Jump to content
Sign in to follow this  

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 2/5

Sign in to follow this  
Luk_

751 views

Ja pier*olę, co za upał - to pierwsza myśl jaka mi przychodzi do głowy w chwili, gdy dzwoni budzik. Niby środek zimy, a czuję się jak na Saharze. Organizm krzyczy jeszcze "spać, daj mi spać!", ale brutalnie tłumię wszelkie ludzkie odruchy i siadam na łóżku, by się troszkę rozbudzić. "Kuuur*a, co to za jeb*ny piekarnik..." - tylko takie słowa cisną mi się do ust. Chłopaki też powoli zaczynają się zbierać. Podchodzę do okna, odsłaniam zasłonkę: "Hm... No dobra jeszcze wcześnie, może słonko podniesie tą chmuro-mgłę". Powoli się ubieramy i jemy śniadanko. Niezbyt żywy idę nastawić wodę na herbatę do termosu w kuchni turystycznej. Woda bulgocze, zalewam Liptona i dodaję standardowe 8 łyżeczek cukru. Przydałby się plasterek cytrynki, no ale cóż - jest to luksus na który nie możemy sobie pozwolić. Podobnie czynię z termosami Matiego i Pitera. Mieliśmy w planach wschodzik słońca, ale póki jest mleko nie bardzo nam się spieszy. Wracam do sauny, pakujemy rzeczy. Po około godzince od wstania jesteśmy gotowi do wyjścia. Otwieramy drzwi wejściowe, stawiam pierwszy krok i... ahhh, jak przyjemnie. Mróz przyjemnie chłodzi moją rozpaloną twarz. Bardzo nie lubię spać w takim upale, bo po przebudzeniu czuję się jakby brało mnie jakieś choróbsko. Robimy ostatnie poprawki by plecaki leżały wygodnie na plecach. Czołówki mamy założone, ale nie ma już jakiejś wielkiej ciemności, także są całkowicie zbędne. Ruszamy w stronę Turbacza.

IMG_20190215_064337.thumb.jpg.ff973c0fdeb5437701ccdedfa3cd0e72.jpg

Mleczko eleganckie, śnieg się zlewa z przykrytymi śniegiem gałęziami drzew. Uwielbiam ten zimowy widok, gdy drzewa aż się "składają" pod naporem śniegu. Gdyby świeciło do tego słoneczko to by w ogóle była bomba! Idąc w stronę Turbacza odnosimy wrażenie, że mimo popularności tego szczytu to odcinek Stare Wierchy - Turbacz jest bardzo rzadko uczęszczany. Co prawda, szlak jest delikatnie przetarty, ale nie na tyle by szło się komfortowo (w pewnym miejscu zresztą ślady się skończyły). Właściwie to torujemy. A właściwie to ja toruję - cóż taki przywilej osoby, która jako jedyna ma stuptuty 😛 Oczywiście, jako, że idę pierwszy i wybieram trasę to jestem też jedyną osobą, którą trzeba wyciągać gdy stanie na jakiejś poduszce śnieżnej i zapada się po pas. Dobrze, że kumple są w porządku i mnie wyciągają, bo samemu to nie byłoby takie proste (a nie zdziwiłbym się, gdyby mnie zostawili! Takie mamy zwyczaje! 😄) Na szlaku jest bardzo dużo powalonych drzew, które trzeba omijać. Przekłada się to oczywiście na wpadanie we wszelkiego rodzaju dziury, co bardzo spowalnia marsz. W ogóle zima 2019 była całkiem śnieżna, więc na oko tego śniegu to było z 2m 😄 Przemieszczamy się powoli - podświadomie czuję, że raczej na Lubań w takich warunkach nie mamy co liczyć. Zwłaszcza, że nie wzięliśmy tych jabłuszek. Na każdym zejściu zyskiwalibyśmy trochę czasu! No i jakie atrakcje! Zjazd po śniegu, wiatr we włosach, drobinki lodu wciskające się do oczu, połamane nogi, gdy się trzaśnie w drzewo! Moc emocji i to większych niż w wesołym miasteczku!

Mijają kolejne minuty, słonko już dawno przekroczyło linię horyzontu, a ta chmurwa jak stała tak stoi. Wyciągam telefon, odpalam kamerki w Tatrach. Jasna cholera! Tam błękit nieba jest! Zerkam też na kamerki z innych regionów Polski. Tak pi razy drzwi ta chmura jest mniej więcej tylko w naszej okolicy. Co za pech! Ale nie poddajemy się, kawał dnia przed nami, może się poprawi. Pod Turbaczem ścieżka znacznie się rozszerza.

IMG_20200703_182832.thumb.jpg.815d5ef90453efaf454cfc8546f25e2b.jpg

Swoją drogą też lubicie wszelkie kształty i formacje tworzone przez śnieg na skałach, drzewach, itp.?

IMG_20200703_182901.thumb.jpg.cf0c31125a37d5f3f2edb20cb58ecabe.jpg

IMG_20200703_182929.thumb.jpg.581df83693f6a9bd4261f2e2a34bbf5b.jpg

Zaczynamy podejście, następnie skręcamy w prawo. Dochodzimy do jakiegoś obelisku na którym jest napisane "Turbacz". Hm... chyba to szczyt, nie? Dobrze, że ten kamol tu stoi, bo inaczej za nic w świecie nie ogarnęlibyśmy, że jesteśmy na szczycie. W tym czasie, gdy podziwiamy "widoki," nadchodzi grupka osób ubranych na sportowo - uczestnicy jakiegoś obozu biegowego. Stają w kółku, jakaś rozgrzeweczka, niektórzy w leginsach 3/4 - że takim to nie zimno! Z racji tego, że z naszej ekipy nikt nigdy nie był wcześniej na Turbaczu, to stwierdziliśmy, że dobrym pomysłem jest zapytać się, gdzie jest schronisko (było takie mleko, że nie zdziwilibyśmy się, gdybyśmy po prostu je minęli). Wskazali nam drogę, ruszamy przed siebie. Po jakiś 5 minutach zza drzew wychyla nam się daszek jakiejś chatki - chyba szczęśliwie dotarliśmy! Ale powiem Wam, że dobrze, że nie szliśmy wczoraj w nocy. Naprawdę moglibyśmy mieć problem z zauważeniem schroniska. Dach cały pokryty śniegiem. Gdyby nie wyróżniający się kolor tej chatki moglibyśmy jej (a może nawet i schroniska) nie dojrzeć.

IMG_20190215_085522.thumb.jpg.1c6cf99e9246ebaf1179ced9955aeaaa.jpg

Schronisko naprawdę słusznych rozmiarów, wbijamy do środeczka na śniadanio-obiad. Panuje bardzo duży ruch w jadalni, ponadto są jakieś obozy czy inne wariactwa (naprawdę cieszymy się z noclegu na Starych Wierchach, bo tutaj mogłaby nas czekać glebka). Na zewnątrz są organizowane zajęcia (chyba) ze wspinaczki lodowej na takiej niezbyt wysokiej, drewnianej ścianie. I chyba był jakiś festiwal czy coś, bo taki namiot stał przed schroniskiem. Ogólnie super, że schronisko potrafi działać aż na tylu płaszczyznach, bardzo mi się to podobało. Podobno z Turbacza są bardzo ładne widoki na Tatry, ale no właśnie - podobno 😛 Wiele nie widzieliśmy, więc równie dobrze za tą mgłą mogły stać Alpy bądź Himalaje i całkowicie mielibyśmy to wtedy w nosie. Znowu wleciały naleśniczki (nie ma to jak słodkie posiłki - uwielbiam!), herbatka z termosa, chwila oddechu i ubieramy się z powrotem. Wychodzimy przed schronisko i skręcamy w lewo. Wchodzimy na Halę Długą... Jeśli ktoś się zastanawia skąd ta nazwa - ona naprawdę się ciągnie w cholerę. Idziemy nią i idziemy, idziemy. Sekundka przerwy bo gdzieś się delikatnie zakopałem (taka dygresja - zauważyłem, że sporo też energii zabiera takie delikatne zapadanie się nogi - dosłownie 2cm - na takim lekko ubitym śniegu) i znowu idziemy, i idziemy, i idziemy, kur*a ile to trwa 😛 W końcu nasza mgiełka delikatnie ciemnieje - tam musi być las! Po dekadzie udało nam się przejść tą halę i wchodzimy między drzewa. Tutaj ścieżka trochę bardziej przedeptana, idzie się zdecydowanie przyjemniej, jednak i tak, co jakiś czas mój Rescue Team wyciąga moje zapadnięte 4 litery 😄 Po około 30 minutach docieramy do szlakowskazu na szczycie Kiczory. Naprawdę ilość śniegu tej zimy robi wrażenie. Spokojnie możemy na nim sobie usiąść. Nad śnieg wystają tylko tabliczki z podanymi czasami.

IMG_20190215_104030_HDR.thumb.jpg.ce6730ec85c5629c771c19788fa28a59.jpg

Po paru obowiązkowych foteczkach ruszamy dalej - w kierunku Przełęczy Knurowskiej, zwłaszcza, że jest już przed 11:00. Idziemy non stop z tymi obłędnymi widokami - ogrom panoramy powoduje, że kręci nam się w głowie 😛 

IMG_20200703_183007.thumb.jpg.4c715a98b4e20ac901a4e308eb473de9.jpg

Prognozy coś się nie sprawdzają, takich górofilów nie nagrodzić żadnym widoczkiem! A meteoblue pokazuje na dzisiaj i na najbliższe dni słoneczko. Bardzo nieładnie! W pewnym momencie idziemy z Matim za Piterem. Hm... patrzymy na jego śpiwór, karimatę, z czymś nam te kształty się kojarzą... 🤔IMG_20190215_133106.thumb.jpg.c00e2e1d389fab4e8058720e01869894.jpg

Mimo połowy lutego temperatura oscyluje w granicach zera. W pewnym momencie czujemy, że robimy się głodni. Decydujemy się na postój. Siadamy na plecaczkach, coby nie "dostać wilka" jak to mawiają babcie (po prostu nie chcieliśmy by nam dupki zmokły😂) Wyciągamy przysmaczki, zapijamy herbatką. Samopoczucie w porządku, jednak to brak widoków mocno zbija morale. Ja siedzę w samej bluzie (tempo marszu wystarczająco mnie grzeje na tyle, że z reguły nie chodzę zimą w górach w kurtce, którą awaryjnie trzymam w plecaku) jednak brak ruchu powoduje, że powoli zaczynają mi kostnieć dłonie. Czas się zbierać. Obozowisko zwinięte, ogień ugaszony - ruszamy. Idziemy już w dół, co oznacza, że przełęcz niedaleko. W butach z gorkiem jest już tak mokro, że cieszymy się, że nie ma tęgiego mrozu, bo paluszki to by już nam chyba same się ułamały 😛 A tak propo butów. Nie kupujcie Salomonów - gówniana marka, nie warto. Mimo impregnacji, dbania i chuchania na nie, skubane przepuszczały wodę jak papier toaletowy. W pewnej chwili znowu idziemy za Piterem i coś nam nie pasuje...

- Piter, chyba zgubiłeś swoje zielone "jądra"...

Okazało się, że przymocowany śpiworek Pitera został gdzieś na odcinku ostatni postój - zabudowania przed Przełęczą Knurowską. Żeby nie tracić czasu Piter zostawia nam swój plecak (chyba ważył z 30😧kg 😜), cofa się, a my z Matim trzymając go w rękach idziemy dalej (no i widzicie, znowu jabłuszko by się przydało, bo tak to byśmy wrzucili go na dupolot, na chwycie od dupolotu przymocowalibyśmy sznurek i byłyby prowizoryczne sanie, a tak to dupa). We dwójkę powoli docieramy na przełęcz. Kurde, ale dzicz. Jest jakaś tabliczka z rozkładem jazdy autobusu - w to miejsce przyjeżdżał chyba tylko 2 czy 3 razy dziennie. Odludzie totalne, nie zdziwiłbym się, gdyby w tamtym miejscu psy dupami szczekały, a internet nosiłoby się w wiadrach 😛 Ale i tak takie miejsca mają swój urok. Szkoda tylko, że wszędzie daleko 😛 By nie tracić czasu uzupełniamy braki w cukrze za pomocą... cukru! 😄 zawartego w batonach, a po chwili dogania nas Piter ze swoim zielonym śpiworem  😀 Możemy ruszać dalej - nasz następny punkt nawigacyjny - Baza Turystyczna Studzianki (to znaczy teraz mogę stwierdzić, ze to był nasz punkt nawigacyjny, bo wtedy o istnieniu tego miejsca nie miałem pojęcia 😄). Znowu podchodzimy pod górę i w las. W butach coraz bardziej mokro. Robi się też nam po prostu zimno, ostatni ciepły posiłek był na Turbaczu, więc od wewnątrz nie ma co nas grzać (ahh... trzeba było nie wypijać tej wódki tak szybko 😁). Na szczęście powoli dochodzimy do wspomnianej wyżej bazy turystycznej. Oczywiście nie chcieliśmy się tam zatrzymywać, ale fajnie widzieć cywilizację 😄 W tej chwili Mati mówi mu, że musi się cieplej ubrać. Stajemy przy takim murku, Mati zakłada bieliznę termoaktywną na nogi, gdy w tej chwili przyleciał pies. Śmialiśmy się, że, hehe, pewnie poczuł kiełbasę (od) Matiego😛 Komfort termiczny całego teamu poprawiony, bo sam założyłem też kurteczkę, więc idziemy dalej. Następny planowany postój na odbiciu szlaku niebieskiego. Żegnamy się z Bazą Turystyczną (swoją drogą przy ładnej pogodzie musi być stąd naprawdę śliczny widok) i przemy przed siebie. Po dwudziestukilku minutach dochodzimy pod Kotelnicę, i wychodząc z lasu na taką małą polankę nagle... pogoda się poprawia! Dosłownie w 3 minuty z mleka odkrywa nam się błękit nieba! Słoneczko pięknie świeci, jeszcze przygrzewa, morale strzela w górę jak korek od szampana. Wiemy już, że na Lubań jest zbyt późna pora - nie wiemy jak dalej z przetarciem szlaku, nie znamy okolicy i nie wiemy jak wygląda zejście do Czorsztyna. W takim wypadku decydujemy się na relaksik na tym ośnieżonym polu i oddajemy się błogiemu odpoczynkowi.

IMG_20190215_153638.thumb.jpg.88d995f8553f6c5613493b31939c3b2d.jpg

Dopijamy resztki herbaty i posilamy się. Rzucam do chłopaków:

- Ciekawe czy będzie widać Tatry jak wyjdziemy z tego lasu.

Jest 15:40, do zachodu słońca mamy jakoś godzinkę. Trochę boli ten Lubań, bo według mapy powinniśmy tam dojść w jakieś 2h, ale nieznajomość trasy i warunu zmusza nas do zejścia. Wchodzimy w las, po 20 minutach dochodzimy do pierwszych zabudowań miejscowości Huba. Nooo, w takich okolicznościach przyrody to ja mógłbym mieć chatkę 😉 Tylko może lepiej by było bliżej Tatr i gdzieś wyżej, bo na tym Podhalu powietrze potrafi być naprawdę hardkorowe 😛 

IMG_20200703_185643.thumb.jpg.a1b7131075f6fba12075d2bba42c4a6e.jpg

Idziemy asfaltową drogą z widokiem na Tatry i słońce chylące się w kierunku horyzontu. Takie piękne kolory to chyba w ramach przeprosin za tą nieudaną randkę wczoraj z pogodą. Oczywiście przeprosiny przyjęte, bo byliśmy naprawdę urażeni 😉 

IMG_20190215_202757.thumb.jpg.ff3ad311d4856420fed2dd49e1f899ae.jpg

Schodzimy w kierunku głównej drogi, cały czas patrząc w niebo. Jednak ostatecznie słonko niestety się chowa 😞 No cóż, do zobaczenia (oby) jutro!

IMG_20200703_183305.thumb.jpg.55d8d6a0ddc3e72eeacf2887690fcaa3.jpgIMG_20190215_171534.thumb.jpg.b874013de76bcd0bdf11c07f1a15a93e.jpg

Dochodzimy do przystanku, czekamy na busa do Czorsztyna. W końcu jakiś staje - bezpośrednio do wsi nie wjeżdża, ale zatrzymuje się niedaleko - będziemy musieli dojść około 2 km. No cóż, bierzemy. Jazda trwa dosłownie kilkanaście minut, wysiadamy na przystanku. Jest już ciemno, przydadzą się czołówki. Ruszamy, oddalamy się na jakieś 500m, gdy Piter orientuje się, że nie ma śpiwora. Wracamy z powrotem na przystanek by go poszukać, może gdzieś wypadł przy wysiadaniu. Niestety, nigdzie przy drodze go nie było, więc prawdopodobnie przepadł bezpowrotnie 😞 Zmierzamy po raz drugi w kierunku Czorsztyna, omijamy zamarznięte kałuże (prawie wywinąłem orła na jednej). Po około 30 minutach mijamy pierwsze domy i szukamy naszego noclegu. Szczęśliwie udaje nam się go znaleźć. W tym samym ośrodku jest jakaś wycieczka szkolna (czy inne kolonie), więc liczymy, że załapiemy się na jakąś dyskotekę z szóstoklasistami 😛 Pytamy gospodynię o jakiś sklep by uzupełnić szamkę, a ona mówi, że dobrze trafiliśmy, bo za niewielką opłatą będziemy mieli kolację! Szczęście jak przy wygranej szóstce w totka! 😄 

Po kolacji wracamy do pokoju. Wszyscy mamy mokre buty, więc one od razu lądują na kaloryferach. Fajnie by było, gdyby po przyjściu na spanko można było od razu się położyć, ale niestety są obowiązki - pranie skarpet, bielizny termoaktywnej, bluzek, itp. (inaczej mogłoby to wszystko się zakisić, a przy odpowiednich warunkach może by się wykształciły na nich jakieś inteligentne istoty). Trochę czasu nam schodzi. Martwi nas też stan Matiego, gdyż dojechał nieźle palce u stóp schodząc do Huby - jego paznokcie są czarne, a chodzenie sprawia mu ból. Cóż, takiego obrotu spraw się nie spodziewaliśmy. Mój ziomek mówi, że jutro zobaczymy czy da radę iść, bo póki co - czarno to widzi.

Zmęczeni, ale zadowoleni z tego wypogodzenia zapadamy w sen. Jutrzejszego dnia mamy dwa cele:

1. Wyspać się.

2. Przejść Pieniny 😉

Na pewno mega wcześnie wstawać nie będziemy 😉

  • Like ! 5
Sign in to follow this  


65 Comments


Recommended Comments



@vatra jakbym tak robił to w przeciągu 3 tygodni skończyłyby się ciekawe powieści 😛 musiałbym być jakimś przewodnikiem by codziennie pisać coś nowego 😀

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

@jaaga76 drugi egzemplarz książki która napiszę na emeryturze leci do Ciebie! 😂 Nie wiem, naprawdę nie wiem - póki co brak czasu, a nie chce pisać na szybko 🙂 Wolę na spokojnie napisać by zawrzeć to co chcę 🙂

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment
1 minutę temu, Luk_ napisał:

@jaaga76 drugi egzemplarz książki która napiszę na emeryturze leci do Ciebie! 😂 Nie wiem, naprawdę nie wiem - póki co brak czasu, a nie chce pisać na szybko 🙂 Wolę na spokojnie napisać by zawrzeć to co chcę 🙂

Zapamiętam, poczekam. Warto 🙂🙂🙂

@vatra zimą, Ty na emeryturze... będzie co robić 🙂🙂🙂

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

Nooo, jeszcze 40 lat i daję moje powieści do druku 🙂 Za 10 lat będzie można zamawiać preorder 😛

  • Haha 3

Share this comment


Link to comment
jaaga76

Posted (edited)

Nie zapomnij o autografie 🙂

A tak na poważnie, nie myślałeś żeby to wysłać np. do Na Szczycie? Nie wiem, czy od czasów NPM procedura przyjmowania tekstów sie nie zmieniła, ale to przecież do sprawdzenia. 🙂🙂🙂  

Edited by jaaga76
  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment
Luk_

Posted (edited)

Będzie z autografem i dedykacją 😂

A co do wysłania to tak poważnie to o tym nie myślałem 🙂 Niepoważnie też nie 😛 Nie wiem czy potrzebuję póki co wysłać te teksty gdziekolwiek do publikacji, bo jednak są dosyć specyficzne 😀 Jest w nich trochę wulgaryzmów, trochę głupiego humoru, sporo emotek, itd. Do tego jestem szczery 😛 jak nie polubiłem się ze Starymi Wierchami to tak to opisałem, jak nie lubię Chochołowskiej to też to zaznaczę, nie pasuje mi wycinka lasu, też to opiszę, gdzieś jest żarcie słabe - napomknę, że na Miziowej nawet pierogi mają do dupy, itp, itp 😀 A z żadnego fragmentu bym nie zrezygnował, bo inaczej to przestałaby być "moja" relacja z wyprawy 😄 Tutaj mam ten komfort, że po prostu piszę jak chcę i nikt mi na to nie wpłynie 🙂

P.S. Wyobrażacie sobie artykuł w jakimś szanowanym piśmie górskim, w którym tekst zaczyna się od słów "Ja pier*olę"? 😂

Edited by Luk_
  • Like ! 1
  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

@vatra @Luk_ jasne, że ludzie czytają, przy całym szacunku i wielkiej sympatii dla Forum jest ono jednak niszowe. A teksty są bardzo fajne i inspirujące. Rozumiem jednak, że na karierę literata przyjdzie jeszcze czas 🙂 

Póki co czekam na ciąg dalszy.... Jakie zwierzątko wystąpi w 3 części??? Zgadujemy??? Stawiam na gada lub płaza 😉

Co sążnistego początku wykropkowane miejsca w NPM się zdarzały 😉🙂😉

  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment
1 godzinę temu, Luk_ napisał:

Będzie z autografem i dedykacją 😂

I tak się zdobywa czytelników zanim napiszę się książkę  🙂🙂🙂

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment
59 minut temu, jaaga76 napisał:

Jakie zwierzątko wystąpi w 3 części??? Zgadujemy??? Stawiam na gada lub płaza 😉

Przecież oni idą w zimie😏😂 Też myślałam że to będą motyle bo w Pieninach jest ich bardzo dużo 😊 ale skoro zima to chyba tylko wilk😎

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment
2 godziny temu, vatra napisał:

Przecież oni idą w zimie😏😂 Też myślałam że to będą motyle bo w Pieninach jest ich bardzo dużo 😊 ale skoro zima to chyba tylko wilk😎

Umknęło mi! 🤪 Niby wilki pasują, ale to tak jakoś z zimą się wiąże, a ja liczę na coś więcej 🙂.

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment
Luk_

Posted (edited)

6 godzin temu, jaaga76 napisał:

@vatra @Luk_ jasne, że ludzie czytają, przy całym szacunku i wielkiej sympatii dla Forum jest ono jednak niszowe. A teksty są bardzo fajne i inspirujące. Rozumiem jednak, że na karierę literata przyjdzie jeszcze czas 🙂 

Póki co czekam na ciąg dalszy.... Jakie zwierzątko wystąpi w 3 części??? Zgadujemy??? Stawiam na gada lub płaza 😉

Co sążnistego początku wykropkowane miejsca w NPM się zdarzały 😉🙂😉

Taaak, jeśli kiedykolwiek zajmę się piśmiennictwem to na pewno nie prędzej niż za kilkanaście lat 😄 W 3 części zwierzątek nie będzie... Chyba, że żelkowe misie się liczą! 😜

Co do  wilków i innych groźnych drapieżników to jeszcze żadnego nie spotkałem (i niech tak zostanie)!

A stop... Widziałem wilka w ubiegłe wakacje, ale to z perspektywy auta, także bezpiecznie 😉 I jak ogarnął że pędzi na niego samochód to dał dyla 🙂

Edited by Luk_
  • Like ! 3

Share this comment


Link to comment

Jak coś to na blogu 3 część wyprawy, także zapraszam do lektury 😛 

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...