17. Cześć 🙂 Przymierzam się do poszerzenia swojego górskiego portfolio o Tatry zimą. Dużo osób poleca kurs turystyki zimowej, by po Tatrach poruszać się bezpiecznie. Jakie macie zdanie nt. kursów? Który ośrodek wybrać, czym się kierować? Na ile dni? I czy w ogóle warto? Z góry dzięki za podpowiedzi 🙂
  18. Całe zero 😁 Trafiliście na taką poduchę śnieżną, że zapadliście się aż po szyję?
  19. Z doświadczenia i obserwacji ja znam 3 metody 😀 Najprostsza: zredukować ciężar plecaka (mniej wody, sprzętu, itp. Wychodzę z założenia, że np. jak biegnę to jakaś ciepła kurtka będzie mi zbędna i zostawiam ją na dole) dociągnąć pas biodrowy, piersiowy i (jeśli są) to te szelki co łączą jakby klapę z szelkami. Tak by plecak przylegał jak najbardziej do pleców Druga: Natrzeć wazelinką tam gdzie pas biodrowy uwiera Trzecia: Okleic newralgiczne miejsca plastrami, tak by pas nie miał przez bluzkę styku ze skórą 😀 Można te wszystkie metody łączyć 🙂
  20. Luk_

    Kupie działkę

    @jaaga76 karczma "Ovhodzita" myślę, że spełni Twoje oczekiwania 😛 Tylko raczej nikt Ci jej nie podaruje 🙂 @Klusek może warto popytać lokalsów? Sąsiedzi często wiedzą kto chce/nosi się z zamiarem sprzedaży działki. Na ogrodzeniach mogą też się trafić jakieś ogłoszenia. Rozwiązanie bardziej czasochłonne, ale może zobaczysz jak potencjalna działka prezentuje się w rzeczywistości 🙂
  21. Tu się z Tobą zgadzam w całej rozciągłości. Jednakże brak konsekwencji osób decyzyjnych, zmiana zdania co kilka dni, brak długofalowej strategii. Jednak nieudolność podejmowania decyzji nie świadczy o tym, że pandemia "jest fałszywa lub nie". To po prostu ludzka niekompetencja 🙂 Prawdopodobnie będzie to mogła ocenić tylko historia. Póki co chyba jest teraz za wcześnie, by dyskutować, które modele walki z epidemią, i ich wpływ na gospodarkę, były skuteczne, a które zupełnie nietrafione.
  22. Cieszę się, że trafiłem w gusta 😁 W końcu zdjęcia, na których nie ma żadnej mgły 😀
  23. Ten wirus jest nowy, stąd też naukowcy, lekarze i inni dopiero się go "uczą". Stąd zmieniające się zalecenia (np. z tymi maseczkami, nawet niech dają 30% ochrony przed zakażeniem to nadal jest to lepiej niż 0%). To z kolei faktycznie jest efekt braku strategii długofalowej walki z koronawirusem. Brak komunikacji ze zwykłymi obywatelami, słaby przepływ informacji, itp. "Skalę problemu" każdy może postrzegać inaczej. Ale jeśli w wielu krajach na świecie służba zdrowia jest na skraju wydolności, lekarze muszą już częściowo decydować kto zostanie podłączony pod respirator, a kto nie, karetki jeżdżą od szpitala do szpitala by znaleźć wolne miejsce dla pacjenta, tworzy się szpitale tymczasowe, szuka się dodatkowych rąk do pracy, itp. to bagatelizowanie problemu jest (bardzo delikatnie rzecz ujmując) głupie. Wiadomo, że w różnych krajach intensywność zjawiska będzie się różnić, ale jeśli tak nie wygląda pandemia to jakie kryteria musi spełnić, by np. dla Ciebie, nią była? Umierające całe wsie jak w przypadku czarnej dżumy? Śmiertelność na poziomie kilkudziesięciu procent?
  24. Niewykluczone, jednak nie ma co temu pomagać. Nikt nie wie jak to naprawdę przejdzie 🙂
  25. Ekspercie, widzę, że przy swoim stanie wiedzy to marnujesz swój potencjał. Może przekaż swoją opinię szpitalom, załogom karetek pogotowia, najlepiej rządom prawie wszystkich krajów świata 🙂 Dobrze, że Ty wiesz lepiej, może zakończą tą "farsę" 🙂 Życzę Ci, abyś tylko Ty i ewentualnie ratownicy/lekarze nie musieli "histeryzować", jeśli to złapiesz albo ktoś z Twoich bliskich 🙂
×
×
  • Create New...