Jump to content
Sign in to follow this  

Trip po Gorcach, Pieninach i Beskidach, cz. 4/5

Sign in to follow this  
Luk_

470 views

Czwarty dzień naszej wyprawy czas zacząć. Budzimy się i wraz z chłopakami przygotowujemy się do wyjścia. Wyspaliśmy się całkiem porządnie, a energii dodaje nam fakt, że dzisiejszy dzień ma być najcieplejszy podczas całego tripa. W szczytowym momencie słupki termometrów powinny pokazać jakieś 11-12 stopni. Taką zimę to ja rozumiem 😎 Ubieramy się - sama bielizna termoaktywna i bluza w zapasie w zupełności styknie. Zakładamy nasze w miarę suche buty. Wychodzimy i zmierzamy na przystanek autobusowy. Od naszego lokum mamy dosłownie do niego 2 minutki. Niebo jest tak pięknie błękitne, że aż mowę odbiera. Dni w roku z takim błękitem idzie policzyć na palcach u rąk. Pierwotne plany zakładały wyjście ze Szczawnicy w kierunku Przehyby, następnie w kierunku Wielkiego Rogacza i zejście czerwonym, a następnie żółtym szlakiem do Piwniczej. Niestety z powodu kontuzji ziomka zdecydowaliśmy się na krótszy wariant - planujemy start z miejscowości Jaworki, następnie po najmniejszej linii oporu do Wielkiego Rogacza i zejście.

Stajemy na przystanku, czekamy na autobus. Mija 5 minut, żaden nie przyjeżdża, ale w zamian za to zatrzymuje się auto. Miejscowy oferuje, że za dyszkę podrzuci nas na szlak. Myślimy... w sumie... czemu nie? Ładujemy się do środka, parę minut jazdy i wyskakujemy z auta. Ruszamy czerwonym szlakiem. Po prawej widzimy jeszcze jakieś skały, cóż do Pienin niedaleko, ale mają swój urok. Małe Pieniny są, więc to mogą być jakieś "malutkie Pieniny" 😄 Południowe zbocze wytopione, pozostały tylko plamki śniegu. Relaks niemiłosierny słonko tak przygrzewało, że aż zdjąłem swoje cieniutkie rękawiczki. Z racji tego, że nie bardzo ogarnęliśmy, że szlak nam odbił w lewo to wylądowaliśmy na środku jakiegoś pola. Chwilę się rozejrzałem. Kurna, nie chce nam się wracać. Przewalimy to zbocze po prostej i wyjdziemy na szlak. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy. Po paru minutach wylądowaliśmy ponownie na czerwonym szlaku. Super z tego miejsca widać Pieniny, a kawałek dalej - Taterki.

IMG_20190217_101750.thumb.jpg.e64fd8c2d5b4a86b49c843eb967c6516.jpg

Niestety w trakcie podejścia, gdzieś zgubiłem jedną rękawiczkę 😞 13 złotych wyrzuconych w błoto... to znaczy w pole 😞 Po chwili wchodzimy w las. Słonko robi diametralną różnicę zimą, gdyż nagle z przyjemnych temperatur robi się cholernie zimno. Podkręcamy delikatnie tempo, bo nie mamy zamiaru się zatrzymywać na założenie bluzy.  Po kilkunastu minutach wychodzimy z lasu. Chłopaki byli troszkę z tyłu, a przede mną otwiera się polana takimi widokami, że nie przycupnąć w takim miejscu to grzech. Zrzucam plecak i patrzę na chłopaków. Niestety Mati częściowo z powodu poślizgnięcia się, a częściowo z bólu zalicza glebkę. Całe szczęście, że na śniegu. Chwilkę poleżał, wstał i wraz z Piterem chwilę później do mnie dołączyli. Szlak jest delikatnie przedeptany, śnieg zmrożony, widać też ślady po skiturach. Wyciągając butelkę z wodą z plecaka wyślizgnęła mi się i wpadła w rynnę po narcie 😄 O kurde, powstał nam bobslej 😄 Nawet nie wiecie jaka to frajda - ściganie uciekającej butelki, a prędkość miała znaczną 😉 Przerwa od marszu w takich okolicznościach przyrody jest mega relaksująca. Górki, biel śniegu, błękit nieba, wysoka (jak na zimę) temperatura i słoneczko. Najlepsza forma relaksu. Uzupełniamy trochę energii, robimy wyścigi butelek po czym ruszamy dalej.

 

IMG_20190217_105042.thumb.jpg.438ceaa0b20e4686bd868ae9fd820671.jpg

 

Niestety znowu wchodzimy  w las. Poruszamy się w miarę szybko - po nocy śnieg jest całkiem nieźle zmrożony, więc całe szczęście nie zapadamy się co krok. W końcu dochodzimy do pierwszego czujnego miejsca naszej trasy - odbicia niebieskiego szlaku w lewo. Ważne by nie przegapić, bo będziemy musieli się cofać 😄 Na szczęście w porę je zauważyliśmy - na początku przekradamy się ścieżką, a później już na normalny, dużo szerszy szlak. Podchodzimy spokojnie, mijamy też pierwszych ludzi. Znowu pojawiają się widoki, więc planujemy zrobić kolejną, ale krótszą przerwę. Siadamy wygodnie, łyk herbaty, małe co nieco i ruszamy dalej, bo do Rogacza już niedaleko (zresztą liczymy na jeszcze fajniejsze widoki ze szczytu).

IMG_20190217_121524.thumb.jpg.f836b3c22e659cdd28c647c3c43094e0.jpg

Niespiesznym tempem sobie podchodzimy, i po kolejnych parunastu minutach dochodzimy do czerwonego szlaku. W tym czasie od strony Rytra wyłaniają się dwie niewiasty z naszym długo oczekiwanym kumplo - kompanem, najbardziej niezmordowanym uczestnikiem naszego tripa - Grzesiem. Grzesiu to swój chłop. Nie zostawi cię (przynajmniej do czasu), a i trochę odciąży plecak - wpierniczy nadmiar jedzenia. Jak się dowiedzieliśmy od koleżanek, to Grzechu uczepił się nich na samym początku - w okolicach Piwnicznej.

IMG_20190217_125502.thumb.jpg.6facf4ca71fea0a854860f465e1e26b8.jpg

 IMG_20190217_125459.thumb.jpg.20cd4b6ff8ba92217b60e5fff436f888.jpg

IMG_20190217_125515.thumb.jpg.701d2e35e38cf1e58024646d4b563dd1.jpg

Pełni podziwu dla tego malucha postanowiliśmy go trochę doładować żarciem. Standardowo odcięliśmy dno pustej butelki (chociaż z perspektywy czasu to pewnie i śnieg by wylizał i by miał wodę), nalaliśmy mu trochę życiodajnego trunku (nie, nie chodzi o piwo) i podzieliłem się z nim swoją kiełbasą. Tą do jedzenia jakbyście mieli jakieś wątpliwości. Cóż, chyba strzała amora w niego trafiła, bo koleżanki poszły dalej w kierunku Przehyby, a on został z nami. Z racji tego, że to nie był de facto szczyt Rogacza to postanowiliśmy go odnaleźć. Pomogła nam w tym tabliczka, która wskazywała, gdzie jest wierzchołek, który był poza szlakiem. Postanowiliśmy z chłopakami, że sam na niego wejdę, zobaczę czy w ogóle warto, czy są jakieś widoki i jak będzie git to wtedy pójdziemy na niego razem. Temperatura się podniosła, ścieżka przez las była ledwo widoczna. Pamiętając zapadanie się w śniegu podczas 1. dnia tripa starałem się unikać niepewnych miejsc, jednak niestety - wpadłem. Wyjście z dołka było o tyle problematyczne, że gdy podnosiłem jedną nogę, to drugą zakopywała się jeszcze głębiej. Po chwili walki z naturą udało mi się szczęśliwie swoją kończynę wyciągnąć. Jeszcze parę metrów kluczenia pośród drzew i jestem.

IMG_20190217_130809.thumb.jpg.bcbca97a5f5c641aaea797aed7f797ad.jpg

Piękna, bezludna polanka z widokiem na wschód. Hmmm, chyba warto zjeść tu "obiad", więc wracam po chłopaków. "Łukasz, spróbuj się znowu nie zakopać w tym śniegu" - myślę sobie, schodząc powoli w dół. Trudniej jednak zrobić niż powiedzieć. Ląduje dosłownie w tym samym dołku. Całe szczęście, że już go trochę wcześniej rozdeptałem, więc wyjście z tej pułapki zajęło mi dużo mniej czasu. Schodzę do rozejścia szlaków, wołam chłopaków i dzielnie drzemy z powrotem pod górę. A Grzesiu z nami. Ostrzegam chłopaków przed pułapką w postaci śnieżnej poduszki i po chwili, cali, zdrowi i szczęśliwi zrzucamy plecaki siadamy na śniegu i rozpoczynamy biesiadę z widokiem na Beskid Sądecki.

IMG_20190217_130823.thumb.jpg.fe6da97be52f703da3921c4c6d50fc72.jpgIMG_20190217_131100.thumb.jpg.1442c6c4932e8a564c69adbd87aa75cb.jpg

IMG_20190217_131233.thumb.jpg.e93510e72f0a5d43606c9d86fe3bcc30.jpg

Grzesiu jak na małego psa przystało miał ADHD. Co chwilę gdzieś się przemieszczał, ale po chwili wracał. Głaskanie i podjadanie naszych łakoci ewidentnie mu odpowiadało. Był też naszym „strażnikiem”, bo to on pierwszy zauważał podchodzących ludzi od strony Piwnicznej. Zerkał w lewo i prawo bacznie obserwując.

IMG_20190217_131750.thumb.jpg.b417d77b994772c9fc8281b57fcc02a5.jpgIMG_20190217_131754.thumb.jpg.cc657f4a8147b3cd2e10183a75eceaf8.jpg

Jedynym minusem miejsca naszego odpoczynku był brak widoku w stronę Tatr – zasłaniał nam go las, jednakże widok na ośnieżone Beskidy też miał swój urok. Z racji krótkiej trasy w ogóle nam się nie spieszyło, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć ile tam siedzieliśmy, ale naprawdę dłuuuugo. Swoją drogą… może kogoś interesuje dlaczego Grzesiu dostał imię „Grzesiu” 😛 Przed tripem bodajże Mati mi wysłał filmik ze sławnego Nadleśnictwa Baligród. Z racji, że byliśmy w środku zimy to nie spodziewaliśmy się takiego wariata na szlaku. Powinien być w domu, więc dostał imię po niedźwiedziu 😄 Na dole bloga podrzucam link do filmiku.

Czas się zbierać. Niespiesznie pakujemy manatki i całą czwórką ruszamy w stronę Piwnicznej. Zastanawiamy się co z naszym kumplem na doczepkę. Nie widzi nam się go zostawiać, ale jeśli nie będzie innej opcji to najwyżej pochodzimy po domach i postaramy się odnaleźć jego właściciela.

Tymczasem „furiat” coraz bardziej działa mi na nerwy, bo przyjmuje chyba najbardziej wkurwia*ącą technikę chodzenia. Wpada między nogi, wyprzedza mnie, idzie tak może z minutę, odbija w bok, wącha krzak, zostaje w tyle i po kolejnej minucie znowu wpada w nogi po to, by mnie wyprzedzić 😛 Mimo wszystko uroczy ten nasz towarzysz, więc zgadzam się na taki sposób podróżowania 😉

IMG_20190217_143637.thumb.jpg.f58587aa3fdc0b04a157d99eb64b00a4.jpg

IMG_20190217_143713.thumb.jpg.607eb804cb9f491c2150bf1f45cb3dfa.jpg

Powoli wytracamy wysokość niezbyt szeroką, ale dobrze wydeptaną ścieżką. Idziemy dobre 30 minut, gdy nagle zauważamy nadchodzącego turystę z przeciwnego kierunku. Witamy się standardowym, górskim „cześć” i idziemy dalej, ale chwila, chwila… Gdzie jest Grzesiu? Zerkamy za siebie, a nasz towarzysz leci już z powrotem w kierunku Wielkiego Rogacza. No cóż… Może z jego plecaka wydobywały się lepsze aromaty niż z naszych 🙂 Mimo wszystko właśnie zniknął nam problem, gdyż nie musimy szukać jego właścicieli. Później jeszcze staraliśmy się znaleźć jakieś informacje w necie, czy nikt nie szuka takiego psa, ale nic nie było. Chyba zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy 😊

Szlak powoli zamienia się w drogę, słońce chowa się za górami.

IMG_20190217_162908.thumb.jpg.861ec54de2cccfbc2e45d85e0bcd4040.jpg

Z świetnymi humorami decydujemy, że bez zbędnego gadania ruszamy od razu do restauracji uzupełnić stracone kalorie i napić się piwka. A raczej piwek. Znaleźliśmy jedną i wchodzimy. Ewidentnie nie pasujemy ubiorem do reszty gości, ale delikatnie mówiąc – nie mamy z tym najmniejszego problemu 😄 Dostajemy menu, wybieramy dania, czekamy 3 minuty, 5 minut, 10 minut. Nikomu z nas się ruszać do baru nie chce, więc Piter stosuje technikę ściągania uwagi wzrokiem. W końcu kelnerka z uśmiechem podchodzi i informuje nas, że zamówienia przy barze. Eh…

Spożywamy posiłek, popijając go zimnym browarkiem, płacimy i ruszamy do miejsca naszego dzisiejszego spanka. Z racji tego, że wiemy, co należy traktować priorytetowo, po chwili rozmowy pytamy czy możemy gdzieś wysuszyć buty. Zostajemy zaprowadzeni do kotłowni i powiem Wam, że… Buty w takiej temperaturze to powinny się wysuszyć chyba w 20 minut. Tam była, jedna, wielka sauna 😄 Gorzej, że w pokoju mieliśmy podobną temperaturę. Pamiętając o pobycie w Starych Wierchach zaczynamy od zakręcenia wszystkich kaloryferów i otworzenia okien. Udaje nam się skutecznie zbić temperaturę, dzięki czemu noc prześpimy w komfortowych warunkach.

Następnego dnia niestety na szlak wyruszę już tylko ja i Piter. Stan stóp Matiego zmusza go do powrotu. Jedynym „plusem” takiego stanu jest to, że zarzucamy sobie z Piterem tripa w naszym stylu – dużo i długo. Do tego dojdzie jeszcze presja czasu, czyli… tak jak jest zawsze 😛 No cóż, czas spać!

 

Link do prawdziwego „Grzesia”:                                           

https://www.youtube.com/watch?v=w1PYl1Jguf4

  • Like ! 5
Sign in to follow this  


40 Comments


Recommended Comments



No wreszcie się doczekałam następnego odcinka i powiem Ci że było warto bo nawet jakbyś niczego nie napisał tylko wrzucił zdjęcia Grześka to i tak by to zrobiło całą robotę😉

  • Like ! 2
  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

Co mam powiedzieć 😛 Właśnie takiego komentarza z Twojej strony @Zośka się spodziewałem 😀 W ogóle mnie nie zaskoczyłaś😀

Wiedziałem, że te wszystkie historie będą tylko tłem dla głównego bohatera... 😏

  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

No cóż @Luk_ sam sobie strzelasz w kolano😀. Opisujesz fajną wycieczkę w pięknych okolicach i ze świetnymi widokami...a potem pokazujesz tego małego wariata który kradnie serca wrażliwych tatromaniaczek😂 więc nie bądź zdziwiony że los tego biedaka (albo małego cwaniaka😁) tak mnie poruszył 😂

Ale rozumiem że to skromność nie pozwala Ci rozpisywać się nad Twoimi wyczynami a empatia każe pokazywać "prawdziwego bohatera" górskich szlaków czyli Grześka 👍🏻

  • Like ! 1
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Raczej małego cwaniaka 😛 jak dla mnie jego wybory z kim iść a z kim nie były kalkulowane z zimną krwią. Nawet się nie odwrócił by nas pożegnać! To cwana bestia była, już wiem, że takim nie można ufać😉 Z nami miał jedzenie, wodę, opiekę i zabawę. Wybrał niepewność zamiast poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji... No ale jak to mówią... 😛 Czasami trzeba upaść na samo dno, by się odbić i wyskoczyć w górę! 😛Taki los musiał najwidoczniej spotkać Grzesia 😉

Tak, tak, moja wrodzona "skromność" każe mi ogólnie opisywać dzieje górskich zwierząt 😛 Przedwczoraj byłem świadkiem zabawy w coś a'la berek w wykonaniu kozic. To było ciekawsze niż oglądanie F1 😀

  • Like ! 1
  • Haha 2

Share this comment


Link to comment

Cwana bestia mówisz ? No no....a wygląda tak niewinnie😄. No ale w sumie powinieneś być mu wdzięczny bo nawet gdybyś napisał że chodziłeś w kaloszach, stroju Mikołaja i góralskiej czapce po górach to i tak nikt by nie zwrócił uwagi na to co piszesz tylko na Grzesia 😂 i dał lajka za "przygarnięcie" biednej psinki😁

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

Wygląda niewinnie? Spójrz na tą śmierć w oczach! To wilk w owczej skórze 😉

Przygarnięcie 😛 Z jego energią to prędzej on nas przygarnął 😁

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

A weź 😛 Nas nie, ale opierdzielił nam pół lodówki po czym sobie poszedł 🙄 to nie było miłe... 😞

Share this comment


Link to comment

@Luk_Widocznie mu nie smakowało😂 A zresztą ile takie maleństwo może zjeść ?😁

Edited by Zośka
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Nie masz może w rodzinie jakiegoś chłopa w okresie dorastania? Wiesz, ile człowiek potrafi wtedy jeść?! I tak samo w przypadku Grzesia, młócił wszystko, co mu podaliśmy 😛 Zjadłby wszystko i jeszcze więcej 😉

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

@Luk_ no nareszcie!!! Ile można czekać??? Super opowieść i fotki 🥰. Zazdroszczę tej zimowej beztroski 😃 i pustych szlaków. A co do Grześka- jak wiadomo wszystkie Grzesiki to fajne chłopaki 🤣🤣🤣 ( cwaniaki)!. Czekam na cd.

  • Like ! 2
  • Thanks 1

Share this comment


Link to comment
Luk_

Posted (edited)

@jaaga76 na dobre trzeba trochę poczekać 😛 połowę tej historii miałem spisane prawie dwa tygodnie temu, ale a to wyjazdy, a to coś jeszcze i nie było kiedy dokończyć. Resztę historii spisałem między jednym wyjazdem a drugim 😀 ale na ostatnią część chyba tyle nie będziecie musieli czekać 🙂 myślę, że do końca września się wyrobię 😂

A co do szlaków - w zimie lubię tą pustkę. Oprócz paru osób to ma się całe góry, ba!, nawet całe pasma górskie niemalże na wyłączność 🙂

Edited by Luk_
  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment

Jak nie lubię zimy to ta z Twoich zdjęć nawet mi się podoba. 

Piesek fajny, pozuje jak zawodowy model. Kiedyś w Gorcach przyczepił się do nas piesek. Głodny i spragniony głaskania, bo jak tylko zjadł nasze drożdżówki to położył się kołami do góry żeby go po brzuchu głaskać. Zadzwoniłam pod numer na obroży, pewna, że  czeka pod nim zmartwiony właściciel zguby, a okazało się, że mam się pieskiem nie przejmować, bo on znajdzie drogę do domu, bo wcale się nie zgubił, tylko on tak sobie chodzi gdzie chce. 😊 

 

  • Like ! 2
  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Powiem Ci @wjesna, że ja właśnie lubię dokładnie taką zimową aurę jaka wtedy panowała. Błękitne niebo, słoneczko, cieplutko 🙂 Z drugiej strony przydałoby nie trochę mrozu, bo wtedy śnieg tak się nie topi i przyjemniej się pomyka, ale strzał pogodowy był 10/10. 

A co do Grzesia i kota z Tatr, wydaje mi się, że mimo wszystko te zwierzęta sobie poradzą i tak jak powiedział Tobie właściciel tego psa - "znajdzie drogę do domu" 😛 Może to my, ludzie, jesteśmy zbyt nadopiekuńczy 😉

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

To nie będzie odkrywcze, ale ten piesio jest cudny😍

 

@Luk_ chyba masz rację z tą nadopiekuńczością. Ja często spotykam jakieś zwierzaki na szlaku, a potem cały rok się zamartwiam : Czy "mój" pies żyje? Czy nie jest głodny? Nie jest mu zimno? Czy nie przejechał go samochód? Może nie trzeba się jednak o nie aż tak zamartwiać.

Zimę z mrozem i słonkiem uwielbiam 🙂

  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment

Dokładnie 😀 w końcu psy, mimo tego, że udomowione to nadal są zwierzętami 🙂 Myślę, że pozostawione same sobie dużo lepiej sobie poradzą niż większość ludzi 😀

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

@Luk_ ten Grzesiek nie dość że radzi sobie świetnie to jeszcze został gwiazdą bloga na jednym z najpopularniejszych portali😃

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Oby od tej popularności palma mu nie odbiła 😛 Jeszcze zacznie wprowadzać turystów na jakieś trudne, tatrzańskie szczyty, biedny turysta się zblokuje a on... nie będzie mógł podać nawet pomocnej dłoni 😛

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

Myślę że turysta z plecakiem pełnym żarcia nie musiałby się obawiać 😁

  • Like ! 1

Share this comment


Link to comment

Oj, nie zgodzę się 😛 Taki agent specjalnie mógłby nie pomóc, tylko z tego powodu, że miałby więcej do żarcia dla siebie samego 😛

  • Haha 1

Share this comment


Link to comment

A tak w ogóle, to co uważacie o takich psich spacerach? Przeszkadzają Wam psy w górach czy nie? Ja mam dużego, molosowatego psa i on sie nie nadaje do wędrówek, bo obejdzie na spacer i już jest zmęczony ale gdybym miała inną rasę, to chętnie bym go zabrała, np w Beskid Wyspowy.

  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment

Na Słowacji bardzo często spotykam turystów z psami i zupełnie mi to nie przeszkadza. Wszystkie psy które spotkałam były dobrze ułożone i przyjazne. Mój pies niestety nie nadawał się na górskie wędrówki ale jeżeli zdecyduję się na kolejnego to postaram się raz na jakiś czas zabrać go ze sobą🙂

Edited by Zośka
  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment
1 godzinę temu, wjesna napisał:

A tak w ogóle, to co uważacie o takich psich spacerach? Przeszkadzają Wam psy w górach czy nie? Ja mam dużego, molosowatego psa i on sie nie nadaje do wędrówek, bo obejdzie na spacer i już jest zmęczony ale gdybym miała inną rasę, to chętnie bym go zabrała, np w Beskid Wyspowy.

Nie mam zupełnie nic przeciwko. W przyszłości chciałbym mieć psa i przy wyborze rasy będę na pewno kierował się jego wytrzymałością 🙂 Uważam jednak, że niezależnie od rasy pies w górach powinien być na smyczy i mieć kaganiec. Widziałem niestety parę razy jak pies goni do jakiś obcych dzieci, które zwyczajnie się go bały. Ale z chęcią z takim kompanem nie do zajechania pochodziłbym po górach 🙂 Może nie na Rysy czy Orlą😛, ale jakieś Tatry Zachodnie, Niżne bądź Beskidy jak najbardziej.

  • Like ! 2

Share this comment


Link to comment

Tu nie chodzi o to, że bydlę, tylko tak jak pisałem wyżej - nie chce by osoby postronne się go bały czy coś. Jako właściciel prawdopodobnie bym wiedział na co stać mojego psa, niestety inni tego nie wiedzą. Oczywiście nie miałby go założonego non stop. Raczej przy jakiś schroniskach bądź innych miejscach, gdzie jest dużo ludzi 🙂

Share this comment


Link to comment

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...