Jump to content
Sign in to follow this  

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 3/5

Sign in to follow this  
Luk_

192 views

W ogóle, gdy wracam wspomnieniami do tamtych dni to przychodzi mi na myśl tylko słowa - relaks, spokój i cisza. Wędrowanie zimą w moim przypadku jest zupełnie inne niż w inne pory roku. Gdy dzień jest krótki, a śnieg zalega na szlakach to nie da się robić dziennie takich dystansów co latem, przez co idzie się dużo krócej, a przez to spokojniej. Wrażenia audio-wizualne też są całkowicie inne. Uwielbiam zarówno taki zimowy spokój połączony z dźwiękiem skrzypiącego śniegu pod butami. Do tego grzejące słoneczko, piękne, bezchmurne niebo i obłędna wręcz widzialność sięgająca czasami ponad 100, a nawet 200 km! Niesamowity jest wtedy klimat. Zamiast iść mógłbym równie dobrze siedzieć na jakiejś polanie bądź szczycie i po prostu patrzeć na otoczenie pijąc herbatkę. Minusem jest zdecydowanie krótki dzień, z którym zawsze długo i czule się żegnam. Poza tym jestem chyba meteopatą, gdyż mój poziom energii oraz samopoczucie zmienia się wraz z pogodą, a ja po prostu wręcz UWIELBIAM, gdy świeci słoneczko. Oczywiście chmurki, deszcz, inwersje - to również ma swój jedyny, niepowtarzalny nastrój, ale piękna pogoda.... Mhmm... to jest zdecydowanie to co, tygryski lubią najbardziej. A pięknej pogody na pewno tamtym dniom odmówić nie można...

Otwieram po raz pierwszy oczy. Jeszcze ciemno. Zapadam w dalszy sen. Otwieram oczy po raz drugi. Delikatna szarość, można spać dalej. Za trzecim razem, gdy otwieram ślepia jest już jasno - oho, niedługo zadzwoni budzik. I tak się właśnie dzieje. Ciężko określić czas, jaki minął między dzwonieniem a ostatnim, sennym otwarciem oczu, ale... trzeba wstać 🙂Budzimy się wraz z chłopakami. Nikomu z nas nie chce za bardzo się wychodzić z łóżeczek, ale piękny błękit nieba aż do tego zmusza. Uwielbiam w sobie ten "rodzaj" porannego zmęczenia. Za nami jakieś 8-9h regenerującego snu, więc weszła jego wystarczająca ilość, ale po całodniowym marszu pospałoby się jeszcze. Nie jest to jednak takie poranne "zamulenie". Jest po prostu... przyjemnie.

Wstajemy. Typowe poranne czynności - sprawdzenie butów położonych na kaloryferze czy wyschły (nie wyschły), toaleta, przebranie się z piżamek w jakiś praktyczny strój - tak, wiem, najbardziej wygodny jest "na waleta", ale nie wypada latać po ośrodku z klejnotami na wierzchu 😛, więc zakładamy bluzki, które będą nam towarzyszyć cały dzień. Dobra, jesteśmy w miarę ogarnięci, schodzimy na śniadanko. Ciepła herbatka, kanapeczki i parówki, skutecznie zwiększają ilość endorfin do niemalże nieskończonego poziomu. Wiemy, że to będzie dobry dzień. Przy śniadanku kombinujemy co by tu zrobić z butami. Doszliśmy do jedynego, słusznego wniosku - trzeba ogarnąć suszarkę do włosów. Tego arcytrudnego zadania podjął się nasz człowiek od zadań specjalnych, trenowany m. in. przez Specnaz, SAS, GROM i Navy SEALs - Piter 😛 Zagadał w międzyczasie z gospodynią i suszarka już była w naszych rękach. Z racji tego, że zjadłem pierwszy, a trochę do suszenia mieliśmy, wziąłem ten zbawczy sprzęt i poszedłem z nim na górę. Wtyczka do gniazdka i lecimy. Obroty max i dmucha. To przyjemna robota nie była, zapach przybrał niemalże materialną formę. Wypełnił cały pokój. Otwieram okno, bo zaczyna robić się ciepło i śmierdząco. Suszenie powoli posuwa się do przodu. W międzyczasie wraca Piter i Mati. Otwierają drzwi. Woń i aromat wczorajszego marszu uderza w nich tak mocno, że niemalże lądują na podłodze. Jednak nie poddają się. Podobno podczas pożaru trzeba iść jak najbliżej ziemi. Testują tą metodę - nie działa. Wynaleźliśmy chyba nowy gaz bojowy. Nie wiemy, czy jest o nim jakikolwiek zapis w Konwencji o Broni Chemicznej, ale jeśli nie to powinien się pojawić jak najszybciej. Ja już przyzwyczajony do tego zapachu, bo siedziałem w nim 5 minut, jednak musiałem poprosić o zmianę Matiego, by skoczyć po jakąś rzecz z dołu. Mati mówi "nie ma sprawy" i opuszczam miejsce rażenia. Nie było mnie na tyle długo, że mój nos zdążył się odzwyczaić od tych aromatów. Wracam do pokoju i.... Tam brzydko nie pachniało. Nawet nie śmierdziało. Tam po prostu JEB*ŁO NA KILOMETR. Nikt z Was, NIKT, nie wie czym jest smog, zanieczyszczenie powietrza bądź katastrofa naturalna, jeśli nie było Was w tamtej chwili. Skażenie chemiczno-biologiczo-radiologiczne było tak duże, że nie pomógłby nawet płyn Lugola. Zapach powodował torsje, bóle głowy, łamanie w kościach i wiele innych, nietypowych dolegliwości. Otwarte okno nie pomagało. Na szczęście jakieś 20 minutowe suszenie dobiegało końca. Mogliśmy w końcu wyruszyć. Ubrani i spakowani zostawiliśmy tylko okna na oścież z wiadomych powodów. Oby gospodyni zbyt szybko tam nie zajrzała😂

Wychodzimy przez budynek gruuubo po 9. Stan palców Matiego nie jest najlepszy. Decydujemy się na smutne, ale konieczne rozwiązanie. My z Piterem ruszamy z Czorsztyna, a Mati łapie stopa/busa do Krościenka. Planujemy złapać się na Sokolicy. (Btw, Mati złapał chyba tego stopa, wcale go nie łapiąc. Jakiś spoko ziomek sam się zatrzymał i zapytał czy go nie podrzucić. Propsujemy takie zachowanie 👍). My z Piterem zaliczamy jeszcze wejście do sklepu by uzupełnić zapasy. Musimy tylko uważać, by się nie wyje*ać na zalodzonej ulicy. Po krótkich zakupach ruszamy dalej. Skręcamy w prawo i zaczynamy iść niebieskim szlakiem. Mijamy zabudowania i wchodzimy na polankę. Ale cudownie. Cała zaśnieżona z widocznymi śladami. Idzie się przyjemnie, a po prawej stronie - Tatry.

IMG_20200713_152302.thumb.jpg.141a995bb6fd12f4ac5ccd1d9429fdd2.jpg

Słońce przygrzewa, także idę w samej bluzie. Jednak moje zmrużone oczy o czymś mi przypominają.

- Piter, masz może te oksy, o które prosiłem?

- Pewnie, trzymaj.

Zakładam pożyczone szybkie okulary. Dlaczego szybkie? Bo w nich się wygląda, jakby się było szybkim 😛 Ich aerodynamiczna budowa sprawia, że powietrze lepiej opływa głowę, co daje +10 do szybkości, +5 do zwinności i +8 do stylu. Poza tym są żółte, więc podnoszą też efektywność wykorzystania energii słonecznej. No i chyba najważniejsze! Chronimy się przed ślepotą śnieżną 😉 Ruszamy dalej tą świetną polaną, na której nikogo prócz nas nie ma. W okolicach Tatr obserwujemy zresztą rzadko spotykane, dziwne gatunki ptaków - balony. Po 20 minutach dochodzimy do przełęczy Osice. Bardzo ruchliwa przełęcz. Ilość samochodów powoduje, że ledwo co uniknęliśmy potrącenia (tak na serio, to nic tam nie jechało 😛). Mijamy tą ostatnią oznakę cywilizacji i wchodzimy we "właściwą" część Pienin. Na pierwszy rzut oka widać, że większość osób startuje z tego miejsca, a nie z Czorsztyna. Szlak dużo bardziej ubłocony i rozchodzony. Do tego śliski. Mimo tych przeciwności posuwamy się naprzód. Nic nas dzisiaj nie powstrzyma! Mijamy urocze polanki, w międzyczasie telefon do naszego ziomka czy wszystko git. Aura zachęca do biesiad, więc robimy krótką przerwę na małe co nieco, po czym ruszamy dalej.

IMG_20200713_152224.thumb.jpg.18845e7bc1f5a92f20de394fe3229360.jpg

Nie ma jakiś wielkich przewyższeń, więc czujemy się bardziej jak na spacerze niż wyrypie. Ale dzisiaj takie mieliśmy zamiary - dystans niewielki, więc możemy "marnować" czas. Mijamy przełęcz Trzy Kopce (swoją drogą mało oryginalne nazwy wymyślają górale 😛Trzy Kopce są też między Rysianką, a Pilskiem, które swoją drogą określane jest Górą Pięciu Kopców, a przynajmniej polska "część" Pilska. A w ogóle ile w Polsce jest Magur! Bądź Przysłopów! Ciężko to zliczyć 🙂 Ja np. jakiś szczyt nazwałbym po prostu "Góra" albo... "Szczyt". Ile macie gór w Polsce, które nazywają się po prostu "Góra"? No właśnie. Jak kiedyś wlezę na jakąś górę jako pierwszy to tak ją nazwę 😉). Bardzo mi się podoba w Pieninach ilość polan. W ogóle nie trzeba patrzyć pod nogi, a nawet się nie da, bo panoramy powalają.

IMG_20190826_140751.thumb.jpg.f66fee62007c9de56cef5b3d56f5dfe1.jpg

Mijamy kolejną przełęcz - Szopka. Od tego momentu ilość ludzi na szlaku zwiększa się radykalnie. Co chwila mijamy jakieś osoby. Na pewno na samotność nie mogliśmy narzekać 😛 W końcu zaczyna się coś bardziej stromego, co przypomina nam, że de facto nadal jesteśmy w górach. Ostre, zalodzone podejście. No dobra, atakujemy. Piter przede mną, ja za nim i nagle ziuuu - zjeżdżam z 2 metry. Houston, mamy problem. Ale mamy też rozwiązanie. Delikatnie (by nie zjechać bardziej) schodzę na "pobocze", zdejmuję plecak i wyciągam coś, co miałem specjalnie przygotowane na tą okazję. Raczki kupione we Wrocławiu 😛 Zakładam je na raciczki, Piter w tym czasie robi to samo ze swoimi. Stabilizacja podnosi się znacznie. Robię pierwszy krok - nooo, teraz, to ja mogę nawet po tym biec 😉! Wiedziałem, że w końcu te kilkaset gram stali na coś w końcu się przyda. Włączamy się do ruchu, uruchamiamy migacz i po lewym pasie mijamy wszystkich wchodząco-zjeżdżających turystów 😉 Mogę śmiało stwierdzić, że tak jedna na 5 osób była przygotowana do panujących tam warunków, co uważam, że i tak było naprawdę bardzo dobrym wynikiem w porównaniu do chociażby nieodległych Tatr 🙂 Co nie zmienia faktu, że co chwila ktoś w dół jechał na pośladkach. W końcu docieramy pod Trzy Korony. Czekamy aż na metalowych schodach trochę się rozluźni i rozpoczynamy atak szczytowy 😛 Panoramka ze sczytu jest cudowna. Te pionowe ściany Trzech Koron, do tego Dunajec wijący się w dole. A nad tym wszystkim górują ośnieżone Tatry.

IMG_20200713_152409.thumb.jpg.83c13f2fc6b5f02468e0f5a570daca03.jpgIMG_20190216_124601.thumb.jpg.3f2fb247be8507c2d15c4244f23997bc.jpgIMG_20200713_152435.thumb.jpg.57311750a5458051077844ccb67f586a.jpgIMG_20190826_140903.thumb.jpg.f866b6ae5944891fc9138f21acbd29fc.jpg

Moglibyśmy tu zostać. Szkoda tylko, że tak mało tu miejsca. Robimy fotki, które nie wychodzą jakoś świetnie, bo pod słońce. Kminimy co by tu zrobić. Widzimy jakąś panią z lustrzanką.

- Przepraszam, bo nasze telefony nie dają sobie rady z takim światłem. Moglibyśmy prosić o fotko, które by nam pani przesłała później na maila?

- Pewnie, nie ma sprawy.

Po jakimś czasie skontaktowałem się z tą panią. Niestety, miała problem bodajże z kartą i do tej pory nie mamy tych zdjęć 😞 No ale trudno! Ważne, że coś tam mamy własnego!

Schodzimy ze szczytu i robimy przerwę. Jest mniej więcej trzynasta, więc idealna pora na posiłek. Jedzonko spędzamy na rozmowie z jakąś sympatyczną rodzinką z dziećmi. Ale trzeba iść dalej, jeszcze trochę drogi przed nami. Ruszamy dalej niebieskim szlakiem (moglibyśmy sobie skrócić i wrócić do żółtego, ale po co). Mijamy Pieniński Zamek - niestety zamknięty. Pozostało nam popatrzenie tylko na jego mury. Ale podziwiam pomysłodawcę jego budowy, jednocześnie współczując wszelkim najeźdźcom. Jego zdobycie musiało być przesra*e.

IMG_20190216_133307.thumb.jpg.6ec2029b062a2e23017651efee157a83.jpg

Samo zejście dosyć strome, ale nie było już tak zalodzone jak wejście na Trzy Korony, więc poruszamy się sprawnie. Mniej więcej w tym też momencie zaczynam wyklinać raczki - o ile na samym lodzie dobrze się sprawują tak na miksie lodu i śniegu, który na dodatek się topi - są strasznie upierdliwe. Odchodzą od pięty, przez co brzęczą i nie trzymają tak dobrze. Mega irytująca sprawa. Na tyle irytująca, że je w końcu ściągam. Poza tym nie było potrzeby póki co ich użycia. Dochodzimy do Bańkowego Gronika - początku Sokolej Perci albo Pienińskiej Orlej Perci (jak zwał tak zwał). Zarówno za tą pienińską jak i tatrzańską wersją stoi jedna osoba - ks. Walenty Gadowski. Według mnie nie ma co porównywać tych dwóch tras, skala ich trudności jest zupełnie inna, co nie zmienia faktu, że ta w Pieninach również ma swój urok. Po naszej prawej stronie co chwila mijamy urwiska. Na jednym z nich sobie przysiadamy, i podziwiamy widoki.

IMG_20190216_143118_HDR.thumb.jpg.48ab6fa38d6cc2af11d469aeac793ac5.jpg

Mniej więcej w tym czasie dowiadujemy się, że Mati jest na szczycie Sokolicy. No to super, próbujemy go wypatrzeć. Wyciągamy w tym celu lornetkę.

IMG_20190216_143857.thumb.jpg.de72a301390b706bc8dc17f67bfa64e0.jpg

- Mati, wyciągnij rękę.

Nic nie widać.

- Mati, a weź podskocz!

Nadal nic nie widać.

- A weź się trochę wychyl!

Nadal dupa. No trudno, nie wiemy czy akurat z tego miejsca widać samiusieńki szczyt albo miejsce, w którym Mati się znajduje, a nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować za pomocą wątpliwej jakości lornetki 😄 W sumie to była taka zabawka, wykopałem ją z jakiegoś pudła, a dostałem ją jako prezent z.... 15 lat temu 😄? Może szkła zmatowiały czy coś, bo jakość obrazu pierwszorzędna nie była. Tak czy siak, zbieramy się z Piterem i idziemy dalej w stronę Sokolicy.

IMG_20190216_153519.thumb.jpg.932a7578910e5887151b373698d6cfdf.jpg

W pewnym momencie mamy dwie opcje - niebieski szlak leci granią, a poniżej (chyba łatwiejsza wersja) biegnie zielony szlak. Oba się później spotykają przy Czerteziku. Wybieramy oczywiście tą ciekawszą wersję. Ponownie zakładam raczki i lecimy. Po prawej stronie mamy barierki, także aby zlecieć na dół to trzeba się postarać. Z drugiej strony współczujemy trochę paniom, które mijają nas w przeciwną stronę po zalodzonym szlaku. Dobrze, że mają te barierki, bo inaczej przejście tego fragmentu byłoby z pewnością dużo większym wyzwaniem.

IMG_20190216_152359.thumb.jpg.d1437814730c30f8c2638a17f9fdbb16.jpg

Przejście tego fragmentu zajmuje nam dosłownie chwilę i ruszamy dalej na Przełęcz Sosnów. Liczyliśmy na niej spotkać się z Matim, jednak jego tempo i tak jak na kontuzję było całkiem niezłe i minął to miejsce z 15-20 minut temu (pamiętam jeszcze jak namawiałem go, by zszedł przez Czertezik zielonym szlakiem, gdyż  izohipsy gwarantowały łagodniejsze zejście, Mati jednak stwierdził, że da radę tym zielonym z przełęczy). No trudno, wbijamy z Piterem na szczyt. Wejście od tej przełęczy to naprawdę chwila. Samo podejście to zalodzone schody, na których (po raz kolejny) współczuliśmy osobom, które nie miały żadnych raków/raczków. My bez problemu sobie weszliśmy na  najsławniejszy Pieniński szczyt - Sokolicę. Na pewno każdy z Was słysząc "Sokolica" widzi tą charakterystyczną sosnę na jej szczycie. My niestety widzimy jej pozostałą część 😞 Podczas akcji ratunkowej TOPR we wrześniu 2018 roku podmuch łopat wirnika uszkodził jej górną część. Wiadomo, że życie ludzkie najważniejsze, to nie podlega dyskusji, jednakże mimo wszystko szkoda tego drzewka. Tyle razy widziało się ten obraz na wszelkich zdjęciach w przewodnikach, pocztówkach, itp. Nam pozostało już tylko podziwianie jej dolnej części. Ciężko było wykonać fajne foto, bo zdjęcie było robione totalnie pod słońce.

IMG_20190216_155845.thumb.jpg.aa8f55e7613f43fbdde4a2950b35400f.jpg

Na szczycie posiedzieliśmy z 15 minut. Ta ściana Sokolicy robi wrażenie plus widok Dunajca u podnóża. Bardzo lubię też patrzeć na granice państw. Patrzę ze szczytu w dół, widzę rzekę, a na jej brzegu drogę. I ta droga na tym brzegu jest już w innym kraju. Wiem, że to normalne i logiczne, ale gdybym nie wiedział, że rzeką biegnie granica to za nic w życiu nie poznałbym, że tam jest inne państwo.

IMG_20190826_140935.thumb.jpg.fc3a10b14741861650097a4e5dde8b7e.jpg

Zaczynamy zejście.

IMG_20190216_162311_1.thumb.jpg.b733e90f4bc231767d4bd54db1853e1f.jpg

Pierwotny plan był, aby zejść do Szczawnicy, jednakże już na etapie planowania ogarnąłem, że nie jest to możliwe 😛 Chyba, że Dunajec pokonamy wpław 😄 Z braku innych możliwości schodzimy ponownie na Przełęcz Sosnów i stamtąd zielonym szlakiem kierujemy się w stronę Krościenka. Początkowe zejście jest naprawdę strome (współczuję palcom Matiego), ale idzie nam się sprawnie. Po około 40 minutkach wychodzimy na zalodzoną asfaltową drogę. Po drugiej stronie Dunajca widzimy domki z ogródkami. Kurde, świetne miejsca na grilla. Blisko rzeki, cicho, spokojnie, góry. Brakuje letnich temperatur, kiełbasy, karkóweczki i zimnego piwa. Będzie trzeba kiedyś jeszcze tu wrócić...

IMG_20190216_164951.thumb.jpg.4ea63f428144a760b720c03e370b4bcf.jpg

W końcu udaje nam się "dogonić" Matiego. Dogoniliśmy go, bo po prostu stał i na nas czekał😀  Wspólnie zmierzamy w kierunku centrum Krościenka. Wchodzimy na rynek i odnajdujemy przystanek - planujemy przenocować w Szczawnicy. Do odjazdu mamy jakieś 15-20 minut, więc postanawiamy skorzystać z bliskości sklepów i zaopatrzyć się na jutro. Kupujemy standardowe produkty i z Piterem biegiem wracamy na przystanek by zdążyć na transport.

Wysiadamy w Szczawnicy. Nie ukrywamy - jesteśmy trochę głodni, więc szukamy jakiegoś ciepłego posiłku. Obok pizzeria... Mmmm 😋 Ładujemy się do środka, zamawiamy po jednej dla każdego i z pełnymi brzuszkami idziemy do naszego lokum. Odbieramy klucze od właścicielki, wchodzimy do pokoju. Spora przestrzeń, będzie gdzie wieszać ubrania do suszenia. Dostaliśmy jedno łóżko pojedyncze i jedno podwójne. Mówię do mojego kompana:

- Piter... Śpimy plecami do siebie jak coś 😛 

Jeśli tylko coś mnie w nocy ukłuje to spierd*lam 😂

Na szczęście w pokoju był wydajny kaloryfer na którym umieściliśmy nasze buty, po czym przystąpiliśmy do prania rzeczy, ładowania elektroniki i chillu przy zasłużonym browarku. Polska część Pienin (a tak w ogóle był ktoś u Słowaków? W ich części jest coś ciekawego?) w większości została przez nas schodzona, także na jutro planujemy powrót w Beskidy. Nie będzie spanka do 8 rano, trzeba wstać trochę wcześniej 😉 Zadowoleni z dzisiejszego dnia idziemy w kimkę, mając nadzieję, że jutro nie będziemy musieli zacząć od dosuszania butów...

  • Like ! 5
Sign in to follow this  


17 Comments


Recommended Comments

Świetna ta Twoja opowieść 👍 Przeczytałam jednym tchem bo Pienin nie znam zbyt dobrze nawet latem a co dopiero zimą. Zdjęcia też super 👍

  • Like ! 1
  • Thanks 1

Share this comment


Link to comment

Pieniny śliczne, byłem w nich drugi raz i super alternatywa 😉 mają swój urok 🙂 zwłaszcza zimą, gdy w Tatry (jeszcze) sie za bardzo nie pcham 😀

  • Like ! 3

Share this comment


Link to comment
jaaga76

Posted (edited)

Sto lat nie byłam w Pieninach...., a tu dopiero początek wakacji... Dzięki za inspiracje...

A propos butów i "odoru" od czasu, gdy przez tydzień w Górach ( chyba 3 lata temu) kiedy lało, lało i tylko lało wożę że sobą suszarkę do butów narciarskich 😎

Edited by jaaga76
  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment
23 godziny temu, jaaga76 napisał:

Wreszcie!!! Zabieram się za czytanie ☺️

Toż ten wpis od poniedziałku wisi 😛

Wiesz, gdybyśmy mieli autko to też może byśmy wzięli suszarkę czy inne magiczne sprzęty 😁 ale każdy kilogram na takiej wyprawie się liczy, więc trzeba oszczędzać na ilości sprzętu 😁

  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment
jaaga76

Posted (edited)

1 godzinę temu, Luk_ napisał:

Toż ten wpis od poniedziałku wisi 😛

Wiesz, gdybyśmy mieli autko to też może byśmy wzięli suszarkę czy inne magiczne sprzęty 😁 ale każdy kilogram na takiej wyprawie się liczy, więc trzeba oszczędzać na ilości sprzętu 😁

To, że buty narciarskie są duże nie oznacza, że suszarka też 😉 . Zwykle mieści się w dłoni i  się ją gdzieś wepchnie do plecaka.

Poza tym - wiesz, suszarka to taki "zaklinacz" deszczu. Odkąd ją zabieram nie pada (albo pada krótko)🤣

Od poniedziałku powiadasz.... mhhh 🤔🤔🤔

Edited by jaaga76
  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment

Niby tak, ale jak się idzie zimą na parę dni, to serio szuka się oszczędności w kilogramach 🙂

Tak, od poniedziałku... Chyba, że czytałaś tą relację 5-ty dzień 😛 Ale chyba aż tak długich nie piszę 😄 

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment
52 minuty temu, Luk_ napisał:

 

Tak, od poniedziałku... Chyba, że czytałaś tą relację 5-ty dzień 😛 Ale chyba aż tak długich nie piszę 😄 

Przyjemności trzeba dawkować 😉

Jakoś mi dni uciekają.... 

Share this comment


Link to comment

Hah, dokładnie! 😁 Nooo, dni lecą jak szalone... Zwłaszcza latem 😔

Share this comment


Link to comment

YYYY jak to możliwe, że nie trafiłam tu wcześniej 😳Taką samą trasę robiłam kiedyś jesienią. Pamiętam strome zejście w stronę Krościenka i widoki na ośnieżone Tatry, chociaż to był chyba początek września.

@Luk_ Chyba nikt tak pięknie nie mówi o smrodzie jak Ty 😉

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

@Fibi Ciebie właśnie mi tu brakowało! 😛 Przeczytaj też poprzednie wpisy 🙂

A powiem Ci, że o takich głupich rzeczach wyjątkowo dobrze mi się pisze 😂😂😂 wtedy czuję największe flow 😂

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment
Dnia 21.07.2020 o 21:13, Luk_ napisał:

 Przeczytaj też poprzednie wpisy 🙂

 

Przeczytałam i domagam się dalszego ciągu! 😛 Mam nadzieję, że nie straciłeś weny?

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Ostatnio coś właśnie weny nie mam 😂 i czasu na tak długie pisanie 🙂 Szczerze powiedziawszy to nie mam pojęcia kiedy pojawi się dalsza część 😞

  • Sad 2

Share this comment


Link to comment
3 godziny temu, Fibi napisał:

Przeczytałam i domagam się dalszego ciągu! 😛 

To już jest nas dwie 😉

Czekam na dalszy ciąg i psa 😜

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

Zośka, Ty to chyba czekasz tylko na tego psa 😂 To ja w czwartej części wrzucę tylko jego zdjęcia, bez opisu i będzie ok, co nie? 😛

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Pies bez opisu się nie liczy😉 Ma być w pakiecie z relacją😁

  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...