Jump to content

Górskie tripy

Sign in to follow this  
  • entries
    4
  • comments
    140
  • views
    140

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 1/5

Luk_

194 views

UWAGA! ATTENTION! ACHTUNG!

TA SERIA NIE JEST DLA LUDZI O SŁABYCH NERWACH! WASZE GRANICE POCZUCIA SMAKU I HUMORU MOGĄ BYĆ NACIĄGNIĘTE DO GRANIC MOŻLIWOŚCI! CO SIĘ ZOBACZY TO SIĘ NIE ODZOBACZY. JEŚLI CZUJESZ, ŻE NIE WYTRZYMUJESZ - PRZERWIJ CZYTANIE. NIE WARTO RYZYKOWAĆ ZDROWIA PSYCHICZNEGO.

CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

A tych, co mimo wszystko ryzykują - zapraszam do lektury 😉

Bardzo krótkim słowem wstępu: zdecydowałem się zamieszczać na blogu wpisy nie dotyczące Tatr. Większość tematów w dziale "Wasze Relacje" są z nimi związane, więc żeby nie bałaganić to tutaj będą relacje z innych tripów i wycieczek 🙂

Ten trip zaczyna się dosyć nietypowo, bo we Wrocławiu. O godzinie 6:30 dnia 14 lutego ❤️ ubiegłego roku otwieram ślepia. Szybkie śniadanko, plecak już spakowany do wędrówek. Opuszczam centrum Wrocławia przy pomocy pojazdu z własnym szoferem, który zdalnie otwiera mi drzwi - tramwaju. Koło 7:00 wchodzę na bardzo ładny (brawo Wrocław!) Dworzec Główny, czy jak on się tam nazywa. Tam spotykam się z moją mordeczką Piterem, który w nocy do Wrocka dojechał. Za chwilę nadjeżdża nasz super szybki pociąg przewoźnika PKP (Poczekaj, Kiedyś Przyjedzie) - jakiś InterCity czy inny wyremontowany TLK. Miejsce z Piterem obok siebie nie mamy, bo oczywiście nie mogliśmy się dogadać kiedy jedziemy i gdzie. Zajmuję super miejsce przy oknie w swoim przedziale, Piter w swoim i ruszamy. Lecimy jak strzała, w kierunku Częstochowy (chyba średnio po drodze, ale co ja tam wiem), a później do Krakowa. W ogóle ktoś mi może powiedzieć czy jadąc z Wrocka na wschód widać Śnieżnik bądź Śnieżkę, bo jakaś całkiem ładna górka była widoczna z okna pociągu. W Krakowie czeka na nas ostatni ziomek - Mati. Przyjazd mamy coś koło 11-12, a dosłownie 15min po planowanym przyjeździe mieliśmy busa do Rabki-Zdrój. Oczywiście PKP jak to PKP - jakiś przedłużony postój i inne wariactwa, także nasza przewaga czasowa nad autobusem zmalała z 15 do 5 minut. W końcu docieramy do Krakowa, szybki bieg przez peron, telefon przy uchu i naprowadzanie głosowe na stanowisko postojowe na dworcu autobusowym przez Matiego. Szczęśliwie udaje nam się wskoczyć na ostatnią chwilę. Teraz już tylko Rabka i zaczynamy górską przygodę.

W Rabce wysiadamy jakoś 13:30. Oczywiście - jesteśmy ludźmi leniwymi, więc w międzyczasie był odpalony GPS na którym śledziliśmy położenie busa, tylko po to, by wysiąść jak najbliżej szlaku 😛 Wytaczamy się z tego środka transportu, zakładamy plecaki, zadziwia nas Piter.

- Piter, tak w sumie... Masz plecak, więc co dźwigasz w tym płóciennym worku zarzuconym na ramię? (Tak na oko z 15-20l on mieścił, wypchany po same brzegi)

- No żarcie i wódkę smakową.

- Po co ci wódka?!

- No przecież wypijemy, nie xD?

Cóż, nie potwierdzamy, nie zaprzeczamy. Ruszamy jakimiś uliczkami tak, by trafić na czerwony szlak.

Trochę mi i Piterowi delikatnie rzecz ujmując - piździ. Ale widzimy park! A więc co robią faceci, którym jest zimno, w parku? MĘSKI STRIPTIZ! Rozkładamy się na ławeczkach, patrzymy czy nikt nie idzie i CIACH, bluza ląduje na ławce, później CIACH i goła klata na wierzchu. Teraz zaczynają się złote sekundy, w których musisz zdążyć ubrać termoaktywkę, by się nie przeziębić, itp. Myk, wlatuje termoaktywka, cyk, bluzka sportowa i pyk! - bluza już grzeje ciało. Analogicznie ogarnęliśmy sprawę od pasa w dół (majtek nie zmienialiśmy jak coś 😛). Cała akcja trwała może jakieś 90 sekund, ale to co zarobiliśmy na tym pokazie to nasze 😉 Dla wnikliwych - nie lubię jeździć w termoaktywce, gdyż jest po prostu mi w niej za ciepło - zakładam ją gdy muszę. 

IMG_20190214_141344.thumb.jpg.41adbc143cdb60f82833281b6d3a4401.jpg

Ogólnie panuje taka delikatna podjarka w zespole, bo mimo pochmurnego nieba dzisiaj wieczorem powinno się wypogodzić. Więc mamy nadzieję, że może... jakiś zachodzik słońca? W końcu są walentynki, może taka randka z pogodą? Bez deszczu? Wracając do meritum, ubrani już po "turystycznemu" i po zwinięciu Base Campu ruszamy w stronę Starych Wierchów, a może - kto wie - Turbacza? Idzie się przyjemnie. W mieście śniegu właściwie nie ma, więc popylamy aż miło. Później zaczynamy podchodzić jakimś polem, ni to droga, ni to ścieżka + trochę błota.  

IMG_20200701_143003.thumb.jpg.5507734c2d6f6c11390c09b8b293c4c5.jpg

Po parunastu minutach Piter rzuca:

- Chłopaki, zaczyna mnie boleć bark od tego wora. Musimy go opróżnić.

- Mordo, napijemy się w schronisku 😛 

- Dobra, to jedzenia trochę zjedzmy.

Chcąc nie chcąc robimy przerwę na opróżnianie worka. Nie wiemy po co tyle tego żarcia wziął jak codziennie schodzimy do jakiejś miejscowości, ale spokojnie by nam to starczyło na 2 dni 😛 Po przerwie ruszamy dalej. Chmurwy nad górami, więc jakiś niesamowitych widoczków nie było. Zwłaszcza, że Tatry są po drugiej stronie grzbietu 😛.

IMG_20200701_143032.thumb.jpg.9b64cdf9456b14ff0143cdee70e98070.jpg

Zapowiadane rozpogodzenie nie nadchodzi.  Po niecałych 2h od startu docieramy do bacówki na Maciejowej. Jest w miarę wcześnie, bo nie ma nawet 16. W międzyczasie zaczyna się też w miarę stała pokrywa śniegowa, po której idzie się średnio - zapadanie się w miarę świeżym śniegu na parę centymetrów skutecznie odbiera energię. Niebo powoli ciemnieje, dochodzimy do schroniska na Starych Wierchach. Pojawia się pytanie "a może na Turbacz?". Mamy czołówki, ale po krótkiej naradzie stwierdzamy, że chodzenie przy tej widzialności, gdy nie wiemy czy szlak jest wydeptany itp. mija się z celem. Decydujemy się na nocleg.

IMG_20190214_212606.thumb.jpg.d652525a4b3a191ad09e870b859e09db.jpg

Wchodzimy do środka - pierwsza nasza myśl: "ku*wa, jak tu gorąco". Podchodzimy do bufetu. Pani na kasę nabija naleśniki z jagodami (dla mnie 😋) , szamkę dla moich kumpli + browarki. Moją uwagę przykuwa jabłuszko do dupozjazdów. Cena: 10 czy 20 zł. 

- Chłopaki, bierzemy? W dół będziemy szybciej się przemieszczać.

Entuzjazmu nie było, więc ich nie kupiliśmy (oj, pożałujemy, że ich nie wzięliśmy!). Po szamce wpadamy do naszego 3 osobowego pokoju. Z romantycznego 😛 zachodu chyba nici, bo przyszła chmuro-mgła i nie było widać nic totalnie. Mieliśmy jedno łóżko piętrowe, jedno pojedyncze, więc piętrowe wraz ze WSZYSTKIMI wieszakami, służyło nam za suszarnię ręczników po kąpieli, bluz, bielizny termoaktywnej i innych elementów garderoby. Prysznic wzięty, w miarę wczesna pora, czas zaplanować następny dzień, gdy Piter mówi:

- Najpierw opróżniamy mój worek.

Na stół wlatuje ta wódka, która mi i Matiemu średnio wchodzi, więc wypiliśmy może równowartość kilku kieliszków, a Piter wmłócił resztę. Oprócz tego musieliśmy opędzlować orzeszki, kabanosy i jakieś inne słodycze. Tak czy siak w jeden wieczór zmieściliśmy w żołądkach cały ten wór żarcia 😛 W końcu siadamy do mapy i mówię:

- Mordki, jest parę wariantów trasy. Jeśli zrobimy 70% z tego co założyliśmy to będzie dobrze. Pierwsza opcja to proponuję: Turbacz - Gorc - Ochotnica Dolna, i kolejnego dnia z Ochotnicy wchodzimy na Lubań i ciśniemy w Pieniny. Druga opcja to idziemy po prostu non stop czerwonym szlakiem i w razie czego odbijamy którymś zejściem na południe w razie W i próbujemy się dostać do Czorsztyna. Co o tym myślicie?

Mati tak popatrzył na mapę i mówi:

- A może po prostu wejdziemy na raz na ten Lubań przez Turbacz?

Popatrzyłem na niego:

- Kurde, ale to jest 37km. Zimą 😛 Może być ciężko. Musielibyśmy wstać o jakiejś nieludzkiej godzinie, np. 6 i ruszyć w świetle czołówek.

- No dobra, ale to spróbujmy.

- Na pewno?

- Na pewno.

- Jesteś chory, nie zrobimy tego 😛 Ale zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂

Powoli przygotowujemy się do spania, ale w tym schronisku było tak turbo gorąco... I tak nie wzięliśmy pościeli, bo mieliśmy własne śpiwory, a poduszki improwizowane z ubrań. Nie musieliśmy w ogóle się przykrywać, bo sauna jaka tam panowała, powodowała, że człowiek jedyne o czym marzył to chłodek. Małe, otwarte okienko też nie pomagało 😛 

W końcu udało nam się zapaść w kilkugodzinny sen w akompaniamencie krzyków i imprezy z pokoju obok 🙂 

Tak nam upłynął pierwszy, a właściwie 1/3 pierwszego dnia tripa. Zdjęć niewiele, ale to z tego powodu, że to był bardzo krótki odcinek przy niezbyt ciekawych widokach. Przy następnym wpisie będzie ich dużo więcej 😉 

  • Like ! 3


15 Comments


Recommended Comments

Zośka

Posted (edited)

@Luk_ przeczytałam ( na własną odpowiedzialność ) i zapowiada się fajna wycieczka. Tylko że to dopiero początek a Wy już wszystko zjedliście i wypiliście i co dalej ? Czekam na dalszy ciąg i więcej fotek 👍

BTW. Kota nie było ?

Edited by Zośka
  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

@Zośka ta wycieczka była świetna 😄 zjedliśmy wszystko z worka, żarcie własne w plecakach jeszcze mamy 🙂

Kota nie, będzie pies 🙂

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment
Luk_

Posted (edited)

@Zośka cieszę się, że tak oczekujesz tych moich wpisów 😛 Ale mam dobrą informację... Jutro o 8:00 rano WORLD PREMIERE ma druga część tej historii 😄 Ostatnie poprawki zostały już zrobione, chyba większość błędów, które chciałem usunąć to usunąłem. I będzie AŻ 13 zdjęć!

Ale na psa w tej historii trzeba jeszcze poczekać 😉

Edited by Luk_
  • Wow 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

A zgadłaś 😄 Jak zgadniesz jeszcze na jakim szczycie (hehe, tu powstanie druga część zabawy "Zgadnij co to za miejsce" 😛) to wrzucę Ci "zwiastun" tej historii i pokaże zdjęcie psiaka! 😄 

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Nieee 😄 Ciężko będzie Ci zgadnąć 😛 To jeszcze dalej na wschód a i szczyt mało popularny 🙂 (Ja o nim do czasu tripa nie słyszałem 😛) Panorama ze szczytu też mi się jakoś nie przewinęła

  • Sad 1

Share this comment


Link to comment

Trudno to już poczekam do jutra na dalszy ciąg przygód 😉. Chyba zresztą nie tylko ja chętnie przeczytam i obejrzę następny odcinek😁.

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

Następny dzień powinien być dużo ciekawszy (przynajmniej ja go tak wspominam 😛). Jest już klub osób nienawidzących chochołowską, dzisiaj powstał klub drzewek w Pieninach, to może teraz jakiś klub piśmiennictwa i czytelnictwa założymy! 😄 

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment
20 minut temu, Luk_ napisał:

 Jutro o 8:00 rano WORLD PREMIERE

@Luk_ wakacje są!!! Czemu tak wcześnie... muszę wstawać???😂 

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment
Luk_

Posted (edited)

@vatra właśnie wiem! I dzięki tej świetnej blogowej funkcji, gdy ten wpis się pojawi to ja będę jeszcze smacznie spał! Tego mi brakowało w "zwykłych" wpisach na forum 😛!

Jak chcesz to mogę opóźnić! 😂 Tylko nie wiem wtedy co z tymi biednymi ludźmi, którzy się bili o bilety na premierowy pokaz 😛

Edited by Luk_
  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

Ci biedni ludzie też by chcieli pospać ale muszą pracować żeby móc w Tatry pojechać 😫

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...