Jump to content
Sign in to follow this  

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 4/5

Sign in to follow this  
Luk_

328 views

Czwarty dzień naszej wyprawy czas zacząć. Budzimy się i wraz z chłopakami przygotowujemy się do wyjścia. Wyspaliśmy się całkiem porządnie, a energii dodaje nam fakt, że dzisiejszy dzień ma być najcieplejszy podczas całego tripa. W szczytowym momencie słupki termometrów powinny pokazać jakieś 11-12 stopni. Taką zimę to ja rozumiem 😎 Ubieramy się - sama bielizna termoaktywna i bluza w zapasie w zupełności styknie. Zakładamy nasze w miarę suche buty. Wychodzimy i zmierzamy na przystanek autobusowy. Od naszego lokum mamy dosłownie do niego 2 minutki. Niebo jest tak pięknie błękitne, że aż mowę odbiera. Dni w roku z takim błękitem idzie policzyć na palcach u rąk. Pierwotne plany zakładały wyjście ze Szczawnicy w kierunku Przehyby, następnie w kierunku Wielkiego Rogacza i zejście czerwonym, a następnie żółtym szlakiem do Piwniczej. Niestety z powodu kontuzji ziomka zdecydowaliśmy się na krótszy wariant - planujemy start z miejscowości Jaworki, następnie po najmniejszej linii oporu do Wielkiego Rogacza i zejście.

Stajemy na przystanku, czekamy na autobus. Mija 5 minut, żaden nie przyjeżdża, ale w zamian za to zatrzymuje się auto. Miejscowy oferuje, że za dyszkę podrzuci nas na szlak. Myślimy... w sumie... czemu nie? Ładujemy się do środka, parę minut jazdy i wyskakujemy z auta. Ruszamy czerwonym szlakiem. Po prawej widzimy jeszcze jakieś skały, cóż do Pienin niedaleko, ale mają swój urok. Małe Pieniny są, więc to mogą być jakieś "malutkie Pieniny" 😄 Południowe zbocze wytopione, pozostały tylko plamki śniegu. Relaks niemiłosierny słonko tak przygrzewało, że aż zdjąłem swoje cieniutkie rękawiczki. Z racji tego, że nie bardzo ogarnęliśmy, że szlak nam odbił w lewo to wylądowaliśmy na środku jakiegoś pola. Chwilę się rozejrzałem. Kurna, nie chce nam się wracać. Przewalimy to zbocze po prostej i wyjdziemy na szlak. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy. Po paru minutach wylądowaliśmy ponownie na czerwonym szlaku. Super z tego miejsca widać Pieniny, a kawałek dalej - Taterki.

IMG_20190217_101750.thumb.jpg.e64fd8c2d5b4a86b49c843eb967c6516.jpg

Niestety w trakcie podejścia, gdzieś zgubiłem jedną rękawiczkę 😞 13 złotych wyrzuconych w błoto... to znaczy w pole 😞 Po chwili wchodzimy w las. Słonko robi diametralną różnicę zimą, gdyż nagle z przyjemnych temperatur robi się cholernie zimno. Podkręcamy delikatnie tempo, bo nie mamy zamiaru się zatrzymywać na założenie bluzy.  Po kilkunastu minutach wychodzimy z lasu. Chłopaki byli troszkę z tyłu, a przede mną otwiera się polana takimi widokami, że nie przycupnąć w takim miejscu to grzech. Zrzucam plecak i patrzę na chłopaków. Niestety Mati częściowo z powodu poślizgnięcia się, a częściowo z bólu zalicza glebkę. Całe szczęście, że na śniegu. Chwilkę poleżał, wstał i wraz z Piterem chwilę później do mnie dołączyli. Szlak jest delikatnie przedeptany, śnieg zmrożony, widać też ślady po skiturach. Wyciągając butelkę z wodą z plecaka wyślizgnęła mi się i wpadła w rynnę po narcie 😄 O kurde, powstał nam bobslej 😄 Nawet nie wiecie jaka to frajda - ściganie uciekającej butelki, a prędkość miała znaczną 😉 Przerwa od marszu w takich okolicznościach przyrody jest mega relaksująca. Górki, biel śniegu, błękit nieba, wysoka (jak na zimę) temperatura i słoneczko. Najlepsza forma relaksu. Uzupełniamy trochę energii, robimy wyścigi butelek po czym ruszamy dalej.

 

IMG_20190217_105042.thumb.jpg.438ceaa0b20e4686bd868ae9fd820671.jpg

 

Niestety znowu wchodzimy  w las. Poruszamy się w miarę szybko - po nocy śnieg jest całkiem nieźle zmrożony, więc całe szczęście nie zapadamy się co krok. W końcu dochodzimy do pierwszego czujnego miejsca naszej trasy - odbicia niebieskiego szlaku w lewo. Ważne by nie przegapić, bo będziemy musieli się cofać 😄 Na szczęście w porę je zauważyliśmy - na początku przekradamy się ścieżką, a później już na normalny, dużo szerszy szlak. Podchodzimy spokojnie, mijamy też pierwszych ludzi. Znowu pojawiają się widoki, więc planujemy zrobić kolejną, ale krótszą przerwę. Siadamy wygodnie, łyk herbaty, małe co nieco i ruszamy dalej, bo do Rogacza już niedaleko (zresztą liczymy na jeszcze fajniejsze widoki ze szczytu).

IMG_20190217_121524.thumb.jpg.f836b3c22e659cdd28c647c3c43094e0.jpg

Niespiesznym tempem sobie podchodzimy, i po kolejnych parunastu minutach dochodzimy do czerwonego szlaku. W tym czasie od strony Rytra wyłaniają się dwie niewiasty z naszym długo oczekiwanym kumplo - kompanem, najbardziej niezmordowanym uczestnikiem naszego tripa - Grzesiem. Grzesiu to swój chłop. Nie zostawi cię (przynajmniej do czasu), a i trochę odciąży plecak - wpierniczy nadmiar jedzenia. Jak się dowiedzieliśmy od koleżanek, to Grzechu uczepił się nich na samym początku - w okolicach Piwnicznej.

IMG_20190217_125502.thumb.jpg.6facf4ca71fea0a854860f465e1e26b8.jpg

 IMG_20190217_125459.thumb.jpg.20cd4b6ff8ba92217b60e5fff436f888.jpg

IMG_20190217_125515.thumb.jpg.701d2e35e38cf1e58024646d4b563dd1.jpg

Pełni podziwu dla tego malucha postanowiliśmy go trochę doładować żarciem. Standardowo odcięliśmy dno pustej butelki (chociaż z perspektywy czasu to pewnie i śnieg by wylizał i by miał wodę), nalaliśmy mu trochę życiodajnego trunku (nie, nie chodzi o piwo) i podzieliłem się z nim swoją kiełbasą. Tą do jedzenia jakbyście mieli jakieś wątpliwości. Cóż, chyba strzała amora w niego trafiła, bo koleżanki poszły dalej w kierunku Przehyby, a on został z nami. Z racji tego, że to nie był de facto szczyt Rogacza to postanowiliśmy go odnaleźć. Pomogła nam w tym tabliczka, która wskazywała, gdzie jest wierzchołek, który był poza szlakiem. Postanowiliśmy z chłopakami, że sam na niego wejdę, zobaczę czy w ogóle warto, czy są jakieś widoki i jak będzie git to wtedy pójdziemy na niego razem. Temperatura się podniosła, ścieżka przez las była ledwo widoczna. Pamiętając zapadanie się w śniegu podczas 1. dnia tripa starałem się unikać niepewnych miejsc, jednak niestety - wpadłem. Wyjście z dołka było o tyle problematyczne, że gdy podnosiłem jedną nogę, to drugą zakopywała się jeszcze głębiej. Po chwili walki z naturą udało mi się szczęśliwie swoją kończynę wyciągnąć. Jeszcze parę metrów kluczenia pośród drzew i jestem.

IMG_20190217_130809.thumb.jpg.bcbca97a5f5c641aaea797aed7f797ad.jpg

Piękna, bezludna polanka z widokiem na wschód. Hmmm, chyba warto zjeść tu "obiad", więc wracam po chłopaków. "Łukasz, spróbuj się znowu nie zakopać w tym śniegu" - myślę sobie, schodząc powoli w dół. Trudniej jednak zrobić niż powiedzieć. Ląduje dosłownie w tym samym dołku. Całe szczęście, że już go trochę wcześniej rozdeptałem, więc wyjście z tej pułapki zajęło mi dużo mniej czasu. Schodzę do rozejścia szlaków, wołam chłopaków i dzielnie drzemy z powrotem pod górę. A Grzesiu z nami. Ostrzegam chłopaków przed pułapką w postaci śnieżnej poduszki i po chwili, cali, zdrowi i szczęśliwi zrzucamy plecaki siadamy na śniegu i rozpoczynamy biesiadę z widokiem na Beskid Sądecki.

IMG_20190217_130823.thumb.jpg.fe6da97be52f703da3921c4c6d50fc72.jpgIMG_20190217_131100.thumb.jpg.1442c6c4932e8a564c69adbd87aa75cb.jpg

IMG_20190217_131233.thumb.jpg.e93510e72f0a5d43606c9d86fe3bcc30.jpg

Grzesiu jak na małego psa przystało miał ADHD. Co chwilę gdzieś się przemieszczał, ale po chwili wracał. Głaskanie i podjadanie naszych łakoci ewidentnie mu odpowiadało. Był też naszym „strażnikiem”, bo to on pierwszy zauważał podchodzących ludzi od strony Piwnicznej. Zerkał w lewo i prawo bacznie obserwując.

IMG_20190217_131750.thumb.jpg.b417d77b994772c9fc8281b57fcc02a5.jpgIMG_20190217_131754.thumb.jpg.cc657f4a8147b3cd2e10183a75eceaf8.jpg

Jedynym minusem miejsca naszego odpoczynku był brak widoku w stronę Tatr – zasłaniał nam go las, jednakże widok na ośnieżone Beskidy też miał swój urok. Z racji krótkiej trasy w ogóle nam się nie spieszyło, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć ile tam siedzieliśmy, ale naprawdę dłuuuugo. Swoją drogą… może kogoś interesuje dlaczego Grzesiu dostał imię „Grzesiu” 😛 Przed tripem bodajże Mati mi wysłał filmik ze sławnego Nadleśnictwa Baligród. Z racji, że byliśmy w środku zimy to nie spodziewaliśmy się takiego wariata na szlaku. Powinien być w domu, więc dostał imię po niedźwiedziu 😄 Na dole bloga podrzucam link do filmiku.

Czas się zbierać. Niespiesznie pakujemy manatki i całą czwórką ruszamy w stronę Piwnicznej. Zastanawiamy się co z naszym kumplem na doczepkę. Nie widzi nam się go zostawiać, ale jeśli nie będzie innej opcji to najwyżej pochodzimy po domach i postaramy się odnaleźć jego właściciela.

Tymczasem „furiat” coraz bardziej działa mi na nerwy, bo przyjmuje chyba najbardziej wkurwia*ącą technikę chodzenia. Wpada między nogi, wyprzedza mnie, idzie tak może z minutę, odbija w bok, wącha krzak, zostaje w tyle i po kolejnej minucie znowu wpada w nogi po to, by mnie wyprzedzić 😛 Mimo wszystko uroczy ten nasz towarzysz, więc zgadzam się na taki sposób podróżowania 😉

IMG_20190217_143637.thumb.jpg.f58587aa3fdc0b04a157d99eb64b00a4.jpg

IMG_20190217_143713.thumb.jpg.607eb804cb9f491c2150bf1f45cb3dfa.jpg

Powoli wytracamy wysokość niezbyt szeroką, ale dobrze wydeptaną ścieżką. Idziemy dobre 30 minut, gdy nagle zauważamy nadchodzącego turystę z przeciwnego kierunku. Witamy się standardowym, górskim „cześć” i idziemy dalej, ale chwila, chwila… Gdzie jest Grzesiu? Zerkamy za siebie, a nasz towarzysz leci już z powrotem w kierunku Wielkiego Rogacza. No cóż… Może z jego plecaka wydobywały się lepsze aromaty niż z naszych 🙂 Mimo wszystko właśnie zniknął nam problem, gdyż nie musimy szukać jego właścicieli. Później jeszcze staraliśmy się znaleźć jakieś informacje w necie, czy nikt nie szuka takiego psa, ale nic nie było. Chyba zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy 😊

Szlak powoli zamienia się w drogę, słońce chowa się za górami.

IMG_20190217_162908.thumb.jpg.861ec54de2cccfbc2e45d85e0bcd4040.jpg

Z świetnymi humorami decydujemy, że bez zbędnego gadania ruszamy od razu do restauracji uzupełnić stracone kalorie i napić się piwka. A raczej piwek. Znaleźliśmy jedną i wchodzimy. Ewidentnie nie pasujemy ubiorem do reszty gości, ale delikatnie mówiąc – nie mamy z tym najmniejszego problemu 😄 Dostajemy menu, wybieramy dania, czekamy 3 minuty, 5 minut, 10 minut. Nikomu z nas się ruszać do baru nie chce, więc Piter stosuje technikę ściągania uwagi wzrokiem. W końcu kelnerka z uśmiechem podchodzi i informuje nas, że zamówienia przy barze. Eh…

Spożywamy posiłek, popijając go zimnym browarkiem, płacimy i ruszamy do miejsca naszego dzisiejszego spanka. Z racji tego, że wiemy, co należy traktować priorytetowo, po chwili rozmowy pytamy czy możemy gdzieś wysuszyć buty. Zostajemy zaprowadzeni do kotłowni i powiem Wam, że… Buty w takiej temperaturze to powinny się wysuszyć chyba w 20 minut. Tam była, jedna, wielka sauna 😄 Gorzej, że w pokoju mieliśmy podobną temperaturę. Pamiętając o pobycie w Starych Wierchach zaczynamy od zakręcenia wszystkich kaloryferów i otworzenia okien. Udaje nam się skutecznie zbić temperaturę, dzięki czemu noc prześpimy w komfortowych warunkach.

Następnego dnia niestety na szlak wyruszę już tylko ja i Piter. Stan stóp Matiego zmusza go do powrotu. Jedynym „plusem” takiego stanu jest to, że zarzucamy sobie z Piterem tripa w naszym stylu – dużo i długo. Do tego dojdzie jeszcze presja czasu, czyli… tak jak jest zawsze 😛 No cóż, czas spać!

 

Link do prawdziwego „Grzesia”:                                           

https://www.youtube.com/watch?v=w1PYl1Jguf4

  • Like ! 5
Sign in to follow this  


40 Comments


Recommended Comments



Myślałam, że jakiś pies Baskervilla Ci się marzy.

Jak go dobrze ułożysz, będziesz między ludzi zabierał,  to obejdzie się bez kagańca. 

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Oj, na pewno ułożony będzie 😛 Nie lubię takich rozpuszczonych psów, które tylko leżą na kanapie i czasami nawet nikogo się nie słuchają. Ale i tak - rozumiem, że ludzie mogą się bać.

A finalnie pewnie zdecyduje się na jakieś psy obronne, aby domu też pilnował 🙂 Podoba mi się też husky, ale skubane podobno nie chcą za bardzo się słuchać 😛

  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment

Ja chciałabym bardzo rotweillera albo pitbulla. Widziałam je już w Tatrach więc chyba nie byłoby problemu z górskimi wycieczkami🙂

  • Like ! 1
  • Wow 1

Share this comment


Link to comment

Mi z kolei bardzo się podobają owczarki belgijskie. Podobno są niesamowicie inteligentne, sprawne i szybkie. Do tego bardzo dobre do nauki. Minusem jest to, że podobno potrzebują bardzo dużo czasu, zabaw i gier. Nie bez powodu korzysta też nich z straż graniczna, policja i inne służby. Są niesamowicie skuteczne 🙂 Ale właśnie ze względu na ilość zaangażowania, które potrzebują nie wiem czy będę mógł na takiego sobie pozwolić 😞

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

Moi znajomi mają owczarka belgijskiego i dwójkę dzieci. Mówią że te dzieci wymagają mniej uwagi niż pies😀

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Z psami jest tak, że jak go nie wychowasz, to on się sam wychowa, więc każdy potrzebuje żeby mu poświęcić czas.  Obronne psy...no nie wiem, ja bym się nie odważyła, jak widzę pitbulla to go obchodzę daleeeko.  I mogą mi gadać, że łagodny i nie gryzie. Husky jest u sąsiada. Wyje. Z nudów. To pies pracujący, a nie ma nic do roboty . Ale pewnie z Tobą by się żaden nie nudził bo musiałby Cię po górach gonić. To by była ekipa. @Luk_ nieSkywalker i jego pies.

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

No właśnie 😛 Takiemu owczarkowi podobno nie wystarcza wysiłek sam w sobie. Musi mieć dużo jakiś zabaw myślowych, itp. Dziecko chociaż jak zmęczysz to zaśnie, a psa żeby zmęczyć... 🙄 Sam pewnie padne i 5 innych osób zanim ten poczuje jakiekolwiek znużenie 😂

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment
3 minuty temu, wjesna napisał:

Ale pewnie z Tobą by się żaden nie nudził bo musiałby Cię po górach gonić. To by była ekipa.

Ja bym trochę zamienił to zdanie na "Ale pewnie z nim to pewnie byś się nie nudził, bo musiałbyś go gonić" 😛 Nie mam złudzeń, kto by w tej ekipie miał lepszą kondycję 😂😂 Ale sam chciałbym mieć taką ekipę. Są nawet biegi górskie z psami. Ja bym motywował jego, on mnie. Myślę, że byśmy tworzyli zgrany duet. Jeszcze żebyśmy wyglądali podobnie to zamocuje mu taki mały plecaczek z bukłakiem aby mógł pić w trakcie biegu 😛

Piter z opowieści właśnie ma huskiego. Skubana jest nie do zajechania 😂😂😂 25-30km to dla niej tyle co nic 😛

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

@Luk_ zabawy myślowe??? Chcesz mieć prywatnego Einsteina ? Psów chyba do Mensy nie przyjmują 😂😁

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Chodzi o jakieś gry, w którym te psy nie muszą glupio ganiać za frisbee. Nie wiem jak to wygląda w rzeczywistości. W ciągu najbliższych paru lat psa nie będę miał, więc aż tak głęboko w temat nie wchodziłem 😛 Ale jak dojdzie co do czego to na pewno się dokształce, bo chcę by ten psiak też był szczęśliwy 😀

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment
3 minuty temu, Zośka napisał:

Psów chyba do Mensy nie przyjmują 😂😁

Może zanim  @Luk_ będzie miał psa to zaczną?

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

Może do Mensy to nie, ale patrząc po niektórych, to mam wrażenie, że psy mają większy iloraz inteligencji niż niektórzy przedstawiciele homo sapiens... 😛

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

@Luk_Mój pies też był bardzo inteligentny i ułożony. Jak mówiłam do niego "idziesz albo nie" to on szedł albo nie 😃

Edited by Zośka
  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

Ooo, a ciężko było go wychować do aż tak zaawansowanego posłuszeństwa? 😂

Propo psów przypomniała mi się jedna historia, opowiedziana mi przez mojego dziadka. Miał takiego kumpla, który kiedyś poszedł pilnować jakiegoś domu, bo właściciele wyjeżdżali. I mieli psa. Takiego w stylu "francuski piesek". Właścicielka przygotowała dla tego czworonoga jakąś zajebistą zupę czy inne danie, poinstruowała jak ma go karmić, a dla tego "opiekuna" zostawiła jakieś nędzne kanapki. Skończyło się na tym, że gdy wyjechali, to ten kumpel dziadka podsunął mu te kanapki, a pies nawet ich nie tknął (sam oczywiście zjadł tą zupę czy co to tam było). Zarządził więc głodówkę dla psa. Po 3 dniach zaczął jeść wszystko co mu podsunął 😛

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment
Dnia 18.09.2020 o 22:52, Luk_ napisał:

Ooo, a ciężko było go wychować do aż tak zaawansowanego posłuszeństwa? 😂

 

No właśnie nie wiem kto kogo wychował bo jak on chciał iść to ja posłusznie z nim szłam😂

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...