Skocz do zawartości

Zakochana w górach

Użytkownik
  • Postów

    225
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    11

Ostatnia wygrana Zakochana w górach w dniu 2 Stycznia

Użytkownicy przyznają Zakochana w górach punkty reputacji!

2 obserwujących

Ostatnie wizyty

4 092 wyświetleń profilu

Osiągnięcia Zakochana w górach

  1. Tak czy siak na pewne rzeczy nie mamy wpływu.
  2. Nie jestem biegła w przepisach, ale wydaje mi się, że to się zmieniło, w każdym razie nie wydaje mi się żeby to miało jakikolwiek wpływ na przebieg tego przetargu.
  3. 5k to tylko kapitał zakładowy, który nie świadczy o obrotach i dochodach/przychodach.
  4. Moje obiektywne zdanie w temacie tej dzierżawy jest może dla niektórych niezrozumiałe.. Ale w świetle prawa jeżeli jest ogłaszany przetarg, to wygrywa najbardziej korzystna oferta - nikt tej rodzinie nie dał schroniska na własność, to była dzierżawa. Kwestią sporną oczywiście może być to, czy aby na pewno ten przetarg (nie wiem czy używam odpowiedniego słowa) był przeprowadzony zgodnie z prawem, regulaminem, etc. Ale generalnie patrząc na to w świetle prawa, jeżeli dana firma spełniła wymagania formalne, to miała szansę wygrać. I ok, rozumiem oczywiście podejście sentymentalne, chęć zachowania jakichś standardów że tak to określę "schroniskowych", obawy, że nowi dzierżawcy zmienią Samotnię tak jak Murowaniec zmienili...ale gdyby tak np. sądy miały się kierować sentymentem, a nie przepisami...to sami możecie się domyślać jak kończyłyby się sprawy. Może mam takie podejście, bo nie byłam jakoś specjalnie związana z Samotnią, byłam tam raz, i szczerze mówiąc nie wywarło na mnie to miejsce jakiegoś spektakularnego wrażenia. Jestem w stanie zrozumieć obrońców Samotni. Prawda jednak jest taka, że dotychczasowi dzierżawcy powinni się liczyć z tym, że któregoś pięknego dnia nastąpi taka sytuacja, jaka obecnie ma miejsce. Wydaje mi się, że apele wędrowców związanych sentymentalnie z tym miejscem nie dadzą żadnego efektu, chyba że faktycznie uda się wyłapać jakieś nieprawidłowości w przeprowadzonym postępowaniu.
  5. Wrócę jeszcze do ostatniej lawiny pod Giewontem. Trafiłam na analizę tego wypadku sporządzoną przez ratownika TOPR. https://wspinanie.pl/2024/02/lawina-pod-przelecza-kondracka-28-stycznia-2024-andrzej-maciata-topr/?fbclid=IwAR361HbgLJJMTElWiVyHPHs9GmCoZ4MVG0UwXzbuPpupDt7nESdzyCmlFiY
  6. I to by było na tyle z mojej jazdy, bo warunki były fatalne, silny wiatr i zacinający śnieg. No i moje nogi już odmawiały posłuszeństwa
  7. Ja się tam nie znam, jestem początkująca najpierw pojechaliśmy paczką znajomych właśnie do Białki, ale tam był taki tłum, że nie mogliśmy nawet miejsca parkingowego znaleźć. Siostra później wyruszyła i zajechała właśnie na Rusiński. No i wylądowaliśmy właśnie tam. Mi się bardzo spodobało, co prawda nie miałam okazji jakoś długo zjeżdżać, nie znam się na tych stokach, nie mam orientacji totalnie jeździłam najpierw pół godziny z instruktorem na takim pagórku krótkim do nauki, potem sama ponad godzinę, a potem dwa razy zjechałam z dłuższego stoku z moim partnerem. Bałam się trochę, trzy gleby zaliczyłamale bardzo mi się spodobał ten sport. Będę trenować przy najbliższej okazji
  8. W Bukowinie na Rusińskim
  9. https://tatromaniak.pl/aktualnosci/nie-zyje-mezczyzna-zasypany-przez-lawine-w-tatrach/?fbclid=IwAR1QGdl7EgCHKx2jv8hRtL85afnf9c0UgWi_YFSrh4TvRivKEycvnPWumXQ
  10. Ciekawe kiedy uda mi się na tyle opanować narty żeby tak sobie radzić nigdy mnie jakoś do tego nie ciągnęło, ale w tym tygodniu pierwszy raz w życiu jeździłamspodobało mi się, ale jeszcze tyle nauki i trenowania przede mną...
  11. Ja to się nie znam, ale w sumie ciekawe jak sobie takie auta radzą w takim przypadku. Kurcze, energii brakuje w momencie gdy korek się akurat ruszył i od nowa stanie
  12. Jasne, zapamiętam. Mieliśmy po prostu pecha, nawigacja podpowiadała tę drogę. Moja siostra z mężem i dziećmi wyjechali godzinę później niż my, i im już chyba ten korek pokazało, więc pojechali jakąś inną drogą i wyjechali gdzieś pod Rabką, podczas gdy my staliśmy cały czas w Klikuszowej. Utknęliśmy tam po prostu, nie było nawet jak skręcić w inną drogę, trzeba było swoje odstać. A potem w pierwszym McDonalds przed Krakowem wszyscy z tego korka stali w kolejce po jedzenie śmiałam się z tego, każdy głodny, paliwo się kończy, no trzeba było zjechać, wiadomo gdzie gdy się człowiek spieszy w drodze - tam gdzie większość Ja to się nawet nie denerwowałam tym korkiem, bez sensu, nic by to nie zmieniło. Mimo wszystko spędziłam miło ten czas.
  13. Zmiana turnusu połączona z intensywnymi opadami śniegu i temperaturą zaledwie -1. Było lodowisko na asfalcie. Miałam tę wątpliwą przyjemność stać w tym korku. O 10 wyjazd z Bukowiny przez Białkę w kierunku Nowego Targu. Po wjechaniu na Zakopiankę jakoś przed 12 korek przesuwał się średnio co 20 minut o długość jednego-dwóch aut. W Klikuszowej staliśmy koło 3 godzin, pokonanie 25 km zajęło nam jakieś 5 godzin. Plus był taki, że mieliśmy zapas jedzonka, ciepłej herbaty, i że to nie ja musiałam być kierowcą, tylko mój partner. Po raz drugi w moim życiu wracałam autem spod Tatr do domu ponad 12 godzin. Mieliśmy pecha, bo śnieg naprawdę padał intensywnie kilka godzin. No trudno, przeżyłam, grunt że głodna nie byłam, ciepło było w aucie i miałam doborowe towarzystwo
  14. Skoro już pojawił się temat depresji, to witajcie w klubie. Długo odsuwałam od siebie diagnozę i leczenie. Było coraz gorzej. Tyle że ja jestem raczej osobą dobrze funkcjonującą - jest na to jakieś określenie, choć w moim przypadku to było jedno wielkie aktorstwo, które finalnie okazało się dodatkowym ciężarem psychicznym. W moim otoczeniu mało kto uwierzył w diagnozę. Nie pokazywałam po sobie, nie lubię się nad sobą użalać. Przyszedł taki czas, że miałam zaplanowany swój koniec, od a do z. I tylko myśl o moim kochanym siostrzeńcu mnie powstrzymywała. A gdy zawaliłam w końcu pracę, zdecydowałam się na leczenie. Farmakoterapia trwa prawie pół roku i w tej chwili mój stan jest powiedzmy stabilny. Nie lubię się poddawać, walczę o siebie. Pracę już zaczynam od 7, więc jest postęp, bo do niedawna nie byłam w stanie wstawać i zaczynałam o 9.30 na leżąco (pracuję głównie zdalnie). Od najbliższego otoczenia usłyszałam chyba wszystkie najgorsze złote rady, jakich nie powinno się mówić do osoby w depresji. I dopiero gdy w odpowiedzi siedziałam bez słowa i płakałam, to cokolwiek dotarło. Cieszę się, że mam ogromne wsparcie w dwóch najbliższych osobach oraz w moim przełożonym. Echh straszne to. Kiedyś pełna energii, bardzo dobrze zorganizowana w pracy, a teraz wycofana i bez siły do życia..Ale wierzę, że z każdym dniem, miesiącem, będzie tylko lepiej. A jak to jest? Pustka totalna gdzieś w środku, totalny brak sensu życia, brak siły żeby wstać, wykąpać się, pracować, na niczym mi nie zależy, nic nie cieszy, zerowe poczucie sprawczości i zerowe perspektywy na to, że moje życie kiedykolwiek zmieni się na lepsze - i przy tym wszystkim jeszcze dodatkowo traciłam siły by to wszystko ukryć, żeby tylko nikt się nade mną nie użalał, bo przecież ja zawsze daję radę.. Miałam taki moment, że jak pojechałam sama w góry, to już mi było wszystko jedno, szłam po ciemku, nie czułam strachu, i myślałam sobie, że pewnie jestem aż tak beznadziejna, że nawet gdybym spróbowała "przejść na drugą stronę", to zapewne i to bym spieprzyła, jak wszystko w swoim życiu. O, tak się czułam. Jak nic. Jak za ścianą, niewidzialna, jakby życie toczyło się obok mnie, a ja byłam widzem za jakąś szybą. Jak dobrze, że są odpowiednie leki, i że działają. Wychodzę na prostą, choć pewnie za najbliższym pagórkiem znów będzie ostro w dół, a potem znowu mozolne podejście... ...ale warto czasem spojrzeć z głębokiej depresyjnej doliny na tę potężną górę do zdobycia, z innej perspektywy.. A potem z każdym metrem w górę jest coraz większa satysfakcja. I szczęście. Czyste szczęście. Taka mała metafora, coby pozostać jednak w górskim klimacie Kończąc ten wywód chciałabym podkreślić: jeśli ktokolwiek z czytających jest w podobnym stanie - nie czekaj. Zacznij leczenie. Ja się przed tym broniłam, ale teraz widzę, że to było jedyne dobre wyjście. Ten stan naprawdę można zmienić, choć sama w to nie wierzyłam, teraz to widzę. I pamiętaj: Jesteś silniejsza/y niż myślisz.
  15. Czytałam pierwszą część, i była w porządku, ale przez drugą jakoś jeszcze nie przebrnęłam.. Może zabiorę ją na kolejny wyjazd w góry, coby sobie podróż jakoś zająć.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...